RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2017

Kolejna odsłona początku cz. 2

25 sie

- Jesteś tu? – Luki, nieco spedalony skejcik i graficiarz, wrzeszczał do telefonu.  – Taa, wkręcasz. Wiesz co? Jak jesteś w mieście, to za ile możesz być na przystanku pod blokiem.

- Za dziesięć minut.

- Taa! Teraz to już kitujesz! Grasz w chuja, jak Zorro!

Nie wiedział, nie mógł widzieć, że zapamiętałem adres, który mi podał, gdy razem siedzieliśmy w knajpie, a później długie godziny włóczyliśmy się po naszym rodzinnym mieście. Nie mógł wiedzieć, że właśnie stoję dwieście metrów od przystanku i w osiedlowym sklepie kupuję papierosy i gumy. Rozerwałem folię pokrywającą kartonik z papierosami, wyciągnąłem jedną rolkę z tytoniem i spokojnie odpaliłem. wolniutko, noga, za nogą poszedłem w kierunku szarego bloku, gdzie mieszkało moje towarzystwo.

- Wyjrzyj przez okno. – Blond łepetyna pojawiła się na balkonie usytuowanym na dziewiątym piętrze. Nawet z chodnika dostrzegłem uśmiech. Uniesiona wysoko ręka zwiastowała początek wieczoru. Luki, Młody i Adaś. Moi koledzy z rodzinnych stron. W pierwszych dziesięciu minutach naszego spotkania, uciskom i „piątkom” nie było końca. I wciąż powtarzane pytanie: „co ty tu robisz?”. Kiedy atmosfera powitania opadła. Zgodnie, niejako za swoim instynktem ruszyliśmy po piwo. Trunek, odpowiedni do powitań i długich rozmów, a na takie się zanosiło. Przede wszystkim mieliśmy opić mój początek nowego etapu. Bo, z całą pewnością zaczynało się coś nowego, coś wspaniałego. Kiedy staliśmy przed sklepową ladą, na twarzy każdego z nas gościł uśmiech, radość, świeżość, wręcz, nie zawaham się tego użyć: niewinność. Jedna z tych chwil, które zostają w nas. Nawet nie z powodu ludzi obok mnie, nigdy nie byłem z chłopakami specjalnie blisko. Później też, widywaliśmy się sporadycznie. Chodziło o pewien stan, pewien nieuchwytny stan, który dostrzega się później, kiedy bezpowrotnie przepadnie. Kiedy wyszliśmy z osiedlowego sklepiku, usta nam się nie zamykały. Wypytywałem chłopaków co i jak. Oni chętnie opowiadali mi, jak się sprawy mają. Idąc chodnikowym zawijasem, mijaliśmy ludzi, którzy niespiesznym spacerem celebrowali niedzielne popołudnie. Patrzyli na nas z  ciekawością, a może z irytacją. W końcu czterech głośnych młodzianów, może zakłócić niedzielny spokój. Weszliśmy do klatki i odrapaną, starą windą udaliśmy się na dziewiąte piętro.

       Mieszkanie było dwupokojowe. Mniejszy pokój zajmował Adaś. W większym mieszkali Młody i Luki. Całe mieszkanie było typowym mieszkaniem, które wynajmuje się studentom. Nieco niski standard. Dawno nie remontowane, bez szału, ale też bez nadmiernej obskurności. Trzem studentom, którzy radość do życia czerpali z każdego dnia, to w zupełności wystarczało. Z satysfakcją odnotowałem, że mieszkanie, które ja wynajmowałem, miało wyższy standard. Mniej „komunistyczny”. Odleciały pierwsze kapsle o butelek z piwem. Podważane łyżkami, zapalniczkami, bądź czymkolwiek. Wspominać za bardzo nie mieliśmy co, bo stosunkowo nie dawno widzieliśmy, ale tematów i tak znalazło się pod dostatkiem. Studia, niedawno matura, życie, perspektywy, plany i marzenia. To wszystko, wtedy wydawało się takie poważne i takie namacalne. Nikt nie przypuszczał, że za kilka lat wszystko się pozmienia i każdemu życie napisze swój scenariusz. Tematem, którego nie mogło zabraknąć, były oczywiście dziewczyny. Okazało się, że Młody, ma prawie dziewczynę, Luki, jak sam określił, nie spotkał takiej, która spełniałaby standardy. Adaś, coś tam potakiwał, ale zrozumiałem, że argument tłumaczący, dlaczego nikogo nie ma, zabrał mu Luki, dlatego nie wypowiadał się zbyt wiele. Cholera wie skąd pojawił się temat dziwek. Co ciekawe, według relacji chłopaków ktoś tam był. Jak się okazało, chłopaki wiedzieli, że są takie przybytki, co istotne było ich więcej niż u nas. Według relacji chłopaków, jacyś ich znajomi po mocno zakrapianej imprezie wybrali się, i już prawie skorzystali z oferowanych usług, ale nie mieli kasy i  nieco się spietrali. Słuchałem tego wszystkiego, z wyostrzonymi zmysłami. Moja twarz pokryta leniwym uśmiechem, nieco zamroczona piwem, była doskonałym kamuflażem żywego zainteresowania wspomnianym tematem. No i Młody nawet wziął od nich numer do burdelu – zakończył relację Luki. Młody uśmiechnął się nieśmiało, jak to miał w zwyczaju. Przyjrzałem mu się. Tak. Z całej tej trójki Młody, jako jedyny miałby na tyle jaj, żeby odwiedzić krainę Burdelowo. Jeszcze raz ogarnąłem wzrokiem całą trójkę. Adaś z Lukim, to takie małe chujki, dosłownie i w przenośni. Dosłownie dlatego, że jeszcze w czasach liceum, kiedy często piątkowe popołudnia spędzało się na posiadówach w naszym pubie, miała miejsce rozmowa, którą na nieszczęście prowadzących dialog wszyscy przy stole zapamiętali. Nikt nie wie dlaczego, ale nagle z ust Lukiego padło do Adasia: nie martw się Paweł (Paweł, bo Adaś, to ksywa), obaj mamy małe chuje, ale jakieś dupy sobie znajdziemy. Na moment czas się zatrzymał. Wszyscy spojrzeli na chłopaków, na siebie i na chłopaków. Mina młodego, zaskoczone rozbawienie, była bezcenna. Troszkę pośmialiśmy się, ale nikt nie gnębił chłopaków z powodu wyznania Lukiego.  Dużo mają do powiedzenia, ale w rzeczywistości, mało by zrobili. Co innego Młody. Młody, był zawsze spokojny i cichy. Niewiele mówił, ale za to mądrze. Nie był teoretykiem, jak się za coś zabierał to na serio. Jeśli zaczynał czytać jakąś książkę, to choćby miała osiem tomów, nie robił przerw i nie odpuszczał. Teraz, w „tych” sprawach, też wiedziałem, że jeżeli podjąłby decyzję, że idzie do burdelu, to nie cofnąłby się. Ale nie poszedł. Nawet nie zbliżył się do takich miejsc. On sam pewnie stwierdziłby, że może ze strachu, może z innych powodów. W rzeczywistości, był na to zbyt porządny. Był po prostu przyzwoitym człowiekiem, z jasno wykreślonymi granicami. A w jego kodeksie, przyzwoity człowiek nie chadzał do takich miejsc. Koniec, kropka.

- To może jakieś dupconko zorganizujemy. – Adaś mocno wstawiony, wyciągnął telefon z kieszeni. Nie wiem, jak to się stało, że oprócz piw, które wypiliśmy, pojawił się inny alkohol. Jak to w takich sytuacjach bywa, po prostu. Pomysł Adasia spotkał się z dużą aprobatą nas wszystkich. Mieliśmy się udać do knajpy z piłkarzykami, tam spotykali się studenci z wydziału chłopaków. Tam spotkaliśmy się z ich koleżankami. Rozmowa o niczym, partia przy stole z nabitymi na ruszt plastykowymi sportowcami. Nawet w stanie sporego upojenia, w stanie, jakim się znajdowałem, dotarło do mnie szybko, że nikt z nas nie porucha w tym odcinku. Relacje chłopaków z dziewczynami, w żadnym wypadku nie mogły doprowadzić do, jak to Adaś ładnie określił „dupconka”. Pozostało dalej pić.

Do swojego mieszkania dotarłem bardzo późno. Rano zaspałem na uroczyste rozpoczęcie roku akademickiego, niby nic nie znaczące wydarzenie, ale dziwnie chodziło za mną uczucie, że ten pierwszy, w gruncie rzeczy, nic nie znaczący występek jest swoistą wróżbą, mojej kariery studenta. Następnego dnia zaczęły się już zajęcia i tak rozpoczął się nowy rozdział. Ale czy na pewno w pełni się rozpoczął?

CDN

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Kolejna odsłona początku

17 sie

Studia. Mało kto dziś wie, że studia, z założenia, mają być czasem, kiedy adept danej dziedziny, zgłębi ją. Pozna tajniki, a jego poziom kompetencji w tej dziedzinie będzie daleko głębszy, niż poziom średni. Jeśli taki żak, ma wystarczająco sprawny intelekt, to oprócz swojej podstawowej dziedziny, zaczerpnie wiedzy z innych źródełek. Po czasie, jaki został dany na ten etap nauki, wychodzi człowiek inteligentny, obyty, mający własne zdanie, nie wstydzący się go i umiejący go obronić. A przede wszystkim wychodzi specjalista w danej dziedzinie. Tak było, kiedyś, tak powinno być, w wymarzonym świecie. Dziś studia, to symbol, pijaństwa, chamstwa, zdziczenia obyczajów. Żeby było gorzej, w kwestii kwalifikacji, po ukończeniu dowolnej uczelni, w przygniatającej większość przypadków, student, to nieudacznik, cymbał, i głupek. Głupek, który nie tylko nie wie nic o świecie (poza newsami z serwisów plotkarskich), ale, co gorsze, nie wie kompletnie nic w dziedzinie, z której dumnie obnosi się z tytułem. Stąd kolejni ludzie określani kapitałem ludzki sprawnie operują na zmywakach w UE.

       Nie wiem, czy ze mną było tak samo. Częściowo na pewno, a częściowo nie. Dostałem się na wymarzony kierunek, w mieście, gdzie miałem znajomych. Jak u większości młodzieńców, głowa nie mogła pomieścić moich wszystkich marzeń. Skoro byłem na ekonomii, to moja przyszłość, musiała być związana z GPW, a może nawet z Wall Street. Szeroko wtedy opisywane fundusze inwestycyjne z Nowego Jorku, pobudzały zmysły. Kiedy czytałem o tłustych premiach, jakie otrzymywali, moi przyszli koledzy po fachu za oceanem, byłem pewien, że wybór kierunku mojej edukacji, z pewnością był słuszny. Nie przyszło mi do głowy, że najpoważniejsza przeszkoda, jaką będę musiał pokonać, to ta we mnie. Tak bardzo wizja nowojorskiego brokera stanęła mi przed oczami, że zapomniałem o drodze, jaką do wymarzonej pozycji muszę pokonać. Drodze, która zaczynała się tu, w tym momencie. Mimo całego entuzjazmu, nigdzie nie mogłem odnaleźć zainteresowania studiami. Owszem interesowało mnie wiele rzeczy, ale najmniej edukacja. Zupełnie, jakby mi ktoś obcy wybrał przypadkowy kierunek studiów. Ponieważ byłem typowym dwudziestolatkiem, byłem głodny wszystkiego, co mnie otacza. Młodzieńcza ciekawość, pazerna ciekawość, nie jednego młodziana wyprowadziła na manowce. Jedni zostali tam tylko jakiś czas, a innym całe życie zleciało na manowcach. Ciekawość i wiara w dwa dogmaty: wszystko jest możliwe i świat jest mój, to najlepiej charakteryzuje ten okres w życiu człowieka. Tak, to jest ten czas, pamięć którego, pamięć choćby najmniejszej cząstki z tamtych lat, czyni z nas optymistów na starość.

       Ja sam byłem kolejnym egzemplarzem, takim właśnie radośnie naiwnym egzemplarzem. Tylko, ten egzemplarz miał pewną skazę, wadę. Gdzieś obok tej młodzieńczej świeżości i urzekającej ciekawości świata, nosiłem w sobie cień. Inny rodzaj ciekawości. Mroczną ciekawość. Skosztowałem pewnego owocu. Owocu nie zakazanego, owocu nie zatrutego, ale owocu nadgnitego. Owocu zepsucia, płatnych doznań, nieczystości. Jeśli same doznania można porównać do owocu, to z pewnością świat do doznań za pieniądze, jest swego rodzaju nadpsuciem tego najsmakowitszego owocu.  To właśnie kraina rozkoszy za pieniądze, sprawiła, że owoc doznań zaczął fermentować, a jego smak odurzył mnie, niczym przednie wino. Moje pierwsze wizyty w krainie burdelowo, zostawiły ślad, zostawiły uchylone pewne drzwi. To właśnie przez te drzwi, zacząłem nieśmiało zaglądać i zadawać sobie pytanie, co mnie za nimi czeka. A może to kraina burdelowo wyjrzała zza tych drzwi i kiwnęła na mnie zachęcająco palcem? Nie wiem.

           Pierwsze trzy dni, w nowej rzeczywistości, to lawina nowych spraw. Wprowadzenie do wynajętego mieszkania. Poznanie współlokatorów, rozeznanie w topografii miasta. Stawienie czoła nowej rzeczywistości. Teoretycznie miałem nieco łatwiej. Dzielnicę dalej, mieszkali moi znajomi. Z mojego rodzinnego miasta. Nieco starsi, ale nie na tyle, żeby się nie znać. Była niedziela, następnego dnia uroczyste rozpoczęcie roku akademickiego miało dać początek czemuś nowemu. Nie bardzo miałem pomysł na popołudnie, dlatego wystukałem numer w telefonicznych kontaktach.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Odpieprzcie się od seksu

08 sie

Co jakiś czas w mediach można przeczytać artykuł, który generalnie dotyczy dowolnej sprawy, spraw społecznych, polityki,czy czegoś innego. Piszący jednak, sprytnie wplata w tekst jakąś luźną analizę dotyczącą seksu. Schemat wygląda najczęściej tak: przywołuje się najczęściej ogólną prawdę, np. Satysfakcjonujące pożycie wpływa dobrze na zdrowie psychiczne, później komentuje się czyjąś postawę i następuje podsumowanie: ” no tak, jakby TAM było u niego wszystko jak należy, to byłby normalny, a tak, to wszyscy widzimy jak jest.”

Dlaczego stary, poczciwy seksstał się obuchem, do walenia adwersarzy? Ano dlatego, że każdy z nas, niezależnie od światopoglądu czy życiowej filozofii, ma w sobie świntuchami, który lubi zajrzeć drugiemu pod kołdrę. Przyjęło się, że tak zwani turbokatole najczęściej grzmią : „łajdak, cudzolożnik”, i tak dalej. Dlaczego tak robią? Bo są hipokryzji albo zazdroszczą. Piszę, że tak się przyjęło , bo nie jest to wcale regułą.

To, co mnie uderza, to fakt, że takie podszyte seksem teksty, często wychodzą spod pióra ludzi uwazajacych się za ludzi liberalnych i otwartych. I tu mi coś nie gra. Brak pewnej logicznej spójności. Jeśli jestem otwarty i liberalny, to….No właśnie, co? Czy moja otwartość polega tylko na deklaracji, czy idzie za tym konkretną postawa? Jeśli rzeczywiście jestem otwarty, podchodzę do TYCH tematów bez nadmiernego emocjonalnego ładunku, to po cholerę wytykam innym co z nimi tak lub nie tak. Analizy naukowe zachowań seksualnych zostawiam profesorowi Starowiczowi.  Jeśli nie zgadzam się z czyjąś postawą, bądź poglądami, to staram się merytorycznie wykazać, z czym się nie zgadzam i dlaczego. Temat wyra mnie nie interesuje.

Ja sam siebie określonym nieco przewrotnie, jako konserwatywnego libertyna. Uważam, że jestem otwarty i nieekscytuję się tematami alkowy,jednoczesnie uważam, że każdy ma prawo do własnych poglądów i postaw w tej płaszczyźnie. Jeśli dana osoba chce zamanifestować swoją orientację tęczową flagą, to ma do tego prawo. Z kolei, jeśli ktoś ma zasady, że TE sprawy zostawia za drzwiami swojego domu i nie ma ochoty roztrząsać swojego życiaseksualnego, to wedle mojej skromnej oceny, też ma do tego prawo i nie ma co go na siłę „edukowac” i uczyć otwartości. mJakiś czas temu pewien poseł dał się przyłapać na locie w ciepłe miejsca z kobietą. Jak się okazało, nie że swoją żoną. Medialne tornado, wiało we wszystkich kierunkach, od „hańby” po „nic się nie stało”. Ja osobiście uznałem w/w posła za dzbana, który dał się złapać. Nic więcej, moralne rozterki pozostawiam innym.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

Porozmawiajmy o atrakcyjności

04 sie

Mój kolega, Przemek, to podwójny rozwodnik. Dwa małżeństwa, dwoje dzieci. Nieuchronnie zbliża się do czterdziestki, mieszka z rodzicami i zarabia w dorywczej pracy. Życiowy przegrany, można by rzec.

A jednak, z pewnych przyczyn, to gość, któremu nie jeden, zaliczający się do normalnych facetów, może zazdrościć. Przemek, zawsze miał zapał do podrywania kobiet. ZAWSZE. Zawsze był okrągłym chłopcem, którym do najprzystojniejszych nie należał. Teraz, gruby, zarośnięty, śmierdzący potem i widać na nim nadmiar wypitego alkoholu. Ale od początku. Zawsze, kiedy mijaliśmy jakieś dziewczyny, jeszcze w latach wczesnego dzieciństwa. Z ust mojego druha padało coś na kształt: „cipki rude”. Był nieprzejednany. Kiedy nieco podrośliśmy i szliśmy razem w miasto, nie przepuszczał żadnej dziewoi. „Cześć”, „znasz Kaśkę jakąś tam” to tylko jedne z łagodniejszych tekstów. Wtedy jeszcze nie bardzo rozumiałem o co chodzi. Nie znałem magicznego słowa podryw. On znał. Nie wiem, czy to fart, czy statystyka, ale w wieku dziewiętnastu lat został ojcem. Kontakt nam się urwał, kiedy poszedłem na studia. Słyszałem, że życie go przerosło, ale nie uszało mnie to. Czasem, kiedy w wyczynach seksualno-towarzyskich, można powiedzieć ścigałem się sam ze sobą nachodziła mnie myśl, czy już osiągnąłem jego level, czy może jeszcze nie. A może poszedłem dalej? Kiedyś spotkaliśmy się przypadkiem, dowiedziałem się, że jest po raz drugi żonaty.

Zderzyliśmy się ostatnio. Dwa rozwody na koncie. I, co najważniejsze, niekończący się apetyt na nowe dupy. Co prawda, teraz nie interesują go pojedyncze wsady, a raczej, jak to określa związki, ale wciąż ten sam chłopak. Pokazał mi fotki w telefonie dwóch swoich aktualnych wybranek. Trzydzieści dwa i dwadzieścia siedem lat. Nie jakieś kaszaloty, ale całkiem dobre dupy. Jak je wyrwał, nie mam pojęcia. Co ciekawe wie, która z koleżnek się rozwiodła, albo jest sama cały czas. Facet jest po prostu, niczym szalony naukowiec pracujący nad niezrozumiałą formułą. Biorąc pod uwagę, że to purchawa nasączona piwem, nasuwa się pytanie. Jak w świecie zdominowanym przez lifestylowe programy, gdzie na topie są wyepilowani solarmeni, ciągle rucha polska wersja Rona Jeremy`ego.

Ja sądzę, że pod powłoczką medialnego bełkociku o trendach w modzie i kosmetyce, w realnym świecie żyją prawdziwe, które chcą po prostu chłopa. A wszystkie porady i tipy odnośnie sztuczek w alkowie nijak się mają do tradycyjnego, swojskiego, dobrego rypania. Jak u Fredry.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii