RSS
 

Notki z tagiem ‘opowiadania’

Cycatka

24 paź

Miała nick „cycatka”, nigdy nie spytałem skąd pomysł na taki właśnie, pseudonim, powiedzmy, artystyczny. W końcu jej piersi, nie wyróżniały się niczym. Raczej średniej wielkości, lekko obwisłe, może po porodzie albo po prostu ugniecione przez tysiące rąk. Jej cycki, nie były czymś wyjątkowym, ale ona sama była na swój sposób inna niż reszta. Oliwkowa cera, naturalnie kręcone włosy, które zawsze lekko w nieładzie dawały do zrozumienia, że ich właścicielka jest na tyle pewna swej urody, że nie musi pindrzyć się przed lustrem godzinami. I oczy, oczy w kolorze mlecznej czekolady Wedla, dopełniały zjawiska. Jeśli dodać jej średniej wielkości cycuszki i odrobinkę za szerokie biodra, to ujrzymy kobietę o nad wyraz egzotycznej urodzie. Była jedną z pierwszych div, które odwiedziłem po odkryciu świata Strony i Forum, byłą jedną z pierwszych, którą odwiedziłem, nie jako debiutant, ale jako Szwagier. Gdy w pamiętny wieczór przejrzałem Stronę, wiedziałem, że nie będzie to długo trwało, gdy wejdę w ten świat. I nie trwało. Dwa dni później spacerowałem po mieście, kiedy nieudolne zakupy zaczęły mnie nużyć, sięgnąłem telefon i wybrałem w pamięci numer. Było to dla mnie tak oczywiste, jak czynność oddychania. Skoro odkryłem tę krainę, nie mogłem odejść obojętny, to się nie mogło tak skończyć. Idąc spokojnie po szarej, chodnikowej kostce słuchałem kolejnych sygnałów.

- Halo? – odezwał się w końcu kobiecy głos.

Szybko rozejrzałem się wokół, czy nikt nie idzie zbyt blisko mnie i grzecznie powiedziałem, w jakiej sprawie dzwonię. Odpowiedziała, gdzie przyjmuje, ile liczy sobie za spotkanie i czego mogę oczekiwać za te pieniądze. Nawet się ucieszyłem, bo okazało się, że mieszka, czy też pracuje niedaleko ulicy, gdzie my z Miszą wynajmowaliśmy mieszkanie. Los sprzyja gotowości umysłu. Idąc do mieszkania, zawitam na ulicę, którą podała mi diva. Byłem zadowolony. Zawróciłem o sto osiemdziesiąt stopni i radosnym korkiem rozpocząłem marsz w kierunku nowych doznań. Mijani ludzie zdawali się być mniejszymi niż byli, moje pole widzenia ograniczyło się tylko jednego celu, ulicy z divą. Chodnik przybrał kształt aerodynamicznego tunelu, na jego końcu już widziałem otwierający się świat. Z centrum do siebie szedłem około pół godziny. Gdy już znalazłem się w pobliżu ulicy zadzwoniłem. Wszystko w porządku, mogłem ją odwiedzić. Podała numer bloku. W końcu znalazłem się na mojej wymarzonej ulicy. Uważnie szukałem podanego numeru. Jeden blok, kolejny, dotarłem do skrzyżowania. Kolejny blok, sklep. Popatrzyłem na numer który widniał na przerdzewiałej, odrapanej tabliczce. Za daleko zaszedłem. Wróciłem się, ostatni blok przed skrzyżowaniem, to numer z kolei za mały. Uważnie rozejrzałem się po osiedlu, no przecież musi gdzieś być – pomyślałem. Jeszcze raz przeszedłem przez przejście, obszedłem sklep dookoła, nic z tego, za sklepem, mała uliczyna, to już inna uliczka. Poszedłem wzdłuż głównej alei cały czas prosto, numery rosły, rosły, a po „moim” bloku nie było śladu. Zawróciłem. Po raz kolejny wyciągnąłem telefon. Usłyszałem, że to bardzo duży blok, w pobliżu skrzyżowania, na pewno znajdę. Nigdzie, jakby wyparował albo zapadł się pod ziemię. Niewinne odwiedziny u kurewki zaczęły przypominać jakąś szaloną wyprawę po złote runo. Do pewnego stopnia sprawiało mi to frajdę, takie szukanie adresu, zupełnie jak harcerz albo tajny agent (wiem, że pisałem o tym wcześniej, ale naprawdę, sprawiało mi to nieziemską frajdę). Kilkanaście metrów dalej stały blaszane budki, jakieś zieleniaki, pomyślałem, ze tam mi ktoś podpowie. Siwa kobieta o żywym uosobieniu, była przekonana, że to po przeciwnej stronie ulicy, jaj łagodny mąż nie był pewien.

- A co tam jest? – Zapytała kobieta.

 - Nic, koleżanka tam mieszka. – odparłem szybko. Zakamuflowany burdel, idę poruchać – miałem ochotę odpowiedzieć.

- To niech koleżanka wyjdzie po kawalera. – Kobietę nie opuszczał dobry nastrój.

- No niestety, leniwa jest. – Odpowiedziałem z uśmiechem i poszedłem z powrotem na przejście dla pieszych. W ciągu godziny przeszedłem to przejście tyle razy, że ludzie stojący na przystanku obok, zaczęli na mnie zerkać, jak na jakiegoś czubka. Chyba za piątym połączeniem Cycatka naprowadziła mnie na właściwy trop. Za sklepem przy skrzyżowaniu był tunel, trzeba było nim przejść i dopiero wtedy zrozumiałem, basen, biurowiec i sklep sprytnie ukryły mrówkowiec, którego do godziny szukałem. Szara płyta, połączona w monstrualnie długi budynek mieszkalny, typowo socjalistyczny twór. Twory takie można było spotkać wszędzie, w każdym mieście. Pierwsza klatka, patrząc na plakat reklamujący szkołę tańca, po raz kolejny podniosłem słuchawkę do ucha. Wcisnąłem przycisk domofonu, drugie piętro, drzwi obite boazerią, która swój kolor przegrała w starciu z czasem. Pukam, dźwięk, jaki słyszę każe mi przypuszczać, że deseczki na drzwiach nieco wyschły, przez co wytworzyła się pewna przestrzeń między nimi, a właściwymi drzwiami. Otworzyły się drzwi, w ciemnym przedpokoju zobaczyłem kobiecą sylwetkę, która zaprosiła mnie do środka. Zaprowadziła mnie do pokoju, w którym stało łóżko, a okna choć miały firanki uzbrojone były w żaluzje. Rozebraliśmy się i zaczęliśmy figle w łóżku. Nie pamiętam tego pierwszego seksu z Cycatką, ale tak właśnie poznałem Cycatkę.

CDN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Zasady na szlaku

30 maj

Kraina burdelowo.

Przemierzając krainę, podobnie jak na szlakach górskich trzeba przestrzegać zasad. Burdelowo, niczym najwspanialsze ośmiotysięczniki, może dostarczyć niezapomnianych wrażeń, ale na nierozważnych czyha wiele niebezpieczeństw.

Przez lata, spędzone na dziwkarskim szlaku wypracowałem pewne reguły. Spis zasad.

1. Zawsze w gumie

Zasada kardynalna. Bo grać można długo, ale trzeba grać bezpiecznie. O ile obciąganko bez gumiaka można zaakceptować, to seks tylko „w”. Co do francuskich zabaw, znam przypadki z forum, gdzie Szwagier został „draśniety” nieumytym zębem i skończyło się na antybiotykach. Najdziwniejsze jest to, że wiele osób ignoruje tę zasadę.  Co do dziewczyn, bywa różnie. Jedne są głupie i nieodpowiedzialne, inne chcą zarobić (jednocześnie będąc głupimi i nieodpowiedzialnymi) i za seks „bez” biorą więcej. Czasem dziwka wiedząc, że jej organizm jest trawiony przez chorobę celowo poszerza ofertę, mszcząc się na anonimowych okurwieńcach. Później w mediach, co jakiś czas wypływa, że jakaś prostytutka zarażała celowo. Na Forum, jednak każdy rozsądny Szwagier przestrzega reguł i zachęca do tego innych.

2. To tylko handel

Seks to jedna z najintymniejszych dziedzin życia. Trzeba jednak pamiętać,  że seks  za pieniądze, to tylko wymiana handlowa, usługa. Nic więcej, nic mniej. Przynosimy do burdelowa pieniądze, przynosimy i zostawiamy. W zamian dostajemy wrażenia estetyczne, sporą dawkę doznań i kilka innych rzeczy, np. terapeutyczną rozmowę, odprężenie, chwilę zapomnienia. Pod żadnym względem nie należy przekraczać tej handlowej granicy i wchodzić w jakieś układy towarzyskie. A już skrajną głupotą jest inwestycja emocjonalno-uczuciowa. Film „Pretty Women” jest świetny, ale to film.

3. Nie prowokować

Jeśli chcemy z gry wyjść cało, nie możemy prowokować głupich sytuacji. Do najbardziej powszechnych głupot należy odwiedzanie burdelowa po pijaku. Nie wiedzieć czemu wśród facetów utarło się, że po mordzie można dostać tylko w agencjach, a na mieszkaniówkach panuje luz, bluz. Otóż nie. Mieszkania, to też burdele i też mają opiekunów. Jestem w stanie postawić duże pieniądze, że niemal każde mieszkanie jest obstawione. Medialny kit, o studentkach dorabiających cichaczem w wynajmowanych mieszkaniach. jest po prostu…medialnym kitem. To marketingowy trick, pomagający podreperować ego niektórym klientom. W końcu nie idą na dziwki, tylko zaliczają studentkę (jakby studentka nie mogła być kurwą).  Kolejna sprawa. Często jesteśmy świadkami kampanii edukacyjnych: jak obronić się przed kieszonkowcami. Podstawowa zasady brzmi nie prowokować łatwo dostępnym portfelem. W burdelowie jest podobnie. Nigdy nie wyjąłem portfela przy dziwce. Przez telefon ustalam co i za ile. Na miejscy wyjmuję z kieszeni wyliczoną kwotę. Niby burdelowo, nieco się ucywilizowało i niw ma już krojenia klientów, ale lepiej na zimne dmuchać.

4. Żadnych imion, żadnych nazwisk

Punkt będący pochodną punktu drugiego. Oczywiście, tu panuje pewna dowolność, ale ja trzymam się swoich zasad. Nie mówię jak mam na imię, tz. mówię, ale kłamię. Co do profesji, też kłamię. Ktoś powie kłamca, paranoik. Być może, ale wchodzimy w światek, który tak do końca nigdy nie będzie zgłębiony i pewne sprawy zostawiamy na zewnątrz, podobnie z doznaniami, pewne zostawiamy wewnątrz. Do tego dodać należy jeden fakt – burdelowo, to siłą rzeczy kontakt z ludźmi, nigdy nie mamy pewności, jak ktoś może wykorzystać wiedzę, o naszej, nazwijmy to, pozalekcyjnej aktywności.

5. Burdelowo, to dodatek, nie danie główne

Dziwka, to rodzaj seksualnego fast fooda. Burdelowo „tak”, ale tylko wtedy, gdy mamy seks w formie towarzyskiej. Jeśli byłoby inaczej, jesteśmy desperatami. Wiem, że wielu Szwagrów nie uznaje tej zasady, ale dla mnie jest ważna, może nawet najważniejsza. Zawsze (chyba) będę zwolennikiem i aktywnym uczestnikiem burdelowa, ale tylko na moich zasadach. To będzie usługa dodatkowa, a nie jedyna alternatywa.

6. Podziel się ze Szwagrami

Po pierwszym haju. ( o tym w następnym wpisie) Przychodzi czas, na chwilę zadumy. Trzeba się zastanowić, czy warto tracić czas i pieniądze. Tu przychodzi Forum, Szwagrowie. Najpierw czytamy, później sami piszemy. Dostosowujemy się do porad, sami udzielamy i tak się toczy ten nasz hermetyczny światek.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii