RSS
 

Notki z tagiem ‘kobieta’

Wstydliwa aborcja, przemyślenia po „Botoksie”

22 paź

Ostatni film Patryka Vegi, „Botoks”, jeśli ktoś nie wie, jeszcze przed premierą rozgrzewał kinomanów. Mnie za bardzo nie rozgrzewał, ale idąc za namową znajomych udałem się do kina. Zapowiedź obejrzana w internecie, również umówmy się, zachęciła.

Co do samego seansu. Typowy film Vegi. Ja osobiście twórczość Vegi traktuję na zasadzie Vega przed „Pitbullem” i Vega po „Pitbullu”,  mam na myśli serial. Kiedy w owczym pędzie pobiegłem na tak zwaną drugą część „Pitbulla”, dwa dni myślałem, co ja w tym kinie zobaczyłem. Liczyłem, na film kryminalny w klimacie serialu, a odniosłem wrażenie, że oglądam jakiś film Tarantino. Nic nie mam do Tarantino, ale jeden według mnie, jeden wystarczy. Patryk Vega, dwoma częściami w/w filmu przyzwyczaił mnie do nowej odsłony swej twórczości, dlatego na „Botoks” szedłem zaszczepiony. To, co ujrzałem w kinie, podobało mi się. Trudno określić gatunek filmu, ja nazwałbym go obyczajowym dreszczowcem. Nie ma w nim pościgów, spektakularnych scen kaskaderskich, ale jest pokazane życie dnia codziennego, może nieco w krzywym zwierciadle, a może właśnie nie? Być może, chcąc pozostać przy zdrowych zmysłach, wmawiamy sobie, że Vega nieco odleciał w swoim filmie. No bo, nie możliwe, żeby aż tak się pewne rzeczy miały. Według mnie, film daje do myślenia.

Nie chcę psuć seansu, tym którzy nie oglądali filmu, a mają taki zamiar, dlatego nie wchodząc w fabułę zbyt głęboko,jedno mnie tylko uderzyło. Jednym z poruszanych tematów w filmie jest aborcja. Nie da się tego nie zauważyć. Kiedy po filmie śledziłem z zainteresowaniem recenzje (niezbyt pochlebne), to odniosłem wrażenie, że akurat ten temat jest, jakby wstydliwie pomijany. Dlaczego?

Temat aborcji, od lat dziewięćdziesiątych, jest w naszym kraju tematem, który w odpowiednich momentach niosą na sztandarach politycy od prawa do lewa i z powrotem. Jest to o tyle wdzięczny temat, że nie można poświęconej mu debaty zakończyć. I dlatego, jak nie przychodzi pomysł na polityczne zaistnienie, to łapiemy się aborcji i bęc, znów na wszystkich kanałach. Temat trudny, niejednoznaczny i mający wiele odcieni. Myślę, że bardziej nadaje się na dyskusję społeczną, niż debatę polityczną. W końcu, to z dylematem „za” albo „przeciw” zostaje człowiek. Ja osobiście uważam, że aborcja powinna być w pełni legalna, bo ostatecznie, to kobieta zdecyduje, co zrobić. Spotykałem się z kobietami, które nawet, przy pełnej legalizacji i zachęcającej kampanii społecznej nie zdecydowałyby się na taki krok. Nie zrobiłyby czegoś takiego, bo po prostu tak czuły, czuły, że tak nie można. Znam również takie kobiety, które nawet, gdyby żyły w państwie totalnym, gdzie taki zabieg byłby karany więzieniem i tak znalazłby sposób. Dlatego, jak dla mnie, nie można naprawiać czyjegoś sumienia. Oczywiście poboczną sprawą jest to, czy to sprawa „”tylko kobiety”, bo być może warto aby taka kobieta wcześniej porozmawiała z drugą osobą odpowiedzialną za ten stan rzeczy (jeśli ktoś nie zrozumiał, mam na myśli faceta). Jak pisałem wcześniej, aborcja to temat rzeka, otwiera inne tematy, jak na przykład co zrobić z pigułkami „po”. Może dla polityków to fajna sprawa, bo gwarantuje wieczny medialny kocioł, ale dla przeciętnego człowieka, to znacznie głębszy temat, dotyka całego życia, światopoglądu, w końcu dotyka sumienia. Napisałem wcześniej, że moim zdaniem z aborcją nie powinno być problemu, bo tak sądzę, ale równie dobrze wiem, że mogę się mylić. Nie byłem w takiej sytuacji, nie musiałem się z tym mierzyć. Jestem po trzydziestce i wiem, że zaprzepaściłem szanse na bycie młodym ojcem. Być może, gdybym został postawiony przed faktem, że mogę zostać ojcem, spojrzałbym na pewne sprawy zupełnie inaczej. Nie wiem.  W przeszłości kilka razy sponsorowałem Pos…(bez lokowania produktu), raz musiałem dosyć intensywnie przekonywać dziewczynę, która przeczytała, że tego typu środki to tornado dla hormonów. Czy żałuję tego? Nigdy się nie zastanawiałem.

Szkoda, że film Vegi został tak zamieniony, mimo, że ludzie gnali do kin, niczym wakacyjne pielgrzymi do Częstochowy, uważam, że własnie wulgarne ukazanie pewnych tematów i zjawisk da do myślenia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

Porozmawiajmy o atrakcyjności

04 sie

Mój kolega, Przemek, to podwójny rozwodnik. Dwa małżeństwa, dwoje dzieci. Nieuchronnie zbliża się do czterdziestki, mieszka z rodzicami i zarabia w dorywczej pracy. Życiowy przegrany, można by rzec.

A jednak, z pewnych przyczyn, to gość, któremu nie jeden, zaliczający się do normalnych facetów, może zazdrościć. Przemek, zawsze miał zapał do podrywania kobiet. ZAWSZE. Zawsze był okrągłym chłopcem, którym do najprzystojniejszych nie należał. Teraz, gruby, zarośnięty, śmierdzący potem i widać na nim nadmiar wypitego alkoholu. Ale od początku. Zawsze, kiedy mijaliśmy jakieś dziewczyny, jeszcze w latach wczesnego dzieciństwa. Z ust mojego druha padało coś na kształt: „cipki rude”. Był nieprzejednany. Kiedy nieco podrośliśmy i szliśmy razem w miasto, nie przepuszczał żadnej dziewoi. „Cześć”, „znasz Kaśkę jakąś tam” to tylko jedne z łagodniejszych tekstów. Wtedy jeszcze nie bardzo rozumiałem o co chodzi. Nie znałem magicznego słowa podryw. On znał. Nie wiem, czy to fart, czy statystyka, ale w wieku dziewiętnastu lat został ojcem. Kontakt nam się urwał, kiedy poszedłem na studia. Słyszałem, że życie go przerosło, ale nie uszało mnie to. Czasem, kiedy w wyczynach seksualno-towarzyskich, można powiedzieć ścigałem się sam ze sobą nachodziła mnie myśl, czy już osiągnąłem jego level, czy może jeszcze nie. A może poszedłem dalej? Kiedyś spotkaliśmy się przypadkiem, dowiedziałem się, że jest po raz drugi żonaty.

Zderzyliśmy się ostatnio. Dwa rozwody na koncie. I, co najważniejsze, niekończący się apetyt na nowe dupy. Co prawda, teraz nie interesują go pojedyncze wsady, a raczej, jak to określa związki, ale wciąż ten sam chłopak. Pokazał mi fotki w telefonie dwóch swoich aktualnych wybranek. Trzydzieści dwa i dwadzieścia siedem lat. Nie jakieś kaszaloty, ale całkiem dobre dupy. Jak je wyrwał, nie mam pojęcia. Co ciekawe wie, która z koleżnek się rozwiodła, albo jest sama cały czas. Facet jest po prostu, niczym szalony naukowiec pracujący nad niezrozumiałą formułą. Biorąc pod uwagę, że to purchawa nasączona piwem, nasuwa się pytanie. Jak w świecie zdominowanym przez lifestylowe programy, gdzie na topie są wyepilowani solarmeni, ciągle rucha polska wersja Rona Jeremy`ego.

Ja sądzę, że pod powłoczką medialnego bełkociku o trendach w modzie i kosmetyce, w realnym świecie żyją prawdziwe, które chcą po prostu chłopa. A wszystkie porady i tipy odnośnie sztuczek w alkowie nijak się mają do tradycyjnego, swojskiego, dobrego rypania. Jak u Fredry.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii