RSS
 

Archiwum - Wrzesień 8th, 2017

Kolejna odsłona początku cz. 5

08 wrz

Jednocześnie, tak, jakby wszystko to odbywało się poza mną. Wróciła blondynka, owinięta w jasny ręcznik.

- Zaraz zrobię odpowiednią atmosferę.

Podszedłem do niej i zacząłem głaskać po udach, powoli wsuwając rękę pod ręcznik. Skóra jej ud podziałała jak reklamowane teraz wszędzie środki na potencję, stanął natychmiast.

- Ej, ej, jeszcze nie. Siadaj sobie.  – Jej głos, nadal miękki i przyjazny, jednak pojawił się w nim nutka apodyktyczności. Wyłączyła światło i pstryknęła przełącznik przy łóżku. Zapaliły się niebieskie światła przy łóżku i nad stolikiem, który stał pod ścianą. Faktycznie klimat był, niczym na planie Playboy Club. Blondi przykucnęła przy odtwarzaczu z małymi kolumienkami, który leżał na podłodze. Kiedy znajdowała się w tej pozycji, ręcznik podwinął się, ukazując większość jej uda. Patrzyłem jak zahipnotyzowany, ponownie podszedłem i zacząłem gładzić jej udo. Byłem złakniony jej ciała.

- Wiesz, jak wymienić tu baterie? To masz, wymień. -  Nie czekała na moją odpowiedź, tylko wręczyła mi dwa paluszki. Ewidentnie, wiedziała, jak zająć moje ręce. Przemknęło mi przez głowę, że być może dałem się oskubać, bo dałem już kasę, a akcji żadnej nie było. Jeśli tak miało być rzeczywiście, to faktycznie byłaby to jedna z bardziej kosztownych lekcji. Wymieniłem baterie. Nie bardzo wiedziałem co dalej, dlatego ograniczyłem się do krótkiego „już”.

- Ok., dzięki, to usiądź sobie.

Posłusznie usiadłem na łóżku. Blondynka podeszła do odtwarzacza i wcisnęła ”play”. Z dwóch kolumienek zaczęły rozbrzmiewać jakieś przeróbki dancowe. Ściągnęła ręcznik i rzuciła go na fotel. Była w samej bieliźnie. Nie jakieś przesadnie skąpej, ani wyzywającej, ale gustownej, zalotnej. Odwróciła się do ściany, stanęła w lekkim rozkroku opierając się o ścianę. Kiedy popatrzyłem na jej pośladki, miedzy którymi znikał sznurek stringów, zapadłem w trans. Tymczasem moja gospodyni w rytm muzyki przykucnęła, rozkosznie wypinając tyłek. Patrzyłem jak urzeczony. Jej wijące się ruchy, spowodowały, że praktycznie krew z całego układu znalazła się w jednym miejscu. Odwróciła się, jej dłonie zaczęły błądzić po jej ciele, co w połączeniu z jej ruchami jeszcze bardziej mnie nakręcało. Jej spojrzenie stało się inne, nieco bardziej wulgarne, ale też nienaturalne. Tak, jakby założyła maskę. Nie przestając się dotykać, zdjęła stanik. Dobrze mieć rację. Jej cycki były anatomicznym kunsztem. Nie za duże, nie za bardzo sterczące, w sam raz. Ekstra. Powoli podeszła do mnie i zaczęła tańczyć niecały centymetr od moich kolan. Widząc moje zbliżające się ręce, delikatnie dała mi po łapach. Obróciła się tyłem. Widząc jej wirującą dupcię, nie mogłem się powstrzymać i zanurkowałem miedzy jej pośladkami, czułem na nosie materiał jej majtek. Odwróciła się i pogroziła palcem.

- Jeszcze nie.

Jej plas trwał jeszcze kilka chwil, nie wiem ile konkretnie. Nie zauważyłem też, kiedy zsunął mi się ręcznik, którym byłem owinięty. Uzmysłowiła mi to diva, która co jakiś czas, niby niechcący  trącała sterczący korzeń.

- Wstań. – Zaciekawiony, co będzie dalej, podniosłem się z łóżka. Zamieniliśmy się miejscami. Teraz ja stałem, a ona siedziała. Sięgnęła pod poduszkę, jej ręka powróciła z małym kwadratowym sreberkiem. Niespiesznie, rozerwała opakowanie i wyciągnęła prezerwatywę. Spokojnie nakładała na mój nabrzmiały organ. Fiut powoli zniknął w jej ustach, jej głowa wykonywała minimalne ruchy, ale usta sprawiły, że musiałem stawić czoło (no może niekoniecznie czoło) nowej fali doznań. Przestała.

- Chcesz mnie zerżnąć, czy… – T.. – chciałem odpowiedzieć – czy chcesz się ze mną kochać – dokończyła pytanie.

- Kochać – odpowiedziałem. – Zalotnie podniosła brwi – zerżnąć – poprawiłem się. Zaśmiała się. Zorientowałem się, że na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, nie w tym miejscu, nie w tym czasie. Podsunęła się na brzeg łóżka, uniosła nogi i ściągnęła majtki. Chciałem rzucić się na jej cipkę, chciałem ją pożreć. – My my – pokręciła przecząco głową. Uniosła nogi i wyprostowała je, tak, że tworzyły literę V. Wszedłem w nią. Moje ruchy, początkowo chaotyczne, z czasem stały się miarowe niczym krok janczarów. Było po prostu nieziemsko. Oddech blondynki stawał się głębszy, głośniejszy. Kiedy na chwilę się zatrzymałem, wysoka dziewoja, sprawnie wysunęła mojego fiuta z siebie i odwróciła się na brzuch. Teraz od pasa w górę leżała na łóżku, a jej nagi swobodnie opadały na podłogę. Wszedłem w nią od tyłu. Teraz zacząłem spokojnie, miarowo, ale każda minuta, naszego stosunku, pchała mnie w stronę chaosu. Moje ruchy coraz szybsze, coraz bardziej chaotyczne, pełne ekspresji, pasji. Oddech blondyny zamienił się w pojękiwanie. Przez moment, nasz akt tak nas pochłonął, że odeszło w zapomnienie, gdzie jesteśmy, że każde z nas ma swoją rolę, dziwki i klienta. Liczyło się tylko, co było w chwili obecnej – ładunek doznań, który nieuchronnie musiał wybuchnąć. Nasze wyprostowane ręce złączyły się, uścisnąłem jej dłoń, oddała uścisk. Fala ekstazy nadciągała, nic nie mogło jej powstrzymać. Doszliśmy razem w akompaniamencie naszych urwanych krzyków. Poczułem jej skurcze na swoim kutasie. Kiedy wstrząsnął nami ostatni dreszcz. Przywarliśmy do siebie. Pocałowałem ją w miejsce, gdzie szyja przechodzi w ramiona. Powoli uniosłem się i z niej wyszedłem. Spojrzałem na mojego najwierniejszego przyjaciela i nie wiedziałem co powiedzieć. Z mojego fiuta zwisał strzęp lateksu. Condom pękł. Diva odwróciła się i zobaczyłem przerażenie na jej twarzy. Usiadła okrakiem i zobaczyłem resztki mojego nasienia wypływającego z jej pochwy.

- O Jezu, o nie. – Jej głos zaczął się łamać. Zaczęła pochlipywać.

- Jak to się stało? – Mój głos, może się nie łamał, ale też byłem spanikowany. Pierwszy raz w życiu pękła mi prezerwatywa i to jeszcze w takiej sytuacji. Owładnęły mną tysiące czarnych scenariuszy. Nie wiedziałem co zrobić. Chciałem stąd jak najszybciej uciec.

- Fuck, lałeś we nie i nie czułeś? – Wyrzut w głosie dziwki, dolał oliwy do ognia.

- I co teraz? Czy za to jest jakaś dopłata? – Nie wiem czemu, ale pomyślałem o scenie z „Poranku kojota” Inie zmroziło. Szybko się ubrałem i zacząłem nerwowo chodzić po pokoju, zerknąłem na okno, którego do tej pory nie zauważyłem. Nie jest wysoko, w razie czego – pomyślałem.

- Co? Nie. Ale..Boże. Nie jesteś na nic chory?

- Nie.

Na chwile zapadło milczenie. Oboje dokończyliśmy ubieranie.

- Czy z powodu tego wypadku będziesz miała jakieś nieprzyjemności? – Nie wiedziałem co powiedzieć, było mi jej szkoda, siebie mi było szkoda. Nieciekawa sytuacja.

- Nie, mamy okresowe badania, jeśli którejś wyjdzie coś nie tak, to musi odejść. Jeśli pojawiłaby się ciąża, dostajesz adres lekarza i tyle. Na pewno nic nie masz?

- Na pewno.

Okazało się, że to jej pierwszy tydzień w pracy. To tłumaczyło dlaczego jej zachowanie sprawiało wrażenie nakładania maski. Wymiana kilku zdań, otworzyło między nami pewne wrota, zaczęliśmy rozmowę. Jedyną w swoim rodzaju. Coś więcej niż rozmowa przyjacielska, coś więcej niż wizyta u terapeuty, czy spowiedź. Ktoś, kiedyś powiedział, że to u dziwki mają miejsce najbardziej szczere i terapeutyczne rozmowy, to prawda. Opowiedziała mi o sobie, jak trafiła tu za pośrednictwem koleżanki, że jej się jak na razie podoba, że rzuciła policealną szkołę farmaceutyczną. Ja opowiedziałem jej o tym, że zaczynam studia, że jestem zakochany w koleżance z liceum i w związku z tym jestem nieco bezradny. Dziwne, ale była pierwszą i jedyną osobą, której przyznałem się do mojej bezradności uczuciowej, przyznałem się do tego, że tak w głębi serca boję się, tego, że zostanę odtrącany. Jej diagnoza była wygłoszona ciepłym przyjacielskim głosem, ale nie brzmiała dla mnie pocieszająco. Udzieliła mi wtedy lekcji, prawdziwej i przydatnej, choć wtedy ją zanegowałem.

- Jeśli dziewczyna nic do ciebie nie czuje, to nie będziecie razem i nic na to nie poradzisz. Musisz się z tym pogodzić. – Jej spojrzenie było koleżeńskie, nie było w niej nic z profesjonalnej kochanki. Powiedziała to tak po prostu, ot koleżeńska rada.

Przyznałem się jej, że tak naprawdę nie wiem, co tutaj robię, dlaczego, akurat ja mam bzika na punkcie burdelowa, dlaczego to wszystko tak wygląda. Dla mojej rozmówczyni sytuacja była prosta, moje zafascynowanie burdelowem, było moją pokrętną drogą na znalezienie miłości.

- Zaczynasz studia, wiem, że jesteś zakochany w tej dziewczynie z liceum, ale zobaczysz, poznasz dziewczynę, w której się zakochasz równie mocno i wtedy nie będziesz chciał odwiedzać agencji.

Nie wiem ile rozmawialiśmy, dziesięć, może piętnaście minut. Stukanie do drzwi było sygnałem, że już czas.

Oboje wstaliśmy, coś się zmieniło. Popatrzyliśmy sobie w oczy. Zbliżyła się do mnie pocałowała mnie w policzek.

- Było mi z tobą dobrze. Pa

- Cześć

Kiedy wyszedłem na zewnątrz, musiałem ochłonąć. Do mieszkania miałem spory kawałek, ale nie brałem taksówki. Nie przerażała mnie już nieciekawa okolica. To był jeden z tych momentów w życiu, gdzie czujesz, że nic nie może się stać. Jakbyś był w magicznej mydlanej bańce, która chroni. Dodtarłem do mieszkania sporo po północy.

- Dopierdolą ci na mieście i tak rozpoczniesz studiowanie. – Misza okazał mi swoją troskę.

Za jakieś dwa tygodnie spotkałem chłopaków.

- I jak byłeś? – To pytanie było pierwsze.

- Byłem – odparłem tak po prostu

- Taa, byłeś – drwiąca mina Lukiego nie zrobiła na mnie wrażenia. – Wziął numer, żeby przyszanować, jakie ma kontakty w mieście.

Nic nie odpowiedziałem, uśmiechnąłem się tylko. Wiedziałem, że jesteśmy z różnych planet i nic tego nie zmieni.

Co do licealnej miłości, miała rację:

link

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo