RSS
 

Notki z tagiem ‘uczucia’

Kolejna odsłona początku cz. 5

08 wrz

Jednocześnie, tak, jakby wszystko to odbywało się poza mną. Wróciła blondynka, owinięta w jasny ręcznik.

- Zaraz zrobię odpowiednią atmosferę.

Podszedłem do niej i zacząłem głaskać po udach, powoli wsuwając rękę pod ręcznik. Skóra jej ud podziałała jak reklamowane teraz wszędzie środki na potencję, stanął natychmiast.

- Ej, ej, jeszcze nie. Siadaj sobie.  – Jej głos, nadal miękki i przyjazny, jednak pojawił się w nim nutka apodyktyczności. Wyłączyła światło i pstryknęła przełącznik przy łóżku. Zapaliły się niebieskie światła przy łóżku i nad stolikiem, który stał pod ścianą. Faktycznie klimat był, niczym na planie Playboy Club. Blondi przykucnęła przy odtwarzaczu z małymi kolumienkami, który leżał na podłodze. Kiedy znajdowała się w tej pozycji, ręcznik podwinął się, ukazując większość jej uda. Patrzyłem jak zahipnotyzowany, ponownie podszedłem i zacząłem gładzić jej udo. Byłem złakniony jej ciała.

- Wiesz, jak wymienić tu baterie? To masz, wymień. -  Nie czekała na moją odpowiedź, tylko wręczyła mi dwa paluszki. Ewidentnie, wiedziała, jak zająć moje ręce. Przemknęło mi przez głowę, że być może dałem się oskubać, bo dałem już kasę, a akcji żadnej nie było. Jeśli tak miało być rzeczywiście, to faktycznie byłaby to jedna z bardziej kosztownych lekcji. Wymieniłem baterie. Nie bardzo wiedziałem co dalej, dlatego ograniczyłem się do krótkiego „już”.

- Ok., dzięki, to usiądź sobie.

Posłusznie usiadłem na łóżku. Blondynka podeszła do odtwarzacza i wcisnęła ”play”. Z dwóch kolumienek zaczęły rozbrzmiewać jakieś przeróbki dancowe. Ściągnęła ręcznik i rzuciła go na fotel. Była w samej bieliźnie. Nie jakieś przesadnie skąpej, ani wyzywającej, ale gustownej, zalotnej. Odwróciła się do ściany, stanęła w lekkim rozkroku opierając się o ścianę. Kiedy popatrzyłem na jej pośladki, miedzy którymi znikał sznurek stringów, zapadłem w trans. Tymczasem moja gospodyni w rytm muzyki przykucnęła, rozkosznie wypinając tyłek. Patrzyłem jak urzeczony. Jej wijące się ruchy, spowodowały, że praktycznie krew z całego układu znalazła się w jednym miejscu. Odwróciła się, jej dłonie zaczęły błądzić po jej ciele, co w połączeniu z jej ruchami jeszcze bardziej mnie nakręcało. Jej spojrzenie stało się inne, nieco bardziej wulgarne, ale też nienaturalne. Tak, jakby założyła maskę. Nie przestając się dotykać, zdjęła stanik. Dobrze mieć rację. Jej cycki były anatomicznym kunsztem. Nie za duże, nie za bardzo sterczące, w sam raz. Ekstra. Powoli podeszła do mnie i zaczęła tańczyć niecały centymetr od moich kolan. Widząc moje zbliżające się ręce, delikatnie dała mi po łapach. Obróciła się tyłem. Widząc jej wirującą dupcię, nie mogłem się powstrzymać i zanurkowałem miedzy jej pośladkami, czułem na nosie materiał jej majtek. Odwróciła się i pogroziła palcem.

- Jeszcze nie.

Jej plas trwał jeszcze kilka chwil, nie wiem ile konkretnie. Nie zauważyłem też, kiedy zsunął mi się ręcznik, którym byłem owinięty. Uzmysłowiła mi to diva, która co jakiś czas, niby niechcący  trącała sterczący korzeń.

- Wstań. – Zaciekawiony, co będzie dalej, podniosłem się z łóżka. Zamieniliśmy się miejscami. Teraz ja stałem, a ona siedziała. Sięgnęła pod poduszkę, jej ręka powróciła z małym kwadratowym sreberkiem. Niespiesznie, rozerwała opakowanie i wyciągnęła prezerwatywę. Spokojnie nakładała na mój nabrzmiały organ. Fiut powoli zniknął w jej ustach, jej głowa wykonywała minimalne ruchy, ale usta sprawiły, że musiałem stawić czoło (no może niekoniecznie czoło) nowej fali doznań. Przestała.

- Chcesz mnie zerżnąć, czy… – T.. – chciałem odpowiedzieć – czy chcesz się ze mną kochać – dokończyła pytanie.

- Kochać – odpowiedziałem. – Zalotnie podniosła brwi – zerżnąć – poprawiłem się. Zaśmiała się. Zorientowałem się, że na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, nie w tym miejscu, nie w tym czasie. Podsunęła się na brzeg łóżka, uniosła nogi i ściągnęła majtki. Chciałem rzucić się na jej cipkę, chciałem ją pożreć. – My my – pokręciła przecząco głową. Uniosła nogi i wyprostowała je, tak, że tworzyły literę V. Wszedłem w nią. Moje ruchy, początkowo chaotyczne, z czasem stały się miarowe niczym krok janczarów. Było po prostu nieziemsko. Oddech blondynki stawał się głębszy, głośniejszy. Kiedy na chwilę się zatrzymałem, wysoka dziewoja, sprawnie wysunęła mojego fiuta z siebie i odwróciła się na brzuch. Teraz od pasa w górę leżała na łóżku, a jej nagi swobodnie opadały na podłogę. Wszedłem w nią od tyłu. Teraz zacząłem spokojnie, miarowo, ale każda minuta, naszego stosunku, pchała mnie w stronę chaosu. Moje ruchy coraz szybsze, coraz bardziej chaotyczne, pełne ekspresji, pasji. Oddech blondyny zamienił się w pojękiwanie. Przez moment, nasz akt tak nas pochłonął, że odeszło w zapomnienie, gdzie jesteśmy, że każde z nas ma swoją rolę, dziwki i klienta. Liczyło się tylko, co było w chwili obecnej – ładunek doznań, który nieuchronnie musiał wybuchnąć. Nasze wyprostowane ręce złączyły się, uścisnąłem jej dłoń, oddała uścisk. Fala ekstazy nadciągała, nic nie mogło jej powstrzymać. Doszliśmy razem w akompaniamencie naszych urwanych krzyków. Poczułem jej skurcze na swoim kutasie. Kiedy wstrząsnął nami ostatni dreszcz. Przywarliśmy do siebie. Pocałowałem ją w miejsce, gdzie szyja przechodzi w ramiona. Powoli uniosłem się i z niej wyszedłem. Spojrzałem na mojego najwierniejszego przyjaciela i nie wiedziałem co powiedzieć. Z mojego fiuta zwisał strzęp lateksu. Condom pękł. Diva odwróciła się i zobaczyłem przerażenie na jej twarzy. Usiadła okrakiem i zobaczyłem resztki mojego nasienia wypływającego z jej pochwy.

- O Jezu, o nie. – Jej głos zaczął się łamać. Zaczęła pochlipywać.

- Jak to się stało? – Mój głos, może się nie łamał, ale też byłem spanikowany. Pierwszy raz w życiu pękła mi prezerwatywa i to jeszcze w takiej sytuacji. Owładnęły mną tysiące czarnych scenariuszy. Nie wiedziałem co zrobić. Chciałem stąd jak najszybciej uciec.

- Fuck, lałeś we nie i nie czułeś? – Wyrzut w głosie dziwki, dolał oliwy do ognia.

- I co teraz? Czy za to jest jakaś dopłata? – Nie wiem czemu, ale pomyślałem o scenie z „Poranku kojota” Inie zmroziło. Szybko się ubrałem i zacząłem nerwowo chodzić po pokoju, zerknąłem na okno, którego do tej pory nie zauważyłem. Nie jest wysoko, w razie czego – pomyślałem.

- Co? Nie. Ale..Boże. Nie jesteś na nic chory?

- Nie.

Na chwile zapadło milczenie. Oboje dokończyliśmy ubieranie.

- Czy z powodu tego wypadku będziesz miała jakieś nieprzyjemności? – Nie wiedziałem co powiedzieć, było mi jej szkoda, siebie mi było szkoda. Nieciekawa sytuacja.

- Nie, mamy okresowe badania, jeśli którejś wyjdzie coś nie tak, to musi odejść. Jeśli pojawiłaby się ciąża, dostajesz adres lekarza i tyle. Na pewno nic nie masz?

- Na pewno.

Okazało się, że to jej pierwszy tydzień w pracy. To tłumaczyło dlaczego jej zachowanie sprawiało wrażenie nakładania maski. Wymiana kilku zdań, otworzyło między nami pewne wrota, zaczęliśmy rozmowę. Jedyną w swoim rodzaju. Coś więcej niż rozmowa przyjacielska, coś więcej niż wizyta u terapeuty, czy spowiedź. Ktoś, kiedyś powiedział, że to u dziwki mają miejsce najbardziej szczere i terapeutyczne rozmowy, to prawda. Opowiedziała mi o sobie, jak trafiła tu za pośrednictwem koleżanki, że jej się jak na razie podoba, że rzuciła policealną szkołę farmaceutyczną. Ja opowiedziałem jej o tym, że zaczynam studia, że jestem zakochany w koleżance z liceum i w związku z tym jestem nieco bezradny. Dziwne, ale była pierwszą i jedyną osobą, której przyznałem się do mojej bezradności uczuciowej, przyznałem się do tego, że tak w głębi serca boję się, tego, że zostanę odtrącany. Jej diagnoza była wygłoszona ciepłym przyjacielskim głosem, ale nie brzmiała dla mnie pocieszająco. Udzieliła mi wtedy lekcji, prawdziwej i przydatnej, choć wtedy ją zanegowałem.

- Jeśli dziewczyna nic do ciebie nie czuje, to nie będziecie razem i nic na to nie poradzisz. Musisz się z tym pogodzić. – Jej spojrzenie było koleżeńskie, nie było w niej nic z profesjonalnej kochanki. Powiedziała to tak po prostu, ot koleżeńska rada.

Przyznałem się jej, że tak naprawdę nie wiem, co tutaj robię, dlaczego, akurat ja mam bzika na punkcie burdelowa, dlaczego to wszystko tak wygląda. Dla mojej rozmówczyni sytuacja była prosta, moje zafascynowanie burdelowem, było moją pokrętną drogą na znalezienie miłości.

- Zaczynasz studia, wiem, że jesteś zakochany w tej dziewczynie z liceum, ale zobaczysz, poznasz dziewczynę, w której się zakochasz równie mocno i wtedy nie będziesz chciał odwiedzać agencji.

Nie wiem ile rozmawialiśmy, dziesięć, może piętnaście minut. Stukanie do drzwi było sygnałem, że już czas.

Oboje wstaliśmy, coś się zmieniło. Popatrzyliśmy sobie w oczy. Zbliżyła się do mnie pocałowała mnie w policzek.

- Było mi z tobą dobrze. Pa

- Cześć

Kiedy wyszedłem na zewnątrz, musiałem ochłonąć. Do mieszkania miałem spory kawałek, ale nie brałem taksówki. Nie przerażała mnie już nieciekawa okolica. To był jeden z tych momentów w życiu, gdzie czujesz, że nic nie może się stać. Jakbyś był w magicznej mydlanej bańce, która chroni. Dodtarłem do mieszkania sporo po północy.

- Dopierdolą ci na mieście i tak rozpoczniesz studiowanie. – Misza okazał mi swoją troskę.

Za jakieś dwa tygodnie spotkałem chłopaków.

- I jak byłeś? – To pytanie było pierwsze.

- Byłem – odparłem tak po prostu

- Taa, byłeś – drwiąca mina Lukiego nie zrobiła na mnie wrażenia. – Wziął numer, żeby przyszanować, jakie ma kontakty w mieście.

Nic nie odpowiedziałem, uśmiechnąłem się tylko. Wiedziałem, że jesteśmy z różnych planet i nic tego nie zmieni.

Co do licealnej miłości, miała rację:

link

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Rozwódki vs stare panny

09 maj

Blogerka Moonczita poruszyła temat, który bardzo mnie zaintrygował. Otóż zastanawia się, kto wypada lepiej w lidze towarzyskiej: rozwódki, czy tzw. Stare Panny?

Jak sama przyznaje, jako rozwódka, niekiedy odnosi wrażenie, że jest traktowana jako trędowata, lub używając modnego określenia: ktoś gorszego sortu. Jednocześnie jest zdania, że status rozwodnika facetom w ogóle nie przeszkadza.

Zastanówmy się.

Zacząłbym od tego, że zbiór kobiet, który możemy umownie nazwać singielkami, zawiera pewne podzbiory:

- singielki z odzysku: rozwódki, wdowy i wszystkie kobiety, które są po poważnych związkach

- singielki, czyli wolne kobiety, które nie związały się z nikim, bo wierzą w Miłość, robią karierę, lubią urozmaicony seks z różnymi partnerami lub z jakiegokolwiek innego powodu, ich sprawa

- stare panny, kobiety, które nie znalazły nikogo, bo są dziwne.

Pozwolę sobie na małe wtrącenie. Na studiach podyplomowych miałem w grupie trzy kobiety, które miały dwie cechy wspólne. Były „pod czterdziestkę” i były same. Jak grupa oceniła, te trzy kobiety, to dwie stare panny i jedna singielka. Różnice były zasadnicze. Singielka uśmiechnięta, nie robiąca sobie nic ze swojego stanu, potrafiąca porozmawiać na każdy temat. Dwie pozostałe: dziwolągi, chcące naprawić świat, które wszystko wiedzą lepiej. A już najlepiej znają się na związkach.

I teraz zasadnicza sprawa, jak, my faceci, patrzymy na zbiór singielek. Przede wszystkim, dziś nie ma znaczenia, aż takiego, czy kobieta jest wolna, bo coś nie wyszło w poprzednim związku, czy jest sama, bo jakoś nie starczyło czasu na związek. Powiem więcej. Jeśli patrzymy na rozwódkę, to sprawa jasna: coś „nie pyknęło” w związku i już. Ale, jeśli obiektem jest kobieta wolna, w pewnym wieku i w dodatku atrakcyjna, to sprawa się komplikuje. W głowie pojawia się pytanie: skoro jest atrakcyjna, inteligentna i tak dalej, to dlaczego jest sama? CO Z NIĄ NIE TAK? Tak, tak droga Moonczito, stare panny wcale nie stoją wyżej w rankingu od rozwódek.

Ewentualne skierowanie wzroku na starą pannę może być pewną pozostałością po czasach ludzi pierwotnych. W pewnym sensie to terytorium jeszcze nie zdobyte, ale nie traktowałbym tego zbyt poważnie , ot niegroźna symbolika.

Moonczita porusza również sprawę kobiet, nie tylko z bagażem doświadczeń, ale również z pociechą lub pociechami. Czy takie kobiety mają gorzej? Powiem tak, jeśli odpowiedzialny facet jest zainteresowany kobietą, która do układu wnosi dziecko, to musi sobie odpowiedzieć na kilka pytań. Po pierwsze relacje z nieswoim dzieckiem są relacjami znaczenie trudniejszymi niż z własnym potomkiem i, tak uważam, wypracować partnerskie relacje, to sztuka. Nie wiem, czy na ten przykład, ja bym potrafił. Kolejna sprawa, to ekonomia, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mówię do kobiety: „twoje dziecko, twoja sprawa”, dlatego trzeba sobie jasno powiedzieć pracująca para dorosłych ludzi to jedno, a para z dzieckiem, to nieco inna bajka. Powtórzę, odpowiedzialny facet, dwa razy pomyśli, zanim zdecyduje się na taki układ. Jeśli uzna, że nie da rady, to należy docenić to, że potrafił przyznać się do własnej słabości. Nie musi to oznaczać, że nie chce: „kobiety z dzieckiem”.

Kolejna sprawa, to kwestia poradzenia sobie z sytuacją po rozwodzie. Naprawdę, to nie jest tak, że społeczeństwo tylko kobiety rozlicza z rozgrywek towarzyskich. I tylko na kobiety działa presja czasu. Uwierzcie, drogie panie, że my faceci też jesteśmy pod obstrzałem. Ja sam na progu trzydziestki kilkukrotnie usłyszałem pytanie: co ze mną nie tak? Co ciekawe usłyszałem też możliwe odpowiedzi. Oto co ciekawsze przypuszczenia niektórych znajomych:

- prawdopodobnie gej

-impotent albo onanista

-maminsynek, który nigdy nie wyszedł spod skrzydeł mamusi

-wieczne dziecko, niezdolne do dorosłej relacji

-towarzyski niedorozwój

Jak widzicie, nikomu nie jest łatwo. Co do sytuacji porozwodowej, mój dobry kolega borykał się z tym problemem. W końcu znalazł damę serca, która na pytanie, czy nie przeszkadza jej, że jest po rozwodzie, odpowiedziała: „każdy zasługuje na miłość i drugą szansę”.

I tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

W labiryncie burdelowa cz. 3.0

22 kwi

Półwiecznik

Ją odwiedziłem pewnego chłodnego wieczora. Byłem u znajomych. Pracowaliśmy nad prezentacją dotyczącą nowych modeli w zarządzaniu. Nie pamiętam, Kiedy odpłynąłem myślami. Chyba w połowie naszej pracy. Tak po prostu. Dźwignia w mojej głowie sama się przestawiła. Co mogło być tego przyczyną? Wdzierająca się do mojej głowy nuda, czy piersi Justy, które, tak jakby postawiły sobie za cel, cały czas prześladować moje oczy. Uwięzione w czarnym wełnianym sweterku zdawały domagać się wolności. Justa pojawiła się kiedyś na imprezie. Chciałem ją zaliczyć, ot tak dla sportu. Chyba nie była zainteresowana. Nią z kolei zainteresował się Misza. I tak, Justa przestała być kobietą, została kobietą najlepszego kumpla. Tym sposobem stworzyliśmy jedną z najbardziej pokręconych paczek na studiach.

Z mieszkania Justy wyszedłem po siódmej. Było ciemno. Zimny wiatr zdawał się wyganiać wszystkich z ulic do mieszkań, zupełnie, jakby przestrzeń między budynkami należała do niego. Tylko do niego. Misza został u Justy. To dobrze. Zdzwoniłem do Kaśki, pytając, czy wypije ze mną piwko. Zawsze padało to pytanie. Oboje wiedzieliśmy, że piwo jest najmniej ważne, to pretekst. Lubiliśmy poudawać. Zawsze spotykaliśmy się na piwo i tak jakoś wychodziło, że lądowaliśmy w łóżku. Tak przez ponad rok. Zaczęło się banalnie. Studencki klub. Po pierwszej. Ja zamroczony piwem i oparami papierosowymi, szukający ukojenia dla mojego druha. Niska, raczej o przeciętnej urodzie, biorąc poprawkę na wypite piwo, może być. Podszedłem, rozmowa o niczym, kolejne piwo. Wychodzimy. Łatwizna. Po raz pierwszy, tej nocy doświadczyłem, czym jest przeterminowana prezerwatywa. Poważnie, nigdy wcześniej tego nie doświadczyłem. Co jeszcze ciekawsze doznałem wtedy olśnienia. Dziewczyny po dwudziestce, czyli dorosłe kobiety, mogą być cholernie nierozbudzone seksualnie. Kaśka na ten przykład nie wiedziała czy jest podniecona.

- Czuję spięcie w brzuchu i stoją mi suty. To chyba jestem gotowa.  – Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Pewnie, gdyby nie stojący maszt, chętnie bym z nią na ten temat porozmawiał.  – Nigdy nie wiem, czy już jestem podniecona – kontynuowała.

Kilka naszych spotkań i już wiedziała kiedy jej ciało domaga się seksu. Bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że po kilkunastu miesiącach, kiedy nasza relacja dobiegła końca. Katarzyna była w pełni rozbudzoną, świadomą każdego impulsu płynącego z jej ciała. Z pewnością, zostawiłem ją lepszą niż zastałem.

Trzysta metrów dalej, w szarym bloku, za drzwiami obitymi tandetną sklejką, czekały na mnie doznania. Z Kaśką umówiłem się przed dziesiątą. Mam wystarczająco dużo czasu. Wiatr niemile mnie połaskotał. Zapiąłem kurtkę. Wyjąłem telefon. Zadzwoniłem, pytając, czy mogę podejść za dziesięć minut. Mogę. Świetnie. Wiatr wieje coraz mocniej, jakby mnie poganiał, albo wręcz przeciwnie, jakby mnie stąd wyganiał. Idę znajomą droga po raz, no właśnie ile razy już tędy szedłem. Ile razy przemierzałem tą trasę, drogę po doznania, drogę po przyjemność, po zapomnienie. Przy pięciu blokach, sprytnie umiejscowionymi między wolnostojącymi domami stoi krzyż. Zawsze kiedy go mijam w głowie odradza się pytanie: czy jeśli powiedziałbym kiedyś, że żałuję, będzie mi wybaczone? Czy modlitwa grzesznika ma sens? Jaki sens ma spowiedź, jeśli nie ma żalu za grzechy. Te myśli zajmują kilkanaście sekund, może minutę. Przechodzę obok kolejnych, szarych, kilkupiętrowych bloków. W świetle ulicznych lamp widzę karuzelę i huśtawkę. Mikroskopijny plac zabaw. Mój plac zabaw jest w ostatniej klatce. Pukam do drzwi. Te kilkanaście sekund napełnia mnie seksualnym napięciem. Ciekawe z kim dziś będę. O ile wiem [przyjmuje tu trzy albo cztery divy. Już poza głównym nurtem, ale jeszcze przydatne. Tanie i przydatne. Słyszę chrzęst zamka. Drzwi otwiera niska, szczupła kobieta. Sceneria jest ciągle ta sama. Ciemny przedpokój, dalej, skromnie oświetlony pokój. Dywan, zakurzony, meblościanka i rozkładana wersalka. Obok wersalki ława, na której leży pudełko chusteczek nasączanych, budzik i dwa sreberka – kondomy. Patrzę na kobietę. Jest stara. Po pięćdziesiątce. Wiem, że to mieszkanie ma kilka ogłoszeń. Ta pewnie jest z ogłoszenia: „dystyngowana pięćdziesięcioletnia „. Spod farby na włosach wyłania się siwizna. Twarz, pokryta maską zmęczenia zmieszanego z rutyną, świadczy, że wiele takich chwil jak ta przeżyła. Skóra na jej szyi i ramionach jest pomarszczona. Patrzę na zwykłą, starą bladź. Daję jej pieniądze i zaczynam się rozbierać. Wychodzi z pieniędzmi i wraca po chwili, również ściąga sukienkę na ramiączkach. Zostaje w staniku, który sprawia wrażenie zakurzonego i czarnych pończochach. To pewnie ten atrybut „dystyngowanej”. Zdejmuje stanik, ukazując dwie niewielkie piersi. Dziwne. Ma obwisłą dupę, brzuch też, mimo, że jest szczupła, a cycki jeszcze sterczą, niczym ostatnie wspomnienie lat świetności. Kobiece ciało, nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Stoję tylko w slipach. Zdejmuję je. Podchodzę do wersalki, diva siedzi. Z wprawą bierze mojego miękkiego druha. Zaczyna mnie pieścić. Masować, głaskać, delikatnie odsłania główkę. Obsypuje całe krocze pocałunkami. Druga ręka zajmuje się jądrami. Jest całkiem przyjemnie. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że z wiekiem kobiety, a zwłaszcza prostytutki stają się bardzo ckliwe w swych pieszczotach. Młode podchodzą do sprawy technicznie . Bez jakichkolwiek uczuć. Te starsze potrafią niemal z matczyną troską zająć się tym i owym. Oczywiście w trakcie całego aktu potrafią przemieć się w prawdziwe wampirzyce. To wszystko, jednak wymaga lat warsztatu.

CDN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Czy możemy zdobyć czyjeś serce?

24 lut

Paląc papierosa, w całkiem miłej knajpce, patrzyłem na otaczające mnie pary. Pod oknem, para w średnim wieku. Farbowana brunetka, szczupła, której twarz zdradzała nadmiar wypalonych papierosów i dobrze ubrany facet, pewnie jakiś handlowiec. Obok, kilkoro nastolatków, dziewczyny wdzięczące się do chłopaków w śmiesznych czapeczkach. Nie m bardziej skomplikowanej gry, niż gra towarzyska. Żadna gra, nie jest tak ekscytująca, w żadnej, innej grze wygrana nie ma tak słodkiego smaku, a porażka nie daje o sobie zapomnieć, długo, po samym fakcie zaistnienia. Gdziekolwiek nie spojrzymy roi się ludzi, którzy są z kimś, byli z kimś, albo zamierzają być.

Niedawno były Walentynki. Święto zakochanych. Podobno najpopularniejszym podarunkiem były serca, w najróżniejszych postaciach. Łatwo dać komuś pudełko pomadek, ale czy tak łatwo sięgnąć po serce, to w środku?

Zawsze nurtowało mnie jedno zagadnienie. Co jest przejawem większych uczuć: bycie razem przez kilkadziesiąt lat, czy krótki, namiętny i płomienny romans. Obie formy bycia ze sobą mają dobre i złe strony. Obie mają zwolenników. Pytanie, kto ma rację.

Weźmy za przykład małżeństwo. Staż kilkudziesięcioletni. Typowy cebulowy rodak i typowa, cebulowa rodaczka. Mniej więcej dziesięć lat po ślubie seks i zmysłowość, o ile jakąś posiadali odstawili na półkę. Pozostało im wychowanie dwójki dzieci, remonty w mieszkaniu, odkładanie na wakacje nad morzem. Między czasie przeszli takie przygody jak krótkie pobyty w szpitalu, utrata pracy, kłopoty wychowawcze z dziećmi. Jednak cały czas byli razem. Dziś, kiedy kładą się wieczorem spać, jedno chrapie, drugie poprykuje przez sen. Jednak zawsze, w rozmowach określają siebie mianem „mój”, „moja”.

Kolejna para. Młodzi ludzie po dwudziestce. Przyjmijmy wariant studentów, mieszkających w akademiku. Poznają się na imprezie studenckiej. Coś iskrzy. Mija kilka dni, lądują w łóżku. Są mega kompatybilni. Nie wychodzą z łóżka. Ich ciała i zmysły wydają się nadawać na tych samych falach. W przypływie namiętności, przekraczają coraz więcej barier w sferze seksu, ale również w sferze uczuć. Taki stan trwa kilka miesięcy. Odkrywają, że mimo fantastycznego seksu i szczerego oddania, na dłuższą metę, nie potrafią być ze sobą. Kolejne kilka miesięcy i powoli, ich znajomość umiera śmiercią naturalną. Za kilka lat każde z nich wejdzie w poważny związek, jednak zawsze, każde z nich będzie pielęgnować tę cząstkę serca, którą kiedyś zdobyło.

To tylko dwa skrajne przykłady. Pomiędzy nimi jest całą masa innych. Typowe seks-układy, związki z rozsądku, związki-pomyłki, romantyczne relacje, etc etc.

Kiedy następuje moment, zdobycia serca, czyjegoś serca, kiedy nasze serce ktoś zdobywa? Po udanej nocy? Po wspólnym dramacie? Po narodzinach dziecka? A może w ogóle nie można zdobyć serca, bo to najbardziej egoistyczny organ (no, może poza dwoma innymi). A nasze związki, to tylko kwestia przyzwyczajenia i seksu?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

Gruba blondynka cz. II

22 lut

Wierzę w znaki. Jako student ekonomii i finansów powinienem raczej wierzyć w mamonę i w to, co widzę na ekranie komputera, jednak, ja wierzę w znaki. Wierzę, że los, Siła Wyższa lub cokolwiek innego daje nam wskazówki.

Podobnie było teraz. Podobnie było wcześniej. Wraz z upływającym czasem, kiedy coraz głębiej wchodziłem w ten, nie do końca dobry świat, zawsze towarzyszyło mi uczucie, że robię źle. Że w pewnym momencie skręciłem w niewłaściwą drogę. Za każdym razem, kiedy rozmawiałem z prostytutką, kiedy szedłem pod dany adres, kiedy przeglądałem Stronę, Forum, cokolwiek. Zawsze czekałem na cud, na znak. Na coś, co da mi do zrozumienia, żebym odpuścił, żebym przestał. Kiedy dzwoniłem na numer ze Strony i nikt nie odbierał, w myślach liczyłem do pięciu. Kiedy doliczyłem, rozłączałem się, dziękując losowi, za ciszę w telefonie. Kiedy stałem na światłach, idąc na dymanie, często zastanawiałem się, co by było gdyby mnie potrącił samochód. Byłoby to nieszczęście, czy raczej dar od losu?

Tym razem było podobnie. To, że nie mogłem odnaleźć właściwej klatki i adresu, było dla  mnie znakiem. Znakiem, żeby odpuścić, dać spokój. Przez chwilę, chciałem to zrobić. Odejść. Każdy normalny człowiek odszedłby. Albo inaczej, każdy normalny człowiek nie wszedłby w ten świat. Problem ze mną by taki, że ja nie byłem normalny. Odkąd pamiętam, świat seksu, nagości, był dla mnie czymś upajającym. Ja zawsze chciałem więcej w tej materii. Nie interesowało mnie spotykanie się z jedną dziewczyną, chciałem spotykać się kilkoma. Nie interesowało mnie spanie z kilkoma, chciałem spać z wieloma. Zawsze chciałem więcej.

Wypity poprzedniej nocy alkohol, słońce i moje libido. To wszystko scementowało mnie w miejscu. Po prostu nie mogłem odejść. W kasynie, jeśli ktoś gra już od dłuższego czasu i przegrywa, w jego głowie pojawia się myśl: skoro tyle już postawiłem, muszę postawić jeszcze. Nie chodzi nawet o wygraną, chodzi o pewną zasadę konsekwencji. Podobnie było ze mną. Przeszedłem prawie cale miasto, a w każdym razie znaczną jego część, i co, i miałem odejść, tak po prostu? Nigdy!

Jeszcze raz zadzwoniłem.

- Widzisz rusztowanie? – Moja rozmówczyni cierpliwie tłumaczyła.

- Jestem przy nim, ale nie ma nigdzie numerów, pozdejmowali.

- Idź w stronę ulicy S. – Poszedłem, po przejściu pod lewe skrzydło bloku spojrzałem na otwierające się okno. Zobaczyłem okrągłą twarz blondynki. No oko miała dwadzieścia kilka lat. Z pewnością więcej niż dwadzieścia pięć. Uśmiechnięta, powiedziała, który przycisk mam wcisnąć. Klatka schodowa okazała się duża. Z zewnątrz nie wyglądało to tak okazale. Wszedłem na drugie piętro i zapukałem do drzwi obitych tanią boazerią. Wszędzie ciemno. Na klatce, w mieszkaniu, którego drzwi otworzyły się niemal natychmiast po moim pukaniu. Ciemność. Tak, dzień nie jest dla takich ja my.

Spojrzałem na dziewczynę, która już za chwilę miała rozkładać przede mną nogi. Bez żadnych uczuć, bez żadnych emocji. Moje pieniądze, za jej ciało. Chyba uczciwa wymiana. Blond włosy, opadały na dosyć masywne ramiona. Piersi, nie do końca duże, jak na jej dużą figurę. Szerokie biodra i duży brzuch. Grubaska o średnich cyckach. Może być, choć liczyłem na grubaskę o dużych, monstrualnych cycach. Rozebrałem się. Zostałem tylko w skarpetkach, wedle wskazań buraczanej mody. Duża blond diva, ściągnęła zwiewną sukienkę na ramiączkach. Czarną, pokrytą jakimś kwiatowym wzorem. Zobaczyłem ją nagą, w świetle słońca przenikającego przez żaluzję. Miała białą, delikatną skórę. Miła w dotyku, świeża, co w tym fachu wydaje się być niemożliwym. Podszedłem do niej, podotykałem jej łona, piersi. Ptak wyprostował się do lotu. Założyła mi gumę. Sama położyła się na czymś w rodzaju kozetki, leżanki, ale dosyć wysokiej. Położyła się i zadarła nogi do góry, odsłaniając delikatnie obrośniętą jasnymi włosami cipkę. Podszedłem do niej, delikatnie zgiąłem nogi w kolanach i w nią wszedłem. Przyjemnie ciepło otuliło mojego penisa. Jak to mawiają, w kobiecie liczy się wnętrze, musi być cieplutkie i wilgotne. Rytmiczne ruchy, w połączeniu z obserwacją jej ciała, doprowadziły mnie do szczytowania w zbiorniczek na końcu condomu. Dwa ostatnie pchnięcia i resztki wczorajszej imprezy, które skumulowały się w mojej spermie, zostały wydalone. Tylko tyle? Całe przedpołudnie chodzę, rozmyślam, kto wie, może nawet jestem autorem nowej filozofii, a tu pstryk i po wszystkim. Jeden spust i jestem „po”. „Trzy ruchy i wór suchy”, jak mawia Mati – najbardziej dwulicowy z moich znajomych. Cały ten seks, to być może jedna wielka lipa. – Tak czasem myślę. Tak, od pewnego czasu, zaczęło mnie prześladować pewne przeczucie. Pewna myśl, która niewiadomo skąd zakiełkowała w mojej głowie. Później, mimo, że nikt jej nie podlewał zaczęła rosnąć i wydawać plony. Plony, które objawiały się w nachodzących mnie myślach. Dlaczego? Po co to wszystko? Powtarzając za Orwelem: rozumiem jak, nie rozumiem dlaczego. Wiedziałem, jak znalazłem się w tym popapranym światku, ale nie wiedziałem dlaczego. Jak? Bardzo prosto. Wchodzisz w coś. Dla frajdy, z ciekawości, bądź z jakiegokolwiek powodu. Zaczynasz coś robić. Robisz i nie zastanawiasz się nad niczym. Są nowe doznania, nowe przeżycia i poczucie odkrywania. Nie zadajesz pytań, wchodzisz w coś, jest dobrze. Pewnego dnia budzisz się i dostrzegasz, że masz życie, na które nie pisałeś się wcale, ale je masz i co dalej z nim? Ok, masz, co masz. Teraz pytanie dlaczego? Być może to przejaw pychy, ale uważam siebie za osobę, całkiem rozgarniętą. Mam sprawny umysł, kojarzę fakty i mam przyzwoitą intuicję. Mając tego rodzaju przymioty, nie mogłem zauważyć, że krzywa mojego życia w pewnym momencie skręciła i to niepokojąco skręciła. Dlaczego? Co takiego we mnie jest, że musiałem tak bardzo pobłądzić? Dobre pytanie, ale może zadane na wspak? Czego takiego we mnie nie ma, że szukam tego na zewnątrz. Tak, to była ta myśl, która od bliżej, nieokreślonego czasu, nie opuszczała mnie. Dlaczego popadłem w burdelowo? Chęć nowych doznań? Na początku, z pewnością, ale w zasadzie doznałem więcej, niż przeciętny człowiek przez szesnaście żyć. Może chodziło o chęć wsadzenia w jak największą ilość szparek? Na początku, może tak. Z resztą, nie chwaląc się, bez burdelowa, wsadziłem w więcej kobiet, niż moi znajomi, szybko dotarło do mnie, że jeśli dodam burdelowo, to ścigam się praktycznie sam ze sobą. Co to tu dużo gadać, tyko jedna osoba, mogła stanąć ze mną w szranki. Kubex. Człowiek lubiany i nienawidzony. Rozpuszczony bachor, który kiedyś mógł nosić miano mojego guru dupczenia, chociaż dziś, po latach, pewnie zostawiłem go daleko w tyle.

Wracając do tematu. Myśl, która mnie prześladowała, jak to ująć, przestrzegając zasad gramatyki i interpunkcji. Może najprościej. Burdelowo, to poszukiwanie. Poszukiwanie jakiejś brakującej części mnie. Chęć zapełnienia pewnej pustki, czymś. Czymś, czego szukałem na zewnątrz. Szkoda, że nikt mi nie powiedział, że to jest we mnie. Ale, wtedy nie było by tyle zabawy.

Poruchałem. Zjadłem obiad, w postaci kebabu i wróciłem na mieszkanie. Jeszcze nie zdążyłem przekroczyć progu, kiedy usłyszałem Miszę:

- Szykuj się okurwieńcu, wieczorem idziemy do P. nasi organizują balet.

- Co? – nie mogłem zrozumieć, dopiero, co skończyliśmy wczoraj i znowu?

Wieczór. Klub P. Mieszanka, szpanu, młodości i hormonów targających młodymi ludźmi. Dwa parkiety i barierki wokół, dla tych mniej rozgarniętych. Siedzę w loży, z pięcioma dziewczynami. Znam Gosię, Justynę i Kaśkę. Reszta to ich koleżanki. Zostałem ładnie przedstawiony. „To ON, uważajcie to kurwiarz, jakich mało”. Miód na moje uszy. Dziewczyny, oburzone, zerkające na mnie i coś szepczące sprawiały wrażenie prawdziwie oburzonych. Popijałem czysty Absolut i zastanawiałem się której wsadzić. Nie wiem dlaczego pomyślałem o Dagnie. Ta naturalna brunetka, miała w sobie coś tak cudownie nieuchwytnego, że miałem na jaj punkcie obsesję. I, żeby było ciekawiej, myślałem, że im więcej szparek będę miał na koncie, to lepiej mi pójdzie z NIĄ, jednocześnie, za każdym razem, kiedy oddawałem się rokoszom z kobietami, które nic dla mnie nie znaczyły, prześladowała mnie myśl, że zaprzedaję szansę, na to, że kiedykolwiek znajdę miłość, uczucie bliskości, szczęście i spokój, jakiego doznają tysiące par, tak zwanych, zwyczajnych par.

Podobno, możemy przyciągnąć swoimi myślami wszystko. Nie zdążyłem odstawić szklanki z wódką na stół. Kruczoczarne włosy i to coś, co jest nieuchwytne. Coś tak wspaniałego, coś tak rozdzierającego. Pragnę jej. Tak, to jedyna myśl. Pragnę JEJ. Wszystko przestaje istnieć. Dagna. Moja ukochana, moja jedyna, która mnie nie zauważa. Boże, jak jej pragnę. Kocham ją. Znika, gdzieś w tłoku, klubowego motłochu. Nie wiem, co mam robić. Patrzę na dziewczyny w loży, pójdę na całość, zaproponuję im loda i seks na świeżym powietrzu. A co mi tam. Ale nie. Przecież to mnie nie zbliży do NIEJ. A tylko jej pragnę. „Boże POMÓŻ, pomóż mi z Dagną. Daj szanse. Daj szanse nam na kontakt, na uczucie. Daj mi szanse, szanse, jako facetowi, żebym się sprawdził, jako mąż, jako ojciec. O kurwa, zagalopowałem się, ale nie..Nie zagalopowałem się. TAK. Tego chcę. Żony, dziecka, miłości. Jestem myślami cztery lata wstecz. Patrzę na swoich rodziców. Takich dziwnie bezbarwnych. Co oni osiągnęli? Średnie pozycje w firmach i syna, życiowego przegrańca. Ja będę inny – zawsze tak myślałem. Do teraz. Patrząc na Dagnę, chcę być, jak moi rodzice. Chcę byś nijaki, chcę tyko kobietę, którą kocham. I nic więcej. To wystarczy. Resztę, będę sam wypracowywał systematycznie i powoli. Niestety. Dagna znika w czeluściach klubu. Kolejne minuty mijają na wypiciu kolejnych „pięćdziesiątek” i rozmowach ze znajomymi. Myśli nie dają mi spokoju. Dosyć tego wszystkiego. Dosyć burdelowa. Pora zagrać za całą stawkę. Moje uczucie, przeciw całemu światu.

Pozbierałem myśli i postanowiłem ruszyć naprzeciw przeznaczeniu. Przemierzałem klub, szukając mojej damy serca. Niestety, z każdym przebytym metrem, moje nadzieje opadały w głębinę oceanu nicości. JEST. Tak bardzo JEJ pragnąłem. Niestety, tańczyła, z jakimś przygłupem. Mnie pozostała pięćdziesiątka w towarzystwie Miszy. Wyznałem mu, oczywiście „po pijaku” kwestię moich uczuć i poszedłem szukać Dagny. Nie znalazłem JEJ. Wiedziony, jakimś niejasnym uczuciem, wyszedłem na zewnątrz. Tak bardzo jej pragnąłem. Kiedy przeszedłem kilkanaście metrów, dostrzegłem JĄ, Siedziała, z jakimś frajerem, który prawił JEJ komplementy.

Chciałem ruszyć, od razu. W głowie miałem artylerie komplementów i słów mających razem tworzyć wyznanie miłości. Nie zrobiłem tego. Dlaczego? Kilka lat później wciąż zadałem sobie to pytanie. Nie znałem odpowiedzi. Po prostu. Odpuściłem. Nie czułem się godny. Jej i tego świata, prostych uczuć i relacji. Na pocieszenie, został głos w mojej głowie: zrezygnuj, już wybrałeś drogę, poddaj się jej, nie walcz. Poddaj się, poddaj się.

Nie podszedłem do NIEJ. Starałem się to zapić, zaćpać, nie czuć straty. Jednak los mi mówił: po raz klejony sprzedałeś duszę. Dla ciebie nie ma ratunku. W końcu, ile razy można bezkarnie sprzedać duszę.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Na co komu Grey?

12 lut

W kinach pojawia się kolejna część „prowokującej, erotycznej, zrywającej tabu” książki. Już widzę ten kisiel w majtkach nastolatek, prawie dorosłych dwudziestokilkuletnich kobiet i mężatek, które czują, że coś, mężowie nie patrzą na nie tak łakomym okiem, jak dawniej.

Żeby nie było. Lubię i doceniam literaturę erotyczną. Klasyki tej literatury. Powiem więcej. Interesuje mnie literatura pornograficzna. Podana w odpowiedniej oprawie intelektualnej i fabularnej, może wiele nauczyć, skrzywić myślenie, albo otworzyć wrota, które już na zawsze pozostaną otwarte, bez względu na skutki. Klasyki pozostaną niezapomniane. A co nam zaserwowała autorka trylogii „najbardziej perwersyjnej książki dekady”? Wielkie nic. Powieść typu harlequin, której objętość napompowała w pierwszej części emailową korespondencją. Chcecie przepis na „skandaliczną powieść”. Służę. Kupcie za kilka złotych tanie romansidło w kiosku. Teraz dodajcie trochę klapsów, trochę scen ze skrępowanymi kończynami, no i jeszcze kilka rozterek życiowych i BĘC. Napisaliście powieść.  A przepraszam, zapomniałem, minimum jeden z bohaterów musi być bardzo bogaty. Domy na różnych kontynentach, jacht i samolot. To ważne, przecież orgazm pojawia się tylko u tych, co mają minimum milion dolarów na koncie. Ci mniej majętni również i w tej materii są ubożsi. Jeśli miałbym krótko zrecenzować modne ostatnio pozycje erotyczne, to moja recenzja byłaby krótka: książki pisane przez kobiety z syndromem niedopchnięcia, dla kobiet z syndromem niedopchnięcia.

Warto zadać sobie pytanie, dlaczego takie książki są popularne. Co takiego się dzieje w związkach (bo na pewno nie w książce), że kobiety sięgają po takie pozycje. Powiem wam. Każdy człowiek, czy to kobieta, czy mężczyzna, nigdy tak naprawdę nie wyrasta z etapu bajek. Nawet na starość po cichu liczymy na happyend. A sfera uczuć i seksu, to sfera, gdzie przez całe życie jesteśmy dziećmi. To taki ostatni listek figowy, za którym skrywamy pewne tęsknoty, pragnienia i sny.  To, że kobiety lubią nową wersję Kopciuszka, świadczy o tym, że to faceci nieco pokpili sprawę. Stawiam, że z lenistwa.

Kilka lat temu spotkałem się ze znajomą, prawdziwą fanką Greya. W co trzecim zdaniu wzdychała, że wokół nie ma TAKICH FACETÓW. Sytuacja towarzysko-zawodowa spowodowała, że nasze spotkania odbywały się cyklicznie. Dosyć szybko odkryłem, że ta młoda żona i mama czuje się zaniedbana. Mąż daleko od domu pracował, na miejscu pozostało dwuletnie dziecko i szara rzeczywistość. Dla dwudziestoośmioletniej kobiety, to faktycznie nie jest ciekawy scenariusz i nie potrzeba konsultacji u prof. Lwa Starowicza. Kiedyś, przy drinku, stwierdziła, że nie jest pewna, czy ten związek ma przyszłość.

Wypadki tak się potoczyły, że kilka nocy spędziliśmy w łóżku. Przestała wzdychać o Greyu. Żeby nie było, nie uważam siebie, za Greya, ani za któregokolwiek książkowego, czy też filmowego amanta. Po prostu, znalazłem się w odpowiedniej chwili, w odpowiednim miejscu. Uważam, że uratowałem ten związek. Obecnie mają drugie dziecko i według relacji wspólnych znajomych są szczęśliwi.

         Na koniec dobre słowo. Panowie, rozejrzyjcie się dookoła. Jeśli któraś z kobiet w waszym otoczeniu podoba się wam i do tej pory nic nie działaliście w temacie, to podejdźcie, powiedzcie, że ma ładną sukienkę i jakoś dalej pójdzie. Drogie panie, wiedzcie, że my faceci jesteśmy ograniczeni i trzeba nam łopatologicznie uzmysłowić, że mamy rozpocząć towarzyskie manewry. Przecież dobrze wiecie, że to WY tak naprawdę inicjujcie kontakt i rozgrywacie karty w tej pięknej towarzyskiej grze. Dajcie szanse i może wtedy, wspólnie powiemy: na co nam Grey? Mamy siebie.

Udanych Walentynek dla wszystkich.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

Double BDSM

01 lut

Jak to się stało. Złamałem dane sobie słowo. Kiedy jechałem na Wielkanocne Święta do domu, obiecałem sobie, że z tym koniec. Koniec z moją przygodą. Koniec z pewnym zachowaniem. Jeszcze kilka dni temu. Nieco ponad tydzień. Uznałem, po raz kolejny, że na chwilę obecną wystarczy mi doznań. Że trzeba uporządkować pewne sprawy. Wrócić do systematycznej nauki. Śledzić wytyczne KNF. Kto wie, może kariera w dużych, brokerskich firmach jeszcze nie przepadała. Kto wie. Chcę się zmienić. Muszę się zmienić. A teraz? Idę szarym miastem. Moje ręce dotykają spodni, sztruks zdaje się parzyć moje opuszki. Mijani ludzie, przybierają dziwne rozmazane kształty. Co się stało? A może, jak to się stało? Wracam od dziwki. Starając ominąć wyszczerbione, chodnikowe płytki, powoli rekonstruuję wydarzenia.

Wszystko zaczęło się od Ani. Rok wcześniej. A może jeszcze wcześnej. Ania spowodowała moje uczucia. Na skutek uczuć, podjąłem działanie. Działanie przyniosło nowe uczucia, a owe uczucia nowe działanie. Łańcuch zdarzeń. Ankę znałem z widzenia od pierwszego roku. Nie wiem, czy właściwym stwierdzeniem było, że wpadła mi w oko, ale coś jednak przykuło moją uwagę. Blondynka, duże cycki, w porównaniu, z którymi jej tyłek wydawał się nieco mały. Figura, jakby troszkę zwalista. Z pewnością, nie była podręcznikowym przykładem atrakcyjnej dziewczyny. Jednak, pod jej okularami, kryły się niebieskie oczy, intrygująca, sympatyczna twarz. Zawsze mnie intrygowała. A poznałem ją dopiero na czwartym roku. A raczej na powtórce czwartego roku, ponieważ pojawiło się tyle do zrobienia, że uczelnia spadła na ostatnią pozycje, za co mi odpłacono, nie dopuszczając do dwóch egzaminów. Wiosna, początek sezonu randkowego. Ta wiosna miała być inna, miała dać początek czemuś innemu, lepszemu. Kiedy zobaczyłem Ankę w tramwaju, podszedłem, uśmiechnąłem się, i tak oboje wysiedliśmy jako nowi znajomi. Tydzień później zaprosiłem ją na pierwszą randkę. Odblokowała we mnie pewien obszar, obszar, który burdelowo, z całym swoim kolorytem doznań przykryło i nie dopuściło na światło dzienne. Sprawiała wrażenie idealnej kandydatki na żonę. Patrząc na nią, miałem jeden scenariusz – ślub. Nie było to uczucie takie samo, jak w przypadku Dagny. Tam ślub, wydawał się częścią wielkiej, romantycznej przygody. Tu było inaczej. Po prostu, spotkałem matkę moich dzieci. Przez ostatnie lata, kraina doznań seksualnych, nie miała przede mną tajemnic. Seks oralny, seks analny, spuszczenie w usta, połykająca dziewczyna, między cycki, rimming, robótki ręczne, niemal każda pozycja. Dymałem młode, stare, grube, chude, ładne, brzydkie. Rżnąłem w mieszkaniu, w kiblu w pubie, w zagajniku na nowo budowanym osiedlu, w samochodzie, na klatce schodowej, w windzie. Do kolekcji brakowało mi pociągu.  Przesadą byłby napisać, że zrobiłem wszystko, co możliwe na tej płaszczyźnie, ale z pewnością robiłem dużo. Z Anką, było inaczej. Kiedy byłem przy niej, z nią. Nie miałem żadnych pokręconych scenariuszy w głowie. Nie chciałem próbować żadnych nowinek. Z nią mogło być normalnie, klasycznie. Tak po prostu. Wprost niewyobrażalną frajdą było dla mnie chodzenie na randki, wizyty z winem. Po prostu spotykaliśmy się ze sobą. Było dobrze. Tak bardzo zapętliłem się w moich pozalekcyjnych zajęciach, że zapomniałem, jak wiele radości może przynieść normalne życie. Jest tylko jedno ale. Prędzej, czy później, żądza zawsze zwycięży. Podstawowe prawo burdelowa, związków, w ogóle wszechświata. Byliśmy umówieni na siedemnastą u niej. Kolacja ze znajomymi. Butelka wina na szafce czekała aby trafić do mojej torby. Kończyłem toaletę i jednocześnie, rzucałem okiem na odtwarzane filmiki w moim laptopie. Sam nie wiem kiedy, ale włączył się trailer filmu. Kilka sekund. Prawie hipnotyczny głos mówił: „poddaj się, poddaj się, poddaj się”. Byłem sam w mieszkaniu, zrobiło się dziwnie. Mimo pełnej świadomości, że to tekst z filmu, że właśnie leci trailer. Odniosłem wrażenie, że te słowa są kierowane do mnie. I nie pochodzą od aktora wygłaszającego kwestię filmową. W jakiś przedziwny sposób, ktoś lub coś mówiło mi, że to nie ma szans. Żebym przestał się okłamywać, że dawno temu wybrałem drogę i jeśli zechcę z niej kiedyś zejść, to sama się o mnie upomni. To prawda. Myślałem o tym wcześniej, czy los nie kpi ze mnie, przecież, to nie moja bajka. To prawda, mimo, że się spotykaliśmy, nie przestałem posuwać n boku. Nie przestałem, bo nie padły żadne wiążące deklaracje. Mocne postanowienie poprawy, a co za tym idzie poprawa, miały dopiero nastąpić. Balsam po goleniu, wyprasowana koszula, i gotowy do drogi. W myślach wykrzyczałem (chyba do losu) „i co, idę na randkę, nie spieprzę tego i nie poddam się”.

Po dwóch tygodniach, przestaliśmy się widywać. Ne była to moja wina, po prostu nie wyszło.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo, Ja i one

 

Nie zawsze jest kolorowo cz III

20 sty

Lena blondynka

Miała na imię Lena. Jej burdelowe alter-ego. Szczupła, atrakcyjna blondynka. Zadbana, wydepilowana. Niewielkie cycki. Pewność siebie, która była dobrze udawana. Chyba, że faktycznie wierzyła w swoją urodę i profesjonalizm.

A wszystko zaczęło się od flirtu z Gosią. Gosia, średnio atrakcyjna dziewczyna z akademickiego duszpasterstwa. Na ekonomii szukała drogi do dobrze płatnej pracy, która będzie w zgodzie z Dekalogiem. Swoją postawą wywoływała śmiech albo irytację. Lubiłem ją i szanowałem, właśnie za to, że była niezłomna. Nasza znajomość była takim nieco dziwnym towarzyskim tworem. Flirt koleżeński, tak mógłbym to nazwać. Nigdy nie poczyniliśmy żadnych kroków do tego, aby coś się wykluło, ale okazje typu pożegnania, życzenia, powitania załatwialiśmy pocałunkiem w usta. Intuicyjnie czułem, że gdybym wykazał nieco inicjatywy zostalibyśmy parą. Nie chciałem tego. Była w niej pewna cząstka przyzwoitości, jakiś pierwiastek który zdawał się promieniować. Coś niezidentyfikowanego, co pokazywało wszystkim wokół, że Gośka jest ze szlachetniejszego kruszcu. Kolejny problem z Gośką, podobnie jak z jej koleżankami, był taki, że wszystkie one były cholernie apodyktyczne. Zauważyłem pewien mechanizm. Dziewczyny, młode kobiety, które wychowały się w tradycji chrześcijańskiej, z naciskiem na aktywność w różnych, przykościelnych organizacjach są irytująco nieustępliwe. Najprawdopodobniej bierze się to stad, że przez całe życie słyszały, jakimi są grzecznymi dziewczynkami i jak bardzo postępują właściwie. To wytworzyło w ich głowach pewną iluzję. Obraz po tytułem „Idylla”. Taka kobieta, w późnej młodości, czy też u progu dorosłości ma wszystko poukładane. Wie jak zachowywała się mama (to na przyszłość), wie jaki jest tato, to na teraz, aby szukać męża według szablonu. I najważniejsze wie jak ma się sama zachowywać, tj. jak do tej pory, bo zawsze była za to chwalona. Tak chce Siła Wyższa. Koniec i kropka. Nie ma pola do dyskusji, jak wyznała mi jedna takich dziewcząt: wie, że postępuje właściwie. Po prostu wie. Nieco inaczej jest z dziewczynami, które nie są tak krystaliczne i pewne grzeszki, mniejsze lub całkiem duże mają na sumieniu. Przede wszystkim są bardziej życiowe. Nie postępują właściwie, ale tak jak trzeba.

Mimo, pewnej odpychającej postawy, nie unikałem Gośki, nawet czasami popijaliśmy razem herbatę z goździkami. Na zajęciach ogłosiła, że jest post i należy iść wieczorem do kościoła. Jak można było się domyśleć, spotkała się ze ścianą śmiechu. Uznałem, że nie mam nic do roboty i mogę godzinę wieczorem poświęcić na wizytę w kościele. Nigdy nie byłem ultra katolikiem, ale drażnił mnie też prymitywny antyklerykalizm.

Oczywiście poszedłem. Punktualnie o osiemnastej byłem na mszy, w kościele. Spojrzałem przed siebie, kilka rzędów dalej, z przodu, siedziała Gośka. Na chwilę obejrzała się i wymieniliśmy zdawkowe uśmiechy. Pewnie była zadowolona, że przyprowadziła owieczkę. Nie wiedziała tylko jednego. To był czas mojej szczytowej aktywności w burdelowie. Byłem na bieżąco. Dorabiałem jako początkujący finansista i moje zarobki w połączeniu z finansową kroplówką rodziców pozwalały na dosyć wygodne życie. Duża część tych pieniędzy została wessana przez burdelowo. Miałem przeskanowane całe miasto. Dzielnice, ulice, wszystko. Gdziekolwiek szedłem, jechałem, cokolwiek robiłem, zaczynałem od Strony i Forum. Seks miałem w zasięgu ręki. Zawsze. Była w tym niesamowita moc. Moc, niemal natychmiastowej realizacji każdej zachcianki. I tym razem, tak było. Dosłownie kilkanaście metrów dalej była ona. Opisała się jako Lena. Dwie fotki, typu akt, na przedpokoju, zweryfikowane jako prawdziwe. Dwadzieścia trzy lata, blond włosy o średniej długości. Duża stawka, w porównaniu do innych, bo doznania też z pierwszej ligi.

Myśli kołatały mną całą mszę. Pozostało jeszcze nie więcej, niż piętnaście minut do końca. Nie wytrzymałem. Wyszedłem. Jeszcze będąc pod kościołem, zadzwoniłem. Pięć minut później byłem w dosyć ładnie urządzonej kawalerce. Otwarła blondynka, nieco zmanierowana. Procedura poszła w ruch. Kasa, prysznic i ruchanko. Ciekawy byłem, cóż takiego ma w ofercie, owa Lena. Lodzik, bez gumy, mechanicznie i bezpłciowo. Seks, tylko klasyk. Nie rusz, nie dotykaj, tego nie robi. Po kilku minutach sterylnego seksu, spuściłem się. Ubierając się, spytałem, czy długo przyjmuje. Odpowiedziała, że drugi miesiąc. Zapytana o wrażenia, odpowiedziała, że jest zadowolona.
- Wiesz, świadczę usługi na wysokim poziomie, więc nie każdego na mnie stać. Przychodzą tylko ludzie na pewnym poziomie. Jest ich niewielu, dlatego mam nawet sporo czasu.
Słuchałem i nie wierzyłem. Ta diva wykreowała taki Matrix, że nawet Gośka z koleżankami nie mogły się z nią równać.
Wróciłem pod kościół. Już po mszy, Gośka akurat kończyła rozmowę ze znajomymi. Podeszła do mnie.
- Gdzie zniknąłeś?
- Trochę się znudziłem, to wyskoczyłem po fajeczki.
- Oj, nie ładnie, nie ładnie. – Uśmiechając się pogroziła mi palcem. Poszliśmy na herbatę. Cały wieczór przegadaliśmy o życiu, studiach i perspektywach. Patrzyłem na nią i nie wiedziałem, czy pogardzać nią za totalny brak życiowej wiedzy, czy zazdrościć tego, że nie umazała się tym cały gównem.

Po powrocie nie omieszkałem wstawić odpowiedniego wpisu na Forum. Byłem drugą osobą, o takich odczuciach. Po moim wpisie w ciągu dwóch tygodni pojawiło się jeszcze dwa. W ciągu dwóch miesięcy diva zniknęła z miasta. Któryś ze Szwagrów natknął się na nią osiemdziesiąt kilometrów dalej, podziękował z usługę i wyszedł. Prawa rynku.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Nie zawsze jest kolorowo cz. II

16 sty

Mijały minuty, mój fiut, wciąż twardy i wyprężony, niczym poborowy, co chwilę znikał w ustach postawnej dziwy. Zaczęło być nudno. Chciałem się nią pobawić, posmakować tych cyców, wejść w nią. Zacząłem nieporadnie błądzić ręką po jej ciele. Szukałem dojścia do cycków, ale diva, leżąc bokiem, wsparta na moim udzie, nie ułatwiała mi tego. Chyba też się delikatnie znudziła, bo przerwała pracę ustami i zaczęła mnie brandzlować w sposób dosyć brutalny.

- Połóż się. – Nieśmiało wydukałem.

- Po co? – Warknęła.

- Chce się zając twoimi wspaniałymi cycuszkami. – Nie wiem, co wtedy myślałem. Gdy sobie przypomnę te sceny, to wyglądają, niczym niskobudżetowy pornol. Kolejne westchnięcie, mina totalnie rozdrażniona. Zamieniliśmy się pozycjami. Teraz ona oparła się o poduszki w końcu łóżka, a ja leżąc z boku łapczywie złapałem jej cyce. Były twarde, wręcz napęczniałe. Co jest? – Nigdy takich tworów nie widziałem. Obmacałem dwie kule, pomemłałem jęzorem wokół brodawki i sutka, i na tym skończyła się przygoda z monstrualnym biustem. Ręką zacząłem gładzić wnętrze uda, od czasu do czasu delikatnie zahaczając o wargi.

- Możesz założyć – zwróciłem się do divy, nie mogąc się doczekać, kiedy nadzieję ją na pal.

- Co założyć? To chcesz francuza w gumie? – Jej ton głosu, nie znoszący sprzeciwu, nieco mnie speszył.

- To nie ma w pół godziny seksu? – Mimo, że byłem debiutantem, coś tam już wiedziałem.

- Jest francuz albo seks, ty chciałeś francuza, to masz francuza.

Nie przypominałem sobie, żebym wyraził takie chęci, ale byłem tak zbity z tropu, że nic nie powiedziałem. Zapytałem tylko, czy mogę ją wylizać. W symfonii westchnień i pomruków rozłożyła nogi.

- Tylko szybko, bo zaraz ci się czas kończy. – Usłyszałem.

Jej cipka wydawała się dosyć mała, jak na tak postawną kobietę. Przypominająca motyla, z małą kępką włosów na wzgórku, była po prostu ładna. Swoją drogą, to zastanawiające, że niektóre dziwki mają cipki ładniejsze od tak zwanych normalnych kobiet. Kilka chaotycznych ruchów językiem. Chciałem wsadzić chociaż palec w ten uroczy, różowy miąższ. Delikatnie zbliżyłem rękę.

- Tylko spróbuj mi tam wsadzić palce, to cię zajebię. – Zmroziło mnie. Nie wiedziałem co robić. Sama zarządziła, żebym się położył, bo jest końcówka czasu. Zaczęła brutalnie szarpać za kutasa, co jakiś czas wsadzając go do pyska. Co raz częściej czułem jej zęby. Z każdą minutą mój fiut zaczął być coraz bardziej obolały. Zamknąłem oczy i siłą woli próbowałem doprowadzić do wytrysku.

- No spuszczaj się – jej rozkaz, w kierunku mojego kija poprzedził dziwny zabieg. Ścisnęła fiuta ręką i zbliżyła do swoich ust. Przez moment poczułem ból jakby mi ktoś w chuja bijał sto igieł. Zacząłem głęboko oddychać. Po raz pierwszy i ostatni w życiu spuściłem się ze strachu i po trosze z bólu. Kiedy wytarłem penisa papierowym ręcznikiem, czym prędzej naciągnąłem spodnie i wyrwałem stamtąd niczym hart.

Kiedy dotarłem do mieszkania, rozebrałem się i przyjrzałem mojemu najlepszemu koledze. Był zmaltretowany. Otarcia, sadyb po zębach i paznokciach. Byłem zdruzgotany i cholernie przestraszony. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Delikatnie opłukałem go pod prysznicem, myjąc mydłem antybakteryjnym. Pół godziny później leżałem w łóżku. Odkąd ostrożnie przekroczyłem tę niewidoczną granicę krainy burdelowo, nie myślałem zbyt wiele, o tym, co robię, gdzie to ma mnie zaprowadzić. Teraz, z obolałym drągiem, pewne myśli same mnie odnalazły. Włączyłem komputer. Patrzyłem na zdjęcia. Buźka, urocza blondynka. Kasia, właścicielka sympatycznego warkocza, okularków i dużych piersi. W końcu Beata, moja wielka, licealna miłość, która miała być romantyczną miłością na całe życie. Nie spotkałem w tamtym czasie żadnej dziewczyny na studiach. Zupełnie, jakbym mentalnie został w szkole średniej, choć rok akademicki zbliżał się ku końcowi. Co mam zrobić? Zastanawiałem się. Czy to bagno jest mi potrzebne? Gdzieś we mnie biły się dwie części. Jakaś część, zawsze chciała tego zanurkowania w odmęty. Poszukiwania doznań wszelkich, nawet tych zakazanych, w miejscach, do których większość ludzi nie miała odwagi nawet zajrzeć. Nie tylko zajrzeć, niektórzy nie mieli odwagi pomyśleć, że takie miejsca w ogóle są. Druga część mnie, biła na alarm. Chciałem mieć dziewczynę, w której będę zakochany albo przynajmniej będę jej pożądał. Wiedziałem, że dziwki nie dadzą mi odpowiedzi. Może los właśnie wtedy dawał mi szanse, żeby odpuścić, żeby dać spokój. Z pokorą zbitego psa postanowiłem odpuścić. Niedługo wakacje. Wrócę do domu, sprawy z dziewczynami nabiorą tępa. Jakoś wszystko się ułoży.

Jak się pewnie domyślacie, nic takiego się nie stało. Odpuściłem burdelowo, na rok. Po roku, kiedy ponownie w to wszedłem, była Strona, było Forum, pojawiały się pewne struktury. Burdelowo rozrastało się geometrycznie. Ale to było dopiero za rok. Co do divy z twardymi cycami. Wiele lat później Szwagrowie opowiedzieli mi jej historię. Zaczynała jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Wysoka, wysportowana, sportsmenka. Chyba jako pierwsza w tym biznesie powiększyła sobie cycki (stąd moje zdziwienie, że takie twarde i dziwnie wysoko), miała zadatki, na prawdziwą gwiazdę. Niestety. Czas i wóda spowodowały, że musiała zejść ze sceny. Ja widziałem jej ostatnie lata, czas, gdzie na światło dzienne wydostał się niewielki procent jej dawnej formy. Takie są prawa w tym świecie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo