RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2016

O tym, co czujemy

01 lip

Nie ma leksykonu, który pomieściłby wszystkie nazwy uczuć i emocji, jakie możemy odczuwać do drugiego człowieka.

Zdecydowanie, najpopularniejszym uczuciem jest miłość. Najbardziej rozpowszechniony temat w sztuce i jednocześnie temat najbardziej wyświechtany. Miłość romantyczna, miłość zmysłowa, miłość platoniczna, miłość dzika, miłość ….etc. Co ciekawe pojęcia „miłość” używamy w skrajnie różnych sytuacjach. W świecie zwanym burdelowem, to pojęcie jest obce. No bo, jak można uprawiać miłość, skoro się za to płaci. Są oczywiście wykolejeńcy, którzy starają się oszukać los i płacą za złudzenie bliskości, a może miłość. Jeden ze Szwagrów, którego poznałem osobiście, (co nie jest normalne, bo większość Szwagrów, to wirtualne osobistości, które skrywają się za nickami na Forum) ma jedną divę, którą odwiedza. I co ciekawe, seks, jest tylko składową spotkania. Liczy się rozmowa.

Ja nigdy nie miałem takiego dylematu. Jedna zasada, burdelowo, to jeden z elementów zmacdonaldyzowanego świata. Kasa – seks. Tyle. Ale życie to coś więcej, niż burdelowo. Niekiedy, zdarza się wynurzyć z tego mrocznego świata. W tak zwanym normalnym świecie, niby wszystko jest inaczej. Przyzwoici ludzie, czyste intencje, szczere uczucia. Tak przynajmniej powinno być. Jedno, co zauważyłem, to emocjonalny pancerz, który nabyłem pływając w morzu płatnego seksu. Chociaż nie, to nie pancerz. Raczej coś, w rodzaju dystansu.  Dystansu do drugiego człowieka, dystansu do własnych uczuć. I najważniejsze – burdelowo wyzbyło mnie seksualnego przymusu. To, co czyni z kobiet władczynie świata, to moc. Moc decyzyjną odnośnie wyboru partnera seksualnego. To nasza (facetów) stracona pozycja. Cokolwiek zrobimy, to kobieta decyduje czy rozłożyć nogi. Nawet, jeśli już trwamy w relacji, to kobieta decyduje, czy zrobić loda, czy połknąć, czy cokwiek innego. Tak bywa zazwyczaj. Jeśli facet obstawia niczym kot, tylko jedną dziurę, to może skonać z seksualnego głodu. Ja tego problemu nie mam. Podobnie do kulturystów, spożywam dodatkowe, seksualne posiłki. To powoduje, że dźwignia seksualnej władzy powoli przesuwa się na moją stronę. A w każdym razie pozostaje w pozycji neutrlanej. Kolejną kwestią jest spojrzenie na same kobiety. Kiedy, przy piwie, rozmawiamy w męskim gronie, dostrzegam dwie postawy. Pierwsza, z gatunku: „wszystkie to szmaty”. Postawa charakterystyczna dla „twardzieli”, którzy w dzieciństwie naoglądali się filmów sensacyjnych klasy B. Druga postawa, to postawa romantyczno-praktyczna. Jej piewcy chcą kogoś mieć, chcą z kimś być. Najlepiej byłoby, gdyby związek był wynikiem zakochania, a jeśli nie zakochanie, to zwykła akceptacja też wystarczy. To niezwykle praktyczne podejście, ma jedną pułapkę. Kiedy już z kimś jesteśmy i dotrwamy do ślubu, los lubi płatać figle. Pojawia się ktoś trzeci, ktoś, kto niczym niesiony strzałą Kupidyna ląduje w sercu męża lub żony, ale to temat na inną okazję.

Rozpisałem się, a nie o tym miało być.

Pamiętam długą rozmowę po akademickiej imprezie. Tematem było: co czujemy. Oczywieście pierwsze co, to miłość. Ale im dłużej rozmawialiśmy pojawiały się nowe uczucia. Zaraz po miłości pojawiała się sympatia. Czyli coś bez podtekstu seksualnego. Pamiętam Izabelę, koleżankę z liceum. Nie była w moim typie, ale rozmowa z nią była porywajaca. Po prostu uwielbiałem spędzać z nią czas. Moi rozmówcy też przyznali, że znają kobiet, które lubią, tylko lubią. Tu wyjątkiem okazał się Misza, jego towarzyska filozofia była prosta: nie potrzebował koleżanek, jak określił to jego kobieta ma być jednocześnie koleżanką i przjaciółką. Pojawiło się też pożądanie. Stan, na swój sposób magiczny.

 

CDN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii