RSS
 

Notki z tagiem ‘blog’

Gruba blondynka cz. II

22 lut

Wierzę w znaki. Jako student ekonomii i finansów powinienem raczej wierzyć w mamonę i w to, co widzę na ekranie komputera, jednak, ja wierzę w znaki. Wierzę, że los, Siła Wyższa lub cokolwiek innego daje nam wskazówki.

Podobnie było teraz. Podobnie było wcześniej. Wraz z upływającym czasem, kiedy coraz głębiej wchodziłem w ten, nie do końca dobry świat, zawsze towarzyszyło mi uczucie, że robię źle. Że w pewnym momencie skręciłem w niewłaściwą drogę. Za każdym razem, kiedy rozmawiałem z prostytutką, kiedy szedłem pod dany adres, kiedy przeglądałem Stronę, Forum, cokolwiek. Zawsze czekałem na cud, na znak. Na coś, co da mi do zrozumienia, żebym odpuścił, żebym przestał. Kiedy dzwoniłem na numer ze Strony i nikt nie odbierał, w myślach liczyłem do pięciu. Kiedy doliczyłem, rozłączałem się, dziękując losowi, za ciszę w telefonie. Kiedy stałem na światłach, idąc na dymanie, często zastanawiałem się, co by było gdyby mnie potrącił samochód. Byłoby to nieszczęście, czy raczej dar od losu?

Tym razem było podobnie. To, że nie mogłem odnaleźć właściwej klatki i adresu, było dla  mnie znakiem. Znakiem, żeby odpuścić, dać spokój. Przez chwilę, chciałem to zrobić. Odejść. Każdy normalny człowiek odszedłby. Albo inaczej, każdy normalny człowiek nie wszedłby w ten świat. Problem ze mną by taki, że ja nie byłem normalny. Odkąd pamiętam, świat seksu, nagości, był dla mnie czymś upajającym. Ja zawsze chciałem więcej w tej materii. Nie interesowało mnie spotykanie się z jedną dziewczyną, chciałem spotykać się kilkoma. Nie interesowało mnie spanie z kilkoma, chciałem spać z wieloma. Zawsze chciałem więcej.

Wypity poprzedniej nocy alkohol, słońce i moje libido. To wszystko scementowało mnie w miejscu. Po prostu nie mogłem odejść. W kasynie, jeśli ktoś gra już od dłuższego czasu i przegrywa, w jego głowie pojawia się myśl: skoro tyle już postawiłem, muszę postawić jeszcze. Nie chodzi nawet o wygraną, chodzi o pewną zasadę konsekwencji. Podobnie było ze mną. Przeszedłem prawie cale miasto, a w każdym razie znaczną jego część, i co, i miałem odejść, tak po prostu? Nigdy!

Jeszcze raz zadzwoniłem.

- Widzisz rusztowanie? – Moja rozmówczyni cierpliwie tłumaczyła.

- Jestem przy nim, ale nie ma nigdzie numerów, pozdejmowali.

- Idź w stronę ulicy S. – Poszedłem, po przejściu pod lewe skrzydło bloku spojrzałem na otwierające się okno. Zobaczyłem okrągłą twarz blondynki. No oko miała dwadzieścia kilka lat. Z pewnością więcej niż dwadzieścia pięć. Uśmiechnięta, powiedziała, który przycisk mam wcisnąć. Klatka schodowa okazała się duża. Z zewnątrz nie wyglądało to tak okazale. Wszedłem na drugie piętro i zapukałem do drzwi obitych tanią boazerią. Wszędzie ciemno. Na klatce, w mieszkaniu, którego drzwi otworzyły się niemal natychmiast po moim pukaniu. Ciemność. Tak, dzień nie jest dla takich ja my.

Spojrzałem na dziewczynę, która już za chwilę miała rozkładać przede mną nogi. Bez żadnych uczuć, bez żadnych emocji. Moje pieniądze, za jej ciało. Chyba uczciwa wymiana. Blond włosy, opadały na dosyć masywne ramiona. Piersi, nie do końca duże, jak na jej dużą figurę. Szerokie biodra i duży brzuch. Grubaska o średnich cyckach. Może być, choć liczyłem na grubaskę o dużych, monstrualnych cycach. Rozebrałem się. Zostałem tylko w skarpetkach, wedle wskazań buraczanej mody. Duża blond diva, ściągnęła zwiewną sukienkę na ramiączkach. Czarną, pokrytą jakimś kwiatowym wzorem. Zobaczyłem ją nagą, w świetle słońca przenikającego przez żaluzję. Miała białą, delikatną skórę. Miła w dotyku, świeża, co w tym fachu wydaje się być niemożliwym. Podszedłem do niej, podotykałem jej łona, piersi. Ptak wyprostował się do lotu. Założyła mi gumę. Sama położyła się na czymś w rodzaju kozetki, leżanki, ale dosyć wysokiej. Położyła się i zadarła nogi do góry, odsłaniając delikatnie obrośniętą jasnymi włosami cipkę. Podszedłem do niej, delikatnie zgiąłem nogi w kolanach i w nią wszedłem. Przyjemnie ciepło otuliło mojego penisa. Jak to mawiają, w kobiecie liczy się wnętrze, musi być cieplutkie i wilgotne. Rytmiczne ruchy, w połączeniu z obserwacją jej ciała, doprowadziły mnie do szczytowania w zbiorniczek na końcu condomu. Dwa ostatnie pchnięcia i resztki wczorajszej imprezy, które skumulowały się w mojej spermie, zostały wydalone. Tylko tyle? Całe przedpołudnie chodzę, rozmyślam, kto wie, może nawet jestem autorem nowej filozofii, a tu pstryk i po wszystkim. Jeden spust i jestem „po”. „Trzy ruchy i wór suchy”, jak mawia Mati – najbardziej dwulicowy z moich znajomych. Cały ten seks, to być może jedna wielka lipa. – Tak czasem myślę. Tak, od pewnego czasu, zaczęło mnie prześladować pewne przeczucie. Pewna myśl, która niewiadomo skąd zakiełkowała w mojej głowie. Później, mimo, że nikt jej nie podlewał zaczęła rosnąć i wydawać plony. Plony, które objawiały się w nachodzących mnie myślach. Dlaczego? Po co to wszystko? Powtarzając za Orwelem: rozumiem jak, nie rozumiem dlaczego. Wiedziałem, jak znalazłem się w tym popapranym światku, ale nie wiedziałem dlaczego. Jak? Bardzo prosto. Wchodzisz w coś. Dla frajdy, z ciekawości, bądź z jakiegokolwiek powodu. Zaczynasz coś robić. Robisz i nie zastanawiasz się nad niczym. Są nowe doznania, nowe przeżycia i poczucie odkrywania. Nie zadajesz pytań, wchodzisz w coś, jest dobrze. Pewnego dnia budzisz się i dostrzegasz, że masz życie, na które nie pisałeś się wcale, ale je masz i co dalej z nim? Ok, masz, co masz. Teraz pytanie dlaczego? Być może to przejaw pychy, ale uważam siebie za osobę, całkiem rozgarniętą. Mam sprawny umysł, kojarzę fakty i mam przyzwoitą intuicję. Mając tego rodzaju przymioty, nie mogłem zauważyć, że krzywa mojego życia w pewnym momencie skręciła i to niepokojąco skręciła. Dlaczego? Co takiego we mnie jest, że musiałem tak bardzo pobłądzić? Dobre pytanie, ale może zadane na wspak? Czego takiego we mnie nie ma, że szukam tego na zewnątrz. Tak, to była ta myśl, która od bliżej, nieokreślonego czasu, nie opuszczała mnie. Dlaczego popadłem w burdelowo? Chęć nowych doznań? Na początku, z pewnością, ale w zasadzie doznałem więcej, niż przeciętny człowiek przez szesnaście żyć. Może chodziło o chęć wsadzenia w jak największą ilość szparek? Na początku, może tak. Z resztą, nie chwaląc się, bez burdelowa, wsadziłem w więcej kobiet, niż moi znajomi, szybko dotarło do mnie, że jeśli dodam burdelowo, to ścigam się praktycznie sam ze sobą. Co to tu dużo gadać, tyko jedna osoba, mogła stanąć ze mną w szranki. Kubex. Człowiek lubiany i nienawidzony. Rozpuszczony bachor, który kiedyś mógł nosić miano mojego guru dupczenia, chociaż dziś, po latach, pewnie zostawiłem go daleko w tyle.

Wracając do tematu. Myśl, która mnie prześladowała, jak to ująć, przestrzegając zasad gramatyki i interpunkcji. Może najprościej. Burdelowo, to poszukiwanie. Poszukiwanie jakiejś brakującej części mnie. Chęć zapełnienia pewnej pustki, czymś. Czymś, czego szukałem na zewnątrz. Szkoda, że nikt mi nie powiedział, że to jest we mnie. Ale, wtedy nie było by tyle zabawy.

Poruchałem. Zjadłem obiad, w postaci kebabu i wróciłem na mieszkanie. Jeszcze nie zdążyłem przekroczyć progu, kiedy usłyszałem Miszę:

- Szykuj się okurwieńcu, wieczorem idziemy do P. nasi organizują balet.

- Co? – nie mogłem zrozumieć, dopiero, co skończyliśmy wczoraj i znowu?

Wieczór. Klub P. Mieszanka, szpanu, młodości i hormonów targających młodymi ludźmi. Dwa parkiety i barierki wokół, dla tych mniej rozgarniętych. Siedzę w loży, z pięcioma dziewczynami. Znam Gosię, Justynę i Kaśkę. Reszta to ich koleżanki. Zostałem ładnie przedstawiony. „To ON, uważajcie to kurwiarz, jakich mało”. Miód na moje uszy. Dziewczyny, oburzone, zerkające na mnie i coś szepczące sprawiały wrażenie prawdziwie oburzonych. Popijałem czysty Absolut i zastanawiałem się której wsadzić. Nie wiem dlaczego pomyślałem o Dagnie. Ta naturalna brunetka, miała w sobie coś tak cudownie nieuchwytnego, że miałem na jaj punkcie obsesję. I, żeby było ciekawiej, myślałem, że im więcej szparek będę miał na koncie, to lepiej mi pójdzie z NIĄ, jednocześnie, za każdym razem, kiedy oddawałem się rokoszom z kobietami, które nic dla mnie nie znaczyły, prześladowała mnie myśl, że zaprzedaję szansę, na to, że kiedykolwiek znajdę miłość, uczucie bliskości, szczęście i spokój, jakiego doznają tysiące par, tak zwanych, zwyczajnych par.

Podobno, możemy przyciągnąć swoimi myślami wszystko. Nie zdążyłem odstawić szklanki z wódką na stół. Kruczoczarne włosy i to coś, co jest nieuchwytne. Coś tak wspaniałego, coś tak rozdzierającego. Pragnę jej. Tak, to jedyna myśl. Pragnę JEJ. Wszystko przestaje istnieć. Dagna. Moja ukochana, moja jedyna, która mnie nie zauważa. Boże, jak jej pragnę. Kocham ją. Znika, gdzieś w tłoku, klubowego motłochu. Nie wiem, co mam robić. Patrzę na dziewczyny w loży, pójdę na całość, zaproponuję im loda i seks na świeżym powietrzu. A co mi tam. Ale nie. Przecież to mnie nie zbliży do NIEJ. A tylko jej pragnę. „Boże POMÓŻ, pomóż mi z Dagną. Daj szanse. Daj szanse nam na kontakt, na uczucie. Daj mi szanse, szanse, jako facetowi, żebym się sprawdził, jako mąż, jako ojciec. O kurwa, zagalopowałem się, ale nie..Nie zagalopowałem się. TAK. Tego chcę. Żony, dziecka, miłości. Jestem myślami cztery lata wstecz. Patrzę na swoich rodziców. Takich dziwnie bezbarwnych. Co oni osiągnęli? Średnie pozycje w firmach i syna, życiowego przegrańca. Ja będę inny – zawsze tak myślałem. Do teraz. Patrząc na Dagnę, chcę być, jak moi rodzice. Chcę byś nijaki, chcę tyko kobietę, którą kocham. I nic więcej. To wystarczy. Resztę, będę sam wypracowywał systematycznie i powoli. Niestety. Dagna znika w czeluściach klubu. Kolejne minuty mijają na wypiciu kolejnych „pięćdziesiątek” i rozmowach ze znajomymi. Myśli nie dają mi spokoju. Dosyć tego wszystkiego. Dosyć burdelowa. Pora zagrać za całą stawkę. Moje uczucie, przeciw całemu światu.

Pozbierałem myśli i postanowiłem ruszyć naprzeciw przeznaczeniu. Przemierzałem klub, szukając mojej damy serca. Niestety, z każdym przebytym metrem, moje nadzieje opadały w głębinę oceanu nicości. JEST. Tak bardzo JEJ pragnąłem. Niestety, tańczyła, z jakimś przygłupem. Mnie pozostała pięćdziesiątka w towarzystwie Miszy. Wyznałem mu, oczywiście „po pijaku” kwestię moich uczuć i poszedłem szukać Dagny. Nie znalazłem JEJ. Wiedziony, jakimś niejasnym uczuciem, wyszedłem na zewnątrz. Tak bardzo jej pragnąłem. Kiedy przeszedłem kilkanaście metrów, dostrzegłem JĄ, Siedziała, z jakimś frajerem, który prawił JEJ komplementy.

Chciałem ruszyć, od razu. W głowie miałem artylerie komplementów i słów mających razem tworzyć wyznanie miłości. Nie zrobiłem tego. Dlaczego? Kilka lat później wciąż zadałem sobie to pytanie. Nie znałem odpowiedzi. Po prostu. Odpuściłem. Nie czułem się godny. Jej i tego świata, prostych uczuć i relacji. Na pocieszenie, został głos w mojej głowie: zrezygnuj, już wybrałeś drogę, poddaj się jej, nie walcz. Poddaj się, poddaj się.

Nie podszedłem do NIEJ. Starałem się to zapić, zaćpać, nie czuć straty. Jednak los mi mówił: po raz klejony sprzedałeś duszę. Dla ciebie nie ma ratunku. W końcu, ile razy można bezkarnie sprzedać duszę.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Co nas kręci, porozmawiajmy o fetyszach

30 sty

Fetysz. Oznaka czegoś fe, parafilia seksualna. Zawsze się zastanawiałem, czy faktycznie tak zwana większość normalnych ludzi faktycznie jest normalna. Jeśli przyjrzymy się temu z bliska, okaże się, że każdy ma w sobie ułamek fetysza.

Zacznijmy od tego, że każdy facet ma fiksacje. W skrócie można ją nazwać „cycki-dupa”. Być może paru zakłamanych zakichańców oburzy się i stwierdzi: co? Jak to? Ja nie jestem takim prymitywem. No gdzieżby:) Pamiętam audycję w radiu, gdzie redaktor katolickiego pisma nadymając się stwierdził: kobiece piersi są przede wszystkim dla dziecka! Kochanieńki, żeby te piersi mogły być dla dziecka, to najpierw ktoś musi to dziecko zrobić. I niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę, ale cycki w łowieniu przyszłego tatusia odgrywają dużą rolę. Mój przyjaciel, Misza, zawsze, po wypiciu kilku kieliszków oznajmiał: „jestem cyckomaniakiem”. Po takim wyznaniu następowało szczegółowe opisywanie, jakie są cycki idealne. Odpowiednio układając dłoń, Misza wyjaśniał jaki rozmiar powinna mieć kobieca pierś i jak powinna układać się w dłoni. Przyjmując owocową kwalifikację, chodziło mu o jabłka:)

Zostańmy jeszcze chwilę, przy kościelnych fetyszach. Moja koleżanka, o której pisałem wcześniej, zawsze z dumą podkreślała, że kobieta, powinna chodzić, jak kobieta. Miała na myśli spódnice i sukienki. Jak wyznała, kiedyś przy kawie, znajomy ksiądz powiedział powiedział jej kiedyś, że na tak ubrane (czyt. w sukienkę) kobiety, które są prawdziwymi kobietami, uwagę zwracają prawdziwi faceci, których, wiadomo kręcą tylko prawdziwe kobiety. Coś, jak sadzę z gatunku: prawdziwi ludzie, z prawdziwymi ludźmi. I co? Takie zafiksowanie na punkcie danego stroju, to co, jeśli nie fetysz. Ocenę wypada zostawić czytelnikom,.

Co do kobiecego stroju, to z pewnością elementem zasługującym na kilka słów jest bielizna. Oj, to prawdziwy raj, dla wszelkich fetoli. Ja osobiście przepadam, za gustowną, seksowną bielizną. Czarna, czerwona, granatowa, ciemnozielona. Taak. Jeśli dodamy do tego koronkę i odpowiedni krój, to krew sama spływa w odpowiednie miejsce. Kilka lat temu szedłem ze znajomym pasażem handlowym. Minęliśmy wystawę sklepu sprzedającego taki asortyment. – Jak będę miał dziewczynę, tak na dłużej i na serio,to będę tu zostawiał połowę wypłaty. – Zdanie, które wtedy usłyszałem, zapadło mi długo w pamięci.

Uważam, że każdy osobnik na tej planecie, kobieta, czy mężczyzna ma swoje fiksacje, małe i duże. Może chodzić o wzrost, tuszę, głos, cycki, dupę, fryzurę, cokolwiek. Ważne aby do takiej fiksacji podejść na luzie, ze śmiechem.

Kiedy poznałem Marabelkę, miała dosyć dużo walorów. Uroda Indianki, latynoski tyłeczek i kształtne cycki. Dopiero po czasie odkryłem u niej jeszcze jeden wabik…..stopy. Fetysz stóp, przez społeczeństwo uważany, za odchylenie od normy, mnie zawsze bardziej śmieszył, niż napawał odrazą. A jednak, kiedy zauważyłem, te hobbicie stópki, ze prawdziwym rozbawieniem uznałem, że mnie kręcą. Małe hobbicie stópki, idealne do masażu (aktywnego i pasywnego) i do..a zresztą, ami zobaczcie:)

V__6B6D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

Nie zawsze jest kolorowo; część ostatnia

27 sty

Na miękko

Dymanie na świeżym powietrzu, to osobna historia. Osobny rozdział. Coś, co jeszcze bardziej, niż mieszkaniówki zapewniało „tu i teraz” fast sex, fast orgazm.

Wracałem z zakupów. Ciepłe, sierpniowe popołudnie. Leniwie przemieszczałem się drogą krajową. Na tylnym siedzeniu leżały reklamówki, papierowe torby i gadżety z dużego centrum handlowego. Jadąc, za każdym razem, kiedy mijałem postać w kolorowym, kusym stroju, czułem lekki ból podbrzusza. Tak. Zasmakowałem w kolejnej potrawie, zakazanej dla przyzwoitych ludzi. Mój wewnętrzny potwór domagał się daniny. Każda mijana, śniada, młoda dziewczyna, włączała alarm w mojej głowie. Targały mną sprzeczne uczucia. Kiedy już przydrożna diva była za mną, to tak, jakbym część własnej słabości zostawiał za sobą. Jednocześnie, czułem żal, kolejna cipka, w której nie byłem.

Minąłem chyba już wszystkie. Koniec. Zawsze zastanawiała mnie pewna stacja benzynowa. Z punktu widzenia znawcy tematu, wprost stworzona do umiejscowienia towaru. A tu nic, kompletnie nic. Dojeżdżam so stacji. Nie wiem skąd, ale dosłownie na sekundę spojrzałem w lewo. Nie więcej niż dwieście metrów do stacji stoi szczupła postać. No tak. Patrzyłem ze złej perspektywy. Sama stacja nie ma żadnego cichego miejsca, do szybkiego numerku. Może sto pięćdziesiąt metrów jest las z polną dróżką i tu sytuacja wygląda inaczej, zupełnie  inaczej. Skręcam bez chwili zastanowienia. Zatrzymuję się przy szczupłej istocie. Brązowe oczy, śniada cera, młoda twarz, Bułgarka. Ładna. Krótko co i za ile. Nie za bardzo chce. Jest pięć po siedemnastej. Czyli koniec dniówki. Ostatecznie, mamy to załatwić szybko i sprawnie. Wsiada, dostaje kasę i jedziemy w las. Po kilkunastu metrach skręcam. Wysiadamy.

- To jak chcesz. – Jej wymowa jest z cudnym bułgarskim akcentem. Lubię to. Seksik od tyłu. Niecierpliwi się. To mnie nieco rozbija. Chcę ją dotykać, napawać się jej młodym ciałem. Tymczasem ona chce przyspieszyć maksymalnie. W ręku już trzyma sreberko – poznaję marka condomów z supermarketu. Chce założyć na zwiniętego fiuta gumkę.

- Zaczekaj. – Staram się nieco spowolnić tempo. – Musi się obudzić. Odwracam ją. Zsuwa niebieski jeansy. Jest smukła, zgrabna, jej pupa prosi się o moje dłonie. Kładę dłonie na jej pośladkach. O dziwo, mój kutas podnosi się, ale bardzo leniwie. Jestem zdziwiony. Nigdy nie miałem problemów ze sprzętem. Na studiach, bliżej końca, zaczęły się pojawiać opowieści o tym jak ten, czy tamten miał problemy z masztem, po dłuższym piciu. Ja nigdy. Ba, nawet miałem pewną strategię, dzięki której zdobywałem serca dziewczyn.

Kiedy już impreza zbliżała się do końca i wszyscy byli w krańcowym stadium upojenia. Miałem już na widelcu upatrzoną zdobycz. Cały mechanizm poległa na tym, żeby ją odłączyć od stada. Powody mogły być różne. Jeszcze jedno, ale z pewnością ostatnie piweczko u mnie. Posłuchanie muzyki, odprowadzenie ją do domu. Z reguły byliśmy już po baaardzo mokrych pocałunkach i po macanku. Kiedy już byliśmy sami, padało: tylko nie myśl, że coś będzie. Uśmiechałem  się i mówiłem coś w stylu: po takiej ilości alkoholu, z pewnością nie podziałam. Odpuszczaliśmy temat. Chwila rozmowy o niczym i znowu mokre pocałunki, pieszczoty. Nigdy nie parłem do przodu za wszelką cenę. Tak starałem się wymanewrować, że ręka nieświadomej mojego podstępu dziewczyny sama lądowała na moim usztywnionym już kroczu. I wtedy następowało najlepsze. Dziewczyna coraz zachłanniej dobierała się do rozporka i z tryumfem w głosie mówiła – czy ty widzisz co się dzieje? Ja nic nie odpowiadałem. Uśmiechałem się tylko. Wszystko potoczyło się samo. Patent stu procentowy. Nie ma się co oszukiwać. Każdy facet chce być najlepszym ruchaczem w galaktyce. Każda kobieta chce być niezwykłą wprost kochanką, która geja zmieni w heteryka.

Wtedy, w tym lesie, w to ciepłe, sierpniowe popołudnie, po raz pierwszy poczułem, że coś jest nie tak. Chuj nie stanął na rozkaz. Zniecierpliwiona szczuplutka Bługareczka chciała zakładać gumę. Na wpół miękkim kutasie gumka wyglądała komicznie. Przeraziłem się. Odwróciłem ją i próbowałem wsadzić ledwo unoszącego się kija w szparę. Na próżno. Rozpaczliwie jedną ręką zacząłem się brandzlować, drugą złapałem za kształtną dupę. Co jest? – Nie wiedziałem co tym sądzić. Zacząłem pocierać chujem o jej cipkę. Zanim się zorientowałem, spuściłem się na miękko. Zsunąłem gumkę i zawinąłem w chusteczkę. Diva odwróciła się i z lekkim uśmiechem odebrała zawiniątko. Co ciekawe, nie poczułem wstydu, zakłopotania, czy życiowej porażki. No może troszkę byłe zażenowany, ale bardziej targały mną: rozbawienie i żal, że nie zamoczyłem pędzla.

- No widzisz, jak świetna jesteś. – Tylko tyle byłem w stanie do niej powiedzieć. Nic nie powiedziała.

Odwiozłem ją na miejscówkę i pojechałem dalej. Nie wiem, co było powodem tego hydraulicznego niedomagania. Pośpiech, a może przesycenie tym wszystkim?

Najbardziej żałosny seks

Wieczór, kolejny wieczór przepełniony pustką. Włóczę się po mieście bez żadnego celu. Sprawdzanie ogłoszeń stało się moim nawykiem. Niczym prasa codzienna. Już nie skanowałem miasta. Teraz to był sport. Jeśli byłem akurat w danej dzielnicy, to szukałem ogłoszeń. Jak coś było w okolicy, to dzwoniłem i pytałem czy mogę za dziesięć minut podejść. Dziś też. Telefon, pytanie: można, odpowiedź: można. Przestałem nawet zwracać uwagę, kto jest na zdjęciach. Nic mnie nie interesowało. Seks też stał się czymś powszednim, czymś co niemal utraciło cały splendor.

Drzwi otworzyła kobieta w wieku trudnym do określenia. Trudnym dlatego, że przywitała mnie w ciemnym przedpokoju. Kiedy znaleźliśmy się w słabo oświetlonym pokoju, przyjrzałem się jej dokładniej. Po pięćdziesiątce. Raczej była szczupła, ale widać było już sflaczenie ciała i nadmiar tłuszczu. Jakby nie patrzeć była totalnie nieatrakcyjna lub wręcz odpychająca. Miałem już takie eksperymenty. Ale wcześniej, było to świadome, byłem ciekaw różnych cip. Starych, tłustych, młodych, ładnych, wszelkich. Dziś, uznałem, że to kolejny dowód na moje własne upodlenie. Stwierdziłem, że  nie chcę na nią patrzeć. Kiedy guma ładnie przylegała do penisa, powiedziałem, żeby się odwróciła. Wszedłem i zacząłem systematyczne ruchy. Moje myśli pochłonięte były tylko jednym. Jak bardzo popaprany jestem, że płacę za seks z taką istotą. Co ze mną jest nie tak. Kiedy już, zdawać by się mogło, sytuacja nie mogła być bardziej żałosna, usłyszałem:

-Taak, ooo, taak, Dobrze, dobrze, aaaahh, ooohhhh.

No nie. Jednak mogło być bardziej żałośnie. Jej sztuczne pojękiwanie odebrało mi resztki szacunku jaki do siebie miałem. Wyszedłem czym prędzej, starając się wszystko wywalić z pamięci.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

sekskac cz.2

13 cze

Chodzę po mieście. Bez celu. Bez żadnego planu. Odwiedzam księgarnie. Bardzo lubię odwiedzać księgarnie, biblioteki, czytelnie. Świat książek to kraina, gdzie mogę uciec. W świat dziwek uciekam przed otaczającą mnie rzeczywistością, a przed burdelowem uciekam w świat książek. To moja jedyna enklawa, tam jestem bezpieczny. Moi znajomi chodzą po marketach ze sprzętem elektronicznym, ja chodzę po  księgarniach. Kiedyś dorobię się małego domku z pomieszczeniem zaadaptowanym na małą bibliotekę. W prawdzie nie pierwszym miejscu jest cipka, ale zaraz po cipce, dobra książka. Gdyby jakiś jakiś złośliwy demon miał zniszczyć świat książek albo świat burdelowa, a ja miałbym wybrać, który z nich ma zostać. Byłbym doprawdy w kropce. Z trwogą patrzę jak złowrogie bóstwo cyfryzacji rośnie w siłę, a wolny świat klasycznej literatury kurczy z godziny na godzinę. Jest wiele scenariuszy końca świata. Dzień, w którym zamkną ostanią księgarnie i bibliotekę będzie dniem końca świata. Mojego świata.

Przeglądam albumy podróżnicze w Empiku. Lubię podróże, lubię nowe miejsca. Podnoszę wzrok znad książki. Przy półce z romansami stoi dziewczyna. Jest niska, ma miedziano-rude włosy, które kończą się za uchem. Ubrana jest w czarną sukienkę. Nie jest jej gorąco? – Zastanawiam się. Chwila namysłu. Odkładam książkę. Podchodzę do półki z romansami. Rozglądam się.

- Przepraszam. Widzę, że z wprawą przeglądasz książki, możesz mi coś polecić na prezent?

Tekst niewyszukany, ale skuteczny. Rozmawiamy o książkach. Ma na imię Aga. Jest sympatyczna i roześmiana. Pozytywna osóbka. Studiuje politologie i jest dwa lata młodsza. Spacerujemy pół godziny po Empiku. Wędrujemy między książkami, prasą i płytami. Odprowadzam ją na przystanek autobusowy. Kiedy zostaje sam, zastanawiam się, czy mogłem ją pocałować. Pewnie tak, dlaczego więc tego nie zrobiłem. Nie wiem.

Idę do budki z kebabem. Kawałki mięsa, warzywa i sos. To wszystko wciśnięte w bułkę działa jak paliwo. Z każdym kęsem, czuję, jak wracają mi siły. Po raz kolejny w arcymistrzowki sposób zmarnowałem dzień. Kiedy nabieram sił, po jedzeniu, ogarnia mnie coś nas kształt niepokoju. Zaczynam iść przed siebie.. Muszę znaleźć chwilę ukojenia. Jakąś przystań, która da mi chwilę ukojenia. Po prostu idę przed siebie. Patrzę w swój telefon. Numer nowo poznanej dziewczyn. Kto wie, może coś z tego będzie. Nie należy masturbować się przeszłością, nie należy również zbytnio zamartwiać się o przyszłość. Liczy się teraz. Mam też inne numery. Prze oczami staje zakurzone mieszkanko, gdzie przyjmują trzy stare kurwy. Myśl o tym działa niczym środek uspokajający. Wyszukuję numer. Staram się nie zapisywać :tych” numerów, ale ten jakoś mam. Po prostu. Wszystko dzieje się samo. Telefon, rozmowa. Co, za ile. Jak jato znam. Docelowy, szary blok jest oddalony o minimum dwa kilometry. Zastanawiam się, czy wziąć taksówkę. Jednak nie. Idę chodnikiem, chłonę porę dnia, która popołudnie zmienia w wieczór. Mam do przejścia całą ulicę. Myślę o studiach, życiu, miłości i wszystkim pomiędzy. Dlaczego, ze wszystkich ludzi, akurat ja jestem na to skazany. Dlaczego mnie los skazał na poszukiwanie wiecznych doznań. Nie wiem, jak to się stało, ale wiem, że jestem w tym świecie i raczej zawsze w nim będę. Moje zachowanie nie ma zbyt wiele wspólnego z logiką. Z reguły na dziwki chodzą ludzie z kilku powodów. Po zakrapianej imprezie, bo żona albo dziewczyna nie chce zrobić tego albo tamtego. Najbardziej przyziemny powód, to wsadzić kutasa w szparkę ładniejszą niż ta dostępna. Ja tak nie mam. Chyba nigdy nie miałem. Kiedy byłem jeszcze nieśmiałym debiutantem w tym świecie, szczupła, elegancka dziweczka spytała: „Dlaczego taki chłopak przychodzi do agencji?” To był komplement, ale wtedy tego nie zrozumiałem. Odpowiedziałem coś speszony. A później, a później to już samo się potoczyło. Kolejne wyprawy, kolejne ekscesy. Dlaczego to trwa do tej pory? Nie wiem. Na pewno oprócz doznań, w pewien sposób reperuje mojego ego wielkości kontynentu. Lubię, jak wśród znajomych krążą niepotwierdzone opowieści, co i gdzie wyprawiam. Lubię zaciekawienie w oczach dziewczyn. Kiedy się poznajemy, kiedy patrzy na miłego faceta, który potrafi zacytować piosenkę, interesująco rozmawiać. Swoje zainteresowanie okazuje bez skrępowania, ale nie ma w tym śladu chamstwa, czy nachalności. I jednocześnie ten sam miły facet oddaje się rozpuście w zakazanych spelunach. Ten dysonans poznawczy, który wręcz wylewa się z kobiecych oczu jest upajający.

Docieram na mieście. Dzwonię i po chwili wyjmuję z portfela ustaloną kwotę. Drzwi otwiera ciemnowłosa, postawna kobieta. Po trzydziestce, czy raczej pod czterdziestkę. Rozmowa ogranicza się do minimum. Kiedy widzę ją nago, jej fizyczność jest spójna Duże cycki, szerokie biodra, dosyć szerokie, jak na kobietę ramiona sprawiają, że sprawia wrażenie dużej kobiety. Krzak nieco przycięty, ale okazały. Chwila pieszczot, fiut stanął mi na rozkaz, bez żadnych ceregieli. Zakłada gumę i kładzie się na plecach. Wchodzę w nią spokojnie. Poruszam się w niej spokojnie. Doznaję czegoś, co jest dosyć dziwne. Jestem podniecony i seks nieuchronnie doprowadzi mnie do szczytu. Jednak każde pchnięcie, działa kojąco, uspokaja. Patrzę na twarz dziwki pode mną. Zwyczajna stara baba. Nie podoba mi się , ale jednocześnie, to właśnie ona idealnie pasuje do układanki. Bez niej ten seks nie były taki kojący. Po kilkunastu minutach dochodzę. Spokojnie, bez fajerwerków. Dopiero teraz odzyskałem równowagę po wczorajszym pijaństwie.

Wychodzę z klatki. Jest po osiemnastej. Minął dzień, minął kac

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

sekskac

02 cze

Moje oczy z trudem budzą się do życia. Każdy ruch gałek ocznych przyprawia mnie o wręcz niemożliwy ból głowy. „Kac morderca, nie ma serca” – powiedział mi kiedyś żul prosząc o dwa złote. To prawda, nasi bracie mniejsi – żulowie, znają te prawa, bardziej niż inni. Zaczęło się niewinnie. Grill, kiełbasa, znajomi i piwo, dużo piwa. Z trudem siadam na łóżku. Kiedy siadam, przez głowę przejeżdża mi pociąg. Moja głowa waży co najmniej kilka kilogramów więcej, niż zazwyczaj. Odór piwa i spalonej kiełbasy czuć w całym pokoju.  A może to ode mnie? Nie wiem. Poranna toaleta orzeźwia mnie, jednak ból głowy zostaje. Kiedy wycieram się ręcznikiem, czuję się słaby. Potrzebuję zastrzyku energii. Każdy normalny człowiek, zjada śniadanie, pije kawę albo jakiś specyfik mający na celu zneutralizowanie skutków dnia wczorajszego.  Jest też inny sposób, na przeżycie kaca. Wyczerpany organizm zmusza się do jeszcze jednego, intensywnego wysiłku.

Dawno temu, kiedy byłem na pierwszym roku studiów, starałem się wraz z moją koleżanką z roku pogrupować seks. No bo cóż, seks seksowi nie równy. I tak pogrupowaliśmy seks. Na ten wieczorny i poranny, na spontaniczny i zaplanowany, romantyczny, waniliowy i ostry. Gniewny seks, seks „na zgodę”, seks z litości i w ramach pocieszenia. Ta lista zdawała się nie mieć końca. Aż dotarliśmy do seksu na kacu. TO bardzo ciekawe zjawisko, a żadne pisemka dla frustratów i frustratek o nim nie piszą. Nadwyrężony alkoholem organizm zdobywa się na jeszcze jeden wysiłek. Reakcje chemiczne pustoszą ciało, które podwójnie osłabione ulega prawdziwemu wyciszeniu.

Wycierając resztki wody, zaczynam intensywnie myśleć o orgazmie. Jest już prawie lato, ciepło, piękna pogoda. Fiut sam prosi o porcję świeżego mięsa. Mógłbym zadzwonić do Kaśki. Kaśka to moje ruchadełko, zero emocji, nawet odrobiny sympatii, tylko seks. Sportowy, bez komplikacji , bez cienia uczucia. Jakoś nie dzwonię. Spacer będzie lepszy. Wychodzę na świeże powietrze niosąc ciężką głowę. – Jednak mnie nie puściło. – Mówię sam do siebie.

Godzinę, może dwie, szwendam się po mieście. Stwierdzam, ze miło będzie dojść. Ale chcę czegoś nowego. Numer telefonu do jakiegoś mieszkanka wypełnionego kurwiszonami nie jest problemem. Przyjmuje w centrum. Dotarcie do centrum zajmuje mi kilka minut. Tutaj ludzi jest więcej. Letnie stroje, pot i wysoka temperatura, to wszystko ugadza moje zmysły. W oczy rzuca się duża liczba palących kobiet. Ponownie dzwonię. Docieram na miejsce. Drzwi otwiera ładna blondynka po trzydziestce. Ma na sobie zwiewną haleczkę. Chwilę rozmawiamy, po czym kierujemy się w stronę rozłożonej sofy. Seks jest przyjemny, dynamiczny. Podniesione ciśnienie niezbyt dobrze wpływa na moją głowę, ale to nic. Dosyć szybko dochodzę. Kiedy szczytuję uderzenie bólu odciska się w moje głowie. Po wszystkim, ból głowy ustaje. Jestem jeszcze bardziej osłabiony, niż rano. Ogarnia mnie delikatne oszołomienie. Kiedy wychodzę z klatki kontrast chłodu bijącego od jeszcze nie nagrzanych murów i słonecznego ciepła rozleniwia mnie. Najchętniej zasnąłbym na jakiejś ławce.

CDN

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zasady na szlaku

30 maj

Kraina burdelowo.

Przemierzając krainę, podobnie jak na szlakach górskich trzeba przestrzegać zasad. Burdelowo, niczym najwspanialsze ośmiotysięczniki, może dostarczyć niezapomnianych wrażeń, ale na nierozważnych czyha wiele niebezpieczeństw.

Przez lata, spędzone na dziwkarskim szlaku wypracowałem pewne reguły. Spis zasad.

1. Zawsze w gumie

Zasada kardynalna. Bo grać można długo, ale trzeba grać bezpiecznie. O ile obciąganko bez gumiaka można zaakceptować, to seks tylko „w”. Co do francuskich zabaw, znam przypadki z forum, gdzie Szwagier został „draśniety” nieumytym zębem i skończyło się na antybiotykach. Najdziwniejsze jest to, że wiele osób ignoruje tę zasadę.  Co do dziewczyn, bywa różnie. Jedne są głupie i nieodpowiedzialne, inne chcą zarobić (jednocześnie będąc głupimi i nieodpowiedzialnymi) i za seks „bez” biorą więcej. Czasem dziwka wiedząc, że jej organizm jest trawiony przez chorobę celowo poszerza ofertę, mszcząc się na anonimowych okurwieńcach. Później w mediach, co jakiś czas wypływa, że jakaś prostytutka zarażała celowo. Na Forum, jednak każdy rozsądny Szwagier przestrzega reguł i zachęca do tego innych.

2. To tylko handel

Seks to jedna z najintymniejszych dziedzin życia. Trzeba jednak pamiętać,  że seks  za pieniądze, to tylko wymiana handlowa, usługa. Nic więcej, nic mniej. Przynosimy do burdelowa pieniądze, przynosimy i zostawiamy. W zamian dostajemy wrażenia estetyczne, sporą dawkę doznań i kilka innych rzeczy, np. terapeutyczną rozmowę, odprężenie, chwilę zapomnienia. Pod żadnym względem nie należy przekraczać tej handlowej granicy i wchodzić w jakieś układy towarzyskie. A już skrajną głupotą jest inwestycja emocjonalno-uczuciowa. Film „Pretty Women” jest świetny, ale to film.

3. Nie prowokować

Jeśli chcemy z gry wyjść cało, nie możemy prowokować głupich sytuacji. Do najbardziej powszechnych głupot należy odwiedzanie burdelowa po pijaku. Nie wiedzieć czemu wśród facetów utarło się, że po mordzie można dostać tylko w agencjach, a na mieszkaniówkach panuje luz, bluz. Otóż nie. Mieszkania, to też burdele i też mają opiekunów. Jestem w stanie postawić duże pieniądze, że niemal każde mieszkanie jest obstawione. Medialny kit, o studentkach dorabiających cichaczem w wynajmowanych mieszkaniach. jest po prostu…medialnym kitem. To marketingowy trick, pomagający podreperować ego niektórym klientom. W końcu nie idą na dziwki, tylko zaliczają studentkę (jakby studentka nie mogła być kurwą).  Kolejna sprawa. Często jesteśmy świadkami kampanii edukacyjnych: jak obronić się przed kieszonkowcami. Podstawowa zasady brzmi nie prowokować łatwo dostępnym portfelem. W burdelowie jest podobnie. Nigdy nie wyjąłem portfela przy dziwce. Przez telefon ustalam co i za ile. Na miejscy wyjmuję z kieszeni wyliczoną kwotę. Niby burdelowo, nieco się ucywilizowało i niw ma już krojenia klientów, ale lepiej na zimne dmuchać.

4. Żadnych imion, żadnych nazwisk

Punkt będący pochodną punktu drugiego. Oczywiście, tu panuje pewna dowolność, ale ja trzymam się swoich zasad. Nie mówię jak mam na imię, tz. mówię, ale kłamię. Co do profesji, też kłamię. Ktoś powie kłamca, paranoik. Być może, ale wchodzimy w światek, który tak do końca nigdy nie będzie zgłębiony i pewne sprawy zostawiamy na zewnątrz, podobnie z doznaniami, pewne zostawiamy wewnątrz. Do tego dodać należy jeden fakt – burdelowo, to siłą rzeczy kontakt z ludźmi, nigdy nie mamy pewności, jak ktoś może wykorzystać wiedzę, o naszej, nazwijmy to, pozalekcyjnej aktywności.

5. Burdelowo, to dodatek, nie danie główne

Dziwka, to rodzaj seksualnego fast fooda. Burdelowo „tak”, ale tylko wtedy, gdy mamy seks w formie towarzyskiej. Jeśli byłoby inaczej, jesteśmy desperatami. Wiem, że wielu Szwagrów nie uznaje tej zasady, ale dla mnie jest ważna, może nawet najważniejsza. Zawsze (chyba) będę zwolennikiem i aktywnym uczestnikiem burdelowa, ale tylko na moich zasadach. To będzie usługa dodatkowa, a nie jedyna alternatywa.

6. Podziel się ze Szwagrami

Po pierwszym haju. ( o tym w następnym wpisie) Przychodzi czas, na chwilę zadumy. Trzeba się zastanowić, czy warto tracić czas i pieniądze. Tu przychodzi Forum, Szwagrowie. Najpierw czytamy, później sami piszemy. Dostosowujemy się do porad, sami udzielamy i tak się toczy ten nasz hermetyczny światek.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii