RSS
 

Kolejna odsłona początku cz. 2

25 sie

- Jesteś tu? – Luki, nieco spedalony skejcik i graficiarz, wrzeszczał do telefonu.  – Taa, wkręcasz. Wiesz co? Jak jesteś w mieście, to za ile możesz być na przystanku pod blokiem.

- Za dziesięć minut.

- Taa! Teraz to już kitujesz! Grasz w chuja, jak Zorro!

Nie wiedział, nie mógł widzieć, że zapamiętałem adres, który mi podał, gdy razem siedzieliśmy w knajpie, a później długie godziny włóczyliśmy się po naszym rodzinnym mieście. Nie mógł wiedzieć, że właśnie stoję dwieście metrów od przystanku i w osiedlowym sklepie kupuję papierosy i gumy. Rozerwałem folię pokrywającą kartonik z papierosami, wyciągnąłem jedną rolkę z tytoniem i spokojnie odpaliłem. wolniutko, noga, za nogą poszedłem w kierunku szarego bloku, gdzie mieszkało moje towarzystwo.

- Wyjrzyj przez okno. – Blond łepetyna pojawiła się na balkonie usytuowanym na dziewiątym piętrze. Nawet z chodnika dostrzegłem uśmiech. Uniesiona wysoko ręka zwiastowała początek wieczoru. Luki, Młody i Adaś. Moi koledzy z rodzinnych stron. W pierwszych dziesięciu minutach naszego spotkania, uciskom i „piątkom” nie było końca. I wciąż powtarzane pytanie: „co ty tu robisz?”. Kiedy atmosfera powitania opadła. Zgodnie, niejako za swoim instynktem ruszyliśmy po piwo. Trunek, odpowiedni do powitań i długich rozmów, a na takie się zanosiło. Przede wszystkim mieliśmy opić mój początek nowego etapu. Bo, z całą pewnością zaczynało się coś nowego, coś wspaniałego. Kiedy staliśmy przed sklepową ladą, na twarzy każdego z nas gościł uśmiech, radość, świeżość, wręcz, nie zawaham się tego użyć: niewinność. Jedna z tych chwil, które zostają w nas. Nawet nie z powodu ludzi obok mnie, nigdy nie byłem z chłopakami specjalnie blisko. Później też, widywaliśmy się sporadycznie. Chodziło o pewien stan, pewien nieuchwytny stan, który dostrzega się później, kiedy bezpowrotnie przepadnie. Kiedy wyszliśmy z osiedlowego sklepiku, usta nam się nie zamykały. Wypytywałem chłopaków co i jak. Oni chętnie opowiadali mi, jak się sprawy mają. Idąc chodnikowym zawijasem, mijaliśmy ludzi, którzy niespiesznym spacerem celebrowali niedzielne popołudnie. Patrzyli na nas z  ciekawością, a może z irytacją. W końcu czterech głośnych młodzianów, może zakłócić niedzielny spokój. Weszliśmy do klatki i odrapaną, starą windą udaliśmy się na dziewiąte piętro.

       Mieszkanie było dwupokojowe. Mniejszy pokój zajmował Adaś. W większym mieszkali Młody i Luki. Całe mieszkanie było typowym mieszkaniem, które wynajmuje się studentom. Nieco niski standard. Dawno nie remontowane, bez szału, ale też bez nadmiernej obskurności. Trzem studentom, którzy radość do życia czerpali z każdego dnia, to w zupełności wystarczało. Z satysfakcją odnotowałem, że mieszkanie, które ja wynajmowałem, miało wyższy standard. Mniej „komunistyczny”. Odleciały pierwsze kapsle o butelek z piwem. Podważane łyżkami, zapalniczkami, bądź czymkolwiek. Wspominać za bardzo nie mieliśmy co, bo stosunkowo nie dawno widzieliśmy, ale tematów i tak znalazło się pod dostatkiem. Studia, niedawno matura, życie, perspektywy, plany i marzenia. To wszystko, wtedy wydawało się takie poważne i takie namacalne. Nikt nie przypuszczał, że za kilka lat wszystko się pozmienia i każdemu życie napisze swój scenariusz. Tematem, którego nie mogło zabraknąć, były oczywiście dziewczyny. Okazało się, że Młody, ma prawie dziewczynę, Luki, jak sam określił, nie spotkał takiej, która spełniałaby standardy. Adaś, coś tam potakiwał, ale zrozumiałem, że argument tłumaczący, dlaczego nikogo nie ma, zabrał mu Luki, dlatego nie wypowiadał się zbyt wiele. Cholera wie skąd pojawił się temat dziwek. Co ciekawe, według relacji chłopaków ktoś tam był. Jak się okazało, chłopaki wiedzieli, że są takie przybytki, co istotne było ich więcej niż u nas. Według relacji chłopaków, jacyś ich znajomi po mocno zakrapianej imprezie wybrali się, i już prawie skorzystali z oferowanych usług, ale nie mieli kasy i  nieco się spietrali. Słuchałem tego wszystkiego, z wyostrzonymi zmysłami. Moja twarz pokryta leniwym uśmiechem, nieco zamroczona piwem, była doskonałym kamuflażem żywego zainteresowania wspomnianym tematem. No i Młody nawet wziął od nich numer do burdelu – zakończył relację Luki. Młody uśmiechnął się nieśmiało, jak to miał w zwyczaju. Przyjrzałem mu się. Tak. Z całej tej trójki Młody, jako jedyny miałby na tyle jaj, żeby odwiedzić krainę Burdelowo. Jeszcze raz ogarnąłem wzrokiem całą trójkę. Adaś z Lukim, to takie małe chujki, dosłownie i w przenośni. Dosłownie dlatego, że jeszcze w czasach liceum, kiedy często piątkowe popołudnia spędzało się na posiadówach w naszym pubie, miała miejsce rozmowa, którą na nieszczęście prowadzących dialog wszyscy przy stole zapamiętali. Nikt nie wie dlaczego, ale nagle z ust Lukiego padło do Adasia: nie martw się Paweł (Paweł, bo Adaś, to ksywa), obaj mamy małe chuje, ale jakieś dupy sobie znajdziemy. Na moment czas się zatrzymał. Wszyscy spojrzeli na chłopaków, na siebie i na chłopaków. Mina młodego, zaskoczone rozbawienie, była bezcenna. Troszkę pośmialiśmy się, ale nikt nie gnębił chłopaków z powodu wyznania Lukiego.  Dużo mają do powiedzenia, ale w rzeczywistości, mało by zrobili. Co innego Młody. Młody, był zawsze spokojny i cichy. Niewiele mówił, ale za to mądrze. Nie był teoretykiem, jak się za coś zabierał to na serio. Jeśli zaczynał czytać jakąś książkę, to choćby miała osiem tomów, nie robił przerw i nie odpuszczał. Teraz, w „tych” sprawach, też wiedziałem, że jeżeli podjąłby decyzję, że idzie do burdelu, to nie cofnąłby się. Ale nie poszedł. Nawet nie zbliżył się do takich miejsc. On sam pewnie stwierdziłby, że może ze strachu, może z innych powodów. W rzeczywistości, był na to zbyt porządny. Był po prostu przyzwoitym człowiekiem, z jasno wykreślonymi granicami. A w jego kodeksie, przyzwoity człowiek nie chadzał do takich miejsc. Koniec, kropka.

- To może jakieś dupconko zorganizujemy. – Adaś mocno wstawiony, wyciągnął telefon z kieszeni. Nie wiem, jak to się stało, że oprócz piw, które wypiliśmy, pojawił się inny alkohol. Jak to w takich sytuacjach bywa, po prostu. Pomysł Adasia spotkał się z dużą aprobatą nas wszystkich. Mieliśmy się udać do knajpy z piłkarzykami, tam spotykali się studenci z wydziału chłopaków. Tam spotkaliśmy się z ich koleżankami. Rozmowa o niczym, partia przy stole z nabitymi na ruszt plastykowymi sportowcami. Nawet w stanie sporego upojenia, w stanie, jakim się znajdowałem, dotarło do mnie szybko, że nikt z nas nie porucha w tym odcinku. Relacje chłopaków z dziewczynami, w żadnym wypadku nie mogły doprowadzić do, jak to Adaś ładnie określił „dupconka”. Pozostało dalej pić.

Do swojego mieszkania dotarłem bardzo późno. Rano zaspałem na uroczyste rozpoczęcie roku akademickiego, niby nic nie znaczące wydarzenie, ale dziwnie chodziło za mną uczucie, że ten pierwszy, w gruncie rzeczy, nic nie znaczący występek jest swoistą wróżbą, mojej kariery studenta. Następnego dnia zaczęły się już zajęcia i tak rozpoczął się nowy rozdział. Ale czy na pewno w pełni się rozpoczął?

CDN

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Burdelowo

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz