RSS
 

Notki z tagiem ‘przemyślenia’

Czy coś mu umknęło?

17 wrz

Kiedyś wydawało mu się, że czas stanął w miejscu. Przez moment wydawało się,  że słodki rozgardiasz nie będzie miał końca. To taki stan nieważkości, który wpływa na postrzeganie siebie i świata.  Jednak w tym wszystkim były pewne punkty stałe. Było ich trzy plus dwie. Kobiety. Ale nie takie zwyczajne, niezwykłe,  bo potrafiące z nim wytrzymać.  Niezwykłe,  bo zawsze były.  Niezwykłe,  bo to czas który spędził z nimi, okazał się najszczesliwszymi chwilami w życiu.  Kiedy w jego glowie pojawiały się pytania, czy aby to nie jedna z nich ma być TĄ, przeznaczoną przez los, szybko wyrzucal te mysli z glowy. W końcu był koneserem, kobiecego ciała i wszelkich doznań. Takie przejście z koleżanki do kogoś bliższego wydawało się banalne, bez polotu. No tak, on przecież nie mógł postąpić tak banalnie, jak reszta, bo to był on.

Czas plynął. Nawet on zauważył,  że czas ucieka. Zaczęły pojawiać się zaproszenia. Był na ślubie każdej z nich. W ślubnych sukniach, były piękne.  Było coś jeszcze,  w ich dostrzegł spełnienie. Jakiś PR przedziwny rodzaj przekonania, że postępują dobrze. Tak, one poszły do przodu, on gdzieś został.  A może też poszedł do przodu, tylko po drodze coś zgubił. Może.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

Nie zawsze jest kolorowo; część ostatnia

27 sty

Na miękko

Dymanie na świeżym powietrzu, to osobna historia. Osobny rozdział. Coś, co jeszcze bardziej, niż mieszkaniówki zapewniało „tu i teraz” fast sex, fast orgazm.

Wracałem z zakupów. Ciepłe, sierpniowe popołudnie. Leniwie przemieszczałem się drogą krajową. Na tylnym siedzeniu leżały reklamówki, papierowe torby i gadżety z dużego centrum handlowego. Jadąc, za każdym razem, kiedy mijałem postać w kolorowym, kusym stroju, czułem lekki ból podbrzusza. Tak. Zasmakowałem w kolejnej potrawie, zakazanej dla przyzwoitych ludzi. Mój wewnętrzny potwór domagał się daniny. Każda mijana, śniada, młoda dziewczyna, włączała alarm w mojej głowie. Targały mną sprzeczne uczucia. Kiedy już przydrożna diva była za mną, to tak, jakbym część własnej słabości zostawiał za sobą. Jednocześnie, czułem żal, kolejna cipka, w której nie byłem.

Minąłem chyba już wszystkie. Koniec. Zawsze zastanawiała mnie pewna stacja benzynowa. Z punktu widzenia znawcy tematu, wprost stworzona do umiejscowienia towaru. A tu nic, kompletnie nic. Dojeżdżam so stacji. Nie wiem skąd, ale dosłownie na sekundę spojrzałem w lewo. Nie więcej niż dwieście metrów do stacji stoi szczupła postać. No tak. Patrzyłem ze złej perspektywy. Sama stacja nie ma żadnego cichego miejsca, do szybkiego numerku. Może sto pięćdziesiąt metrów jest las z polną dróżką i tu sytuacja wygląda inaczej, zupełnie  inaczej. Skręcam bez chwili zastanowienia. Zatrzymuję się przy szczupłej istocie. Brązowe oczy, śniada cera, młoda twarz, Bułgarka. Ładna. Krótko co i za ile. Nie za bardzo chce. Jest pięć po siedemnastej. Czyli koniec dniówki. Ostatecznie, mamy to załatwić szybko i sprawnie. Wsiada, dostaje kasę i jedziemy w las. Po kilkunastu metrach skręcam. Wysiadamy.

- To jak chcesz. – Jej wymowa jest z cudnym bułgarskim akcentem. Lubię to. Seksik od tyłu. Niecierpliwi się. To mnie nieco rozbija. Chcę ją dotykać, napawać się jej młodym ciałem. Tymczasem ona chce przyspieszyć maksymalnie. W ręku już trzyma sreberko – poznaję marka condomów z supermarketu. Chce założyć na zwiniętego fiuta gumkę.

- Zaczekaj. – Staram się nieco spowolnić tempo. – Musi się obudzić. Odwracam ją. Zsuwa niebieski jeansy. Jest smukła, zgrabna, jej pupa prosi się o moje dłonie. Kładę dłonie na jej pośladkach. O dziwo, mój kutas podnosi się, ale bardzo leniwie. Jestem zdziwiony. Nigdy nie miałem problemów ze sprzętem. Na studiach, bliżej końca, zaczęły się pojawiać opowieści o tym jak ten, czy tamten miał problemy z masztem, po dłuższym piciu. Ja nigdy. Ba, nawet miałem pewną strategię, dzięki której zdobywałem serca dziewczyn.

Kiedy już impreza zbliżała się do końca i wszyscy byli w krańcowym stadium upojenia. Miałem już na widelcu upatrzoną zdobycz. Cały mechanizm poległa na tym, żeby ją odłączyć od stada. Powody mogły być różne. Jeszcze jedno, ale z pewnością ostatnie piweczko u mnie. Posłuchanie muzyki, odprowadzenie ją do domu. Z reguły byliśmy już po baaardzo mokrych pocałunkach i po macanku. Kiedy już byliśmy sami, padało: tylko nie myśl, że coś będzie. Uśmiechałem  się i mówiłem coś w stylu: po takiej ilości alkoholu, z pewnością nie podziałam. Odpuszczaliśmy temat. Chwila rozmowy o niczym i znowu mokre pocałunki, pieszczoty. Nigdy nie parłem do przodu za wszelką cenę. Tak starałem się wymanewrować, że ręka nieświadomej mojego podstępu dziewczyny sama lądowała na moim usztywnionym już kroczu. I wtedy następowało najlepsze. Dziewczyna coraz zachłanniej dobierała się do rozporka i z tryumfem w głosie mówiła – czy ty widzisz co się dzieje? Ja nic nie odpowiadałem. Uśmiechałem się tylko. Wszystko potoczyło się samo. Patent stu procentowy. Nie ma się co oszukiwać. Każdy facet chce być najlepszym ruchaczem w galaktyce. Każda kobieta chce być niezwykłą wprost kochanką, która geja zmieni w heteryka.

Wtedy, w tym lesie, w to ciepłe, sierpniowe popołudnie, po raz pierwszy poczułem, że coś jest nie tak. Chuj nie stanął na rozkaz. Zniecierpliwiona szczuplutka Bługareczka chciała zakładać gumę. Na wpół miękkim kutasie gumka wyglądała komicznie. Przeraziłem się. Odwróciłem ją i próbowałem wsadzić ledwo unoszącego się kija w szparę. Na próżno. Rozpaczliwie jedną ręką zacząłem się brandzlować, drugą złapałem za kształtną dupę. Co jest? – Nie wiedziałem co tym sądzić. Zacząłem pocierać chujem o jej cipkę. Zanim się zorientowałem, spuściłem się na miękko. Zsunąłem gumkę i zawinąłem w chusteczkę. Diva odwróciła się i z lekkim uśmiechem odebrała zawiniątko. Co ciekawe, nie poczułem wstydu, zakłopotania, czy życiowej porażki. No może troszkę byłe zażenowany, ale bardziej targały mną: rozbawienie i żal, że nie zamoczyłem pędzla.

- No widzisz, jak świetna jesteś. – Tylko tyle byłem w stanie do niej powiedzieć. Nic nie powiedziała.

Odwiozłem ją na miejscówkę i pojechałem dalej. Nie wiem, co było powodem tego hydraulicznego niedomagania. Pośpiech, a może przesycenie tym wszystkim?

Najbardziej żałosny seks

Wieczór, kolejny wieczór przepełniony pustką. Włóczę się po mieście bez żadnego celu. Sprawdzanie ogłoszeń stało się moim nawykiem. Niczym prasa codzienna. Już nie skanowałem miasta. Teraz to był sport. Jeśli byłem akurat w danej dzielnicy, to szukałem ogłoszeń. Jak coś było w okolicy, to dzwoniłem i pytałem czy mogę za dziesięć minut podejść. Dziś też. Telefon, pytanie: można, odpowiedź: można. Przestałem nawet zwracać uwagę, kto jest na zdjęciach. Nic mnie nie interesowało. Seks też stał się czymś powszednim, czymś co niemal utraciło cały splendor.

Drzwi otworzyła kobieta w wieku trudnym do określenia. Trudnym dlatego, że przywitała mnie w ciemnym przedpokoju. Kiedy znaleźliśmy się w słabo oświetlonym pokoju, przyjrzałem się jej dokładniej. Po pięćdziesiątce. Raczej była szczupła, ale widać było już sflaczenie ciała i nadmiar tłuszczu. Jakby nie patrzeć była totalnie nieatrakcyjna lub wręcz odpychająca. Miałem już takie eksperymenty. Ale wcześniej, było to świadome, byłem ciekaw różnych cip. Starych, tłustych, młodych, ładnych, wszelkich. Dziś, uznałem, że to kolejny dowód na moje własne upodlenie. Stwierdziłem, że  nie chcę na nią patrzeć. Kiedy guma ładnie przylegała do penisa, powiedziałem, żeby się odwróciła. Wszedłem i zacząłem systematyczne ruchy. Moje myśli pochłonięte były tylko jednym. Jak bardzo popaprany jestem, że płacę za seks z taką istotą. Co ze mną jest nie tak. Kiedy już, zdawać by się mogło, sytuacja nie mogła być bardziej żałosna, usłyszałem:

-Taak, ooo, taak, Dobrze, dobrze, aaaahh, ooohhhh.

No nie. Jednak mogło być bardziej żałośnie. Jej sztuczne pojękiwanie odebrało mi resztki szacunku jaki do siebie miałem. Wyszedłem czym prędzej, starając się wszystko wywalić z pamięci.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo