RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2016

Kawa

23 sty

Dzień za dniem i kolejny dzień. Tygodnie mijają. Wszystko toczy się bez jakiegokolwiek urozmaicenia. Jestem znudzony. Strona, Forum, to też zaczęło być nudne, wciąż takie samo. Sporadycznie odwiedzam Stronę, z nadzieją, że coś mnie poruszy, cokolwiek da haj, który nie odstępował mnie na początku tej mrocznej przygody.

Kubek gorącej herbaty z miodem. Chłodne przedpołudnie, które mija na pracy w domu. Szkic nowego projektu sprzedażowego. Niby wszystko mam głowie, wystarczy zrobić prezentację, ale jakoś nie mogę wydobyć pomysłu z głowy. Może Strona mnie pobudzi. Większość fotek znam, z ogłoszeniami jest tak samo.

Błękitny sznur (chyba do wspinaczki) i skrępowana nim kobieta. Tego tu z pewnością nie było. Klikam. Zaciekawienie wypełnia moje ciało. Kobieta po „trzydziestce” w rubryce „wiek” wpisane trzydzieści sześć. – Czyli czterdziestka – mówię sam do siebie. Nie prowadzę statystyk, ale ponad połowa div na Stronie to przedział 35+. To kwestia hormonów, a może takie pokolenie? Nie wiem. Przeglądam fotki w galerii. Finezyjne więzy i wyuzdane pozy. Na kolejnej fotce cipka, a raczej dorodna cipa i spinacze do bielizny poprzypinane do warg. Ta fotka mnie ożywia. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak mnie zainteresował profil którejś z div. Cały profil mocno w stylu BDSM.

Wszystko, co dzieje się od momentu ujrzenia ekstatycznej fotki to czysta formalność. Telefon sam ląduje w dłoni. Kciuk sam wybiera cyfry na wyświetlaczu. Słyszę głos w słuchawce. Krótka i treściwa rozmowa. Umawiamy się za pół godziny. Dopytuję, czy wszystko, co proponuje na profilu jest w cenie. Jest.

Nie pamiętam trasy. Jestem przy pięciopiętrowym bloku, który znajduje się w szeregu takich samych, niczym nie wyróżniających się klocków. Druga klatka od parkingu, piętro też drugie.

Kolejna mała dygresja. Większość, przygniatająca większość mieszkaniówek z dziwkami, to mieszkania na pierwszym albo drugim piętrze. Nie mam pojęcia skąd takie akurat lokalizacje. Domyślam się jedynie, że chodzi o częstotliwość odwiedzających gości. Im wyżej, tym więcej ludzi zaczęłoby zadawać pytania. Wiadomo pytania pozostawione bez odpowiedzi rodzą kolejne pytania, a zaraz później domysły. To zdecydowanie w tej branży niebezpieczne.

Domofon, otwarcie drzwi od klatki i już pukam do drzwi na drugim piętrze. Otwierają się. W przedpokoju, delikatnie za drzwiami stoi diva. Strzelam, że ma około trzydziestu dziewięciu lat. Bladoróżowa bluzka i letnia sukienka nie sprzyjają porze roku. Wchodzę do pokoju. Mieszkanie zajeżdża PRL-em. Krótka wymiana zdań. Na ile i za ile. Diva jest sympatyczna i uśmiechnięta. Odnoszę wrażenie, że nasze spotkanie traktuje z przymrużeniem oka, z pewną rutyną. Jest w niej jednak coś, co rzuca się w oczy. Emanuje pewną rubasznością w połączeniu z lubieżnością. No, ale nie może być inaczej, skoro bawi się w takie klimaty jak na zdjęciach, to musi być lubieżna. Scenariusz spotkania jest tak oklepany, że nie warto go roztrząsać. Kasa do ręki, dostaję ręcznik i idę do łazienki. Szybki prysznic, a raczej opłukanie korzenia i powrót. Na uwagę zasługuję moment, kiedy czekam, a dziwka przygotowuje się do spotkania (myje się). Tego nie da się z niczym porównać. To rytuał, celebracja. Palacze trawy skręcenie blunta traktują jako taki rytuał, zwolennicy białego proszku podobne podejście mają do zrobienia ścieżki. Podobno dla alkoholików otwarcie butelki i charakterystyczne dźwięk zerwania zakrętki też jest pewnym uroczystym etapem. Dla mnie, wielbiciela dziwek moment oczekiwania jest upajający.

Wchodzi. Naga, bez skrepowania. Podchodzi do mnie.

- Posuń się – oboje znajdujemy się na łóżku. Jest tęgawa, z dużymi cyckami. Fryzurka nieco przystrzyżona, ale bujna. Fachowo chwyta mnie za jaja, chwile się nimi bawi i zaczyna delikatnie brandzlować. Mam ochotę na jej cycki, ale jakoś nic nie robię. Delektuję się fachowością jej dłoni. Jest dobrze. Po kilku minutach brandzlowania pada pytanie:

- To co, od lodzika zaczynamy?

- Mhm. – Tylko na tyle mnie stać. Leżę na wznak i patrzę na farbowane blond włosy. Głowa porusza się góra-dół. W porównaniu do brandzlowania, obciąganko wypada mizernie. Kilka chwil leżę. W końcu nabieram ochoty na jej cipę.

- Chodź, połóż się. – Mówię. Już za chwilę pozycje odwracają się. Dziwka leży na wznak, a ja klęczę między jej nogami. Nie, nie chcę jej wylizać, chcę sprawdzić, jak pojemna jest. Wsuwam trzy palce, tak jak myślałem nawet luźna. Pytam o spinacze, niestety nie ma. Szkoda. O linę nie pytam, bo to niekoniecznie mój klimat. Poruszam trzema palcami. Dziwka porusza odpowiednio biodrami. Na jej twarzy nie dostrzegam większych emocji. Zmieniamy pozycję. Klęczę przy jej boku. Jedna ręka wciąż buszuje w szparce, druga ściska sporego cycka. Blond kurwa nie pozostaje dłużna. Fachowo brandzluje. Powoli oboje wpadamy w trans wspólnej zabawy. Nawet nie wiem kiedy, ma fiucie znajduje się guma.

No i zaczynamy. Najpierw po bożemu. Jak stare, dobre małżeństwo. Rytmicznie się w niej poruszam. Dogniatam cycki torsem, miłe uczucie. Po kilku minutach unoszę jej prawą nogę i zginam w biodrze i kolanie. Dalej posuwam opierając się na jednej ręce. Czuję się jak Evan Stone. Zaraz następuje zmiana: nogi szeroko, nogi na pagonach, nogi zadarte do góry. Czuję się jak dziecko na placu zabawa. Od tyłu, z boku, z powrotem od tyłu. Nacierając od tyłu mocno pcham, podniecenie narsta, ale jeszcze nie czas na spust.

- Teraz, może anal? – Sam nie wiem, czy spytałem, czy oznajmiłem. Raczej nie jestem dominujący, zawsze moje polecenia dla dziwek przypominają nieśmiałą prośbę.

- Jak chcesz od tyłu, czy od przodu? – Pada rzeczowe pytanie.

- Od przodu. – To przemyślana strategia. Zbyt wydatne pośladki, czy duża dupa powodują, że pączek jest ukryty i trudno w niego trafić. W ogóle, na anal nadają się niewielkie tyłeczki, umiejętnie wypięte powodują szał z podniecenia. Tu jest inaczej, więc lepiej będzie wejść w jej dupę od przodu. Dziwka przekręca się na plecy, ja poprawiam kalosza na chuju.

- Misiek, ale skończ w dupce, albo zmień gumkę, nie wkładaj go z powrotem do cipki.

Zasady BHP, rozumiem. Unoszę jej nogi i patrzę na jej anus. Bez większych problemów wkładam fiuta. Zaczynam popychać. Niby nieco inaczej, ale da się odczuć, że dupę też ma wyrobioną. Posuwam nieco szybciej. Kciuk wkładam do cipki. Przez cieką ściankę wyczuwam penisa. Dociskam głębiej kciuk, a ruchy kutasa w dupie przybierają na sile. Orgazm jest schematyczny i dający się przewidzieć. To tyle. Ciśnienie opada. Prezerwatywa otulona papierowym ręcznikiem ląduje w koszu. Wycieram kutasa i ubieram się. Dziwka wkłada bluzkę owija się ręcznikiem.

- Mogę zapalić, czy czas się skończył? – Pytam.

- Zapal, nikt nie liczy czasu, pracuję sama dla siebie. Zresztą też zapalę.

Palimy, rozmawiając. Pytam co znaczy, że pracuje sama dla siebie. Opowiada mi jak ten biznes funkcjonuje. Okazuje się, że jest kurwą wędrowniczką. Szwagrowie o takich piszą na Forum, kiedy jeden anons pojawia się z biegiem czasu w innych miastach. Kolejny papieros.

- Zrobię kawy, chcesz? I tak nikt nie dzwoni, to możemy pogadać.

Jestem zdziwiony propozycją, ale zgadzam się. Nie wiem, dlaczego, może ja też już uległem rutynie w tej branży. Złamałem jedną z generalnych zasad postępowania w burdelowie – napiłem się kawy z nieznanego źródła.

Rozmawialiśmy blisko godzinę. O jej pracy, o dziewczynach, które pracują. O życiu poza burdelowem.

- Nie wierz w to, co piszą gazety. Mam na myśli zmuszanie dziewczyn do kurestwa. Każda wie, w co, i świadomie się w to pakuje. Pamiętasz, kiedyś dużo było programów o lipnych wyjazdach za granicę, a później zmuszaniu do pracy w burdelach. Każda wiedziała, po co jedzie. Nie spasowały warunki albo kasa i pochlała się w menadżerami, więc później zgrywa taka jedna z drugą bidulki porwane przez bandziorów.

Pytam, czy jest za legalizacją prostytucji. Śmieje się.

- Cały biznes jest dobrze zorganizowany i legalizacja nic w nim nie zmieni. Wszystko zostanie tak samo. Dobrze jest jak jest. Ci, co powinni, trzymają na tym łapę i jest spokój. Widziałem parę mieszkań, gdzie laski same się rządziły. To był dopiero burdel. Okradanie klientów, syf, a weź….Jeśli ktoś trzyma ten biznes w ryzach, jest lepiej również dla was – klientów. W końcu to też usługi.

Nic mi nie było po tej kawie. Seks, jak to seks za kasę. Lodzik, w cipę, w dupę i wytrysk. Ale rozmowa przy kawie, długo została w mojej pamięci.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zofia

04 sty

To zdjęcie intrygowało mnie. Na pierwszy rzut oka widać było, że zrobił je profesjonalista. Co więcej, kobieta, która pozowała, również nie sprawiała wrażenia nowicjuszki. Bielizna – gustowna, nieco w stylu retro, pobudzała moje zmysły. Włosy, długie rozpuszczone, w dokładnie zaplanowanym nieładzie, jakby prosto od fryzjera. Gra światłem, tak dobrana, aby twarz pozostawała niewidoczna, ale całość wydawała się zapraszać, kusić. I perły. Sznur pereł, na szyi, w dłoni, w ustach. Musiałem, po prostu musiałem wiedzieć, kto kryje się za tymi  fotografiami.

Mały przestój w firmie, problemy z dopięciem kolejnego zlecenia. W zaistniałej sytuacji, dzień wolny – żaden problem. Dzień wolny bez żadnego powodu. Dzień na złapanie oddechu, dzień na zmarnowanie, dzień na burdelowo.

Poranna toaleta i śniadanie. Dzień jest szaro-bury, trudno określić porę roku. Nie muszę włączać strony, numer mam w telefonie. Tak, jakbym to planował, może planowałem. Nie wiem. Dzwonię. W słuchawce miły głos. Taki głos, należący do damy. A posiada go kurwa. To intryguje mnie jeszcze bardziej. Ustalamy cenę spotkania i czas. Za pół godziny. To wystarczy żebym dojechał na osiedlę nad rzeką.

Powietrze ma specyficzny zapach. To pewnie od wody, która płynie trzysta metrów dalej. Kiedyś było to osiedle robotnicze, teraz mieszka tu drugie pokolenie. Rzadko tu bywałem. W pewnym sensie ta część miasta jest dla mnie tajemnicza. Ciśnienie zaczyna się podnosić. Szukam bloku z numerem, który usłyszałem w słuchawce. Ten element, to  wątpienia element gry wstępnej. Jest! Wyciągam telefon dzwonię. Łapię oddech. To już za parę minut kolejna biała plama krainy Burdelowo zostanie odkryta. Słyszę numer  mieszkania. Powoli zmierzam do klatki kilkupiętrowego bloku. Jestem podniecony. W powietrzu czuję zapach cipki. Niemożliwe, a jednak. Dzwonię, wciskając przycisk domofonu. Drzwi zostają otwarte. Mieszkanie znajduje się na pierwszym piętrze. Pukam. Słyszę chrzęst zamka w drzwiach. Uchylone drzwi, to zaproszenie.

Wchodzę. To co spotykam wprawia mnie w osłupienie. Boazeria na ścianach przedpokoju każe mi przypuszczać, że mieszkanie zostało wykończone we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. Całe mieszkanie wydaje się być nieco przykurzone. Pasuje do gospodyni, bo oto patrzę na kobietę „pod pięćdziesiątkę, albo po pięćdziesiątce. Jest stara i brzydka. Zaprasza mnie do małej klitki  z rozklekotanym wyrem. Żaluzje w oknach są tak ustawione, że do pokoju wpada minimalna ilość światła. Pyta, czy chcę skorzystać z łazienki i na ile zostaję. Patrzę na nią podczas tej wymiany zdań. Pierwszą myślą jest grzecznie podziękować i opuścić mieszkanie. Jednak rządzi mną mechanizm psychologiczny. Sięgam po pieniądze, jednak zostaje. Gdzieś w tej brzydocie i życiowym zmęczeniu dostrzegam pierwiastek kobiety ze zdjęcia. Włosy te same, z naturalną tendencją do skręcania się. Kiedyś pewnie były totalnym wabikiem na facetów. Dziś stanową relikt czasów świetności. Wskazuje mi łóżko i sama wychodzi. Jest uprzejma, dystyngowana. Zdecydowanie różni się od wszystkich prostytutek, z jakimi miałem styczność.

Problem w tym, że jest stara i brzydka. Tu nie ma żadnej filozofii, my faceci jesteśmy nieskomplikowani. Albo ktoś na nas działa albo nie. Oczywiście bywają dylematy towarzyskie: ktoś nas pociąga fizycznie, ale odpycha intelektualnie, ktoś inny wzbudza podziw intelektualny, ale odpycha fizycznie, ktoś trzeci przyciąga niczym magnes ciepłym charakterem. Ale jesteśmy w krainie Burdelowo. Tu nie ma komplikacji. Wszystko jest proste, chodzi tylko o wzwód. Wzwód, którego nie mam, dlaczego więc zostałem?

Wchodzi Zofia, Ma na sobie szlafrok. Moja gospodyni przygotowuje łóżko. Ja rozbieram się.

- Chodź, połóż się – słyszę.

Leżę, patrzę w sufit. Zaczynam wątpić, czy cokolwiek z tego będzie. Jej dłoń delikatnie gładzi moje uda i podbrzusze. Ma zaskakująco delikatny dotyk. Ciekawe. Podobno w przygniatającej większości jesteśmy wzrokowcami. To, co przyjemne dla oka, przyjemne i dla nas. Doznania kinestetyczne również są silne, o czym świadczy powolne wypełnianie się krwią mojego penisa. Dłoń starej, zwiotczałej prostytutki raz po raz, niby nieśmiało zahacza o fiuta i jaja. Biorę głęboki oddech. Rozluźniam się. Dziwka nie przestaje gładzić moich ud, nieco częściej zahaczając o jaja. Kutas zaczyna się budzić. Cóż za fascynująca sprzeczność. To co widzę napawa mnie obrzydzeniem, to co czuję przyprawia o erekcję. Pieszczoty koncentrują się na wewnętrznej stronie ud. Jest przyjemnie. Sięgam po zwiotczałą pierś. Jest jak wymięty papier. Cofam rękę. Palce przesuwają się po jajach, kierują się w stronę fiuta. Na wpół rozbudzony kutas znajduje się w ciepłych, starych ustach. Muszę się dostymulować. Ręką, w rzadkich włosach między udami szukam wejścia do szparki. Jest. Wsuwam dwa palce. Wnętrze starej cipy jest przyjemne. To jedyna przestrzeń, którą mógłbym pomylić. Wsuwam palce głębiej.

- Delikatnie. – Mówi z uśmiechem stara kobieta.

Kutas od kilku minut stoi. Zofia z profesjonalnym zaangażowaniem obrabia mój maszt. Czuję coś w rodzaju niesmaku. Chcę to jak najszybciej zakończyć.

-Możesz założyć. – Mówię i w mgnieniu na moim Wacku znajduje się fioletowa prezerwatywa. Pada pytanie jak, od tyłu, czy klasycznie. Klasycznie. Klękam przed rozchylonymi nogami, patrzę na stare, zwiotczałe, sterane swoją profesją kurewskie ciało. Wchodzę. Sprężyście, szybko i mocno. Dymam intensywnie, byle jak najszybciej dojść. Żałosną scenerię dopełnia skrzypiące łóżko. Dochodzę. Wycieram chuja w chusteczkę. Ubieram się, wychodzę. Idę przed siebie. Jestem niczym pusty dzban.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii