RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2017

Co nas kręci, porozmawiajmy o fetyszach

30 sty

Fetysz. Oznaka czegoś fe, parafilia seksualna. Zawsze się zastanawiałem, czy faktycznie tak zwana większość normalnych ludzi faktycznie jest normalna. Jeśli przyjrzymy się temu z bliska, okaże się, że każdy ma w sobie ułamek fetysza.

Zacznijmy od tego, że każdy facet ma fiksacje. W skrócie można ją nazwać „cycki-dupa”. Być może paru zakłamanych zakichańców oburzy się i stwierdzi: co? Jak to? Ja nie jestem takim prymitywem. No gdzieżby:) Pamiętam audycję w radiu, gdzie redaktor katolickiego pisma nadymając się stwierdził: kobiece piersi są przede wszystkim dla dziecka! Kochanieńki, żeby te piersi mogły być dla dziecka, to najpierw ktoś musi to dziecko zrobić. I niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę, ale cycki w łowieniu przyszłego tatusia odgrywają dużą rolę. Mój przyjaciel, Misza, zawsze, po wypiciu kilku kieliszków oznajmiał: „jestem cyckomaniakiem”. Po takim wyznaniu następowało szczegółowe opisywanie, jakie są cycki idealne. Odpowiednio układając dłoń, Misza wyjaśniał jaki rozmiar powinna mieć kobieca pierś i jak powinna układać się w dłoni. Przyjmując owocową kwalifikację, chodziło mu o jabłka:)

Zostańmy jeszcze chwilę, przy kościelnych fetyszach. Moja koleżanka, o której pisałem wcześniej, zawsze z dumą podkreślała, że kobieta, powinna chodzić, jak kobieta. Miała na myśli spódnice i sukienki. Jak wyznała, kiedyś przy kawie, znajomy ksiądz powiedział powiedział jej kiedyś, że na tak ubrane (czyt. w sukienkę) kobiety, które są prawdziwymi kobietami, uwagę zwracają prawdziwi faceci, których, wiadomo kręcą tylko prawdziwe kobiety. Coś, jak sadzę z gatunku: prawdziwi ludzie, z prawdziwymi ludźmi. I co? Takie zafiksowanie na punkcie danego stroju, to co, jeśli nie fetysz. Ocenę wypada zostawić czytelnikom,.

Co do kobiecego stroju, to z pewnością elementem zasługującym na kilka słów jest bielizna. Oj, to prawdziwy raj, dla wszelkich fetoli. Ja osobiście przepadam, za gustowną, seksowną bielizną. Czarna, czerwona, granatowa, ciemnozielona. Taak. Jeśli dodamy do tego koronkę i odpowiedni krój, to krew sama spływa w odpowiednie miejsce. Kilka lat temu szedłem ze znajomym pasażem handlowym. Minęliśmy wystawę sklepu sprzedającego taki asortyment. – Jak będę miał dziewczynę, tak na dłużej i na serio,to będę tu zostawiał połowę wypłaty. – Zdanie, które wtedy usłyszałem, zapadło mi długo w pamięci.

Uważam, że każdy osobnik na tej planecie, kobieta, czy mężczyzna ma swoje fiksacje, małe i duże. Może chodzić o wzrost, tuszę, głos, cycki, dupę, fryzurę, cokolwiek. Ważne aby do takiej fiksacji podejść na luzie, ze śmiechem.

Kiedy poznałem Marabelkę, miała dosyć dużo walorów. Uroda Indianki, latynoski tyłeczek i kształtne cycki. Dopiero po czasie odkryłem u niej jeszcze jeden wabik…..stopy. Fetysz stóp, przez społeczeństwo uważany, za odchylenie od normy, mnie zawsze bardziej śmieszył, niż napawał odrazą. A jednak, kiedy zauważyłem, te hobbicie stópki, ze prawdziwym rozbawieniem uznałem, że mnie kręcą. Małe hobbicie stópki, idealne do masażu (aktywnego i pasywnego) i do..a zresztą, ami zobaczcie:)

V__6B6D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Trawiące myśli

 

Nie zawsze jest kolorowo; część ostatnia

27 sty

Na miękko

Dymanie na świeżym powietrzu, to osobna historia. Osobny rozdział. Coś, co jeszcze bardziej, niż mieszkaniówki zapewniało „tu i teraz” fast sex, fast orgazm.

Wracałem z zakupów. Ciepłe, sierpniowe popołudnie. Leniwie przemieszczałem się drogą krajową. Na tylnym siedzeniu leżały reklamówki, papierowe torby i gadżety z dużego centrum handlowego. Jadąc, za każdym razem, kiedy mijałem postać w kolorowym, kusym stroju, czułem lekki ból podbrzusza. Tak. Zasmakowałem w kolejnej potrawie, zakazanej dla przyzwoitych ludzi. Mój wewnętrzny potwór domagał się daniny. Każda mijana, śniada, młoda dziewczyna, włączała alarm w mojej głowie. Targały mną sprzeczne uczucia. Kiedy już przydrożna diva była za mną, to tak, jakbym część własnej słabości zostawiał za sobą. Jednocześnie, czułem żal, kolejna cipka, w której nie byłem.

Minąłem chyba już wszystkie. Koniec. Zawsze zastanawiała mnie pewna stacja benzynowa. Z punktu widzenia znawcy tematu, wprost stworzona do umiejscowienia towaru. A tu nic, kompletnie nic. Dojeżdżam so stacji. Nie wiem skąd, ale dosłownie na sekundę spojrzałem w lewo. Nie więcej niż dwieście metrów do stacji stoi szczupła postać. No tak. Patrzyłem ze złej perspektywy. Sama stacja nie ma żadnego cichego miejsca, do szybkiego numerku. Może sto pięćdziesiąt metrów jest las z polną dróżką i tu sytuacja wygląda inaczej, zupełnie  inaczej. Skręcam bez chwili zastanowienia. Zatrzymuję się przy szczupłej istocie. Brązowe oczy, śniada cera, młoda twarz, Bułgarka. Ładna. Krótko co i za ile. Nie za bardzo chce. Jest pięć po siedemnastej. Czyli koniec dniówki. Ostatecznie, mamy to załatwić szybko i sprawnie. Wsiada, dostaje kasę i jedziemy w las. Po kilkunastu metrach skręcam. Wysiadamy.

- To jak chcesz. – Jej wymowa jest z cudnym bułgarskim akcentem. Lubię to. Seksik od tyłu. Niecierpliwi się. To mnie nieco rozbija. Chcę ją dotykać, napawać się jej młodym ciałem. Tymczasem ona chce przyspieszyć maksymalnie. W ręku już trzyma sreberko – poznaję marka condomów z supermarketu. Chce założyć na zwiniętego fiuta gumkę.

- Zaczekaj. – Staram się nieco spowolnić tempo. – Musi się obudzić. Odwracam ją. Zsuwa niebieski jeansy. Jest smukła, zgrabna, jej pupa prosi się o moje dłonie. Kładę dłonie na jej pośladkach. O dziwo, mój kutas podnosi się, ale bardzo leniwie. Jestem zdziwiony. Nigdy nie miałem problemów ze sprzętem. Na studiach, bliżej końca, zaczęły się pojawiać opowieści o tym jak ten, czy tamten miał problemy z masztem, po dłuższym piciu. Ja nigdy. Ba, nawet miałem pewną strategię, dzięki której zdobywałem serca dziewczyn.

Kiedy już impreza zbliżała się do końca i wszyscy byli w krańcowym stadium upojenia. Miałem już na widelcu upatrzoną zdobycz. Cały mechanizm poległa na tym, żeby ją odłączyć od stada. Powody mogły być różne. Jeszcze jedno, ale z pewnością ostatnie piweczko u mnie. Posłuchanie muzyki, odprowadzenie ją do domu. Z reguły byliśmy już po baaardzo mokrych pocałunkach i po macanku. Kiedy już byliśmy sami, padało: tylko nie myśl, że coś będzie. Uśmiechałem  się i mówiłem coś w stylu: po takiej ilości alkoholu, z pewnością nie podziałam. Odpuszczaliśmy temat. Chwila rozmowy o niczym i znowu mokre pocałunki, pieszczoty. Nigdy nie parłem do przodu za wszelką cenę. Tak starałem się wymanewrować, że ręka nieświadomej mojego podstępu dziewczyny sama lądowała na moim usztywnionym już kroczu. I wtedy następowało najlepsze. Dziewczyna coraz zachłanniej dobierała się do rozporka i z tryumfem w głosie mówiła – czy ty widzisz co się dzieje? Ja nic nie odpowiadałem. Uśmiechałem się tylko. Wszystko potoczyło się samo. Patent stu procentowy. Nie ma się co oszukiwać. Każdy facet chce być najlepszym ruchaczem w galaktyce. Każda kobieta chce być niezwykłą wprost kochanką, która geja zmieni w heteryka.

Wtedy, w tym lesie, w to ciepłe, sierpniowe popołudnie, po raz pierwszy poczułem, że coś jest nie tak. Chuj nie stanął na rozkaz. Zniecierpliwiona szczuplutka Bługareczka chciała zakładać gumę. Na wpół miękkim kutasie gumka wyglądała komicznie. Przeraziłem się. Odwróciłem ją i próbowałem wsadzić ledwo unoszącego się kija w szparę. Na próżno. Rozpaczliwie jedną ręką zacząłem się brandzlować, drugą złapałem za kształtną dupę. Co jest? – Nie wiedziałem co tym sądzić. Zacząłem pocierać chujem o jej cipkę. Zanim się zorientowałem, spuściłem się na miękko. Zsunąłem gumkę i zawinąłem w chusteczkę. Diva odwróciła się i z lekkim uśmiechem odebrała zawiniątko. Co ciekawe, nie poczułem wstydu, zakłopotania, czy życiowej porażki. No może troszkę byłe zażenowany, ale bardziej targały mną: rozbawienie i żal, że nie zamoczyłem pędzla.

- No widzisz, jak świetna jesteś. – Tylko tyle byłem w stanie do niej powiedzieć. Nic nie powiedziała.

Odwiozłem ją na miejscówkę i pojechałem dalej. Nie wiem, co było powodem tego hydraulicznego niedomagania. Pośpiech, a może przesycenie tym wszystkim?

Najbardziej żałosny seks

Wieczór, kolejny wieczór przepełniony pustką. Włóczę się po mieście bez żadnego celu. Sprawdzanie ogłoszeń stało się moim nawykiem. Niczym prasa codzienna. Już nie skanowałem miasta. Teraz to był sport. Jeśli byłem akurat w danej dzielnicy, to szukałem ogłoszeń. Jak coś było w okolicy, to dzwoniłem i pytałem czy mogę za dziesięć minut podejść. Dziś też. Telefon, pytanie: można, odpowiedź: można. Przestałem nawet zwracać uwagę, kto jest na zdjęciach. Nic mnie nie interesowało. Seks też stał się czymś powszednim, czymś co niemal utraciło cały splendor.

Drzwi otworzyła kobieta w wieku trudnym do określenia. Trudnym dlatego, że przywitała mnie w ciemnym przedpokoju. Kiedy znaleźliśmy się w słabo oświetlonym pokoju, przyjrzałem się jej dokładniej. Po pięćdziesiątce. Raczej była szczupła, ale widać było już sflaczenie ciała i nadmiar tłuszczu. Jakby nie patrzeć była totalnie nieatrakcyjna lub wręcz odpychająca. Miałem już takie eksperymenty. Ale wcześniej, było to świadome, byłem ciekaw różnych cip. Starych, tłustych, młodych, ładnych, wszelkich. Dziś, uznałem, że to kolejny dowód na moje własne upodlenie. Stwierdziłem, że  nie chcę na nią patrzeć. Kiedy guma ładnie przylegała do penisa, powiedziałem, żeby się odwróciła. Wszedłem i zacząłem systematyczne ruchy. Moje myśli pochłonięte były tylko jednym. Jak bardzo popaprany jestem, że płacę za seks z taką istotą. Co ze mną jest nie tak. Kiedy już, zdawać by się mogło, sytuacja nie mogła być bardziej żałosna, usłyszałem:

-Taak, ooo, taak, Dobrze, dobrze, aaaahh, ooohhhh.

No nie. Jednak mogło być bardziej żałośnie. Jej sztuczne pojękiwanie odebrało mi resztki szacunku jaki do siebie miałem. Wyszedłem czym prędzej, starając się wszystko wywalić z pamięci.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Nie zawsze jest kolorowo cz. prawie ostatnia

25 sty

Cwana blondynka

Centrum miasta. Blok, jakich wiele, pewnie nikt nie kojarzy anonimowego mieszkanka z burdelem. Ruch uliczny, dziesiątki ludzi, którzy w zamyśleniu idą przed siebie. Anonimowe mieszkanie, jedno z wielu. Czasem wydawać by się mogło, że bywalcy burdelowa są, niczym pijacy przeniesieni w czasie i przestrzeni z okresu prohibicji. Albo jak hazardziści, którzy znają tajny świat karcianych melin. Znają inny wymiar w każdym mieście i miasteczku. Do tej grupy należę również ja.

Zbliża się godzina wyjścia z pracy. Rząd cyferek, dane osobowe, wszystko zbliża się do końca. Na dziś. Error. Brak połączenia. Oprócz mnie, znad komputerów głowy podnosi kilka zdezorientowanych korpoludów. No tak, awaria, kolejna. Trzyminutowy zamęt opanował koordynator projektu. Jasne decyzje: dziesięć minut przerwy, bez niepotrzebnego rozchodzenia się. Niecała godzina do końca pracy. Mija kolejne trzy minuty, w końcu pada decyzja. Do domu.

Chłodne powietrze ogarnia mnie przed wejściem do firmy. Staram się żyć według grafiku, dlatego ponadprogramowe czterdzieści kilka minut, nieco mnie rozbija. Mam tylko jeden scenariusz na zagospodarowanie tego czasu. Szybki przegląd Strony: lokalizacja – centrum. Mam. Szybka rozmowa przez telefon. Co i za ile. Pięć minut później już wciskam odpowiedni numer na domofonie. Jedną z rzeczy, która mnie niesamowicie kręci w tym świecie jest możliwość natychmiastowej realizacji niemal wszelkich zachcianek.

Drzwi otwiera blondynka, raczej przeciętna. Kiedy dłużej się jej przypatruję, dochodzę do wniosku, że jest kobietą o przeciętnej urodzie, która stara się zwiększyć atrakcyjność farbowaniem włosów i makijażem. Zadymiony przedpokój, obity boazerią przypomina mi w ilu takich mieszkaniach już byłem. Z przedpokoju można wejść do jednego z trzech pomieszczeń. W prawo, lewo lub prosto. Na lewo jest łazienka, na prawo coś na kształt pokoju stołowego, nieco mniejszy znajduje się naprzeciwko drzwi wejściowych. Diva wprowadza mnie do pokoju na wprost. Stary tapczan, w pomalowanym na seledynowo pokoju wydaje się zapraszać. Mówię, że biorę opcję najtańszą, tak, jak ustalaliśmy przez telefon. „Kwadransik” mówiąc żargonem Szwagrów. Kiwa głową i wyciąga rękę po pieniądze. Wręczam jej wyliczoną kwotę. Siadam wygodnie na tapczanie, Powoli zdejmując spodnie. Diva łapie mnie za Wacława.

- Połóż się wygodnie. – Kładę się na wysłużonym tapczanie. Patrzę w zabrudzony sufit. Moje myśli krążą wokół nowego projektu. Jeśli poprawki KNFu faktycznie wejdą w życie, będzie ciężej. Błogie uczucie rozchodzi się od mojego krocza po całym ciele. Na krótką chwilę nie myślę o firmie, o życiu. Koncentruję się tylko na impulsach, które dostarcza blondynka. Mijają chwilę, w mojego fiuta wpompowana została wystarczająca ilość krwi.

- Połóż się. – Chcę w nią wejść. Bez szaleństw, bez wymyślnych pozycji. Po prostu kilka dynamicznych pchnięć zakończonych orgazmem.

- W kwadransiku masz tylko francuza. – Co? No przecież co innego słyszałem dwadzieścia minut wcześniej. Trudno. Nie będę teraz wyjaśniał, bo jednak, to ona ma mojego kutasa między zębami. Ok. – spuszczę się w pyszczku. Też może być. Dalej leżę myśląc o niczym. Dziwka obrabia kija, co raz częściej wspomagając się ręką. Czuję, że powoli nadchodzi biała fala. Zastanawiam się, czy połknie, czy wypluje. Nagle przestaje ssać. Łapie ptaka tuż przy główce i nad wyraz sprawnie brandzluje. Zaczynam szczytować. Cały ładunek znalazł się na moim brzuchu. Co to ma być? – Moje oburzone myśli pozostają w mojej głowie, gdyż nie bardzo wiem, co powiedzieć cwanej dziwce.

- Trzymaj chusteczkę. – W moim kierunku zostaje wyciągnięta dłoń z kawałkiem papierowego ręczniczka. Odwraca się i zaczyna sprawdzać wiadomości w telefonie. To się nazywa łatwa kasa. Jestem zniesmaczony. Wycieram resztki nasienia z brzucha i rzucam papierowy ręcznik na koc. Coś mi się wydaje, że zostałem wydymany. Ciekawe, czy w tej branży, jako konsument, mógłbym złożyć skargę albo zażalenie. Wychodzę z mieszkania, jeszcze na klatce schodowej nie mogę się nadziwić, jak bardzo, to spotkanie byłe „nie tak”. Trudno, czasem też tak bywa.

 

Paranoja ufarbowana na blond

Od kilku tygodni nie zaglądam w zakazane rewiry. Koncentruje się na aktywności fizycznej, chciałbym przed czterdziestką zobaczyć kaloryfer na moim brzuchu. Zawsze odnosiłem wrażenie, że jestem indywidualnością, ale w kwestii ostatnich trendów, również popadłem w zachwyt nad wyrzeźbionym brzuchem. To nie tylko piękne zjawisko estetyczne, ale również wyraz uporu i ciężkiej pracy. Właściciel, czy też właścicielka pięknie wyrzeźbionego brzucha udowadnia sobie i innym, że potrafi o coś zawalczyć, coś wypracować. To o czymś świadczy. Podziwiam redaktora naczelnego jeden z największych gazet w kraju. Ten facet, nie tylko nie grzeszy urodą i urokiem osobistym, a jeśli wierzyć salonowym plotkom, cieszył i cieszy się bujnym życiem towarzyskim. Jedna z bardziej soczystych opowiastek głosi, że usnął z przyrodzeniem w ustach pięknej panienki z dobrego, warszawskiego domu. Bardzo chciałbym go poznać.

Ćwiczenia fizyczne mają mi pomóc w poskładaniu umysłu i duszy. Gdzieś, na gruzach mojej psychiki, niczym statek widmo pojawia się Dagna. Moja sercołamaczka, moja obsesja. Minęło już ponad dwa lata, a ja wciąż tkwię mentalnie w miejscu naszego wspólnego spaceru. Najłatwiej jest doradzać w sytuacjach sercowych: „zamień na lepszy model”, „znajdź sobie kogoś innego”. Te starte, niczym jeansy, banały są czymś w rodzaju złotych myśli. Problem zaczyna się, kiedy to my jesteśmy bohaterami sercowej historii. Wtedy możemy się przekonać, że wymienione wyżej porady, możemy swobodnie nawinąć na rolkę papieru toaletowego. Z dnia na dzień, czuję jak żądza we mnie wzbiera. Znam ten mechanizm. Można pracować nad silną wolą, nad samokontrolą, nad dyscypliną. Ponad tym wszystkim jest jednak jedno, nadrzędne prawo. Żądza zawsze zwycięży. Nie ma bardziej prawdziwego prawa. Tak po prostu jest. Kiedy napisał mi o tym jeden ze Szwagrów, byłem sceptyczny. Teraz jednak wiem.

Wieczór. Po gimnastyce, która zajęła mi nie więcej jak siedemdziesiąt minut, słucham nagrań hipnotycznych, które mają sprawić, że nie będę palił papierosów. Wiem, że powinienem wyłączyć komputer. Wyjść na spacer, pójść na piwo, na zakupy, gdziekolwiek. Zadzwonić do Iwony z działu reklamacji, umówić się na kawę i później…albo po prostu zmarszczyć Freda pod prysznicem. Nie robię tego. Dlaczego? Bo wiem, wiem, co się stanie. Moje palce same przesuwają się po klawiaturze. Strona. Nowe ogłoszenia. Wszystko dzieje się AUTOMATYCZNIE. Blondynka dwadzieścia osiem lat. Kilkukilogramowa nadwaga czyni z niej odrobinę zbyt postawną dzidzię. Może być. Samochód, bankomat. Po drodze telefon, z ustaleniami co i za ile. Ósme piętro, spokojna dzielnica. Lekko pukam do drzwi. Otwiera dziewczyna, od razu widać, że to ta sama, co na zdjęciach. Wchodzę, do całkiem schludnego mieszkania. Zaprasza mnie do sypialni. Jest ciemno, jedynym oświetleniem jest telewizor, w którym leci „3.10 do Yumy” z dwa tysiące któregoś. Idę po d prysznic. Wracam z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Diva idzie się odświeżyć. Rzuca mi badawcze spojrzenie.

- Coś jesteś dziwny. – Nie wiem jak odpowiedzieć na to stwierdzenie. Siadam na łóżku. Czekam, oglądając perypetie biednego farmera, który chce coś udowodnić synowi, zuchwałemu bandziorowi, a może przede wszystkim sobie. Wraca blondynka. Ręcznik chyba zielony, czyni z niej całkiem ponętną istotę. Znowu to dziwne spojrzenie.

- To co brałeś? – O co chodzi?

- Słucham? – Jej spojrzenie było z gatunku tych spojrzeń, które mnie najbardziej drażnią. Spojrzenie istoty głupiej, która w danym momencie jest przekonana o swojej mądrości.

- No, co brałeś? Jaką pigułę? Słuchaj, mnie nie nabierzesz. – Zaniemówiłem . Kwęknąłem coś od niechcenia. Sięgnąłem ręką do wnętrza jej uda. Liczyłem na to, że przejście do rzeczy zakończy jej durne dochodzenie. Odsunęła się.

- Jak tak chcesz grać, to nie ze mną.

- Co? – Zaczynałem się denerwować.

- Mówisz co brałeś, przecież widzę twoje źrenice. – Miałem ochotę huknąć na nią. Albo roześmiać się. Ty głupia kretynko, jesteśmy w ciemnym pomieszczeniu. Jedynym oświetleniem jest telewizor. Więc, kurwa, jakie mam mieć źrenice. Seks sterylny. Nie rusz, nie dotykaj, to nie, tamto nie. Po kilku prostych ruchach, od tyłu, nastąpił finał tej transakcji. Ubrałem się i bez słowa wyszedłem. Głupia cipa.

Jadąc samochodem, zadałem sobie pytanie, a co jeśli ona miała rację? Być może burdelowo jest moim narkotykiem, moim nałogiem i nie będąc tego świadomym zachowuję się jak ćpun. Jaka jest różnica między mną, a menelami skamlącymi o dwa złote. Ile razy robiłem mocne postanowienie poprawy, ile razy znajdowałem się na zakręcie? Czy kraina burdelowo, okazała się otchłanią? Otchłanią, która mnie wessała i wobec której miałem okazać się bezsilny? Na to pytanie miałem uzyskać odpowiedź w niedalekiej przyszłości.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Nie zawsze jest kolorowo cz III

20 sty

Lena blondynka

Miała na imię Lena. Jej burdelowe alter-ego. Szczupła, atrakcyjna blondynka. Zadbana, wydepilowana. Niewielkie cycki. Pewność siebie, która była dobrze udawana. Chyba, że faktycznie wierzyła w swoją urodę i profesjonalizm.

A wszystko zaczęło się od flirtu z Gosią. Gosia, średnio atrakcyjna dziewczyna z akademickiego duszpasterstwa. Na ekonomii szukała drogi do dobrze płatnej pracy, która będzie w zgodzie z Dekalogiem. Swoją postawą wywoływała śmiech albo irytację. Lubiłem ją i szanowałem, właśnie za to, że była niezłomna. Nasza znajomość była takim nieco dziwnym towarzyskim tworem. Flirt koleżeński, tak mógłbym to nazwać. Nigdy nie poczyniliśmy żadnych kroków do tego, aby coś się wykluło, ale okazje typu pożegnania, życzenia, powitania załatwialiśmy pocałunkiem w usta. Intuicyjnie czułem, że gdybym wykazał nieco inicjatywy zostalibyśmy parą. Nie chciałem tego. Była w niej pewna cząstka przyzwoitości, jakiś pierwiastek który zdawał się promieniować. Coś niezidentyfikowanego, co pokazywało wszystkim wokół, że Gośka jest ze szlachetniejszego kruszcu. Kolejny problem z Gośką, podobnie jak z jej koleżankami, był taki, że wszystkie one były cholernie apodyktyczne. Zauważyłem pewien mechanizm. Dziewczyny, młode kobiety, które wychowały się w tradycji chrześcijańskiej, z naciskiem na aktywność w różnych, przykościelnych organizacjach są irytująco nieustępliwe. Najprawdopodobniej bierze się to stad, że przez całe życie słyszały, jakimi są grzecznymi dziewczynkami i jak bardzo postępują właściwie. To wytworzyło w ich głowach pewną iluzję. Obraz po tytułem „Idylla”. Taka kobieta, w późnej młodości, czy też u progu dorosłości ma wszystko poukładane. Wie jak zachowywała się mama (to na przyszłość), wie jaki jest tato, to na teraz, aby szukać męża według szablonu. I najważniejsze wie jak ma się sama zachowywać, tj. jak do tej pory, bo zawsze była za to chwalona. Tak chce Siła Wyższa. Koniec i kropka. Nie ma pola do dyskusji, jak wyznała mi jedna takich dziewcząt: wie, że postępuje właściwie. Po prostu wie. Nieco inaczej jest z dziewczynami, które nie są tak krystaliczne i pewne grzeszki, mniejsze lub całkiem duże mają na sumieniu. Przede wszystkim są bardziej życiowe. Nie postępują właściwie, ale tak jak trzeba.

Mimo, pewnej odpychającej postawy, nie unikałem Gośki, nawet czasami popijaliśmy razem herbatę z goździkami. Na zajęciach ogłosiła, że jest post i należy iść wieczorem do kościoła. Jak można było się domyśleć, spotkała się ze ścianą śmiechu. Uznałem, że nie mam nic do roboty i mogę godzinę wieczorem poświęcić na wizytę w kościele. Nigdy nie byłem ultra katolikiem, ale drażnił mnie też prymitywny antyklerykalizm.

Oczywiście poszedłem. Punktualnie o osiemnastej byłem na mszy, w kościele. Spojrzałem przed siebie, kilka rzędów dalej, z przodu, siedziała Gośka. Na chwilę obejrzała się i wymieniliśmy zdawkowe uśmiechy. Pewnie była zadowolona, że przyprowadziła owieczkę. Nie wiedziała tylko jednego. To był czas mojej szczytowej aktywności w burdelowie. Byłem na bieżąco. Dorabiałem jako początkujący finansista i moje zarobki w połączeniu z finansową kroplówką rodziców pozwalały na dosyć wygodne życie. Duża część tych pieniędzy została wessana przez burdelowo. Miałem przeskanowane całe miasto. Dzielnice, ulice, wszystko. Gdziekolwiek szedłem, jechałem, cokolwiek robiłem, zaczynałem od Strony i Forum. Seks miałem w zasięgu ręki. Zawsze. Była w tym niesamowita moc. Moc, niemal natychmiastowej realizacji każdej zachcianki. I tym razem, tak było. Dosłownie kilkanaście metrów dalej była ona. Opisała się jako Lena. Dwie fotki, typu akt, na przedpokoju, zweryfikowane jako prawdziwe. Dwadzieścia trzy lata, blond włosy o średniej długości. Duża stawka, w porównaniu do innych, bo doznania też z pierwszej ligi.

Myśli kołatały mną całą mszę. Pozostało jeszcze nie więcej, niż piętnaście minut do końca. Nie wytrzymałem. Wyszedłem. Jeszcze będąc pod kościołem, zadzwoniłem. Pięć minut później byłem w dosyć ładnie urządzonej kawalerce. Otwarła blondynka, nieco zmanierowana. Procedura poszła w ruch. Kasa, prysznic i ruchanko. Ciekawy byłem, cóż takiego ma w ofercie, owa Lena. Lodzik, bez gumy, mechanicznie i bezpłciowo. Seks, tylko klasyk. Nie rusz, nie dotykaj, tego nie robi. Po kilku minutach sterylnego seksu, spuściłem się. Ubierając się, spytałem, czy długo przyjmuje. Odpowiedziała, że drugi miesiąc. Zapytana o wrażenia, odpowiedziała, że jest zadowolona.
- Wiesz, świadczę usługi na wysokim poziomie, więc nie każdego na mnie stać. Przychodzą tylko ludzie na pewnym poziomie. Jest ich niewielu, dlatego mam nawet sporo czasu.
Słuchałem i nie wierzyłem. Ta diva wykreowała taki Matrix, że nawet Gośka z koleżankami nie mogły się z nią równać.
Wróciłem pod kościół. Już po mszy, Gośka akurat kończyła rozmowę ze znajomymi. Podeszła do mnie.
- Gdzie zniknąłeś?
- Trochę się znudziłem, to wyskoczyłem po fajeczki.
- Oj, nie ładnie, nie ładnie. – Uśmiechając się pogroziła mi palcem. Poszliśmy na herbatę. Cały wieczór przegadaliśmy o życiu, studiach i perspektywach. Patrzyłem na nią i nie wiedziałem, czy pogardzać nią za totalny brak życiowej wiedzy, czy zazdrościć tego, że nie umazała się tym cały gównem.

Po powrocie nie omieszkałem wstawić odpowiedniego wpisu na Forum. Byłem drugą osobą, o takich odczuciach. Po moim wpisie w ciągu dwóch tygodni pojawiło się jeszcze dwa. W ciągu dwóch miesięcy diva zniknęła z miasta. Któryś ze Szwagrów natknął się na nią osiemdziesiąt kilometrów dalej, podziękował z usługę i wyszedł. Prawa rynku.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Nie zawsze jest kolorowo cz. II

16 sty

Mijały minuty, mój fiut, wciąż twardy i wyprężony, niczym poborowy, co chwilę znikał w ustach postawnej dziwy. Zaczęło być nudno. Chciałem się nią pobawić, posmakować tych cyców, wejść w nią. Zacząłem nieporadnie błądzić ręką po jej ciele. Szukałem dojścia do cycków, ale diva, leżąc bokiem, wsparta na moim udzie, nie ułatwiała mi tego. Chyba też się delikatnie znudziła, bo przerwała pracę ustami i zaczęła mnie brandzlować w sposób dosyć brutalny.

- Połóż się. – Nieśmiało wydukałem.

- Po co? – Warknęła.

- Chce się zając twoimi wspaniałymi cycuszkami. – Nie wiem, co wtedy myślałem. Gdy sobie przypomnę te sceny, to wyglądają, niczym niskobudżetowy pornol. Kolejne westchnięcie, mina totalnie rozdrażniona. Zamieniliśmy się pozycjami. Teraz ona oparła się o poduszki w końcu łóżka, a ja leżąc z boku łapczywie złapałem jej cyce. Były twarde, wręcz napęczniałe. Co jest? – Nigdy takich tworów nie widziałem. Obmacałem dwie kule, pomemłałem jęzorem wokół brodawki i sutka, i na tym skończyła się przygoda z monstrualnym biustem. Ręką zacząłem gładzić wnętrze uda, od czasu do czasu delikatnie zahaczając o wargi.

- Możesz założyć – zwróciłem się do divy, nie mogąc się doczekać, kiedy nadzieję ją na pal.

- Co założyć? To chcesz francuza w gumie? – Jej ton głosu, nie znoszący sprzeciwu, nieco mnie speszył.

- To nie ma w pół godziny seksu? – Mimo, że byłem debiutantem, coś tam już wiedziałem.

- Jest francuz albo seks, ty chciałeś francuza, to masz francuza.

Nie przypominałem sobie, żebym wyraził takie chęci, ale byłem tak zbity z tropu, że nic nie powiedziałem. Zapytałem tylko, czy mogę ją wylizać. W symfonii westchnień i pomruków rozłożyła nogi.

- Tylko szybko, bo zaraz ci się czas kończy. – Usłyszałem.

Jej cipka wydawała się dosyć mała, jak na tak postawną kobietę. Przypominająca motyla, z małą kępką włosów na wzgórku, była po prostu ładna. Swoją drogą, to zastanawiające, że niektóre dziwki mają cipki ładniejsze od tak zwanych normalnych kobiet. Kilka chaotycznych ruchów językiem. Chciałem wsadzić chociaż palec w ten uroczy, różowy miąższ. Delikatnie zbliżyłem rękę.

- Tylko spróbuj mi tam wsadzić palce, to cię zajebię. – Zmroziło mnie. Nie wiedziałem co robić. Sama zarządziła, żebym się położył, bo jest końcówka czasu. Zaczęła brutalnie szarpać za kutasa, co jakiś czas wsadzając go do pyska. Co raz częściej czułem jej zęby. Z każdą minutą mój fiut zaczął być coraz bardziej obolały. Zamknąłem oczy i siłą woli próbowałem doprowadzić do wytrysku.

- No spuszczaj się – jej rozkaz, w kierunku mojego kija poprzedził dziwny zabieg. Ścisnęła fiuta ręką i zbliżyła do swoich ust. Przez moment poczułem ból jakby mi ktoś w chuja bijał sto igieł. Zacząłem głęboko oddychać. Po raz pierwszy i ostatni w życiu spuściłem się ze strachu i po trosze z bólu. Kiedy wytarłem penisa papierowym ręcznikiem, czym prędzej naciągnąłem spodnie i wyrwałem stamtąd niczym hart.

Kiedy dotarłem do mieszkania, rozebrałem się i przyjrzałem mojemu najlepszemu koledze. Był zmaltretowany. Otarcia, sadyb po zębach i paznokciach. Byłem zdruzgotany i cholernie przestraszony. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Delikatnie opłukałem go pod prysznicem, myjąc mydłem antybakteryjnym. Pół godziny później leżałem w łóżku. Odkąd ostrożnie przekroczyłem tę niewidoczną granicę krainy burdelowo, nie myślałem zbyt wiele, o tym, co robię, gdzie to ma mnie zaprowadzić. Teraz, z obolałym drągiem, pewne myśli same mnie odnalazły. Włączyłem komputer. Patrzyłem na zdjęcia. Buźka, urocza blondynka. Kasia, właścicielka sympatycznego warkocza, okularków i dużych piersi. W końcu Beata, moja wielka, licealna miłość, która miała być romantyczną miłością na całe życie. Nie spotkałem w tamtym czasie żadnej dziewczyny na studiach. Zupełnie, jakbym mentalnie został w szkole średniej, choć rok akademicki zbliżał się ku końcowi. Co mam zrobić? Zastanawiałem się. Czy to bagno jest mi potrzebne? Gdzieś we mnie biły się dwie części. Jakaś część, zawsze chciała tego zanurkowania w odmęty. Poszukiwania doznań wszelkich, nawet tych zakazanych, w miejscach, do których większość ludzi nie miała odwagi nawet zajrzeć. Nie tylko zajrzeć, niektórzy nie mieli odwagi pomyśleć, że takie miejsca w ogóle są. Druga część mnie, biła na alarm. Chciałem mieć dziewczynę, w której będę zakochany albo przynajmniej będę jej pożądał. Wiedziałem, że dziwki nie dadzą mi odpowiedzi. Może los właśnie wtedy dawał mi szanse, żeby odpuścić, żeby dać spokój. Z pokorą zbitego psa postanowiłem odpuścić. Niedługo wakacje. Wrócę do domu, sprawy z dziewczynami nabiorą tępa. Jakoś wszystko się ułoży.

Jak się pewnie domyślacie, nic takiego się nie stało. Odpuściłem burdelowo, na rok. Po roku, kiedy ponownie w to wszedłem, była Strona, było Forum, pojawiały się pewne struktury. Burdelowo rozrastało się geometrycznie. Ale to było dopiero za rok. Co do divy z twardymi cycami. Wiele lat później Szwagrowie opowiedzieli mi jej historię. Zaczynała jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Wysoka, wysportowana, sportsmenka. Chyba jako pierwsza w tym biznesie powiększyła sobie cycki (stąd moje zdziwienie, że takie twarde i dziwnie wysoko), miała zadatki, na prawdziwą gwiazdę. Niestety. Czas i wóda spowodowały, że musiała zejść ze sceny. Ja widziałem jej ostatnie lata, czas, gdzie na światło dzienne wydostał się niewielki procent jej dawnej formy. Takie są prawa w tym świecie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Burdelowo

 

Nie zawsze jest kolorowo cz I

09 sty

 

Mariki, Leny, Jole, Wiki, Anastazje, Oliwki. Spotkałem ich wiele. Zawsze te same imiona, zawsze ten sam wyraz twarzy. Nie będę kłamał, znaczna część przygód w burdelowie sprawiła mi frajdę. Zobojętnienie, a w końcu swego rodzaju niechęć, przyszły dużo później.

Kilka razy, nawet w tych dobrych, ciekawych czasach, też zostałem nacięty. Lekkie zdenerwowanie, później recenzja do Szwagrów. Ehhh, takie to były czasy.

Wredna cycata suka

Młody dwudziestoletni chłopak, który był złakniony wciąż nowych szparek, nie zawsze wybierał dobrze i mądrze. Podobnie było i ze mną. Dawno, dawno temu, przed okresem Forum, Strony i  Szwagrów. Trudno było o jakikolwiek kontakt do dziwki. Każdy był na wagę złota. Dlatego kiedy dostałem (już nie pamiętam w jaki sposób) numer telefonu, patrzyłem urzeczony w dziewięć cyfr. Dziś chce mi się z tego śmiać, ale wtedy, wciąż pulsujący fiut dodawał mocy. Byłem debiutantem. Z pewnością nie przekroczyłem dziesięciu div na liczniku. A większość to były agentury. Mieszkaniówki w tamtych czasach nie rzucały się w oczy.

Podekscytowany zadzwoniłem, i po krótkiej rozmowie wystartowałem, niczym bolid, w kierunku dzielnicy, gdzie miało znajdować się mieszkanko. Nic nie potrafiłem powiedzieć o właścicielce głosu w słuchawce. Tej wprawy nabrałem wiele lat później. Wtedy, drżącą ręką, skasowałem bilet w tramwaju i z pulsującymi: sercem i fiutem ruszyłem naprzód.

Na docelowym przystanku rozejrzałem się wokół. Jest! Nazwa ulicy na bloku, to tutaj! Trzy numery od właściwego adresu. Wszedłem w osiedle i już byłem przy sześciopiętrowym, ocieplonym zielonym bloku. Zadzwoniłem ponownie i usłyszałem numer mieszkania. Okazało się, że zaszedłem od drugiej strony i muszę przejść obok trzech klatek. Przycisnąłem odpowiedni numerek w domofonie, brzęk otwieranych drzwi przyprawił mnie o szybszy oddech. Na klatce odliczyłem kwotę, którą mogłem przeznaczyć na jebanie. Kieszeń biednego studenta, nie jest zbyt głęboka, dlatego postanowiłem wziąć opcję na pół godzinki.

Dla tych, którzy nie znają cennika, obowiązują trzy stawki, godzina, pół godziny i kwadrans. W bardziej dosłownym tłumaczeniu: godzina, to dwukrotny seks, często poprzedzony dobrym lodem. Pół godziny, to seks, z lekkimi robótkami ręczno-ustnymi „przed”. Kwadrans: lodzik albo szybki seks.

Zapukałem do drzwi. Wtedy, jeszcze, na każdym etapie czułem mocne bicie serca. Kiedy drzwi się otworzyły, podekscytowany wszedłem do środka. W ciemnym przedpokoju stała farbowana blondyna, o włosach w kolorze brudny blond. Zniszczona twarz kobiety w okolicach czterdziestki i wulgarne spojrzenie. To wszystko, zostało niemal przykryte monstrualnymi cycami.

- Cześć, wejdź. – Odniosłem wrażenie, że jej akcent jej odrobinę obcy. Później zorientowałem się, że to jedynie wada wymowy.

Nieśmiało bąknąłem „cześć” i wszedłem do pokoju, który wskazała mi niecodzienna gospodyni. Pokój był jasny, jasny na tyle, ile pozwalały opuszczone żaluzje.

- To na ile zostajesz? – Weszła do pokoju. Ubrana w spodenki i top moro. Nie można było powiedzieć o niej, że była gruba, ale z pewnością była postawna. Wysoka, prawie mojego wzrostu. Dosyć masywne uda i wielkie cyce, tworzyły z niej niemal posag. Dałem pieniądze, dostałem ręcznik i poszedłem do łazienki. Po szybkim prysznicu w nieco zaniedbanej łazience, potulnie, niczym owieczka wróciłem do pokoju. Poczekaj – usłyszałem od postawnej dziwki, która też poszła się odświeżyć. Nagi, z ręcznikiem na kolanach rozglądałem się po pokoju. Wszystko było dla mnie nowe. Nie potrafiłem nazwać tego uczucia, ale takiej ekscytacji nie można tak po prostu zapomnieć. Minęło kilka minut, do pokoju weszła moja masterka. Owinięta niebieskim ręcznikiem. W ręku miała swoją bieliznę, którą niedbale rzuciła na fotel.

- Masz oryginalną bieliznę. – Nie wiem, dlaczego to powiedziałem. Czułem lekkie zdenerwowanie, i prawdopodobnie chciałem jakoś rozładować sytuację.

- Nie lubię kurewskiej, wolę sportową. – Odpowiedziała na odczepne. Kazała mi wstać. Pościeliła łóżko. Połóż się – zabrzmiało jak rozkaz. Położyłem się na łóżku, kiedy ręcznik opadł i ujrzałem ją nagą. Nie była pociągająca, od momentu, kiedy stanęła w drzwiach, robiła na mnie średnie wrażenie. Jednak, kiedy stanęła naga, mój kutas stanął na baczność. Postawne, niemal marmurowe uda, tytanowy tyłek i nienaturalnie uniesione cyce. Tak, może lata świetności miała za sobą, jednak wciąż potrafiła być seksowna. Spokojnie usiadła na łóżku. Połóż się wygodnie, rozluźnij. – Mówiła to mechanicznie i z nutą despotyzmu. Położyłem się, ale o rozluźnieniu nie mogło być mowy. Bez żadnego wstępu zaczęła obrabiać ustami penisa, wspomagając się dłonią. Całkiem przyjemnie, nie mogłem się doczekać, kiedy będę w niej, kiedy jej wsadzę.

CDN

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii, Burdelowo

 

W labiryncie burdelowa czII

01 sty

Na kłótnie – Katia

Pokłóciłem się z Emilą. Nie wiadomo, o co poszło. Tak to bywa w związkach. Wyszedłem. Powoli zaczynałem mieć tego dosyć. Od dawna wiedziałem, że ten związek, nie za bardzo może się udać, ale chciałem wierzyć, że uda się go zakończyć bez wyrzutów sumienia. Potrzebowałem odreagowania. Na szczęcie to był czas „ruskich” w burdelowie. Krótki telefon. No jasne, ten system nigdy nie zawodzi. Słyszę cudny, wschodni akcent. Kwestia dwudziestu minut i jestem na ulicy. Tu czeka mnie mała niespodzianka. Nigdzie nie mogę znaleźć ulicy. Dzwonię po raz kolejny. Słyszę, żeby obok urzędu przejść obok szlabanu i zauważę blok. Tak robię. Coś niesamowitego. Cała ulica  ukryta przed ciekawskimi. Gdybym był alfonsem i miał dużo siana, wykupiłbym cały blok i zrobił z niego gigantyczny burdel. Dzwonię, w słuchawce słyszę numer mieszkania. Drzwi obite boazerią, to zaskakujące. Raczej przyjęło się, że mieszkania pod dziwki, nie szokują standardem, a tu jednak. Drzwi otwierają się. W przedpokoju widzę blondynkę, tuż po trzydziestce. Uśmiechnięta, w zwiewnej, fioletowo czarnej haleczce. Zaprasza mnie do pokoju. Małe mieszkanko, klimat, jak nie z burdelowa. Po szybkim prysznicu idę do pokoju uciech. Za chwilę przychodzi blondyneczka. Mówi, że ma na imię Katia. Hmm może ma, może nie. Mało istotne, bardzo miła. Oboje lądujemy na łóżku. Jej ciało, smukłe, o przyjemnej w dotyku skórze staje się enklawą, gdzie zapominam o niepowodzeniach dnia. Jej piersi, nie za duże, nie za małe duże, lekko obwisłe jabłka. Lekkie poddanie się grawitacji, zapewne związane z wiekiem, czynią z tych cudownych krągłości gigantyczny, erotyczny wabik. Sutek znalazł się w moich ustach, jej dłonie nie pozostają dłużne. Delikatne drapanie moich ud powoduje, że jeszcze więcej krwi znajduje się w penisie. Moje usta wędrują, z piersi, w stronę szyi. Łapię ją za pośladki, dwie gładkie półkule oszałamiają mnie. Zespoleni w uścisku, obsypujemy się pieszczotami. Wszystko odbywa się naturalnie. Jej usta zaczynają obejmować pulsującego fiuta, dłonie w tym czasie, sprawnie masują uda. Jest niesamowicie przyjemnie. Wyciągam się niczym struna od gitary i delikatnie pomrukuję. Nie pamiętam, kiedy tak się odprężyłem u dziwki. Kiedy mój kutas został oblizany, wylizany, i wyssany wprost koncertowo, nastała zmiana ról. Rosjanka leży, z rozłożonymi nogami, które lekko ugięła w kolanach. Ja zataczam kręgi po jej wargach, obsypuję pocałunkami jej uda, tuż przy zgięciu. Moja ręka gładzi jej podbrzusze, wyczuwam lekki zarost, pozostałość, po goleniu maszynką. Rozchylam wargi i koncentruje się na łechtaczce. Nie wiem, ile to trwa, ale po dwóch dreszczach, które wstrząsnęły ciałem dziwki, delikatnie wsuwam palec, jest obwicie wilgotna, po chwili dołączam kolejny i jeszcze jeden. Tyle wystarczy -  słyszę. Poruszam dosyć szybko palcami. Słyszę kolejne pojękiwania. Wygina się. Mam świadomość, że prostytutki, to mistrzynie w oszukiwaniu facetów, te najlepsze, potrafią wykreować takie przedstawienie, że każdy facet wychodzi spełniony w stu procentach, niczym seksualny heros. Zawsze mnie jednak interesowało, czy można doprowadzić dziwkę do wrzenia, a w końcu do orgazmu. W pierwszych latach burdelowa to, miedzy innymi było moim celem. Później zobojętniałem. Dziś na nowo to poczułem. Po solidnej lekcji francuskiego, condom ląduje na kindybale. I rozpoczyna się jazda. Klasycznie, wolno, szybko, wolno i znów szybko. Wychodzę z niej i przechodzę za jej plecy. Rozumiemy się bez słów, unosi nogę wchodzę. Później na jeźdźca. Ujeżdża mnie niczym nastolatka, żeby za chwilę, w sposób dostojny, niczym hrabianka z dziewiętnastowiecznej powieści delikatnie unosić się na moim korzeniu. Kończę od tyłu. Oboje patrzymy na siebie z uśmiechem. Chwila miłej rozmowy. Wychodzę.

W mieszkaniu, chwila rozmowy z Emilą. Pogodziliśmy się. Położyliśmy się po dwudziestej pierwszej. Pieprzyliśmy się całą noc. Do białego rana. Tak, jakbyśmy oboje chcieli wypieprzyć cały syf z naszego związku. Nie wiem, co mnie tak cholernie kręciło, chyba to, że czułem bliski koniec tego związku. Nie myliłem się. Niecały miesiąc później zrezygnowaliśmy ze wspólnego mieszkania i wspólnych planów na przyszłość.

Rosjanek ciąg dalszy.

Po zakończeniu związku z Emilią, miałem mocne postanowienie, żadnych głębszych relacji. Bez komplikacji, bez nadmiernych emocji. Zamieszkałem u znajomych. To był dosyć nerwowy czas, to znaczy ja w tamtym okresie czasu byłem nerwowy. Wystarczyła jedna głupia uwaga i byłem nabuzowany. Niestety pomieszkiwałem u znajomych, dlatego musiałem hamować złość. Wentylem było burdelowo.

Siadłem w samochód, i jeżdżąc po mieście wybrałem numer. A właściwie ktoś go wybrał za mnie, po prostu. Samo się zrobiło. Zanim się spostrzegłem już pukałem do drzwi. Otwarła kobieta ze wschodnim akcentem. Wysoka, przed trzydziestką, nawet zgrabna. Wystarczyło skrzyżowanie spojrzeń i już wiedziałem, że nie polubimy się. Spytałem co ma w repertuarze. Chciałem w dupkę, jakoś tak uznałem, że anal pozwoli złapać mi oddech. Warknęła, że nie. Pozostało na seksie. Chciała od razu przejść do rzeczy, ja odparłem, że jeszcze nie. Chwilę ugniatałem jej cycki, które niczym się nie wyróżniały, ale były odpowiednie. Widząc zniecierpliwienie na jej twarzy, celowo to przedłużyłem. Kiedy założyła kalosza, chciała od tyłu. Przez lata, wiele rozmawiałem z dziwkami i można powiedzieć, że znam dziwkarskie strategie. Jedną z nich jest strategia na „odpierdol się”, którą można tak scharakteryzować: „poruchaj i spadaj”. Dziwka nadstawia szparę, w sposób tak zlewczy, że facet musi zrozumieć, że jest nie mile widziany. Według relacji jednej z dam mojego…fiuta, takie podejście ma niemal magiczną moc. Znacznej części facetów odechciewa się seksu albo miękną. Ja jednak byłem za bardzo obyty na tych salonach. Powiedziałem, że chcę od przodu. Zgodziła się. Kiedy w nią wszedłem, oboje doświadczyliśmy czegoś, co można nazwać niechętnym seksem. Ona patrzyła na mnie z niechęcią, ja na nią również, a mimo wszystko właśnie odbywaliśmy akt miłosny, jak powiedzieliby romantycy. Porąbane. Wyszedłem bez słowa.

Kolejna niedziela

Dotarło do mnie, że mój tryb życia, w ostatnich latach był troszkę wykolejony. Zaczęło do mnie docierać..no właśnie co? Głupota postępowania, żal za grzechy, strach? Spojrzałem na Stronę, przeczytałem kilka ogłoszeń. Swoje zrobiłem – powiedziałem sam do siebie. – Dosyć. Tak po prostu. W tym miejscu miało się to skończyć.  Odetchnąłem z ulgą. Było już ciemno. Jesienny wieczór nastrajał do przemyśleń. Byłem przed półmetkiem studiów. Poza uczelnią, również odebrałem edukację. Nie wiem, czy ktokolwiek inny, z moich znajomych tak mocno spenetrował ten mroczny i upajający świat. Pomyślałem o Kamilu. Znawca trawy i sposobów palenia. Pokazał mi ze cztery sposoby palenia trawy, o których nie widziałem. Autorytet w tym temacie. Kiedy ostatnim razem robiliśmy zrzutę na imprezę, Kamil zaproponował kupno za całą kwotę zielska i wypalenie go, w ramach imprezy. Kapitan Planeta uznał wtedy, że nasz kolega zaczyna żyć w swojej rzeczywistości. Im dłużej chodziłem, tym więcej myśli kłębiło się mi w głowie. Czy ja też zacząłem żyć w swojej własnej rzeczywistości? Powrót do mieszkania nieco nie wyciszył.  Mocno postanowiłem skończyć z tym. Nigdy więcej dziwek i tego świata. Swoje zdziałałem w tym temacie. Wystarczy. Siedząc przed komputerem, jeszcze raz popatrzyłem na Stronę, na Forum. Mimo chorej rzeczywistości, w pewien sposób zżyłem się z tymi Nickami na Forum. W końcu to Szwagrowie. No cóż, wystarczy. Usunąłem zakładki wraz z hasłami.

W niedziele, kiedy się ocknąłem, wciągałem spodnie. Sam nie wiem jak tu trafiłem. Na łóżku siedziała trzydziestokilkuletnia szatynka. Ładna, szczupła. Miała zastanawiająco inteligentny wyraz twarzy. Seks był zwyczajny, przyjemny. Pożegnałem się i wyszedłem. Kiedy ziemne powietrze wywietrzyło mi odór burdelowa zadałem sobie pytanie, co się stało. Ile warte jest moje postanowienie? Nie wiedziałem, jak to rozumieć. Czyżbym z wyznawcy Erosa i poszukiwacza zaginionej szpary, przepoczwarzył się w niewolnika cipy? Powoli, niczym walec drogowy, z takim ciężarem, zaczęła przygniatać mnie myśl, że coś wymknęło się spod kontroli i to coś, będzie bardzo trudno opanować.

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Burdelowo