RSS
 

Notki z tagiem ‘romantyczne uczucie’

O uczuciach ciąg dalszy

25 paź

 - A może to nie tak. Może źle na to patrzycie. Albo traktujecie kobietę jak szmatę albo pałacie romantyczną miłością. A to nie tak.  – Głos zabrał Adam. – Kto go tu w ogóle zaprosił? – Przemknęło mi przez głowę. Lubiłem Adama. Mimo, że pochodziliśmy z dwóch różnych światów, to szanowałem go za intelekt i twardy charakter. Byłem zdziwiony jego obecnością, bo po prostu nie pasował do tej zgrai i raczej nie bywał na takich posiedzeniach. Takich, czyli pijackich, gdzie z oparów piwa i wódki wyłaniał się nasz prymitywizm.

- Miłość, to nie jest magiczne „coś”, to ciężka robota. Nie ma sytuacji, gdzie ktoś jest ci pisany przez los, przeznaczenie, czy cokolwiek innego. – Zaczynał. Odkąd poznałem Adama, zawsze podziwiałem u niego ewangelizacyjny zapał. Kiedy rozpoczynał swoje przemówienia, było w tym coś z dobrego kazania. Nie chodziło o tani chwyt retoryczny. To nie była chęć zabłyśnięcia kąśliwą uwagą, czy błyskotliwym tekstem. To była przemowa, wygłaszana z przekonaniem, z wiarą mówiącego, że oto, objawia prawdę. Nie było tu agresji, nutki szaleństwa, był przekaz. Szczery przekaz. Tak. Niewątpliwie Adam nadawał się na kaznodzieję.

- Poznajesz dziewczynę. Poznajecie się nawzajem, spotykacie się, chodzicie ze sobą, znajomość przeradza się w związek. I to wspólne wzloty i upadki umacniają wieź, tworzą miłość. Cementują na dobre i na złe.

- Ale, to takie gadanie, albo się zakochujesz albo nie. – Kapitan Planeta, lubiący lekkie dragi, romantyk próbował przeforsować swoją filozofię towarzyską.

- Zakochać możesz się zawsze. – Adam był jednak nieugięty. Zmiażdżył oponenta, zanim  tamten zdążył wystawić na retoryczny ring pierwsze argumenty. – To normalne, że ktoś się nam podoba, że kogoś pożądamy, że kogoś lubimy lub wręcz jesteśmy kimś zauroczeni, czy w kimś zakochani. Ale to nie jest miłość. Namiętność odchodzi, ale osoba zostaje. I co wtedy? Rozwód? Rozstanie? Tylko dojrzałe uczucie pozwoli dostrzec w drugiej połowie piękno ponadczasowe.

- A tam, pierdolisz. – To była licha obrona Miszy, przed płomiennym wystąpieniem. Znałem go zbyt długo. Wiedziałem, że taki tekst był oznaką intelektualnej bezradności i chęcią ukrycia tego, że nie ma kontrargumentów.

Wkrótce otwarte zostały kolejne piwa. Niedawna dyskusja został zepchnięta na boczny tor. Pojawiły się nowe tematy. Opary alkoholu zaczęły gęstnieć.

Wielokrotnie wracałem do tej rozmowy. Sam chciałem rozwiązać zagadkę albo raczej sklasyfikować, to, co nazywamy relacjami z kobietami. Co to jest miłość? Co to jest namiętność? Czy niezobowiązujący seks, zawsze niczym nie zobowiązuje?

Pytań było dużo. Rozwiązaniem było doświadczenie i wnioski. Z ochotą oddałem się towarzyskim manewrom, żeby pewnego dnia usiąść z lampką wina i stwierdzić: „Świat uczuć i doznań, nie ma przede mną tajemnic.” Czy to był młodzieńczy idiotyzm, czy stawałem się prorokiem własnej religii?

W przeciwieństwie do moich znajomych, ja miałem, niczym mickiewiczowski mędrzec, swoje szkiełko i oko. Burdelowo było szkiełkiem i okiem. Dzięki temu, że penetrowałem ten świat, stałem się chłodniejszy emocjonalnie, to pozwalało mi, niczym naukowcowi w laboratorium, zabrać się do swoich pokręconych badań.

Moje plany zakładały eksploracje i celebrację, tego cudownego świata, świata kobiet, emocji i doznań. Miałem też nadzieję przeprowadzić choć jedną deflorację, czego niestety nie dokonałem…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Trawiące myśli