RSS
 

Notki z tagiem ‘proza’

Ulicznice w wielkim mieście vol 1

30 wrz

Nie było ciepłej wody. Strumienie letniej spływały po moim ciele. Żel pod prysznic w postaci rozwodnionej mazi spływał po moim ciele. Z dużej tuby wycisnąłem dodatkową porcję i zacząłem energicznie pocierać fiuta. Musiałem to z siebie zmyć. Jak w ogóle do tego doszło? Czułem niesmak, zrobiłem coś, co było niewłaściwe i sam nie wiedziałem dlaczego tak to się skończyło.

A wszystko rozpoczęło się od spaceru, nocnego spaceru po nieznanym mieście. Nie, nie, zaraz, wszystko zaczęło się jeszcze wcześniej. Od rozmowy telefonicznej. Czas, powiedzmy, rok po maturze, to jeden z ciekawszych okresów. Po roku, czy to w pracy, czy na studiach, posiadamy portfel nowych znajomych, jednocześnie, od czasów wczesnej młodości, nie upłynęło aż tak wiele, żeby zapomnieć o przyjaciołach właśnie z tego okresu. Jeden z nielicznych momentów, kiedy człowiek czuje się szczęśliwy.

Dotarłem do miasta, na drugim końcu Polski. Dwoje łobuzów z mojego liceum wybrało się tam na studia. Przez rok akademicki, widywaliśmy się w rodzinnych stronach, przy okazji Świąt i majówki. Zawsze z naszych ust płynęły zaproszenia do naszych „nowych miast”. Wyraz mojej twarzy musiał odzwierciedlać niemałe zdziwienie, kiedy przed samym lipcem w telefonie usłyszałem – to co, zjawisz się w końcu, czy nie, bo w połowie lipca spadamy do domu i nie będziesz miał kogo odwiedzi ć. Musiałem. Nie miałem wyjścia. Dwa dni później w niedzielę siedziałem w autobusie i patrzyłem na coraz bardziej granatowe niebo. Kilka godzin w autobusie, przerwa nad ranem, spowodowana przesiadką i kolejne godziny w autobusie. Jestem osoba, która lubi podróże, ale tym razem byłem znużony. Gdy zatrzymaliśmy się na kolejnej już stacji benzynowej, na „dziesięciominutowe siusiu i papierosa”, powlokłem się do lodówki po zimną puszkę pepsi. Każdy łyk przyjemnie odczuwałem w każdej części ciała. Rozejrzałem się wokół. Pola uprawne, płaskie, niczym blat stołu. A wśród nich stacja benzynowa z muszlą. Nigdy nie widziałem takiego krajobrazu, nie sądziłem nawet, że takie równiny są u nas. Dalszą trasę spędziłem gapiąc się w szybę i nie mogąc się napatrzeć na niekończące się uprawy. Coś nieprawdopodobnego.

Kiedy wysiadałem na dworcu, z ciekawością rozejrzałem po obcym mi mieście. Nikt na mnie nie czekał –moi gospodarze, rozpoczęli karierę w międzynarodowym paśniku. Przez telefon dostałem wskazówki, gdzie jechać. W ich akademiku miał na mnie czekać kolega, który został o wszystkim poinformowany. Kilkanaście minut zajęło mi odnalezienie właściwego autobusu. Miasto, zrobiło na mnie wrażenie, nie wiem, czy to efekt letniego miesiąca, czy po prostu zobaczyłem coś nowego. Wszystko zdawało się bardziej tętnić życiem. Dojechałem na miejsce. Okazało się, że akademiki zupełnie nie przypominały znanych mi molochów. Niskie budynki, o arcyciekawej architekturze bard zadziej przypominały międzywojenne kamienice, niż siedziby współczesnych żaków. W pokoju 34 czeka l na mnie Robert, student polonistyki, kolega moich gospodarzy. Porozmawialiśmy, wypiliśmy piwo i na tym nasze poznanie się zakończyło. Wyszedłem na zakupy, sztuczne jedzenie, które kupiłem wystarczyło mi za kolację. Edytę i Marcina miałem spotkać po dwudziestej trzeciej. Wieczór zaczynał się dłużyć. Położyłem się na łóżku o pogrążyłem się w myślach. Raczej mogłem być z siebie zadowolony. Rok temu byłem po maturze, w swoim pokoju patrzyłem na plakaty sportowców i marzyłem o karierze i pieniądzach. Może nic z tych rzeczy nie osiągnąłem, ale z pewnością zrobiłem krok do przodu. No i pozostawało burdelowo. Mój mały tajemny światek. Niczym Alicja, miałem swoją krainę czarów. Zastanawiałem się, czy mówić o tym Marcinowi, w końcu w szkole mówili na niego „mały lowelasek”. Jednak nie. Tak będzie lepiej, zostawię to dla siebie.

Po dwudziestej pierwszej, na zewnątrz zaczynało się ściemniać, ja, im później było, tym bardziej byłem znudzony. Nie pomogły wesołe smsy od Edyty. Wyszedłem się przejść. Uzbrojony w ciekawość, pokonywałem ulicę, za ulicą. Interesująca wydała się kobieta, która wyraźnie odróżniała się od reszty. Skąpe wdzianko, wręcz wulgarne. Ciekawa moda – pomyślałem. Idąc kilkanaście metrów dalej, znowu ujrzałem zdzirowato ubraną kobietę. Nie wiem kiedy, żarówka, niczym u Pomysłowego Dobromira, rozbłysła. Dziwki, najprawdziwsze uliczne kurwy! Zawróciłem i cofnąłem się. Pierwsza z oryginalnie ubranych laseczek chodziła tam i z powrotem, na dystansie około dwudziestu metrów. O cholera! – Moje myśli eksplodowały. Niewidzialna dźwignia powoli przeskoczyła. Nigdy nie spotkałem ulicznic. Jak dla mnie, ich miejsce było na kartach kronik żółtej, międzywojennej literatury. Z wyczulonymi zmysłami szedłem przed siebie. Zrobiłem rundę, po kwartale, który, jak sądziłem będzie pełen chodzących kurwiszonów. Było ich siedem, przynajmniej tyle zauważyłem. Chciałem podejść, ale nie wiedziałem jak. Sam ze sobą prowadziłem dialog. A, jeśli to nie dziwki, może taka moda tu panuje? – Pytałem sam siebie. Spojrzałem na niewysoką blondynkę, ubrana w białą mini i białą bluzeczkę, wyglądała jak wybrakowana świąteczna hostessa. Jej rysy twarzy zdradzały, że raczej nie należy spodziewać się po niej szczególnej subtelności.

Wziąłem trzy głębokie oddechy. Powoli ruszyłem spod kiosku, do żującej gumę blondynki.

- Przepraszam, nie wie pani, gdzie tu się można zabawić? – Jakkolwiek brzmi to dziwacznie, w tamtej chwili, nic innego nie przyszło mi do głowy. Pomyślałem, że słowo „zabawić” w razie czego uratuje sytuacje.

- Hmm, no tu masz klub taki, tam pub, a jest jeszcze pizzeria, na ulicy P.  – Szlag, trafił mi się przewodnik turystyczny. Nie ma wyjścia, trzeba działać na sto procent.

- A, z panią, można się zabawić? – Kńcząc to zdanie, czułem jak się czerwienię. Fatalizm zaczął przytłaczać moją świadomość. Ale, w końcu, nikt mnie tu nie zna – pomyślałem.

- A, oto ci chodzi, no jasne. – Rzeczowo usłyszałem co i jak. Pokiwałem głową na znak, że rozumiem i się zgadzam. Z tylnej kieszeni spodni wyciągnąłem pogniecione banknoty.

- Chodź ze mną. – Blnondi ruszyła do przejscia dla pieszych, ja niepewnie spoglądając, to pw prawo, to w lewo byłem pół kroku za nią.

Gdy przeszliśmy przez przejście podeszliśmy do czarnego Seicento, diva dała kaskę kierowcy, oprócz wąskich ust, nieprzyjemnego spojrzenia dostrzegłem kawałek ortalionowej kurtki.

- Chodź. Idziemy w bardziej dyskretne miejsce. – Przeszliśmy przez kolejne pasy. Gdy przechodziliśmy, jakiś młokos przejeżdżał na rowerze, widząc ulicznicę krzyknał: – yo siniorita! – Na chwilę mnie zmroziło, wszyscy widzieli, że idę z dziwką, wszyscy wiedzieli po co. W tym momencie w mojej głowie pojawił się gigantyczny spych, wszystkie te myśli zostały zepchnięte, a w ich miejsce pojawił się napis: NO i CO? Za dwa dni mnie tu nie będzie. Diva prowadziła uliczkami i skwerami, w końcu doszliśmy do budynku przypominającego kotłownię. Obeszliśmy budynek . Zaprowadziła mnie na schody prowadzące w dół, da jakichś drzwi.

- To tutaj.

Stanęła dwa stopnie wyżej, podciągnęła spódniczkę i opuściła majtki. Położyłem rękę na jej plecach, dając tym samym znak, żeby się pochyliła. Niczym w amoku dobrałem się językiem do jej pizdy. Cała ta sceneria, wieczór, świadomość, że to wszystko odbyło się spontanicznie, podziałało na mnie jak gigantyczny afrodyzjak. Gryzłem (delikatnie), ssałem i lizałem jej cipę, jakby świat nie istniał. Złapałem rękami jej pośladki i rozsunąłem, przejechałem językiem po jej anusie. Zacząłem chłeptać wokół jej kakaowego oczka. Słony smak podziałał na receptory smaku. Uniosłem głowę. Diva odwróciła się, z mikroskopijnej torebki wyciągnęła condom. Założyła na korzeń, poczym odwróciła się i pochyliła do przodu. Wchodzę i zaczynam pierdolić, nie myślę o niczym. Liczy się tylko dupa wypięta przede mną. Nie zmieniamy pozycji. Początkowo gładzę ją po plecach. Ręce z pleców poszły pod spód. Pochyliłem się i zacząłem obłapiać jej cycki, niewielkie, ale sprężystość skóry jeszcze łatwo wyczuwalna. . W końcu jedna z moich rąk wylądowała na jej kroczu. Kciukiem miziałem podbrzusze, a palce ugniatały fałdy jej warg, niczym plastelinę. Finiszowałem łapiąc ją za biodra i mocno dobijając. Kiedy opróżniłem swoje działo, głęboko odetchnąłem. Kiedy z niej wyszedłem, spojrzałem na fiuta. Pęknięty condom, popatrzyłem na divę.

- Pękł, wiem czułam, ale nic nie mówiłam, żebyś se doszedł. Daj. – Ściągnęła lateksowy strzęp i zawinęła w chusteczkę. Zapinałem zamek w spodniach i przypomniałem sobie sytuację sprzed kilku miesięcy. Oszołomiony nie tak odległym orgazmem, jeszcze nie myślałem.

Kiedy wracaliśmy, porozmawialiśmy o klubach, studenckich imprezach i ogólnie o miastach. Dopiero kiedy sam wracałem do akademika Marcina i Edyty, fatalizm powrócił ze zdwojona siłą. Dotarło do mnie, że to najniższa pozycja w hierarchii tego światka. A jeśli ma jakąś chorobę? Scenariusze pełne najgorszych wizji stały się przerażająco realne. Niemal wbiegłem do mojej tymczasowej kwatery, wygrzebałem żel pod prysznic i ręcznik. Pobiegłem pod prysznic. Co ja zrobiłem? Czy mi rozum odjęło? Starałem się zetrzeć z penisa potencjalne choroby, ale także całe zajście.

- O, nie było jeszcze wina i kolacji, a ty już goły. – Marcin wrócił z pracy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

sekskac cz.2

13 cze

Chodzę po mieście. Bez celu. Bez żadnego planu. Odwiedzam księgarnie. Bardzo lubię odwiedzać księgarnie, biblioteki, czytelnie. Świat książek to kraina, gdzie mogę uciec. W świat dziwek uciekam przed otaczającą mnie rzeczywistością, a przed burdelowem uciekam w świat książek. To moja jedyna enklawa, tam jestem bezpieczny. Moi znajomi chodzą po marketach ze sprzętem elektronicznym, ja chodzę po  księgarniach. Kiedyś dorobię się małego domku z pomieszczeniem zaadaptowanym na małą bibliotekę. W prawdzie nie pierwszym miejscu jest cipka, ale zaraz po cipce, dobra książka. Gdyby jakiś jakiś złośliwy demon miał zniszczyć świat książek albo świat burdelowa, a ja miałbym wybrać, który z nich ma zostać. Byłbym doprawdy w kropce. Z trwogą patrzę jak złowrogie bóstwo cyfryzacji rośnie w siłę, a wolny świat klasycznej literatury kurczy z godziny na godzinę. Jest wiele scenariuszy końca świata. Dzień, w którym zamkną ostanią księgarnie i bibliotekę będzie dniem końca świata. Mojego świata.

Przeglądam albumy podróżnicze w Empiku. Lubię podróże, lubię nowe miejsca. Podnoszę wzrok znad książki. Przy półce z romansami stoi dziewczyna. Jest niska, ma miedziano-rude włosy, które kończą się za uchem. Ubrana jest w czarną sukienkę. Nie jest jej gorąco? – Zastanawiam się. Chwila namysłu. Odkładam książkę. Podchodzę do półki z romansami. Rozglądam się.

- Przepraszam. Widzę, że z wprawą przeglądasz książki, możesz mi coś polecić na prezent?

Tekst niewyszukany, ale skuteczny. Rozmawiamy o książkach. Ma na imię Aga. Jest sympatyczna i roześmiana. Pozytywna osóbka. Studiuje politologie i jest dwa lata młodsza. Spacerujemy pół godziny po Empiku. Wędrujemy między książkami, prasą i płytami. Odprowadzam ją na przystanek autobusowy. Kiedy zostaje sam, zastanawiam się, czy mogłem ją pocałować. Pewnie tak, dlaczego więc tego nie zrobiłem. Nie wiem.

Idę do budki z kebabem. Kawałki mięsa, warzywa i sos. To wszystko wciśnięte w bułkę działa jak paliwo. Z każdym kęsem, czuję, jak wracają mi siły. Po raz kolejny w arcymistrzowki sposób zmarnowałem dzień. Kiedy nabieram sił, po jedzeniu, ogarnia mnie coś nas kształt niepokoju. Zaczynam iść przed siebie.. Muszę znaleźć chwilę ukojenia. Jakąś przystań, która da mi chwilę ukojenia. Po prostu idę przed siebie. Patrzę w swój telefon. Numer nowo poznanej dziewczyn. Kto wie, może coś z tego będzie. Nie należy masturbować się przeszłością, nie należy również zbytnio zamartwiać się o przyszłość. Liczy się teraz. Mam też inne numery. Prze oczami staje zakurzone mieszkanko, gdzie przyjmują trzy stare kurwy. Myśl o tym działa niczym środek uspokajający. Wyszukuję numer. Staram się nie zapisywać :tych” numerów, ale ten jakoś mam. Po prostu. Wszystko dzieje się samo. Telefon, rozmowa. Co, za ile. Jak jato znam. Docelowy, szary blok jest oddalony o minimum dwa kilometry. Zastanawiam się, czy wziąć taksówkę. Jednak nie. Idę chodnikiem, chłonę porę dnia, która popołudnie zmienia w wieczór. Mam do przejścia całą ulicę. Myślę o studiach, życiu, miłości i wszystkim pomiędzy. Dlaczego, ze wszystkich ludzi, akurat ja jestem na to skazany. Dlaczego mnie los skazał na poszukiwanie wiecznych doznań. Nie wiem, jak to się stało, ale wiem, że jestem w tym świecie i raczej zawsze w nim będę. Moje zachowanie nie ma zbyt wiele wspólnego z logiką. Z reguły na dziwki chodzą ludzie z kilku powodów. Po zakrapianej imprezie, bo żona albo dziewczyna nie chce zrobić tego albo tamtego. Najbardziej przyziemny powód, to wsadzić kutasa w szparkę ładniejszą niż ta dostępna. Ja tak nie mam. Chyba nigdy nie miałem. Kiedy byłem jeszcze nieśmiałym debiutantem w tym świecie, szczupła, elegancka dziweczka spytała: „Dlaczego taki chłopak przychodzi do agencji?” To był komplement, ale wtedy tego nie zrozumiałem. Odpowiedziałem coś speszony. A później, a później to już samo się potoczyło. Kolejne wyprawy, kolejne ekscesy. Dlaczego to trwa do tej pory? Nie wiem. Na pewno oprócz doznań, w pewien sposób reperuje mojego ego wielkości kontynentu. Lubię, jak wśród znajomych krążą niepotwierdzone opowieści, co i gdzie wyprawiam. Lubię zaciekawienie w oczach dziewczyn. Kiedy się poznajemy, kiedy patrzy na miłego faceta, który potrafi zacytować piosenkę, interesująco rozmawiać. Swoje zainteresowanie okazuje bez skrępowania, ale nie ma w tym śladu chamstwa, czy nachalności. I jednocześnie ten sam miły facet oddaje się rozpuście w zakazanych spelunach. Ten dysonans poznawczy, który wręcz wylewa się z kobiecych oczu jest upajający.

Docieram na mieście. Dzwonię i po chwili wyjmuję z portfela ustaloną kwotę. Drzwi otwiera ciemnowłosa, postawna kobieta. Po trzydziestce, czy raczej pod czterdziestkę. Rozmowa ogranicza się do minimum. Kiedy widzę ją nago, jej fizyczność jest spójna Duże cycki, szerokie biodra, dosyć szerokie, jak na kobietę ramiona sprawiają, że sprawia wrażenie dużej kobiety. Krzak nieco przycięty, ale okazały. Chwila pieszczot, fiut stanął mi na rozkaz, bez żadnych ceregieli. Zakłada gumę i kładzie się na plecach. Wchodzę w nią spokojnie. Poruszam się w niej spokojnie. Doznaję czegoś, co jest dosyć dziwne. Jestem podniecony i seks nieuchronnie doprowadzi mnie do szczytu. Jednak każde pchnięcie, działa kojąco, uspokaja. Patrzę na twarz dziwki pode mną. Zwyczajna stara baba. Nie podoba mi się , ale jednocześnie, to właśnie ona idealnie pasuje do układanki. Bez niej ten seks nie były taki kojący. Po kilkunastu minutach dochodzę. Spokojnie, bez fajerwerków. Dopiero teraz odzyskałem równowagę po wczorajszym pijaństwie.

Wychodzę z klatki. Jest po osiemnastej. Minął dzień, minął kac

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zasady na szlaku

30 maj

Kraina burdelowo.

Przemierzając krainę, podobnie jak na szlakach górskich trzeba przestrzegać zasad. Burdelowo, niczym najwspanialsze ośmiotysięczniki, może dostarczyć niezapomnianych wrażeń, ale na nierozważnych czyha wiele niebezpieczeństw.

Przez lata, spędzone na dziwkarskim szlaku wypracowałem pewne reguły. Spis zasad.

1. Zawsze w gumie

Zasada kardynalna. Bo grać można długo, ale trzeba grać bezpiecznie. O ile obciąganko bez gumiaka można zaakceptować, to seks tylko „w”. Co do francuskich zabaw, znam przypadki z forum, gdzie Szwagier został „draśniety” nieumytym zębem i skończyło się na antybiotykach. Najdziwniejsze jest to, że wiele osób ignoruje tę zasadę.  Co do dziewczyn, bywa różnie. Jedne są głupie i nieodpowiedzialne, inne chcą zarobić (jednocześnie będąc głupimi i nieodpowiedzialnymi) i za seks „bez” biorą więcej. Czasem dziwka wiedząc, że jej organizm jest trawiony przez chorobę celowo poszerza ofertę, mszcząc się na anonimowych okurwieńcach. Później w mediach, co jakiś czas wypływa, że jakaś prostytutka zarażała celowo. Na Forum, jednak każdy rozsądny Szwagier przestrzega reguł i zachęca do tego innych.

2. To tylko handel

Seks to jedna z najintymniejszych dziedzin życia. Trzeba jednak pamiętać,  że seks  za pieniądze, to tylko wymiana handlowa, usługa. Nic więcej, nic mniej. Przynosimy do burdelowa pieniądze, przynosimy i zostawiamy. W zamian dostajemy wrażenia estetyczne, sporą dawkę doznań i kilka innych rzeczy, np. terapeutyczną rozmowę, odprężenie, chwilę zapomnienia. Pod żadnym względem nie należy przekraczać tej handlowej granicy i wchodzić w jakieś układy towarzyskie. A już skrajną głupotą jest inwestycja emocjonalno-uczuciowa. Film „Pretty Women” jest świetny, ale to film.

3. Nie prowokować

Jeśli chcemy z gry wyjść cało, nie możemy prowokować głupich sytuacji. Do najbardziej powszechnych głupot należy odwiedzanie burdelowa po pijaku. Nie wiedzieć czemu wśród facetów utarło się, że po mordzie można dostać tylko w agencjach, a na mieszkaniówkach panuje luz, bluz. Otóż nie. Mieszkania, to też burdele i też mają opiekunów. Jestem w stanie postawić duże pieniądze, że niemal każde mieszkanie jest obstawione. Medialny kit, o studentkach dorabiających cichaczem w wynajmowanych mieszkaniach. jest po prostu…medialnym kitem. To marketingowy trick, pomagający podreperować ego niektórym klientom. W końcu nie idą na dziwki, tylko zaliczają studentkę (jakby studentka nie mogła być kurwą).  Kolejna sprawa. Często jesteśmy świadkami kampanii edukacyjnych: jak obronić się przed kieszonkowcami. Podstawowa zasady brzmi nie prowokować łatwo dostępnym portfelem. W burdelowie jest podobnie. Nigdy nie wyjąłem portfela przy dziwce. Przez telefon ustalam co i za ile. Na miejscy wyjmuję z kieszeni wyliczoną kwotę. Niby burdelowo, nieco się ucywilizowało i niw ma już krojenia klientów, ale lepiej na zimne dmuchać.

4. Żadnych imion, żadnych nazwisk

Punkt będący pochodną punktu drugiego. Oczywiście, tu panuje pewna dowolność, ale ja trzymam się swoich zasad. Nie mówię jak mam na imię, tz. mówię, ale kłamię. Co do profesji, też kłamię. Ktoś powie kłamca, paranoik. Być może, ale wchodzimy w światek, który tak do końca nigdy nie będzie zgłębiony i pewne sprawy zostawiamy na zewnątrz, podobnie z doznaniami, pewne zostawiamy wewnątrz. Do tego dodać należy jeden fakt – burdelowo, to siłą rzeczy kontakt z ludźmi, nigdy nie mamy pewności, jak ktoś może wykorzystać wiedzę, o naszej, nazwijmy to, pozalekcyjnej aktywności.

5. Burdelowo, to dodatek, nie danie główne

Dziwka, to rodzaj seksualnego fast fooda. Burdelowo „tak”, ale tylko wtedy, gdy mamy seks w formie towarzyskiej. Jeśli byłoby inaczej, jesteśmy desperatami. Wiem, że wielu Szwagrów nie uznaje tej zasady, ale dla mnie jest ważna, może nawet najważniejsza. Zawsze (chyba) będę zwolennikiem i aktywnym uczestnikiem burdelowa, ale tylko na moich zasadach. To będzie usługa dodatkowa, a nie jedyna alternatywa.

6. Podziel się ze Szwagrami

Po pierwszym haju. ( o tym w następnym wpisie) Przychodzi czas, na chwilę zadumy. Trzeba się zastanowić, czy warto tracić czas i pieniądze. Tu przychodzi Forum, Szwagrowie. Najpierw czytamy, później sami piszemy. Dostosowujemy się do porad, sami udzielamy i tak się toczy ten nasz hermetyczny światek.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii