RSS
 

Notki z tagiem ‘romans’

Na co komu Grey?

12 lut

W kinach pojawia się kolejna część „prowokującej, erotycznej, zrywającej tabu” książki. Już widzę ten kisiel w majtkach nastolatek, prawie dorosłych dwudziestokilkuletnich kobiet i mężatek, które czują, że coś, mężowie nie patrzą na nie tak łakomym okiem, jak dawniej.

Żeby nie było. Lubię i doceniam literaturę erotyczną. Klasyki tej literatury. Powiem więcej. Interesuje mnie literatura pornograficzna. Podana w odpowiedniej oprawie intelektualnej i fabularnej, może wiele nauczyć, skrzywić myślenie, albo otworzyć wrota, które już na zawsze pozostaną otwarte, bez względu na skutki. Klasyki pozostaną niezapomniane. A co nam zaserwowała autorka trylogii „najbardziej perwersyjnej książki dekady”? Wielkie nic. Powieść typu harlequin, której objętość napompowała w pierwszej części emailową korespondencją. Chcecie przepis na „skandaliczną powieść”. Służę. Kupcie za kilka złotych tanie romansidło w kiosku. Teraz dodajcie trochę klapsów, trochę scen ze skrępowanymi kończynami, no i jeszcze kilka rozterek życiowych i BĘC. Napisaliście powieść.  A przepraszam, zapomniałem, minimum jeden z bohaterów musi być bardzo bogaty. Domy na różnych kontynentach, jacht i samolot. To ważne, przecież orgazm pojawia się tylko u tych, co mają minimum milion dolarów na koncie. Ci mniej majętni również i w tej materii są ubożsi. Jeśli miałbym krótko zrecenzować modne ostatnio pozycje erotyczne, to moja recenzja byłaby krótka: książki pisane przez kobiety z syndromem niedopchnięcia, dla kobiet z syndromem niedopchnięcia.

Warto zadać sobie pytanie, dlaczego takie książki są popularne. Co takiego się dzieje w związkach (bo na pewno nie w książce), że kobiety sięgają po takie pozycje. Powiem wam. Każdy człowiek, czy to kobieta, czy mężczyzna, nigdy tak naprawdę nie wyrasta z etapu bajek. Nawet na starość po cichu liczymy na happyend. A sfera uczuć i seksu, to sfera, gdzie przez całe życie jesteśmy dziećmi. To taki ostatni listek figowy, za którym skrywamy pewne tęsknoty, pragnienia i sny.  To, że kobiety lubią nową wersję Kopciuszka, świadczy o tym, że to faceci nieco pokpili sprawę. Stawiam, że z lenistwa.

Kilka lat temu spotkałem się ze znajomą, prawdziwą fanką Greya. W co trzecim zdaniu wzdychała, że wokół nie ma TAKICH FACETÓW. Sytuacja towarzysko-zawodowa spowodowała, że nasze spotkania odbywały się cyklicznie. Dosyć szybko odkryłem, że ta młoda żona i mama czuje się zaniedbana. Mąż daleko od domu pracował, na miejscu pozostało dwuletnie dziecko i szara rzeczywistość. Dla dwudziestoośmioletniej kobiety, to faktycznie nie jest ciekawy scenariusz i nie potrzeba konsultacji u prof. Lwa Starowicza. Kiedyś, przy drinku, stwierdziła, że nie jest pewna, czy ten związek ma przyszłość.

Wypadki tak się potoczyły, że kilka nocy spędziliśmy w łóżku. Przestała wzdychać o Greyu. Żeby nie było, nie uważam siebie, za Greya, ani za któregokolwiek książkowego, czy też filmowego amanta. Po prostu, znalazłem się w odpowiedniej chwili, w odpowiednim miejscu. Uważam, że uratowałem ten związek. Obecnie mają drugie dziecko i według relacji wspólnych znajomych są szczęśliwi.

         Na koniec dobre słowo. Panowie, rozejrzyjcie się dookoła. Jeśli któraś z kobiet w waszym otoczeniu podoba się wam i do tej pory nic nie działaliście w temacie, to podejdźcie, powiedzcie, że ma ładną sukienkę i jakoś dalej pójdzie. Drogie panie, wiedzcie, że my faceci jesteśmy ograniczeni i trzeba nam łopatologicznie uzmysłowić, że mamy rozpocząć towarzyskie manewry. Przecież dobrze wiecie, że to WY tak naprawdę inicjujcie kontakt i rozgrywacie karty w tej pięknej towarzyskiej grze. Dajcie szanse i może wtedy, wspólnie powiemy: na co nam Grey? Mamy siebie.

Udanych Walentynek dla wszystkich.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

Nie zawsze jest kolorowo cz I

09 sty

 

Mariki, Leny, Jole, Wiki, Anastazje, Oliwki. Spotkałem ich wiele. Zawsze te same imiona, zawsze ten sam wyraz twarzy. Nie będę kłamał, znaczna część przygód w burdelowie sprawiła mi frajdę. Zobojętnienie, a w końcu swego rodzaju niechęć, przyszły dużo później.

Kilka razy, nawet w tych dobrych, ciekawych czasach, też zostałem nacięty. Lekkie zdenerwowanie, później recenzja do Szwagrów. Ehhh, takie to były czasy.

Wredna cycata suka

Młody dwudziestoletni chłopak, który był złakniony wciąż nowych szparek, nie zawsze wybierał dobrze i mądrze. Podobnie było i ze mną. Dawno, dawno temu, przed okresem Forum, Strony i  Szwagrów. Trudno było o jakikolwiek kontakt do dziwki. Każdy był na wagę złota. Dlatego kiedy dostałem (już nie pamiętam w jaki sposób) numer telefonu, patrzyłem urzeczony w dziewięć cyfr. Dziś chce mi się z tego śmiać, ale wtedy, wciąż pulsujący fiut dodawał mocy. Byłem debiutantem. Z pewnością nie przekroczyłem dziesięciu div na liczniku. A większość to były agentury. Mieszkaniówki w tamtych czasach nie rzucały się w oczy.

Podekscytowany zadzwoniłem, i po krótkiej rozmowie wystartowałem, niczym bolid, w kierunku dzielnicy, gdzie miało znajdować się mieszkanko. Nic nie potrafiłem powiedzieć o właścicielce głosu w słuchawce. Tej wprawy nabrałem wiele lat później. Wtedy, drżącą ręką, skasowałem bilet w tramwaju i z pulsującymi: sercem i fiutem ruszyłem naprzód.

Na docelowym przystanku rozejrzałem się wokół. Jest! Nazwa ulicy na bloku, to tutaj! Trzy numery od właściwego adresu. Wszedłem w osiedle i już byłem przy sześciopiętrowym, ocieplonym zielonym bloku. Zadzwoniłem ponownie i usłyszałem numer mieszkania. Okazało się, że zaszedłem od drugiej strony i muszę przejść obok trzech klatek. Przycisnąłem odpowiedni numerek w domofonie, brzęk otwieranych drzwi przyprawił mnie o szybszy oddech. Na klatce odliczyłem kwotę, którą mogłem przeznaczyć na jebanie. Kieszeń biednego studenta, nie jest zbyt głęboka, dlatego postanowiłem wziąć opcję na pół godzinki.

Dla tych, którzy nie znają cennika, obowiązują trzy stawki, godzina, pół godziny i kwadrans. W bardziej dosłownym tłumaczeniu: godzina, to dwukrotny seks, często poprzedzony dobrym lodem. Pół godziny, to seks, z lekkimi robótkami ręczno-ustnymi „przed”. Kwadrans: lodzik albo szybki seks.

Zapukałem do drzwi. Wtedy, jeszcze, na każdym etapie czułem mocne bicie serca. Kiedy drzwi się otworzyły, podekscytowany wszedłem do środka. W ciemnym przedpokoju stała farbowana blondyna, o włosach w kolorze brudny blond. Zniszczona twarz kobiety w okolicach czterdziestki i wulgarne spojrzenie. To wszystko, zostało niemal przykryte monstrualnymi cycami.

- Cześć, wejdź. – Odniosłem wrażenie, że jej akcent jej odrobinę obcy. Później zorientowałem się, że to jedynie wada wymowy.

Nieśmiało bąknąłem „cześć” i wszedłem do pokoju, który wskazała mi niecodzienna gospodyni. Pokój był jasny, jasny na tyle, ile pozwalały opuszczone żaluzje.

- To na ile zostajesz? – Weszła do pokoju. Ubrana w spodenki i top moro. Nie można było powiedzieć o niej, że była gruba, ale z pewnością była postawna. Wysoka, prawie mojego wzrostu. Dosyć masywne uda i wielkie cyce, tworzyły z niej niemal posag. Dałem pieniądze, dostałem ręcznik i poszedłem do łazienki. Po szybkim prysznicu w nieco zaniedbanej łazience, potulnie, niczym owieczka wróciłem do pokoju. Poczekaj – usłyszałem od postawnej dziwki, która też poszła się odświeżyć. Nagi, z ręcznikiem na kolanach rozglądałem się po pokoju. Wszystko było dla mnie nowe. Nie potrafiłem nazwać tego uczucia, ale takiej ekscytacji nie można tak po prostu zapomnieć. Minęło kilka minut, do pokoju weszła moja masterka. Owinięta niebieskim ręcznikiem. W ręku miała swoją bieliznę, którą niedbale rzuciła na fotel.

- Masz oryginalną bieliznę. – Nie wiem, dlaczego to powiedziałem. Czułem lekkie zdenerwowanie, i prawdopodobnie chciałem jakoś rozładować sytuację.

- Nie lubię kurewskiej, wolę sportową. – Odpowiedziała na odczepne. Kazała mi wstać. Pościeliła łóżko. Połóż się – zabrzmiało jak rozkaz. Położyłem się na łóżku, kiedy ręcznik opadł i ujrzałem ją nagą. Nie była pociągająca, od momentu, kiedy stanęła w drzwiach, robiła na mnie średnie wrażenie. Jednak, kiedy stanęła naga, mój kutas stanął na baczność. Postawne, niemal marmurowe uda, tytanowy tyłek i nienaturalnie uniesione cyce. Tak, może lata świetności miała za sobą, jednak wciąż potrafiła być seksowna. Spokojnie usiadła na łóżku. Połóż się wygodnie, rozluźnij. – Mówiła to mechanicznie i z nutą despotyzmu. Położyłem się, ale o rozluźnieniu nie mogło być mowy. Bez żadnego wstępu zaczęła obrabiać ustami penisa, wspomagając się dłonią. Całkiem przyjemnie, nie mogłem się doczekać, kiedy będę w niej, kiedy jej wsadzę.

CDN

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii, Burdelowo

 

Gdzie ci faceci

15 lis

- z dziewczyn, w dziale, to tylko Edytę można by było zapiąć. Tak, żeby można się było pochwalić, czy coś.

- no tak, jest po trzydziestce, ma dziecko, ale pupa niezła i figura fiu fiu.

- jest jeszcze Beata, ale przy niej mógłby nie stanąć (śmiech) i Agnieszka, ale one z kolei jest dziwna.

- popierdolona, nie dziwna.

- no tak.

Pozwoliłem sobie przytoczyć fragment rozmowy moich kolegów z pracy. To nie szczyle, po dwudziestce, ale wszyscy w okolicy trzydziestki. Oczywiście, każdy z nich ma wiedzę specjalistyczną, w zakresie kontaktu z dziewczynami i seksu. To, co mnie zniesmaczyło, to fakt seksu, dla pochwalenia się. Jak najbardziej, pamiętam czasy szkoły średniej, magiczną granicę zrobienia „TEGO”. Wtedy każdy się chwalił, żeby było ciekawiej, to były kłamstwa albo bardzo naciągana rzeczywistość. Taka mała dygresja: kolega z klasy każdą dziewczynę, z którą się całował uważał za zdobytą i zaliczoną. No cóż, prawa szkoły średniej. W późniejszych latach, zjawisko to osłabło.

Czy tylko ja widzę tu pułapkę, którzy faceci zastawiają sami na siebie?

Jeśli przysłowiowy Jasio zaliczy Kasię i pochwali się Józiowi, Stasiowi i Krzysiowi, to wszyscy uderzą do Kasi. Ich zaloty będą miały jeden akcent: „dałaś Jasiowi, nadstaw i nam”. Bez względu, czy Kasia da każdemu z nich, czy nie, będzie miała przypiętą etykietę szmaty, kurwy, puszczalskiej. To, co zrobi Kasia, żeby nie wyjść na ladacznicę? Nie da nikomu. A co zrobią inne dziewczyny? Zobaczą na los koleżanki i tak zacisną nogi, ze długo, żaden nie tylko fiut, ale i palec się tam nie wciśnie. Jedno głupie zdanie do kolegów i bęc! Poruchane w tym odcinku.

Nie wiem, czy to efekt dyktatury ekshibicjonizmu, czy zawsze tak było? Facet poznaje kobietę, idą do łóżka. Okazuje się, że orgazm nie jest ostatnim elementem gry. Ostatni element, to opowiadanie kolegom z tryumfalnym uśmiechem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że kobiety też lubią rozmowy o seksie i poruszają ten temat sto razy częściej od facetów. To jednak jest inny rodzaj rozmów, mniej w nim prymitywizmu.

Śmieszy mnie poza niektórych konserwatystów, ale w tym miejscu muszę westchnąć: „gdzie ci faceci?” Gdzie faceci z klasą, którzy patrzą na seks z perspektywy człowieka rozumnego, który wie, że to manewry towarzysko – seksualne, to nie jest wojna, ani konkurencja sportowa. To gra do jednej bramki. Zarówno my, faceci, jak i kobiety, gramy do jednej bramki. Czasem gramy o jedną noc, czasem o przygodę na kila tygodni, a czasem o długi związek. Cała sztuka, to znaleźć osobę, która będzie szukała w danej chwili tego, co my.

Kolejna rzecz, to dlaczego chcemy seksu z kobietą?

Ja uważam, że nie ma nic w tym wszechświecie porównywalnego, do dwóch ciał, które dostarczają sobie maksimum przyjemności. To zjawisko tak intensywne i magiczne, że nic nie jest w stanie tego przebić. To jest cel sam w sobie. Naruszenie czyjejś prywatności, pochwaleniem się, tym, co przeżyliśmy, jest nie tylko nietaktem, ale też pewną profanacja tego, co przeżyliśmy. Jeśli ktoś chce seksu, żeby się pochwalić, to ewidentnie coś jest nie tak. I nie przesadzam, potrzebna jest pomoc specjalisty z zakresu psychologii bądź seksuologii. Jeżeli, tak, jak w przypadku mojego znajomego z pracy, taką postawę prezentuje osobnik żonaty, to jaki wyłania się obraz jego małżeństwa, obraz nędzy i rozpaczy.

No tak drogie panie, wychodzi na to, że macie do wyboru:

- festynowego ogiera, który po mniej lub bardziej upojnej nocy pokaże was kolegom i zarechocze: „no, co stary, miałem ją”

- desperata, który, jeszcze dobrze nie wyjmie ręki z waszych majtek, a już zaprowadzi was przed ołtarz, domagając się dozgonnej wierności

- albo przestraszoną cipę, która nigdy do was nie podejdzie, bo w głowie wytworzy setki wymówek.

Ehhh, gdzie ci faceci.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

O uczuciach ciąg dalszy

25 paź

 - A może to nie tak. Może źle na to patrzycie. Albo traktujecie kobietę jak szmatę albo pałacie romantyczną miłością. A to nie tak.  – Głos zabrał Adam. – Kto go tu w ogóle zaprosił? – Przemknęło mi przez głowę. Lubiłem Adama. Mimo, że pochodziliśmy z dwóch różnych światów, to szanowałem go za intelekt i twardy charakter. Byłem zdziwiony jego obecnością, bo po prostu nie pasował do tej zgrai i raczej nie bywał na takich posiedzeniach. Takich, czyli pijackich, gdzie z oparów piwa i wódki wyłaniał się nasz prymitywizm.

- Miłość, to nie jest magiczne „coś”, to ciężka robota. Nie ma sytuacji, gdzie ktoś jest ci pisany przez los, przeznaczenie, czy cokolwiek innego. – Zaczynał. Odkąd poznałem Adama, zawsze podziwiałem u niego ewangelizacyjny zapał. Kiedy rozpoczynał swoje przemówienia, było w tym coś z dobrego kazania. Nie chodziło o tani chwyt retoryczny. To nie była chęć zabłyśnięcia kąśliwą uwagą, czy błyskotliwym tekstem. To była przemowa, wygłaszana z przekonaniem, z wiarą mówiącego, że oto, objawia prawdę. Nie było tu agresji, nutki szaleństwa, był przekaz. Szczery przekaz. Tak. Niewątpliwie Adam nadawał się na kaznodzieję.

- Poznajesz dziewczynę. Poznajecie się nawzajem, spotykacie się, chodzicie ze sobą, znajomość przeradza się w związek. I to wspólne wzloty i upadki umacniają wieź, tworzą miłość. Cementują na dobre i na złe.

- Ale, to takie gadanie, albo się zakochujesz albo nie. – Kapitan Planeta, lubiący lekkie dragi, romantyk próbował przeforsować swoją filozofię towarzyską.

- Zakochać możesz się zawsze. – Adam był jednak nieugięty. Zmiażdżył oponenta, zanim  tamten zdążył wystawić na retoryczny ring pierwsze argumenty. – To normalne, że ktoś się nam podoba, że kogoś pożądamy, że kogoś lubimy lub wręcz jesteśmy kimś zauroczeni, czy w kimś zakochani. Ale to nie jest miłość. Namiętność odchodzi, ale osoba zostaje. I co wtedy? Rozwód? Rozstanie? Tylko dojrzałe uczucie pozwoli dostrzec w drugiej połowie piękno ponadczasowe.

- A tam, pierdolisz. – To była licha obrona Miszy, przed płomiennym wystąpieniem. Znałem go zbyt długo. Wiedziałem, że taki tekst był oznaką intelektualnej bezradności i chęcią ukrycia tego, że nie ma kontrargumentów.

Wkrótce otwarte zostały kolejne piwa. Niedawna dyskusja został zepchnięta na boczny tor. Pojawiły się nowe tematy. Opary alkoholu zaczęły gęstnieć.

Wielokrotnie wracałem do tej rozmowy. Sam chciałem rozwiązać zagadkę albo raczej sklasyfikować, to, co nazywamy relacjami z kobietami. Co to jest miłość? Co to jest namiętność? Czy niezobowiązujący seks, zawsze niczym nie zobowiązuje?

Pytań było dużo. Rozwiązaniem było doświadczenie i wnioski. Z ochotą oddałem się towarzyskim manewrom, żeby pewnego dnia usiąść z lampką wina i stwierdzić: „Świat uczuć i doznań, nie ma przede mną tajemnic.” Czy to był młodzieńczy idiotyzm, czy stawałem się prorokiem własnej religii?

W przeciwieństwie do moich znajomych, ja miałem, niczym mickiewiczowski mędrzec, swoje szkiełko i oko. Burdelowo było szkiełkiem i okiem. Dzięki temu, że penetrowałem ten świat, stałem się chłodniejszy emocjonalnie, to pozwalało mi, niczym naukowcowi w laboratorium, zabrać się do swoich pokręconych badań.

Moje plany zakładały eksploracje i celebrację, tego cudownego świata, świata kobiet, emocji i doznań. Miałem też nadzieję przeprowadzić choć jedną deflorację, czego niestety nie dokonałem…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Trawiące myśli