RSS
 

Notki z tagiem ‘relacje’

Porozmawiajmy o atrakcyjności

04 sie

Mój kolega, Przemek, to podwójny rozwodnik. Dwa małżeństwa, dwoje dzieci. Nieuchronnie zbliża się do czterdziestki, mieszka z rodzicami i zarabia w dorywczej pracy. Życiowy przegrany, można by rzec.

A jednak, z pewnych przyczyn, to gość, któremu nie jeden, zaliczający się do normalnych facetów, może zazdrościć. Przemek, zawsze miał zapał do podrywania kobiet. ZAWSZE. Zawsze był okrągłym chłopcem, którym do najprzystojniejszych nie należał. Teraz, gruby, zarośnięty, śmierdzący potem i widać na nim nadmiar wypitego alkoholu. Ale od początku. Zawsze, kiedy mijaliśmy jakieś dziewczyny, jeszcze w latach wczesnego dzieciństwa. Z ust mojego druha padało coś na kształt: „cipki rude”. Był nieprzejednany. Kiedy nieco podrośliśmy i szliśmy razem w miasto, nie przepuszczał żadnej dziewoi. „Cześć”, „znasz Kaśkę jakąś tam” to tylko jedne z łagodniejszych tekstów. Wtedy jeszcze nie bardzo rozumiałem o co chodzi. Nie znałem magicznego słowa podryw. On znał. Nie wiem, czy to fart, czy statystyka, ale w wieku dziewiętnastu lat został ojcem. Kontakt nam się urwał, kiedy poszedłem na studia. Słyszałem, że życie go przerosło, ale nie uszało mnie to. Czasem, kiedy w wyczynach seksualno-towarzyskich, można powiedzieć ścigałem się sam ze sobą nachodziła mnie myśl, czy już osiągnąłem jego level, czy może jeszcze nie. A może poszedłem dalej? Kiedyś spotkaliśmy się przypadkiem, dowiedziałem się, że jest po raz drugi żonaty.

Zderzyliśmy się ostatnio. Dwa rozwody na koncie. I, co najważniejsze, niekończący się apetyt na nowe dupy. Co prawda, teraz nie interesują go pojedyncze wsady, a raczej, jak to określa związki, ale wciąż ten sam chłopak. Pokazał mi fotki w telefonie dwóch swoich aktualnych wybranek. Trzydzieści dwa i dwadzieścia siedem lat. Nie jakieś kaszaloty, ale całkiem dobre dupy. Jak je wyrwał, nie mam pojęcia. Co ciekawe wie, która z koleżnek się rozwiodła, albo jest sama cały czas. Facet jest po prostu, niczym szalony naukowiec pracujący nad niezrozumiałą formułą. Biorąc pod uwagę, że to purchawa nasączona piwem, nasuwa się pytanie. Jak w świecie zdominowanym przez lifestylowe programy, gdzie na topie są wyepilowani solarmeni, ciągle rucha polska wersja Rona Jeremy`ego.

Ja sądzę, że pod powłoczką medialnego bełkociku o trendach w modzie i kosmetyce, w realnym świecie żyją prawdziwe, które chcą po prostu chłopa. A wszystkie porady i tipy odnośnie sztuczek w alkowie nijak się mają do tradycyjnego, swojskiego, dobrego rypania. Jak u Fredry.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Double BDSM cz. 2

09 lut

Minął prawie rok. Anka gdzieś rozpłynęła się w otaczającej rzeczywistości. Straciłem ją z oczu. Wszystko toczyło się dalej. Miesiące mijały nieubłaganie. Dotarło do mnie, że jednak świetlana kariera brokera, jednak mi umknęła. Przygniotło mnie nic nie robienie. I już tego nie potrafiłem unieść. Moje marzenia, zamieniłem tylko na plany, plany ukończenia studiów. Nic więcej. Moje założenia nie wychodziły poza najbliższe tygodnie. Ostatnie seminaria na wydziale. Popatrzyłem na nią. Tak, jednak to ona. Co robi na wydziale? Czyli się nie obroniła w terminie – pomyślałem. I w dziwny sposób, myśl ta sprawiła mi przyjemność. Dobrze jej tak. Mimo, że nasze znajomość zakończyła się neutralnie, to z przyczyn niewiadomych, udawaliśmy, że się nie znamy. W ostatnich miesiącach, na uczelni, wciąż miałem dużo pracy. Upominały się zaległości z poprzednich semestrów. Kiedy po raz któryś z kolei błąkałem się po wydziale, znów ujrzałem Ankę. Zastanawiałem się, u kogo się broni i co takiego się stało, że się nie obroniła w terminie, raczej była sumienną studentką. Dumnym krokiem przemierzyła korytarz i podeszła do portierni. Nie wiedziałem, co się dzieje. Po niecałej minucie odeszła, w ręku trzymała klucz. To było poza scenariuszem, jaki kreśliłem. Doktorantka. Nigdy nie byłem zawistnikiem. Nie zazdrościłem, nie złorzeczyłem, gdy byłem świadkiem czyjegoś sukcesu. Nie wiem, co mnie opętało. Poczułem złość, na wydział, na Ankę, na wszystkich, tylko nie na siebie. Byłem zły, że się jej udało że, prawdopodobnie jest szczęśliwa. Musiałem się przewietrzyć. Wyszedłem przed wydział i zapaliłem papierosa. Spokojnie paląc papierosa starałem koić nerwy. Mózg sam zaczął pracować na innych obrotach. To realne doświadczenie, empirycznie doświadczyłem, jak umysł wypracował strategie radzenia sobie ze stresem. Myślę o Stronie, to myślenie całkowicie mnie pochłania. Anka zeszła na dalszy plan, albo w ogóle zeszła ze sceny.

Nie minęło czterdzieści minut, a już byłem na mieszkaniówce, nowej. Ciche mieszkanko w bloku typu bliźniak. Drzwi otwarła kobieta, brunetka. Mogła mieć trzydzieści kilka lat. Szczupła, ubrana w getry i cienką bluzeczkę. Chwila rozmowy, co, za ile. Wcześniej, ustaliłem tylko adres. Powiedziała mi, że jeśli dołożę, to może dołączyć koleżanka. Z drugiego pokoju wyszła druga kobieta. Kasztanowe włosy i spojrzenie zdradzające ironiczne i raczej pogodne podejście do życia. Miała na sobie czarną sukienkę, która wydawała się nieco za ciasna, a może taka miała być. Duże piersi, niemal z niej wyskakiwały. Basia i Aneta, tak się przedstawiły. Pojawił się problem, bo akurat nie miałem tyle pieniędzy. Wyskoczyłem ze wszystkiego, co miałem w portfelu. Finalnie usłyszałem, że za taką kwotę Aneta może asystować. Cokolwiek to znaczy. Poszedłem wziąć prysznic. Kiedy wróciłem owinięty ręcznikiem, Aneta poszła do łazienki, ja zostałem z Basią. Krótka rozmowa o świątecznych potrawach i nadchodzących, letnich miesiącach, kiedy wróciła Aneta, odświeżyć poszła się Basia.

- Połóż się, wymasuję cię. – Aneta, jak większość kobiet o szerokich biodrach była pogodna. Położyłem się posłusznie na brzuchu. Zaczęła przyjemnie gładzić mnie po plecach, od czasu do czasu ugniatając obręcz barkową. Nie nazwałbym tego masażem, ale było przyjemnie. Po kilku minutach przyjemnego niby masażątka usiadła na mnie i zaczęła ugniatać kark. Wróciła Basia.

- No, odwróć się, zaczynamy działać. Uśmiechnąłem się z głupkowatym „ok” na ustach.

Leżałem na plecach. Większa z div masowała mi tors, szczuplejsza, zaczęła od masaż ud i robiła go naprawdę umiejętnie. Kiedy przeszła w okolice krocza, błogie uczucie zaczęło mnie owijać, niczym magiczny szal. Chuj z Anką, chuj z tym wszystkim. Liczą się tylko doznania. Resztki logicznych myśli ulatywały. Kasztanowe włosy Anety przyjemnie drażniły moje ciało, jej język zakreślał ósemki wokół moich sutków. Kolejna para rąk bardzo wprawnie zajmowała się fiutem i jajami. Błogość i przyjemnie rozleniwienie, zdawały się opanować cały pokój. Mógłbym tak przeleżeć dziesięć lat. Przyjemność ustała. Aneta, odeszła ode mnie i wyszła z pokoju. Popatrzyłem zdziwiony, mojemu zdziwieniu odpowiedziała Baśka: – Aneta tylko asystowała, to było w kwocie.  – Nic nie odpowiedziałem, znałem zasady. I w kwestii pieniędzy, nie było odstępstw.

- No, jesteś gotowy. Zakładamy i jazda! –  Niczym za sprawą magicznej sztuczki, w ręku mojej rozmówczyni pojawił się condom w opakowaniu, które bardzo wprawnie zdjęła. Rozwinęła kalosza, na moim wyprężonym wyżle i dosiadła mnie niczym mityczna amazonka. Zaczęła mnie ujeżdżać. Mocno, sprężyście. Minęło kilka minut. Uniosłem się na łokciach, bo chciałem zasugerować zmianę pozycji. Położyła lewą rękę na mnie i przytrzymała. Przesunęła ręką po mojej klatce i złapała mnie za sutek. Mocno ścisnęła i przekręciła. Ssss – syknąłem z bólu.

- No, co? – Spojrzała na mnie z zadziornym uśmiechem i kpiącym spojrzeniem. – Ja lubię sado-maso. Druga ręka powędrowała do moich jaj. Uścisk był bolesny, o dziwo pobudzający. Kiedy jeszcze minimalnie zwiększyła uścisk, nie wytrzymałem.

- Aaaał. – Ta krótka fraza miała jej uzmysłowić, że tyle wystarczy. Uścisk powoli zelżał, a diva zaczęła na mnie jeszcze bardziej skakać. Ujżdzała mnie i ujeżdżała, co jakiś czas serwując dawkę niespodziewanego bólu. Jaja, sutki, tors, włosy. Nie wiedziałem, kiedy poczuję jej ostre paluszki. Kiedy się spuściłem, oboje uśmiechnęliśmy się do siebie. Nasze spojrzenia mówiły: „kawał dobrej roboty”.

Ubrałem się i wyszedłem na przedpokój. Stała tam Aneta.

- Już, po wszystkim? – Zapytała z uśmiechem.

- Taak. – Odpowiedziałem zmęczonym głosem. Zachichotała.

Dołączyła do nas Baśka. Po obfitym spuszczeniu, odezwała się we mnie łajza. Streściłem im historię nieszczęsnego uczucia do Anki. Dziwne, że nie dostrzegłem wtedy, jaki jestem żałosny. Na pożegnanie usłyszałem:

- Jesteś fajny facet, na pewno sobie kogoś znajdziesz. – Słyszałem to wielokrotnie, mimo wszystko, czułem się wybrakowany.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Double BDSM

01 lut

Jak to się stało. Złamałem dane sobie słowo. Kiedy jechałem na Wielkanocne Święta do domu, obiecałem sobie, że z tym koniec. Koniec z moją przygodą. Koniec z pewnym zachowaniem. Jeszcze kilka dni temu. Nieco ponad tydzień. Uznałem, po raz kolejny, że na chwilę obecną wystarczy mi doznań. Że trzeba uporządkować pewne sprawy. Wrócić do systematycznej nauki. Śledzić wytyczne KNF. Kto wie, może kariera w dużych, brokerskich firmach jeszcze nie przepadała. Kto wie. Chcę się zmienić. Muszę się zmienić. A teraz? Idę szarym miastem. Moje ręce dotykają spodni, sztruks zdaje się parzyć moje opuszki. Mijani ludzie, przybierają dziwne rozmazane kształty. Co się stało? A może, jak to się stało? Wracam od dziwki. Starając ominąć wyszczerbione, chodnikowe płytki, powoli rekonstruuję wydarzenia.

Wszystko zaczęło się od Ani. Rok wcześniej. A może jeszcze wcześnej. Ania spowodowała moje uczucia. Na skutek uczuć, podjąłem działanie. Działanie przyniosło nowe uczucia, a owe uczucia nowe działanie. Łańcuch zdarzeń. Ankę znałem z widzenia od pierwszego roku. Nie wiem, czy właściwym stwierdzeniem było, że wpadła mi w oko, ale coś jednak przykuło moją uwagę. Blondynka, duże cycki, w porównaniu, z którymi jej tyłek wydawał się nieco mały. Figura, jakby troszkę zwalista. Z pewnością, nie była podręcznikowym przykładem atrakcyjnej dziewczyny. Jednak, pod jej okularami, kryły się niebieskie oczy, intrygująca, sympatyczna twarz. Zawsze mnie intrygowała. A poznałem ją dopiero na czwartym roku. A raczej na powtórce czwartego roku, ponieważ pojawiło się tyle do zrobienia, że uczelnia spadła na ostatnią pozycje, za co mi odpłacono, nie dopuszczając do dwóch egzaminów. Wiosna, początek sezonu randkowego. Ta wiosna miała być inna, miała dać początek czemuś innemu, lepszemu. Kiedy zobaczyłem Ankę w tramwaju, podszedłem, uśmiechnąłem się, i tak oboje wysiedliśmy jako nowi znajomi. Tydzień później zaprosiłem ją na pierwszą randkę. Odblokowała we mnie pewien obszar, obszar, który burdelowo, z całym swoim kolorytem doznań przykryło i nie dopuściło na światło dzienne. Sprawiała wrażenie idealnej kandydatki na żonę. Patrząc na nią, miałem jeden scenariusz – ślub. Nie było to uczucie takie samo, jak w przypadku Dagny. Tam ślub, wydawał się częścią wielkiej, romantycznej przygody. Tu było inaczej. Po prostu, spotkałem matkę moich dzieci. Przez ostatnie lata, kraina doznań seksualnych, nie miała przede mną tajemnic. Seks oralny, seks analny, spuszczenie w usta, połykająca dziewczyna, między cycki, rimming, robótki ręczne, niemal każda pozycja. Dymałem młode, stare, grube, chude, ładne, brzydkie. Rżnąłem w mieszkaniu, w kiblu w pubie, w zagajniku na nowo budowanym osiedlu, w samochodzie, na klatce schodowej, w windzie. Do kolekcji brakowało mi pociągu.  Przesadą byłby napisać, że zrobiłem wszystko, co możliwe na tej płaszczyźnie, ale z pewnością robiłem dużo. Z Anką, było inaczej. Kiedy byłem przy niej, z nią. Nie miałem żadnych pokręconych scenariuszy w głowie. Nie chciałem próbować żadnych nowinek. Z nią mogło być normalnie, klasycznie. Tak po prostu. Wprost niewyobrażalną frajdą było dla mnie chodzenie na randki, wizyty z winem. Po prostu spotykaliśmy się ze sobą. Było dobrze. Tak bardzo zapętliłem się w moich pozalekcyjnych zajęciach, że zapomniałem, jak wiele radości może przynieść normalne życie. Jest tylko jedno ale. Prędzej, czy później, żądza zawsze zwycięży. Podstawowe prawo burdelowa, związków, w ogóle wszechświata. Byliśmy umówieni na siedemnastą u niej. Kolacja ze znajomymi. Butelka wina na szafce czekała aby trafić do mojej torby. Kończyłem toaletę i jednocześnie, rzucałem okiem na odtwarzane filmiki w moim laptopie. Sam nie wiem kiedy, ale włączył się trailer filmu. Kilka sekund. Prawie hipnotyczny głos mówił: „poddaj się, poddaj się, poddaj się”. Byłem sam w mieszkaniu, zrobiło się dziwnie. Mimo pełnej świadomości, że to tekst z filmu, że właśnie leci trailer. Odniosłem wrażenie, że te słowa są kierowane do mnie. I nie pochodzą od aktora wygłaszającego kwestię filmową. W jakiś przedziwny sposób, ktoś lub coś mówiło mi, że to nie ma szans. Żebym przestał się okłamywać, że dawno temu wybrałem drogę i jeśli zechcę z niej kiedyś zejść, to sama się o mnie upomni. To prawda. Myślałem o tym wcześniej, czy los nie kpi ze mnie, przecież, to nie moja bajka. To prawda, mimo, że się spotykaliśmy, nie przestałem posuwać n boku. Nie przestałem, bo nie padły żadne wiążące deklaracje. Mocne postanowienie poprawy, a co za tym idzie poprawa, miały dopiero nastąpić. Balsam po goleniu, wyprasowana koszula, i gotowy do drogi. W myślach wykrzyczałem (chyba do losu) „i co, idę na randkę, nie spieprzę tego i nie poddam się”.

Po dwóch tygodniach, przestaliśmy się widywać. Ne była to moja wina, po prostu nie wyszło.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo, Ja i one

 

Nie zawsze jest kolorowo; część ostatnia

27 sty

Na miękko

Dymanie na świeżym powietrzu, to osobna historia. Osobny rozdział. Coś, co jeszcze bardziej, niż mieszkaniówki zapewniało „tu i teraz” fast sex, fast orgazm.

Wracałem z zakupów. Ciepłe, sierpniowe popołudnie. Leniwie przemieszczałem się drogą krajową. Na tylnym siedzeniu leżały reklamówki, papierowe torby i gadżety z dużego centrum handlowego. Jadąc, za każdym razem, kiedy mijałem postać w kolorowym, kusym stroju, czułem lekki ból podbrzusza. Tak. Zasmakowałem w kolejnej potrawie, zakazanej dla przyzwoitych ludzi. Mój wewnętrzny potwór domagał się daniny. Każda mijana, śniada, młoda dziewczyna, włączała alarm w mojej głowie. Targały mną sprzeczne uczucia. Kiedy już przydrożna diva była za mną, to tak, jakbym część własnej słabości zostawiał za sobą. Jednocześnie, czułem żal, kolejna cipka, w której nie byłem.

Minąłem chyba już wszystkie. Koniec. Zawsze zastanawiała mnie pewna stacja benzynowa. Z punktu widzenia znawcy tematu, wprost stworzona do umiejscowienia towaru. A tu nic, kompletnie nic. Dojeżdżam so stacji. Nie wiem skąd, ale dosłownie na sekundę spojrzałem w lewo. Nie więcej niż dwieście metrów do stacji stoi szczupła postać. No tak. Patrzyłem ze złej perspektywy. Sama stacja nie ma żadnego cichego miejsca, do szybkiego numerku. Może sto pięćdziesiąt metrów jest las z polną dróżką i tu sytuacja wygląda inaczej, zupełnie  inaczej. Skręcam bez chwili zastanowienia. Zatrzymuję się przy szczupłej istocie. Brązowe oczy, śniada cera, młoda twarz, Bułgarka. Ładna. Krótko co i za ile. Nie za bardzo chce. Jest pięć po siedemnastej. Czyli koniec dniówki. Ostatecznie, mamy to załatwić szybko i sprawnie. Wsiada, dostaje kasę i jedziemy w las. Po kilkunastu metrach skręcam. Wysiadamy.

- To jak chcesz. – Jej wymowa jest z cudnym bułgarskim akcentem. Lubię to. Seksik od tyłu. Niecierpliwi się. To mnie nieco rozbija. Chcę ją dotykać, napawać się jej młodym ciałem. Tymczasem ona chce przyspieszyć maksymalnie. W ręku już trzyma sreberko – poznaję marka condomów z supermarketu. Chce założyć na zwiniętego fiuta gumkę.

- Zaczekaj. – Staram się nieco spowolnić tempo. – Musi się obudzić. Odwracam ją. Zsuwa niebieski jeansy. Jest smukła, zgrabna, jej pupa prosi się o moje dłonie. Kładę dłonie na jej pośladkach. O dziwo, mój kutas podnosi się, ale bardzo leniwie. Jestem zdziwiony. Nigdy nie miałem problemów ze sprzętem. Na studiach, bliżej końca, zaczęły się pojawiać opowieści o tym jak ten, czy tamten miał problemy z masztem, po dłuższym piciu. Ja nigdy. Ba, nawet miałem pewną strategię, dzięki której zdobywałem serca dziewczyn.

Kiedy już impreza zbliżała się do końca i wszyscy byli w krańcowym stadium upojenia. Miałem już na widelcu upatrzoną zdobycz. Cały mechanizm poległa na tym, żeby ją odłączyć od stada. Powody mogły być różne. Jeszcze jedno, ale z pewnością ostatnie piweczko u mnie. Posłuchanie muzyki, odprowadzenie ją do domu. Z reguły byliśmy już po baaardzo mokrych pocałunkach i po macanku. Kiedy już byliśmy sami, padało: tylko nie myśl, że coś będzie. Uśmiechałem  się i mówiłem coś w stylu: po takiej ilości alkoholu, z pewnością nie podziałam. Odpuszczaliśmy temat. Chwila rozmowy o niczym i znowu mokre pocałunki, pieszczoty. Nigdy nie parłem do przodu za wszelką cenę. Tak starałem się wymanewrować, że ręka nieświadomej mojego podstępu dziewczyny sama lądowała na moim usztywnionym już kroczu. I wtedy następowało najlepsze. Dziewczyna coraz zachłanniej dobierała się do rozporka i z tryumfem w głosie mówiła – czy ty widzisz co się dzieje? Ja nic nie odpowiadałem. Uśmiechałem się tylko. Wszystko potoczyło się samo. Patent stu procentowy. Nie ma się co oszukiwać. Każdy facet chce być najlepszym ruchaczem w galaktyce. Każda kobieta chce być niezwykłą wprost kochanką, która geja zmieni w heteryka.

Wtedy, w tym lesie, w to ciepłe, sierpniowe popołudnie, po raz pierwszy poczułem, że coś jest nie tak. Chuj nie stanął na rozkaz. Zniecierpliwiona szczuplutka Bługareczka chciała zakładać gumę. Na wpół miękkim kutasie gumka wyglądała komicznie. Przeraziłem się. Odwróciłem ją i próbowałem wsadzić ledwo unoszącego się kija w szparę. Na próżno. Rozpaczliwie jedną ręką zacząłem się brandzlować, drugą złapałem za kształtną dupę. Co jest? – Nie wiedziałem co tym sądzić. Zacząłem pocierać chujem o jej cipkę. Zanim się zorientowałem, spuściłem się na miękko. Zsunąłem gumkę i zawinąłem w chusteczkę. Diva odwróciła się i z lekkim uśmiechem odebrała zawiniątko. Co ciekawe, nie poczułem wstydu, zakłopotania, czy życiowej porażki. No może troszkę byłe zażenowany, ale bardziej targały mną: rozbawienie i żal, że nie zamoczyłem pędzla.

- No widzisz, jak świetna jesteś. – Tylko tyle byłem w stanie do niej powiedzieć. Nic nie powiedziała.

Odwiozłem ją na miejscówkę i pojechałem dalej. Nie wiem, co było powodem tego hydraulicznego niedomagania. Pośpiech, a może przesycenie tym wszystkim?

Najbardziej żałosny seks

Wieczór, kolejny wieczór przepełniony pustką. Włóczę się po mieście bez żadnego celu. Sprawdzanie ogłoszeń stało się moim nawykiem. Niczym prasa codzienna. Już nie skanowałem miasta. Teraz to był sport. Jeśli byłem akurat w danej dzielnicy, to szukałem ogłoszeń. Jak coś było w okolicy, to dzwoniłem i pytałem czy mogę za dziesięć minut podejść. Dziś też. Telefon, pytanie: można, odpowiedź: można. Przestałem nawet zwracać uwagę, kto jest na zdjęciach. Nic mnie nie interesowało. Seks też stał się czymś powszednim, czymś co niemal utraciło cały splendor.

Drzwi otworzyła kobieta w wieku trudnym do określenia. Trudnym dlatego, że przywitała mnie w ciemnym przedpokoju. Kiedy znaleźliśmy się w słabo oświetlonym pokoju, przyjrzałem się jej dokładniej. Po pięćdziesiątce. Raczej była szczupła, ale widać było już sflaczenie ciała i nadmiar tłuszczu. Jakby nie patrzeć była totalnie nieatrakcyjna lub wręcz odpychająca. Miałem już takie eksperymenty. Ale wcześniej, było to świadome, byłem ciekaw różnych cip. Starych, tłustych, młodych, ładnych, wszelkich. Dziś, uznałem, że to kolejny dowód na moje własne upodlenie. Stwierdziłem, że  nie chcę na nią patrzeć. Kiedy guma ładnie przylegała do penisa, powiedziałem, żeby się odwróciła. Wszedłem i zacząłem systematyczne ruchy. Moje myśli pochłonięte były tylko jednym. Jak bardzo popaprany jestem, że płacę za seks z taką istotą. Co ze mną jest nie tak. Kiedy już, zdawać by się mogło, sytuacja nie mogła być bardziej żałosna, usłyszałem:

-Taak, ooo, taak, Dobrze, dobrze, aaaahh, ooohhhh.

No nie. Jednak mogło być bardziej żałośnie. Jej sztuczne pojękiwanie odebrało mi resztki szacunku jaki do siebie miałem. Wyszedłem czym prędzej, starając się wszystko wywalić z pamięci.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Gdzie ci faceci

15 lis

- z dziewczyn, w dziale, to tylko Edytę można by było zapiąć. Tak, żeby można się było pochwalić, czy coś.

- no tak, jest po trzydziestce, ma dziecko, ale pupa niezła i figura fiu fiu.

- jest jeszcze Beata, ale przy niej mógłby nie stanąć (śmiech) i Agnieszka, ale one z kolei jest dziwna.

- popierdolona, nie dziwna.

- no tak.

Pozwoliłem sobie przytoczyć fragment rozmowy moich kolegów z pracy. To nie szczyle, po dwudziestce, ale wszyscy w okolicy trzydziestki. Oczywiście, każdy z nich ma wiedzę specjalistyczną, w zakresie kontaktu z dziewczynami i seksu. To, co mnie zniesmaczyło, to fakt seksu, dla pochwalenia się. Jak najbardziej, pamiętam czasy szkoły średniej, magiczną granicę zrobienia „TEGO”. Wtedy każdy się chwalił, żeby było ciekawiej, to były kłamstwa albo bardzo naciągana rzeczywistość. Taka mała dygresja: kolega z klasy każdą dziewczynę, z którą się całował uważał za zdobytą i zaliczoną. No cóż, prawa szkoły średniej. W późniejszych latach, zjawisko to osłabło.

Czy tylko ja widzę tu pułapkę, którzy faceci zastawiają sami na siebie?

Jeśli przysłowiowy Jasio zaliczy Kasię i pochwali się Józiowi, Stasiowi i Krzysiowi, to wszyscy uderzą do Kasi. Ich zaloty będą miały jeden akcent: „dałaś Jasiowi, nadstaw i nam”. Bez względu, czy Kasia da każdemu z nich, czy nie, będzie miała przypiętą etykietę szmaty, kurwy, puszczalskiej. To, co zrobi Kasia, żeby nie wyjść na ladacznicę? Nie da nikomu. A co zrobią inne dziewczyny? Zobaczą na los koleżanki i tak zacisną nogi, ze długo, żaden nie tylko fiut, ale i palec się tam nie wciśnie. Jedno głupie zdanie do kolegów i bęc! Poruchane w tym odcinku.

Nie wiem, czy to efekt dyktatury ekshibicjonizmu, czy zawsze tak było? Facet poznaje kobietę, idą do łóżka. Okazuje się, że orgazm nie jest ostatnim elementem gry. Ostatni element, to opowiadanie kolegom z tryumfalnym uśmiechem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że kobiety też lubią rozmowy o seksie i poruszają ten temat sto razy częściej od facetów. To jednak jest inny rodzaj rozmów, mniej w nim prymitywizmu.

Śmieszy mnie poza niektórych konserwatystów, ale w tym miejscu muszę westchnąć: „gdzie ci faceci?” Gdzie faceci z klasą, którzy patrzą na seks z perspektywy człowieka rozumnego, który wie, że to manewry towarzysko – seksualne, to nie jest wojna, ani konkurencja sportowa. To gra do jednej bramki. Zarówno my, faceci, jak i kobiety, gramy do jednej bramki. Czasem gramy o jedną noc, czasem o przygodę na kila tygodni, a czasem o długi związek. Cała sztuka, to znaleźć osobę, która będzie szukała w danej chwili tego, co my.

Kolejna rzecz, to dlaczego chcemy seksu z kobietą?

Ja uważam, że nie ma nic w tym wszechświecie porównywalnego, do dwóch ciał, które dostarczają sobie maksimum przyjemności. To zjawisko tak intensywne i magiczne, że nic nie jest w stanie tego przebić. To jest cel sam w sobie. Naruszenie czyjejś prywatności, pochwaleniem się, tym, co przeżyliśmy, jest nie tylko nietaktem, ale też pewną profanacja tego, co przeżyliśmy. Jeśli ktoś chce seksu, żeby się pochwalić, to ewidentnie coś jest nie tak. I nie przesadzam, potrzebna jest pomoc specjalisty z zakresu psychologii bądź seksuologii. Jeżeli, tak, jak w przypadku mojego znajomego z pracy, taką postawę prezentuje osobnik żonaty, to jaki wyłania się obraz jego małżeństwa, obraz nędzy i rozpaczy.

No tak drogie panie, wychodzi na to, że macie do wyboru:

- festynowego ogiera, który po mniej lub bardziej upojnej nocy pokaże was kolegom i zarechocze: „no, co stary, miałem ją”

- desperata, który, jeszcze dobrze nie wyjmie ręki z waszych majtek, a już zaprowadzi was przed ołtarz, domagając się dozgonnej wierności

- albo przestraszoną cipę, która nigdy do was nie podejdzie, bo w głowie wytworzy setki wymówek.

Ehhh, gdzie ci faceci.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Trawiące myśli