RSS
 

Notki z tagiem ‘burdel’

W labiryncie burdelowa 4.0

21 wrz

Irka

Irka podobno była ćpunką. Dowiedziałem się od Szwagrów, kilka miesięcy od mojego zalogowania na Forum. Nikt nigdy powiedział, na jakiej podstawie tak sądzi. Po prostu. Była ładna, było w niej coś uległego. Za niewygórowaną cenę pozwalała skorzystać z każdej swojej dziurki. Kiedy zakończyła wstępne obrabianie kija, położyła się na plecach i rozłożyła nogi. Zupełnie, jakby czytała w moich myślach. Przed moim wejściem posmarowała się lubrykatem. Kiedy spytałem o dupcie, skinęła głową, odwracając się. Wspominam ją jako przyjazne jebanko. Pewnego dnia słuch o niej zaginął.

Miss Solaris

Po pierwszym niezaliczonym kolokwium, poszedłem na dworzec autobusowy i wsiadłem bez pytania do autobusu, pierwszego, lepszego. Znalazłem się w innym mieście, blisko sto kilometrów dalej. W przydworcowym saloniku prasowym spisałem numer z porno pisemka. Pod podanym adresem ujrzałem opaloną w solarium blondi, o urodzie klubowej dzidzi. Jej opalone cycki pamiętam do dziś. Pukałem ją z przodu, z tyłu, bokiem, siedząc i leżąc. To było do pierwszego orgazmu, druga runda przebiegła pod znakiem ujeżdżania. Dosiadła mnie, niczym rasowa cowgirl. Po wszystkim porozmawialiśmy o imprezach techno.

Szczupła lga

Na jej piczy wyćwiczyłem swój język. Wszystko zaczęło się w pewien niedzielny wieczór. Znudzony buszowałem po Internecie w poszukiwaniu śladów burdelowa. Czasy niemal prehistoryczne, nie było Strony, nie było Szwagrów, nie miał kto podpowiedzieć. Jedynymi wejściami do burdelowa były oficjalne agencje i burdele. W sieci strony zrzeszające amatorów lodów, w ramach deseru, dopiero raczkowały. W końcu natrafiłem. Niewyraźna fotka i numer telefonu. Zadzwoniłem i okazało się, że jak najbardziej, przyjmuje w mieszkanku prywatnym, nazwy ulicy nie potrafiłem zlokalizować. Po zakończonej rozmowie, sprawdziłem, gdzie jest ta, nieznana mi ulica. Drugi koniec miasta. Ubrałem się i wyszedłem w mrok jesiennego wieczoru. Przemierzałem ulice i skwery. Wsiadłem w końcu do tramwaju i pomknąłem w stronę miasta, gdzie nigdy wcześniej nie byłem. Wykorzystując swój wrodzony urok, spytałem kobieciny w tramwaju, jak dotrzeć pod wskazany adres. Okazało się, że to dalej, niż myślałem. Po wysiadce z tramwaju, czekało mnie jeszcze około pięciu przystanków autobusem, co gorsza w dzielnicy, o której straszyli, że łatwo po mordzie oberwać. Jechałem autobusem i coraz bardziej ogarniał mnie niepokój. Nie ma co, sam pchałem się w gips. Ale nie zawróciłem, byłem na szlaku i wiedziałem, że nie mogę z niego zawrócić. Trudno, co będzie, to będzie. Przystanek, na którym musiałem  wysiąść, nie wydawał się bardzo zniszczony. Spodziewałem się scenerii prawdziwych slumsów, jednak nie. Spokojnie rozejrzałem się po tabliczkach na blokach. Jest! Nazwa ulicy pasuje, pozostało odnaleźć numer. Chodząc po osiedlu, cały czas konspiracyjnie oglądałem się za siebie, czy przypadkiem, jakaś grupa nie zauważyła obcego. Znalazłem  numer bloku, poszukałem klatki z odpowiednim numerem. Moja ekscytacja sięgała czubka głowy, kiedy stałem przed drzwiami. Dotknąłem przycisku nieopodal drzwi. Drzwi otworzyły się, płonąłem z ciekawości, kto to będzie. Otworzył facet z ciemnymi wąsami. Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, ani co zrobić.

- Tak? – Mina faceta nie miała groźnego wyrazu, bardziej był zaciekawiony.

- Dobry wieczór, jest Magda? – Tylko to mi przyszło do głowy.

- Nie, to pomyłka, nie jest pan pierwszy. Ktoś niedokładnie podaje adres.

Poszedłem ja po zmyciu. Z racji tego, że jechałem do tak nieciekawej dzielnicy, nie brałem telefonu. Tylko kasa, ukryta daleko i głęboko. Klnąc na czym świat stoi, poszedłem na przystanek. Przyjechałem z powrotem na mieszkanie. Zadzwoniłem pod numer, gdzie miało być dymarko, z pytaniem o adres.

- Kotek, 23/24, to numer bloku, numer mieszkania, to …

Aha, wszystko stało się jasne. Szkoda, że tak późno, spojrzałem na zegarek. Nie, nie ma sensu, za późno. Posiedziałem chwilę w kuchni. Tak blisko – pomyślałem. Szkoda. Jeszcze raz spojrzałem za okno. Nie, nie ma kroków wstecz. Tak. Od samego początku, jakaś magiczna siła pchała mnie naprzód. Ja po prostu musiałem tam jechać. Chyba już wtedy należałem do tej krainy.

Jeszcze raz ta sama droga. Tym razem od razu pod właściwy adres. Otwarła szczupła kobieta pod czterdziestkę. Kurtuazyjnie zaprosiła mnie do środka.

- No, troszkę się najeździłeś. Chodź.

Poszedłem, za divą, do niewielkiego pokoju. Zostawiłem kurtkę, i skierowałem się w stronę łazienki, strumienie wody spływały po mnie, a ja przeglądałem się w lustrze. Podobało mi się moje odbicie. Podobałem się sobie, będąc w takim miejscu, w takiej sytuacji. Wracając do pokoju, natknąłem się na długowłosą blondynkę, oboje zmierzyliśmy się od stóp do głów i każde z nas poszło do swojego pokoju. Ładna była, nigdy jej nie namierzyłem później, szkoda. W pokoju czekało na mnie rozścielone łóżko. Diva była szczupła, miała krótkie włosy, niewielkie, lekko sterczące cycki. Kiedy zaczęliśmy dotykać swoich ciał, było w tym coś zmysłowego. Była profesjonalistką albo wpadłem jej w oko. Moje dłonie, miętosiły jej cycki, jej smukłe dłonie, niemal aksamitnie sunęły po moim ciele. Poczułem odprężenie. Seks był dynamiczny i jednocześnie kojący. Wykonując sprężyste ruchy patrzyłem na jej twarz, nic nie mogłem z niej wyczytać. Założyłem jej nogi na swoje ramiona i rozpocząłem szarże. Niby pojękiwała, ale coś było to sztuczne. Przerobiliśmy kilka pozycji, pomyślałem, że jeszcze nie posmakowałem jej cipki. Rozłożyła nogi, a ja zacząłem spektakl z jej wargami. Po paru minutach wygięła cię w łuk. Zerknąłem na jej twarz, zamknięte o czy i twarz nieobecna, jakby gdzieś, oddech ciężki i szybki. Znalazłem szlak do jej rozkoszy, trwało to długie chwile. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi, wiedziałem, że oznacza to koniec zabawy.

- W porządku. – Usłyszałem głos mojej towarzyszki, a jej uda rozszerzyły się jeszcze bardziej. Uznałem to za zachętę do kontynuacji. Nie wiem, ile obrabiałem jej pizdę. Końcówka była taka, ze stęknęła i jeszcze bardziej wygięła się w łuk. Chwile leżeliśmy. Zdjęła condom, i zaczęła ssać. A ssać potrafiła, jej twarz wyglądała jak w pornolu. Ściągnięte policzki, odznaczające się kości policzkowe i skupienie na twarzy. Pomogła ręką i wyplułem owoc przyjemności na jej cycuszki. Kiedy wracałem, po raz czwarty trasą czułem się świetnie, i nie był to tylko wynik orgazmu, który był fantastyczny, ale był to wynik czegoś więcej, byłem zadowolony z siebie.

***

Spotkałem ją kilka tygodni później, po pierwszej i jedynej randce z Sylą. Byłem tak podekscytowany, że musiałem ukoić nerwy. Scenariusz był ten sam, ale nieco inny. Zacząłem od minety, a skończyłem w jej ustach. Rozbawił mnie sposób, w jaki wypluła zawartość w chusteczkę higieniczną.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Kolejna odsłona początku cz. 5

08 wrz

Jednocześnie, tak, jakby wszystko to odbywało się poza mną. Wróciła blondynka, owinięta w jasny ręcznik.

- Zaraz zrobię odpowiednią atmosferę.

Podszedłem do niej i zacząłem głaskać po udach, powoli wsuwając rękę pod ręcznik. Skóra jej ud podziałała jak reklamowane teraz wszędzie środki na potencję, stanął natychmiast.

- Ej, ej, jeszcze nie. Siadaj sobie.  – Jej głos, nadal miękki i przyjazny, jednak pojawił się w nim nutka apodyktyczności. Wyłączyła światło i pstryknęła przełącznik przy łóżku. Zapaliły się niebieskie światła przy łóżku i nad stolikiem, który stał pod ścianą. Faktycznie klimat był, niczym na planie Playboy Club. Blondi przykucnęła przy odtwarzaczu z małymi kolumienkami, który leżał na podłodze. Kiedy znajdowała się w tej pozycji, ręcznik podwinął się, ukazując większość jej uda. Patrzyłem jak zahipnotyzowany, ponownie podszedłem i zacząłem gładzić jej udo. Byłem złakniony jej ciała.

- Wiesz, jak wymienić tu baterie? To masz, wymień. -  Nie czekała na moją odpowiedź, tylko wręczyła mi dwa paluszki. Ewidentnie, wiedziała, jak zająć moje ręce. Przemknęło mi przez głowę, że być może dałem się oskubać, bo dałem już kasę, a akcji żadnej nie było. Jeśli tak miało być rzeczywiście, to faktycznie byłaby to jedna z bardziej kosztownych lekcji. Wymieniłem baterie. Nie bardzo wiedziałem co dalej, dlatego ograniczyłem się do krótkiego „już”.

- Ok., dzięki, to usiądź sobie.

Posłusznie usiadłem na łóżku. Blondynka podeszła do odtwarzacza i wcisnęła ”play”. Z dwóch kolumienek zaczęły rozbrzmiewać jakieś przeróbki dancowe. Ściągnęła ręcznik i rzuciła go na fotel. Była w samej bieliźnie. Nie jakieś przesadnie skąpej, ani wyzywającej, ale gustownej, zalotnej. Odwróciła się do ściany, stanęła w lekkim rozkroku opierając się o ścianę. Kiedy popatrzyłem na jej pośladki, miedzy którymi znikał sznurek stringów, zapadłem w trans. Tymczasem moja gospodyni w rytm muzyki przykucnęła, rozkosznie wypinając tyłek. Patrzyłem jak urzeczony. Jej wijące się ruchy, spowodowały, że praktycznie krew z całego układu znalazła się w jednym miejscu. Odwróciła się, jej dłonie zaczęły błądzić po jej ciele, co w połączeniu z jej ruchami jeszcze bardziej mnie nakręcało. Jej spojrzenie stało się inne, nieco bardziej wulgarne, ale też nienaturalne. Tak, jakby założyła maskę. Nie przestając się dotykać, zdjęła stanik. Dobrze mieć rację. Jej cycki były anatomicznym kunsztem. Nie za duże, nie za bardzo sterczące, w sam raz. Ekstra. Powoli podeszła do mnie i zaczęła tańczyć niecały centymetr od moich kolan. Widząc moje zbliżające się ręce, delikatnie dała mi po łapach. Obróciła się tyłem. Widząc jej wirującą dupcię, nie mogłem się powstrzymać i zanurkowałem miedzy jej pośladkami, czułem na nosie materiał jej majtek. Odwróciła się i pogroziła palcem.

- Jeszcze nie.

Jej plas trwał jeszcze kilka chwil, nie wiem ile konkretnie. Nie zauważyłem też, kiedy zsunął mi się ręcznik, którym byłem owinięty. Uzmysłowiła mi to diva, która co jakiś czas, niby niechcący  trącała sterczący korzeń.

- Wstań. – Zaciekawiony, co będzie dalej, podniosłem się z łóżka. Zamieniliśmy się miejscami. Teraz ja stałem, a ona siedziała. Sięgnęła pod poduszkę, jej ręka powróciła z małym kwadratowym sreberkiem. Niespiesznie, rozerwała opakowanie i wyciągnęła prezerwatywę. Spokojnie nakładała na mój nabrzmiały organ. Fiut powoli zniknął w jej ustach, jej głowa wykonywała minimalne ruchy, ale usta sprawiły, że musiałem stawić czoło (no może niekoniecznie czoło) nowej fali doznań. Przestała.

- Chcesz mnie zerżnąć, czy… – T.. – chciałem odpowiedzieć – czy chcesz się ze mną kochać – dokończyła pytanie.

- Kochać – odpowiedziałem. – Zalotnie podniosła brwi – zerżnąć – poprawiłem się. Zaśmiała się. Zorientowałem się, że na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, nie w tym miejscu, nie w tym czasie. Podsunęła się na brzeg łóżka, uniosła nogi i ściągnęła majtki. Chciałem rzucić się na jej cipkę, chciałem ją pożreć. – My my – pokręciła przecząco głową. Uniosła nogi i wyprostowała je, tak, że tworzyły literę V. Wszedłem w nią. Moje ruchy, początkowo chaotyczne, z czasem stały się miarowe niczym krok janczarów. Było po prostu nieziemsko. Oddech blondynki stawał się głębszy, głośniejszy. Kiedy na chwilę się zatrzymałem, wysoka dziewoja, sprawnie wysunęła mojego fiuta z siebie i odwróciła się na brzuch. Teraz od pasa w górę leżała na łóżku, a jej nagi swobodnie opadały na podłogę. Wszedłem w nią od tyłu. Teraz zacząłem spokojnie, miarowo, ale każda minuta, naszego stosunku, pchała mnie w stronę chaosu. Moje ruchy coraz szybsze, coraz bardziej chaotyczne, pełne ekspresji, pasji. Oddech blondyny zamienił się w pojękiwanie. Przez moment, nasz akt tak nas pochłonął, że odeszło w zapomnienie, gdzie jesteśmy, że każde z nas ma swoją rolę, dziwki i klienta. Liczyło się tylko, co było w chwili obecnej – ładunek doznań, który nieuchronnie musiał wybuchnąć. Nasze wyprostowane ręce złączyły się, uścisnąłem jej dłoń, oddała uścisk. Fala ekstazy nadciągała, nic nie mogło jej powstrzymać. Doszliśmy razem w akompaniamencie naszych urwanych krzyków. Poczułem jej skurcze na swoim kutasie. Kiedy wstrząsnął nami ostatni dreszcz. Przywarliśmy do siebie. Pocałowałem ją w miejsce, gdzie szyja przechodzi w ramiona. Powoli uniosłem się i z niej wyszedłem. Spojrzałem na mojego najwierniejszego przyjaciela i nie wiedziałem co powiedzieć. Z mojego fiuta zwisał strzęp lateksu. Condom pękł. Diva odwróciła się i zobaczyłem przerażenie na jej twarzy. Usiadła okrakiem i zobaczyłem resztki mojego nasienia wypływającego z jej pochwy.

- O Jezu, o nie. – Jej głos zaczął się łamać. Zaczęła pochlipywać.

- Jak to się stało? – Mój głos, może się nie łamał, ale też byłem spanikowany. Pierwszy raz w życiu pękła mi prezerwatywa i to jeszcze w takiej sytuacji. Owładnęły mną tysiące czarnych scenariuszy. Nie wiedziałem co zrobić. Chciałem stąd jak najszybciej uciec.

- Fuck, lałeś we nie i nie czułeś? – Wyrzut w głosie dziwki, dolał oliwy do ognia.

- I co teraz? Czy za to jest jakaś dopłata? – Nie wiem czemu, ale pomyślałem o scenie z „Poranku kojota” Inie zmroziło. Szybko się ubrałem i zacząłem nerwowo chodzić po pokoju, zerknąłem na okno, którego do tej pory nie zauważyłem. Nie jest wysoko, w razie czego – pomyślałem.

- Co? Nie. Ale..Boże. Nie jesteś na nic chory?

- Nie.

Na chwile zapadło milczenie. Oboje dokończyliśmy ubieranie.

- Czy z powodu tego wypadku będziesz miała jakieś nieprzyjemności? – Nie wiedziałem co powiedzieć, było mi jej szkoda, siebie mi było szkoda. Nieciekawa sytuacja.

- Nie, mamy okresowe badania, jeśli którejś wyjdzie coś nie tak, to musi odejść. Jeśli pojawiłaby się ciąża, dostajesz adres lekarza i tyle. Na pewno nic nie masz?

- Na pewno.

Okazało się, że to jej pierwszy tydzień w pracy. To tłumaczyło dlaczego jej zachowanie sprawiało wrażenie nakładania maski. Wymiana kilku zdań, otworzyło między nami pewne wrota, zaczęliśmy rozmowę. Jedyną w swoim rodzaju. Coś więcej niż rozmowa przyjacielska, coś więcej niż wizyta u terapeuty, czy spowiedź. Ktoś, kiedyś powiedział, że to u dziwki mają miejsce najbardziej szczere i terapeutyczne rozmowy, to prawda. Opowiedziała mi o sobie, jak trafiła tu za pośrednictwem koleżanki, że jej się jak na razie podoba, że rzuciła policealną szkołę farmaceutyczną. Ja opowiedziałem jej o tym, że zaczynam studia, że jestem zakochany w koleżance z liceum i w związku z tym jestem nieco bezradny. Dziwne, ale była pierwszą i jedyną osobą, której przyznałem się do mojej bezradności uczuciowej, przyznałem się do tego, że tak w głębi serca boję się, tego, że zostanę odtrącany. Jej diagnoza była wygłoszona ciepłym przyjacielskim głosem, ale nie brzmiała dla mnie pocieszająco. Udzieliła mi wtedy lekcji, prawdziwej i przydatnej, choć wtedy ją zanegowałem.

- Jeśli dziewczyna nic do ciebie nie czuje, to nie będziecie razem i nic na to nie poradzisz. Musisz się z tym pogodzić. – Jej spojrzenie było koleżeńskie, nie było w niej nic z profesjonalnej kochanki. Powiedziała to tak po prostu, ot koleżeńska rada.

Przyznałem się jej, że tak naprawdę nie wiem, co tutaj robię, dlaczego, akurat ja mam bzika na punkcie burdelowa, dlaczego to wszystko tak wygląda. Dla mojej rozmówczyni sytuacja była prosta, moje zafascynowanie burdelowem, było moją pokrętną drogą na znalezienie miłości.

- Zaczynasz studia, wiem, że jesteś zakochany w tej dziewczynie z liceum, ale zobaczysz, poznasz dziewczynę, w której się zakochasz równie mocno i wtedy nie będziesz chciał odwiedzać agencji.

Nie wiem ile rozmawialiśmy, dziesięć, może piętnaście minut. Stukanie do drzwi było sygnałem, że już czas.

Oboje wstaliśmy, coś się zmieniło. Popatrzyliśmy sobie w oczy. Zbliżyła się do mnie pocałowała mnie w policzek.

- Było mi z tobą dobrze. Pa

- Cześć

Kiedy wyszedłem na zewnątrz, musiałem ochłonąć. Do mieszkania miałem spory kawałek, ale nie brałem taksówki. Nie przerażała mnie już nieciekawa okolica. To był jeden z tych momentów w życiu, gdzie czujesz, że nic nie może się stać. Jakbyś był w magicznej mydlanej bańce, która chroni. Dodtarłem do mieszkania sporo po północy.

- Dopierdolą ci na mieście i tak rozpoczniesz studiowanie. – Misza okazał mi swoją troskę.

Za jakieś dwa tygodnie spotkałem chłopaków.

- I jak byłeś? – To pytanie było pierwsze.

- Byłem – odparłem tak po prostu

- Taa, byłeś – drwiąca mina Lukiego nie zrobiła na mnie wrażenia. – Wziął numer, żeby przyszanować, jakie ma kontakty w mieście.

Nic nie odpowiedziałem, uśmiechnąłem się tylko. Wiedziałem, że jesteśmy z różnych planet i nic tego nie zmieni.

Co do licealnej miłości, miała rację:

link

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Double BDSM cz. 2

09 lut

Minął prawie rok. Anka gdzieś rozpłynęła się w otaczającej rzeczywistości. Straciłem ją z oczu. Wszystko toczyło się dalej. Miesiące mijały nieubłaganie. Dotarło do mnie, że jednak świetlana kariera brokera, jednak mi umknęła. Przygniotło mnie nic nie robienie. I już tego nie potrafiłem unieść. Moje marzenia, zamieniłem tylko na plany, plany ukończenia studiów. Nic więcej. Moje założenia nie wychodziły poza najbliższe tygodnie. Ostatnie seminaria na wydziale. Popatrzyłem na nią. Tak, jednak to ona. Co robi na wydziale? Czyli się nie obroniła w terminie – pomyślałem. I w dziwny sposób, myśl ta sprawiła mi przyjemność. Dobrze jej tak. Mimo, że nasze znajomość zakończyła się neutralnie, to z przyczyn niewiadomych, udawaliśmy, że się nie znamy. W ostatnich miesiącach, na uczelni, wciąż miałem dużo pracy. Upominały się zaległości z poprzednich semestrów. Kiedy po raz któryś z kolei błąkałem się po wydziale, znów ujrzałem Ankę. Zastanawiałem się, u kogo się broni i co takiego się stało, że się nie obroniła w terminie, raczej była sumienną studentką. Dumnym krokiem przemierzyła korytarz i podeszła do portierni. Nie wiedziałem, co się dzieje. Po niecałej minucie odeszła, w ręku trzymała klucz. To było poza scenariuszem, jaki kreśliłem. Doktorantka. Nigdy nie byłem zawistnikiem. Nie zazdrościłem, nie złorzeczyłem, gdy byłem świadkiem czyjegoś sukcesu. Nie wiem, co mnie opętało. Poczułem złość, na wydział, na Ankę, na wszystkich, tylko nie na siebie. Byłem zły, że się jej udało że, prawdopodobnie jest szczęśliwa. Musiałem się przewietrzyć. Wyszedłem przed wydział i zapaliłem papierosa. Spokojnie paląc papierosa starałem koić nerwy. Mózg sam zaczął pracować na innych obrotach. To realne doświadczenie, empirycznie doświadczyłem, jak umysł wypracował strategie radzenia sobie ze stresem. Myślę o Stronie, to myślenie całkowicie mnie pochłania. Anka zeszła na dalszy plan, albo w ogóle zeszła ze sceny.

Nie minęło czterdzieści minut, a już byłem na mieszkaniówce, nowej. Ciche mieszkanko w bloku typu bliźniak. Drzwi otwarła kobieta, brunetka. Mogła mieć trzydzieści kilka lat. Szczupła, ubrana w getry i cienką bluzeczkę. Chwila rozmowy, co, za ile. Wcześniej, ustaliłem tylko adres. Powiedziała mi, że jeśli dołożę, to może dołączyć koleżanka. Z drugiego pokoju wyszła druga kobieta. Kasztanowe włosy i spojrzenie zdradzające ironiczne i raczej pogodne podejście do życia. Miała na sobie czarną sukienkę, która wydawała się nieco za ciasna, a może taka miała być. Duże piersi, niemal z niej wyskakiwały. Basia i Aneta, tak się przedstawiły. Pojawił się problem, bo akurat nie miałem tyle pieniędzy. Wyskoczyłem ze wszystkiego, co miałem w portfelu. Finalnie usłyszałem, że za taką kwotę Aneta może asystować. Cokolwiek to znaczy. Poszedłem wziąć prysznic. Kiedy wróciłem owinięty ręcznikiem, Aneta poszła do łazienki, ja zostałem z Basią. Krótka rozmowa o świątecznych potrawach i nadchodzących, letnich miesiącach, kiedy wróciła Aneta, odświeżyć poszła się Basia.

- Połóż się, wymasuję cię. – Aneta, jak większość kobiet o szerokich biodrach była pogodna. Położyłem się posłusznie na brzuchu. Zaczęła przyjemnie gładzić mnie po plecach, od czasu do czasu ugniatając obręcz barkową. Nie nazwałbym tego masażem, ale było przyjemnie. Po kilku minutach przyjemnego niby masażątka usiadła na mnie i zaczęła ugniatać kark. Wróciła Basia.

- No, odwróć się, zaczynamy działać. Uśmiechnąłem się z głupkowatym „ok” na ustach.

Leżałem na plecach. Większa z div masowała mi tors, szczuplejsza, zaczęła od masaż ud i robiła go naprawdę umiejętnie. Kiedy przeszła w okolice krocza, błogie uczucie zaczęło mnie owijać, niczym magiczny szal. Chuj z Anką, chuj z tym wszystkim. Liczą się tylko doznania. Resztki logicznych myśli ulatywały. Kasztanowe włosy Anety przyjemnie drażniły moje ciało, jej język zakreślał ósemki wokół moich sutków. Kolejna para rąk bardzo wprawnie zajmowała się fiutem i jajami. Błogość i przyjemnie rozleniwienie, zdawały się opanować cały pokój. Mógłbym tak przeleżeć dziesięć lat. Przyjemność ustała. Aneta, odeszła ode mnie i wyszła z pokoju. Popatrzyłem zdziwiony, mojemu zdziwieniu odpowiedziała Baśka: – Aneta tylko asystowała, to było w kwocie.  – Nic nie odpowiedziałem, znałem zasady. I w kwestii pieniędzy, nie było odstępstw.

- No, jesteś gotowy. Zakładamy i jazda! –  Niczym za sprawą magicznej sztuczki, w ręku mojej rozmówczyni pojawił się condom w opakowaniu, które bardzo wprawnie zdjęła. Rozwinęła kalosza, na moim wyprężonym wyżle i dosiadła mnie niczym mityczna amazonka. Zaczęła mnie ujeżdżać. Mocno, sprężyście. Minęło kilka minut. Uniosłem się na łokciach, bo chciałem zasugerować zmianę pozycji. Położyła lewą rękę na mnie i przytrzymała. Przesunęła ręką po mojej klatce i złapała mnie za sutek. Mocno ścisnęła i przekręciła. Ssss – syknąłem z bólu.

- No, co? – Spojrzała na mnie z zadziornym uśmiechem i kpiącym spojrzeniem. – Ja lubię sado-maso. Druga ręka powędrowała do moich jaj. Uścisk był bolesny, o dziwo pobudzający. Kiedy jeszcze minimalnie zwiększyła uścisk, nie wytrzymałem.

- Aaaał. – Ta krótka fraza miała jej uzmysłowić, że tyle wystarczy. Uścisk powoli zelżał, a diva zaczęła na mnie jeszcze bardziej skakać. Ujżdzała mnie i ujeżdżała, co jakiś czas serwując dawkę niespodziewanego bólu. Jaja, sutki, tors, włosy. Nie wiedziałem, kiedy poczuję jej ostre paluszki. Kiedy się spuściłem, oboje uśmiechnęliśmy się do siebie. Nasze spojrzenia mówiły: „kawał dobrej roboty”.

Ubrałem się i wyszedłem na przedpokój. Stała tam Aneta.

- Już, po wszystkim? – Zapytała z uśmiechem.

- Taak. – Odpowiedziałem zmęczonym głosem. Zachichotała.

Dołączyła do nas Baśka. Po obfitym spuszczeniu, odezwała się we mnie łajza. Streściłem im historię nieszczęsnego uczucia do Anki. Dziwne, że nie dostrzegłem wtedy, jaki jestem żałosny. Na pożegnanie usłyszałem:

- Jesteś fajny facet, na pewno sobie kogoś znajdziesz. – Słyszałem to wielokrotnie, mimo wszystko, czułem się wybrakowany.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Nie zawsze jest kolorowo cz. II

16 sty

Mijały minuty, mój fiut, wciąż twardy i wyprężony, niczym poborowy, co chwilę znikał w ustach postawnej dziwy. Zaczęło być nudno. Chciałem się nią pobawić, posmakować tych cyców, wejść w nią. Zacząłem nieporadnie błądzić ręką po jej ciele. Szukałem dojścia do cycków, ale diva, leżąc bokiem, wsparta na moim udzie, nie ułatwiała mi tego. Chyba też się delikatnie znudziła, bo przerwała pracę ustami i zaczęła mnie brandzlować w sposób dosyć brutalny.

- Połóż się. – Nieśmiało wydukałem.

- Po co? – Warknęła.

- Chce się zając twoimi wspaniałymi cycuszkami. – Nie wiem, co wtedy myślałem. Gdy sobie przypomnę te sceny, to wyglądają, niczym niskobudżetowy pornol. Kolejne westchnięcie, mina totalnie rozdrażniona. Zamieniliśmy się pozycjami. Teraz ona oparła się o poduszki w końcu łóżka, a ja leżąc z boku łapczywie złapałem jej cyce. Były twarde, wręcz napęczniałe. Co jest? – Nigdy takich tworów nie widziałem. Obmacałem dwie kule, pomemłałem jęzorem wokół brodawki i sutka, i na tym skończyła się przygoda z monstrualnym biustem. Ręką zacząłem gładzić wnętrze uda, od czasu do czasu delikatnie zahaczając o wargi.

- Możesz założyć – zwróciłem się do divy, nie mogąc się doczekać, kiedy nadzieję ją na pal.

- Co założyć? To chcesz francuza w gumie? – Jej ton głosu, nie znoszący sprzeciwu, nieco mnie speszył.

- To nie ma w pół godziny seksu? – Mimo, że byłem debiutantem, coś tam już wiedziałem.

- Jest francuz albo seks, ty chciałeś francuza, to masz francuza.

Nie przypominałem sobie, żebym wyraził takie chęci, ale byłem tak zbity z tropu, że nic nie powiedziałem. Zapytałem tylko, czy mogę ją wylizać. W symfonii westchnień i pomruków rozłożyła nogi.

- Tylko szybko, bo zaraz ci się czas kończy. – Usłyszałem.

Jej cipka wydawała się dosyć mała, jak na tak postawną kobietę. Przypominająca motyla, z małą kępką włosów na wzgórku, była po prostu ładna. Swoją drogą, to zastanawiające, że niektóre dziwki mają cipki ładniejsze od tak zwanych normalnych kobiet. Kilka chaotycznych ruchów językiem. Chciałem wsadzić chociaż palec w ten uroczy, różowy miąższ. Delikatnie zbliżyłem rękę.

- Tylko spróbuj mi tam wsadzić palce, to cię zajebię. – Zmroziło mnie. Nie wiedziałem co robić. Sama zarządziła, żebym się położył, bo jest końcówka czasu. Zaczęła brutalnie szarpać za kutasa, co jakiś czas wsadzając go do pyska. Co raz częściej czułem jej zęby. Z każdą minutą mój fiut zaczął być coraz bardziej obolały. Zamknąłem oczy i siłą woli próbowałem doprowadzić do wytrysku.

- No spuszczaj się – jej rozkaz, w kierunku mojego kija poprzedził dziwny zabieg. Ścisnęła fiuta ręką i zbliżyła do swoich ust. Przez moment poczułem ból jakby mi ktoś w chuja bijał sto igieł. Zacząłem głęboko oddychać. Po raz pierwszy i ostatni w życiu spuściłem się ze strachu i po trosze z bólu. Kiedy wytarłem penisa papierowym ręcznikiem, czym prędzej naciągnąłem spodnie i wyrwałem stamtąd niczym hart.

Kiedy dotarłem do mieszkania, rozebrałem się i przyjrzałem mojemu najlepszemu koledze. Był zmaltretowany. Otarcia, sadyb po zębach i paznokciach. Byłem zdruzgotany i cholernie przestraszony. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Delikatnie opłukałem go pod prysznicem, myjąc mydłem antybakteryjnym. Pół godziny później leżałem w łóżku. Odkąd ostrożnie przekroczyłem tę niewidoczną granicę krainy burdelowo, nie myślałem zbyt wiele, o tym, co robię, gdzie to ma mnie zaprowadzić. Teraz, z obolałym drągiem, pewne myśli same mnie odnalazły. Włączyłem komputer. Patrzyłem na zdjęcia. Buźka, urocza blondynka. Kasia, właścicielka sympatycznego warkocza, okularków i dużych piersi. W końcu Beata, moja wielka, licealna miłość, która miała być romantyczną miłością na całe życie. Nie spotkałem w tamtym czasie żadnej dziewczyny na studiach. Zupełnie, jakbym mentalnie został w szkole średniej, choć rok akademicki zbliżał się ku końcowi. Co mam zrobić? Zastanawiałem się. Czy to bagno jest mi potrzebne? Gdzieś we mnie biły się dwie części. Jakaś część, zawsze chciała tego zanurkowania w odmęty. Poszukiwania doznań wszelkich, nawet tych zakazanych, w miejscach, do których większość ludzi nie miała odwagi nawet zajrzeć. Nie tylko zajrzeć, niektórzy nie mieli odwagi pomyśleć, że takie miejsca w ogóle są. Druga część mnie, biła na alarm. Chciałem mieć dziewczynę, w której będę zakochany albo przynajmniej będę jej pożądał. Wiedziałem, że dziwki nie dadzą mi odpowiedzi. Może los właśnie wtedy dawał mi szanse, żeby odpuścić, żeby dać spokój. Z pokorą zbitego psa postanowiłem odpuścić. Niedługo wakacje. Wrócę do domu, sprawy z dziewczynami nabiorą tępa. Jakoś wszystko się ułoży.

Jak się pewnie domyślacie, nic takiego się nie stało. Odpuściłem burdelowo, na rok. Po roku, kiedy ponownie w to wszedłem, była Strona, było Forum, pojawiały się pewne struktury. Burdelowo rozrastało się geometrycznie. Ale to było dopiero za rok. Co do divy z twardymi cycami. Wiele lat później Szwagrowie opowiedzieli mi jej historię. Zaczynała jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Wysoka, wysportowana, sportsmenka. Chyba jako pierwsza w tym biznesie powiększyła sobie cycki (stąd moje zdziwienie, że takie twarde i dziwnie wysoko), miała zadatki, na prawdziwą gwiazdę. Niestety. Czas i wóda spowodowały, że musiała zejść ze sceny. Ja widziałem jej ostatnie lata, czas, gdzie na światło dzienne wydostał się niewielki procent jej dawnej formy. Takie są prawa w tym świecie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo