RSS
 

Archiwum - Luty, 2016

Ciężarna blondynka cz.II

16 lut

Tak, hamburger będzie idealny. Idealnie puste kalorie, idealnie chemiczne jedzenie.

Wychodzę z hotelu. Idę przed siebie. Znam miasto, więc nie jestem go ciekawy. Patrzę na ludzi. Dlaczego nie jestem jednym z nich? Dlaczego po studiach, nie ożeniłem się z jakimś pasztetem, nie zrobiłem bachora i nie czerpałem smutków i radości (chuj wie, czego jest więcej) z tak zwanego normalnego życia. Czego szukam i dokąd chcę dotrzeć?

Patrzę na mijane kobiety. Ciekawe, która z nich ma konto na Stronie, która z nich zarabia dupą?

Pora na małe wtrącenie. Popkultura wpoiła nam pewien obraz. Dziewczyna, najczęściej studentka w dużym mieście. Szara myszka, która jest kompletnie niezauważana przez facetów, potrzebuje pieniędzy. Szuka pracy albo to ją znajduje pewna profesja. I PSTRYK! Z szarej myszki przeistacza się w wystrzałową kurwę. O przepraszam. W call girl. Kształci się równolegle. Za dnia wciąż szara myszka zdobywająca wykształcenie w trybie dziennym. W nocy pobiera edukacje podziemną. Po kilku latach jest wykształcona, ma wymarzoną pracę (dzięki dziennemu wykształceniu), i kochającego męża (dzięki nocnemu wykształceniu). Mroczny epizod z przeszłości dodaje jej tylko zmysłowości. Takie historie można przeczytać w formie reportaży. I nie mam tu na myśli tabloidów, ale opiniotwórcze tygodniki. Panowie żurnaliści piszecie głupoty. Ktoś wam sprzedał tandetną historyjkę i bez sprawdzenia  opisaliście ją albo piszecie chłam, bo gardzicie czytelnikami. W obu przypadkach nie zasługujecie na miano dziennikarzy.

Mózg, to fascynujący organ. Po kliku latach w burdelowie, przestraja się na zupełnie inną częstotliwość. Ja i one. Ja i burdelowo, nic się nie liczy poza tym.

Zjadłem hamburgera. Zostały mi frytki i mniej niż połowa napoju w tekturowym kubeczku. Dokupuję parzystą liczbę kurczaka. Czuję głód, a właściwie ssanie. Pochłaniam zamówione jedzenie, bo muszę zapełnić pustkę, niekoniecznie w żołądku. Na stoliku pojawia się jeszcze deser. Liczba wchłoniętych kalorii eksploduje w  moim organizmie. Wychodzę z sieciówki. Jestem podniecony. Jak to się stało, że śmieciowe żarcie zamieniło się w afrodyzjak. Zaczynam opadać w trans pożądania. Wybieram numer w telefonie. Spytacie skąd mam. Dobre pytanie, sam nie wiem. Nie znam odpowiedzi, ale odpowiedź jest nieistotna. Liczy się wiedza. Wiedza, że ten numer to lustro. Po drugiej stronie kryje się tajemna kraina – burdelowo. Dzieli mnie od tej krainy nie więcej niż siedemdziesiąt metrów. Do głosu dochodzi napalenie i erekcja. Odwieczny związek, na dobre i na złe. Szybka akcja: pytanie czy mogę przyjść, odpowiedź – tak. Idę szybko pod dobrze znany blok. Po drodze zanoszę modły do Boga, do losu, do samego siebie: – Proszę, żeby to nie była prawda, żeby mnie puściło. To zdanie powtarzam jak mantrę , idąc krok za krokiem. Kiedy brzęczenie domofonu oznacza, że mogę wejść. Wahanie ustępuje. Ogarnia mnie pożądanie, które wywiera słodki ucisk na wnętrzności. Wsiadam do windy. Przyciskam kawałek plastiku z numerem 5. Kiedy winda jedzie w górę, oddech staje się szybszy, nieznaczenie szybszy. Szczęk mechanizmu windy. Otwieram drzwi i wychodzę na klatkę. Białe drzwi, do ukrytego burdelowa wydają się zapraszać. To już. Pukam. Otwiera młoda brunetka, taką ją zapamiętałem. Ma na sobie szlafrok. Krótka wymiana zdań. Daję jej pieniądze i powoli ściągam ubranie. Zostawiam skarpety. To podobno polski znak firmowy – seks w skarpetach na stopach. Mam to w dupie, nie zamierzam tu zostać długo. Kładę się na łóżku. Dziwka krząta się po pokoju. Ściąga szlafrok. Mam atrakcyjne ciało. Kobieca, ani gruba, ani chuda. Cycki coś na kształt c70. Jest ładna. Podchodzi do łóżka. Tworzymy ciekawą instalacje. Ja leżę na plecach. Leżę tak, że nogi, mniej więcej w połowie łydki zwisają mi z łóżka. Ładna dziwka klęczy na podłodze i pochyla się w taki sposób, że jej usta atakują mojego bata. Obciąga fachowo i dynamicznie. Dobrze obciąga. Głębokie gardło – zupełnie jak kiedyś, trzy razy pod rząd niemal połyka kutasa. Powraca do dynamicznych, krótkich ruchów głową. Zaczyna bawić się jajami. Ostatnich kilka ruchów i jej język wędruje po jajach i całej okolicy, aby za chwilę znów cały kutas utonął w jej ustach. Kiedy jej nos znajduje się na moim podbrzuszu przytrzymuje jej głowę. Pulsujący kutas w jej krtani uwalnia mnie od białego balastu. Bez zbędnych formalności. Ubieram się i kieruję do drzwi. Przy drzwiach słyszę:

- Ty chyba już u mnie byłeś?

- Mhm. – Uśmiecham się i wychodzę.

 Kiedy jestem na klatkowskiej, coś się zmienia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ciężarna blondynka

11 lut

Mam kłopoty z zaśnięciem. Dużo myślę. Dopada mnie starość (chyba). Co zrobiłem w życiu? Ukończyłem studia. Moje wielkie plany i marzenia odnośnie kariery były jedną wielką bujdą. Pracuję w średniej firmie.Przestałem sam przed sobą udawać, że czeka mnie kariera. Moje marzenia o GPW, a później, kto wie, może Wall Street, zostały przygniecione codziennością. Może po prostu dorosłem. Na płaszczyźnie towarzyskiej też sukcesów brak. Nieudane prawie-małżeństwo. Jestem jednym z totalnie przeciętnych ludzi, czyli tkwię w stanie, przed którym zawsze chciałem uciec. Jedyne, co mnie wyróżnia, to burdelowo. Moje burdelowo. I to mnie niepokoi.

Dla jasności – nie niepokoi mnie samo burdelowo, ale pewna proporcja. Kiedy, dawno temu, zaczynałem przygodę z płatnym seksem, towarzyszył temu pewien dreszczyk. Dreszczyk mrocznej tajemnicy, dreszczyk czegoś zakazanego – tylko dla wybranych. Był to promil życia.

Od pewnego czasu, jest inaczej. Proporcje się odwróciły. To nie moje życie definiuje poziom burdelowa. To burdelowo, zaczęło wydzielać mi czas na normalne życie. Co się porobiło? Nie mam pojęcia. Przepadł nawet dreszczyk emocji. Zastąpiła go rutyna, a może pewien przymus. Te myśli nie dają mi spokoju. Musze to przerwać, a przynajmniej nad tym zapanować.

Od kilku tygodni trzymam się z dala od Strony, Forum i całej tej krainy. Twardo powiedziałem sobie NIE!

 

Trzeba w końcu coś zrobić ze swoim życiem. Od czegoś zacząć.

Nowa praca wydaje się być tym, co zapoczątkuje nową odsłonę życia.

Ambitny cel: spółka Skarbu Państwa. Wieloetapowa rekrutacja. Dwa pierwsze etapy mam za sobą. Jutro kolejny. Jadę pociągiem, dzień wcześniej. Muszę na testach stawić się wypoczęty i zdolny do wysiłku intelektualnego. Kiedy zbliżam się do docelowej stacji, w głowie słyszę głos Marka: – Państwówka  ziomeczku. Pamiętaj, tylko państwówka.- Marek, jedna z bardziej pociesznych osób, jakie poznałem na studiach. Dla niego receptą na nasz runek pracy, a raczej receptą jak sobie poradzić na tym rynku, była państwowa posada, co zawsze podkreślał.  Szkoda, że po studiach wrócił do siebie, na Śląsk i kontakt nam się urwał.

Stoję na stacji. Znam to miasto, Co gorsza, znam je jako turysta i jako kurwiarz. Tę ostatnią myśl gaszę, jak papierosa. Podchodzę do Lanosa w kolorze srebrny metalik. Taksiarz chętnie otwiera drzwi. Jadę do hotelu. Jadąc, czuję znajomy ucisk w brzuchu, który sięga klatki piersiowej. To mój wewnętrzny radar, wiem, że burdelowo jest blisko. Docieram do hotelu. Muszę się czymś zająć, muszę rozproszyć myśli. Mój umysł zaczyna przypominać wektor, którego zwrot może  być skierowany, tylko w jedną stronę.

Próbuję czytać, nic z tego. Chodzę po pokoju. Idę wziąć prysznic. Może to mnie odświeży. Woda spływa po mnie, a żel zamienił się w pianę, pokrywającą moje ciało. Doświadczam czegoś specjalnego. Odczuwam temperaturę wody, zapach żelu pod prysznic wypełnia moje nozdrza. Jednak prysznic w ogóle mnie nie odświeżył. Jakbym był w dużym foliowym worku. Tylko moje ciało zostało opłukane, moje wewnętrzne ja jest gdzieś zakopane i woda zdaje się do niego nie docierać.

Wychodzę z hotelowej łazienki owinięty ręcznikiem. Kładę się na łóżku. Nie wycieram się, czekam, aż woda sama wyparuję. Czuję delikatne zimno. Dobrze, to pomoże ukoić zmysły. Kiedy jestem suchy, ubieram się. Dociera do mnie, że jestem głodny. Wychodzę z hotelu. Mam ochotę na coś niezdrowego. Hamburger będzie idealny.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii