RSS
 

Kolejna odsłona początku cz.4

06 wrz

Neon zdawał się zapraszać. Kontury liter na czerwonym tle były obietnicą, były pokusą. Za nimi kryło się to wszystko, o czym przyzwoici ludzie mówili półgębkiem, a co mnie fascynowało od niepamiętnych czasów. Zrobiłem kilka kroków do przodu, przeszedłem na drugą stronę ulicy. Stałem pod neonem. Przede mną stała kamienica, dwupiętrowa, w socrealistycznym stylu. Drewniane drzwi, z niewielką szybką, w kształcie wąskiego prostokąta, sprawiały wrażenie masywnych. Mały, biały przycisk umiejscowiony po prawej stronie, na wysokości wzroku, był jedynym sposobem na dostanie się do środka. A więc wszystkie burdele z zewnątrz wyglądają podobnie – pomyślałem. Wszystko w dziwny sposób przypominało moją pierwszą wizytę w tej krainie. Nacisnąłem przycisk. Drzwi otworzyły się, a ja ujrzałem uśmiech ciemnowłosej kobiety.

- Dobry wieczór. – Starałem się nadać swojemu głosowi, a także wyrazowi twarzy wyraz pewnego znużenia i pewnej rutyny, abym mógł wyglądać na bywalca. Nie wiem, z jakim skutkiem, ale pewnie mizernym.

- Dobry wieczór. Zapraszam. – Uśmiech kobiety pozostawał niezmiennie profesjonalnie miły.

Wszedłem do środka. To, co ujrzałem, nie przypominało pierwszego, tego typu lokalu. Od razu dało się zauważyć, że ten lokal znajduje się co najmniej oczko wyżej w hierarchii. Niedaleko drzwi były dwa schodki w dół. Po prawej znajdował się bar,  za którym stała kobieta w wieku trudnym do określenia. Przy barze siedziały trzy dziewczyny i jeden zwalisty, łysogłowy misio, któremu biceps rozciągał, niemal rozrywając rękaw koszulki. Reszta pomieszczenia wypełniona była stolikami i sofami. W centralnym punkcie zainstalowana była, na podeście, błyszcząca rura. Całość skąpana w niebieskiej poświacie, wszystko jakby lekko przydymione, chociaż nigdzie nie widać dymu. Gustowny lokal. Ja robiłem szybki rekonesans, a towarzystwo patrzyło na mnie. Ich lekko uśmiechnięte miny nieco odebrały mi i tak nadwątloną pewność siebie. Wtedy nie bardzo rozumiałem, jaki może być powód ich uśmiechów. Dopiero z czasem zrozumiałem, że byłem wtedy dwudziestoletnim szczylem, którego fizjonomia z pewnością nie wskazywała na to, bym był bywalcem takich miejsc.

Doświadczenie, choć niewielkie nauczyło mnie, że najlepiej przejść od razu do sedna, bez zbędnych rozmów i kurtuazji, bo akurat, w takich miejscach, kurtuazja, kosztuje. Z trzech kobiet przy barze, moją uwagę przykuła blondynka. Wysoka, ładna, w sukience, która w tym oświetleniu sprawiała wrażenie turkusowej. Wszystko to, moje spostrzeżenia, przemyślenia, rekonesans, trwały niecałą minutę, czas, który poświęciłem na pokonanie dwóch stopni i dojście do baru. Bardzo chciałem pokazać, jaki to ja nie jestem obyty w takich miejscach, jednak nie za bardzo mi to wychodziło. Podszedłem do blondynki.

- Można panią prosić? – Nie wiem, czy istnieje bardziej głupi tekst, ale nic mądrzejszego nie miałem pod ręką. Blondynka z lekkim uśmiechem patrzyła na mnie.

- Mnie? – Spytała wciąż się uśmiechając. Jej koleżanki były bardziej rozbawione. Pani za barem, wydawała się najbardziej rozbawiona.

- Ale pan szybki i zdecydowany – mówiła to, a jej twarz wyrażała szczery ubaw i odrobinę kpiny. – Idź. Uregulowałem należność, z góry. Blondynka wstała z barowego stołka. Okazało się, że jest odrobinę wyższa ode mnie. Jeszcze raz rzuciłem na nią okiem. Tak, zdecydowanie wybór był przedni. Wysoka, z ładną twarzą, zgrabne, długie nogi, częściowo zakryte sukienką. Spojrzałem na dekolt, zarysowania kształtów na tkaninie, zdawały się obiecać, że niedługo moim oczom ukażą się ładne, spore piersi.

- To chodźmy. Blondi zwróciła się do mnie i skierowała się w stronę sof. Okazało się, że za ścianą, która tak, jakby przedzielała pomieszczenie na dwie strefy, znajdują się schody na górę. Idąc za blondi, niczym wierny psiak, pokonywałem każdy stopień. Na piętrze były dwa albo trzy pokoje. Weszliśmy do środkowego.

- Możesz zdjąć kurtkę i bluzę. Na końcu korytarzu jest łazienka. Ręczniki są na fioletowej półce. Jak wrócisz, to ja pójdę. – Wyjaśniała wszystko miękkim głosem.

Zdjąłem kurtkę, bluzę i buty. W skarpetkach poczłapałem do łazienki. Łazienka wyłożona była dużymi płytkami w kolorach białym i czarnym. To połączenie kolorów, wraz z dużą kabiną prysznicową, sprawiało wrażenie ekskluzywnego wykończenia. Rozebrałem się i wszedłem do kabiny. Strumień ciepłej wody był przytulny, dodawał otuchy. Kiedy spłukałem resztki żelu spojrzałem na fioletową półkę, Kilka ręczników ułożonych w kostkach, jeden na drugim. Sięgnąłem po pierwszy, ale cofnąłem rękę. Wziąłem czwarty od góry. Uznałem, że będzie mniej zmacany. Poczłapałem z powrotem do pokoju, zostawiając ślady wody na korytarzu.

- Usiądź sobie i poczekaj, ja zaraz wrócę.

- Ok.

Kiedy zostałem sam, rozejrzałem się po pokoju. Stolik, dwa fotele, duże, wysokie łóżko, lustro na ścianie. Pokój pomalowany był na kolor ciemnoczerwony, co zdawało się być nieco agresywnym akcentem. Tak właśnie wyobrażałem sobie pokój w przyzwoitej agenturze. Siedziałem na łóżku, owinięty ręcznikiem. Stan oczekiwania podniecał mnie, ale przede wszystkim dominowało we mnie zaciekawienie. Zaciekawienie i brak jakiegokolwiek strachu, czy obaw. Coś we mnie mówiło mi, że jestem tu, gdzie i tak bym trafił. Jestem tu, gdzie jestem, bo tak po prostu musi być. Nie można uciec od przeznaczenia, a moim było być wtedy właśnie w tym pokoju. Całym sobą chłonąłem każdą molekułę tego doświadczenia.

CDN.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Burdelowo

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz