RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2015

Szczuplutka blondyneczka (pierwszy anal) cz IV

29 sty

Tak to już jest w samczym świecie. Zawsze, ale to zawsze rywalizujemy o kobiety – samice. Bez względu, czy nam zależy, czy nie musimy, się wykazać i wyeliminować przeciwnika. Nawet, jeśli faceci, to koledzy, przyjaciele, to i tak w obliczu kobiety muszą rywalizować. Tak po prostu jest. Wracając na stancję myślałem o Marcie i o Beacie.

Beata. Poznałem ją w klasie maturalnej. To dosyć głupi czas na zawieranie znajomości i jeszcze gorszy na zakochiwanie się. Co do „zakochania się” jak większość facetów w tym wieku, ja również wpadałem w pułapkę. Pułapka polega na wykreowaniu wielkiego uczucia, tam, gdzie go nie ma. Czasem, tak jak w moim przypadku, po maturze znajomość zaczyna trawić towarzyska gangrena, objawiająca się w niezliczonych wiadomościach SMS i rozmowach telefonicznych, które tak naprawdę do niczego nie prowadzą. Szczenięca miłość. Tak więc, Beata była ostatkiem szczenięcej miłości. Z Martą było inaczej. To też było młodzieńcze zauroczenie, ale schłodzone bardziej dorosłym spojrzeniem. Marta była pewną granicą. Choć nie przekroczyliśmy nigdy granicy fizyczności, to dzięki niej szczeniak zamienił się w psa.

Na takich rozmyślaniach upłynęła mi droga do łóżka w moim pokoju. Zmęczony wczorajszym alkoholem i dzisiejszymi doznaniami zapadłem w kamienny sen.

Po przebudzeniu życie toczyło się nadal. Kawy z Martą, uczelnia, stancja, imprezy – pijaństwo, seks, zawieranie przyjaźni. Tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Im więcej ludzi poznawałem, tym bardziej byłem przekonany, że szczenięcą znajomość należy odpuścić. Jak wiadomo, gdy pojawia się gangrena jedynym wyjściem jest amputacja. Antybiotykiem też miała być Marta. Miała być, bo jednak wybrałem inne lekarstwo, inną terapię.

Im bliżej wiosny kontakt z Beatą stawał się intensywniejszy. Odniosłem wrażenie, że jednak jej zależy. Mimo sporej odległości ustaliliśmy, że spotkamy się w maju. Jak się okazało, było inaczej. Wracałem z majówki. Przez cały czas liczyłem na spotkanie z Beatą. Każdy kolejny SMS działał pobudzająco. Jej brak odpowiedzi doprowadził mnie stanu napięcia. Testosteron rozsadzał mnie. Czułem go nawet pod paznokciami. Wiedziałem, że muszę puknąć. Nie chodziło nawet o sam seks. Chodziło o coś więcej. Chodziło o rytuał. Odnalazłem numer telefonu (niczym alkoholik – skrawek gazety z numerem miałem w małej, ukrytej kieszonce w kurtce). Pierwsza rozmowa. Idę pod znajomy adres. Przyspieszone bicie serca. Stoję pod blokiem. Kolejny telefon. Domofon, dźwięk otwieranych drzwi od klatki schodowej. Kilka schodów do pokonania i ciekawość, kto będzie za drzwiami. Dobrze wiem, kto będzie, ale ciekawość, nawet nieuzasadniona jest częścią rytuału, bez niej kurewski rytuał straciłby na wartości. I tego właśnie potrzebowałem. Beata, Marta, niepowodzenia na uczelni, wszystko jest odległe, jakby na drugim końcu wielkiego oceanu. Pukam do drzwi. Smukła blondynka. Scenariusz ten sam. Co? Na Ile? Prysznic i czekanie. Siedzę nagi i czekam na rozwój wypadków. Czekanie mnie upaja. Kiedy wchodzi moja kurewka, wszystko dzieje się banalnie. Trochę lodzika, zabawa cyckami i seks. Przyjemny, ale pozostawiający niedosyt, bo wiedziałem o jeszcze jednej dziurze do spenetrowania.

- Odwróć się. Teraz anal. – Te słowa spowodowały, że mój kutas wyprężył się jeszcze bardziej. Erekcja staje się bolesna. Zmiana ogumienia. Blondyneczka wypina się smarując anus. W powietrzu rozchodzi się zapach truskawek. Ciekawe, czy to ten sam lubryka, co kilka miesięcy temu – zastanawiam się. Mając w pamięci, analne perypetie za pierwszym razem stwierdziłem, że muszę się skupić. Niepotrzebnie. Blond diva klęcząc na kolanach położyła twarz na łóżku. Jej delikatnie rozchylone nogi i pozycja sprawiły, że perfekcyjnie wypięła tyłeczek. Żaden anal później nie charakteryzował się tak rozkosznie zachęcającym tyłeczkiem. Do dziś czuję ruch w gaciach, gdy przypomnę sobie wypięty tyłeczek i anus zachęcający do storpedowania. Przysunąłem się do jej dupki. Przystawiłem fiuta do rozkosznego pączka i delikatnie naparłem. Jak w masło. Znów poczułem na pycie wszechogarniającą ciasnotę. Na chwilę świat przestał istnieć. Istniała błogość, która wypełniła cały pokój, stała się moim wszechświatem. Istniałem ja i wypięty tyłeczek blondyny, który wypełniony był moim kutasem. Nic poza tym. Mechanicznie wykonywane ruchy w przód – w tył. Z punktu widzenia biologii, to tylko stosunek analny, ale dla mnie było to coś, znacznie przekraczającego seks. Ruchy mojego fiuta w wypiętej dupie były symboliczne i wielowymiarowe. Pierwszym poziomem był popęd. Zwykła chuć. Pod tą przyziemną warstwą kryło się coś znacznie więcej. Ruchy frykcyjne były ucieczką i pogonią jednocześnie. Posuwając ten świetny tyłeczek uciekałem, co prawda, wtedy jeszcze nie wiedziałem przed czym, ale uciekałem. Pół biedy, żebym tylko uciekał, ale ja jeszcze goniłem, goniłem to coś, czego nie da się złapać. Ciekawe, czy gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że nie muszę uciekać, nie muszę łapać, to ubrałbym się i wyszedł? Czy dokończyłbym to, co zacząłem? Nie, na pewno nie. Sam musiałem do tego dojść. Po swojemu. To, że wybrałem „tę drugą dziurkę” już symbolizowało, mój własny szlak, moje szukanie swojej prawdy. Nadchodzący orgazm poczułem najpierw w łydkach. Energia przesuwała się udami w górę. Kiedy napięcie doszło do klatki piersiowej znalazłem się na ostatniej prostej. Już nic nie mogło przerwać mojego szczytowania. Wchodzę w tyłek szybciej i mocniej. Energia z wysokości mostka opada, niczym lawina kieruje się do mojego prącia. Zatracam się w intensywności doznań. Energia z niewyobrażalną siłą opuszcza mojego druha. Ostatnie trzy mocne pchnięcia, mój przyspieszony oddech, moja ręka głaszcząca dół pleców kobiety klęczącej przede mną, resztki nasienia zapełniające zbiorniczek prezerwatywy. Wszystko to dzieje się jednocześnie. Delikatnie i powoli wyjmuję fiuta z wypiętej dupci. Kiedy wyciągam fiuta, prezerwatywa troszkę się zsuwa. Po moim wycofaniu zwieracz blond divy zaciska się, wskutek czego część prezerwatywy zostaje w jej odbycie. Łapię przy końcu i wyciągam. Blondynka nie patrząc mi w oczy podaje papierowy ręcznik. Zaczynam się ubierać. Prysznic wezmę w domu. Kiedy kończę ubieranie, mogę przysiąc, że słyszę chichot. Chichot wewnątrz mnie, gdzieś ze środka, a może za moją głową? Bańka mydlana, wypełniona doznaniami, w której znajdowałem się kilka sekund temu rozpadała się na milion cząstek, a każda z nich powędrowała w kierunku wyznaczonym przez chaos. Nie wiem kto chichocze. Los? Diabeł? Anioł Stróż (anioł raczej by nie chichotał)? Podświadomość? Z dna mojej głowy, a może serca słyszę wyraźnie płynące myśli, A może to nie myśli, może to przekaz Siły Wyższej Od Nas Samych. „Nigdy nie będziesz miał ani Marty, ani Beaty. Cała majówka była próbą, sprawdzianem.” – Słyszę głos mojej głowie. – „ Zdałeś ten sprawdzian, przeszedłeś próbę. Wszystko co musiałeś zrobić, to wybrać, dokonać wyboru. I wybrałeś”. Dotarło do mnie. Zrozumiałem, że znalazłem się po złej stronie mocy i raczej nie będzie odwrotu. „Nie” – krzyczałem w myślach. – Można to jeszcze odkręcić, poprawię się. Poczułem chęć natychmiastowej ucieczki. Po opuszczeniu mieszkania przeskakiwałem po trzy stopnie. Znalazłem się na zewnątrz. W głowie myśli przelatywały mi niczym bile po zielonym suknie. Czy faktycznie przekroczyłem Rubicon, czy nie ma odwrotu? Czy moje poszukiwanie wciąż nowych doznań przekreśli szanse na normalne życie (zdarzało się, że wybiegałem myślami w przyszłość i pytałem sam siebie, czy rola męża i ojca to coś, co będzie mi pisane i ważniejsze, czy ja się spiszę w tej roli). Mały parking przy nijakim bloku zaczął mnie przytłaczać. Do mieszkania miałem spory kawałek, ale ruszyłem starając się odgonić złe myśli. Zaczęło wiać. Cały dzień był lekko pochmurny. Świeże powietrze otrzeźwiło mnie. Zacząłem układać wszystko w racjonalną mapę będąc ciekawym, gdzie mnie zaprowadzi. – Przecież nic wielkiego się nie stało, przeleciałem dziwkę i tyle. – Uspakajałem sam siebie. Dlaczego więc pomyślałem, o Beacie, o Marcie, dlaczego pojawiło się to dziwne uczucie, taki chłodny niepokój? Z nieba zaczęła kapać drobne krople. Wiosenny deszczyk. Jeszcze dobrze nie przetworzyłem w mózgownicy informacji o wiosennym deszczyku, Kiedy poleciały hektolitry wody. Z wiosennego deszczyku zrobiła się wiosenna burza. Chodnik zaczął pustoszeć. Każdy szukał schronienia. Wycieraczki przejeżdżających samochodów pracowały na najwyższych obrotach. Zostałem sam na chodniku. Zacząłem czuć deszcz. Chciałem go chłonąć. Instynktownie czułem, że to jedna z tych chwil w życiu, które pamiętamy zawsze. Pomyślałem, że jeśli deszcz dostatecznie mnie spłucze, to będzie symboliczne oczyszczenie. Od jutra zacznę wszystko do nowa. Porozmawiam z Martą, porozmawiam z Beatą. Koniec z dziwkami! Trzeba zacząć nad sobą pracować. Przez chwilę sam to uwierzyłem. Chciałem zaczarować rzeczywistość, ale w głębi wiedziałem, że to nic nie da. W strugach deszczu spływających po mojej twarzy niezauważenie spłynęły dwie łzy.

Dotarłem do mieszkania. Otwieram drzwi. Słyszę salwy śmiechu. Niebieski dym i słodkawy zapach czuję już w przedpokoju. Wchodzę do pokoju Miszy, skąd słychać śmiech. No tak, Miszą, Kapitan Planeta, Olek, Przemo, Kamile i Władek.

- Siemaneczko. Co tam. – Firmowy, radosny uśmiech Kapitana.

- Powitać, powitać. – Nienaturalny uśmiech Kamila każe mi sądzić, że dawka THC w jego organizmie przekracza średnią krajową. Misza i Przemo unoszą ręce na znak powitania. Idę do siebie. Jestem przemoczony. Ściągam mokre ubranie. Spodnie dresowe i bluza zastępują mój ubiór. Wracam do ekipy. Na stole i biurku niezliczone ilości zielonych butelek po piwie. I Jedna najważniejsza. U dołu wybita jednogroszówką dziura, szyjka owinięta sreberkiem. W środku unosi się cudowny dym. Rozglądam się po ludziach. Jedni rozmawiają,  ktoś stuka w telefonie, inny kontempluje napisy na butelce piwa. Wszyscy naćpani, wszyscy szczęśliwi. Wszystkie niespokojne myśli zostają zepchnięte w kąt. Jestem wśród swoich, jestem bezpieczny. Widok znajomych twarzy uspokaja mnie. Butelka ze sreberkiem wędruje do mnie.

- Rozpalaj chłopaku. W końcu i tak masz największe tyły – pada komenda kapitana.

- To takie zaszyty? – Pytam z uśmiechem biorąc butelkę. Przybliżam dziurę po jednogroszówce do ust. Kamil przypala mi mieszankę tytoniu i marihuany. Biorę głęboki oddech. Widzę, jak dym przesuwa się w dół – do moich ust, a później w płuca. Wstrzymuję oddech, patrzę na dym za zielonym szkłem – podoba mi się jego chaotyczna wędrówka, trochę jak ja. Butelka wędruje z rąk do rąk, z ust do ust. Wszyscy rozbawieni do rozpuku. Misza wyciera łzy rozbawienia. Nie wiadomo kiedy Kamil wyszedł, bo właśnie wrócił z dwiema reklamówkami piwa. Kolejne głębokie oddechy THC, kolejne piwa, rozmowa, śmiech. Jest błogo. Czas przestaje odgrywać rolę. Powoli otacza mnie mgła. Słyszę głosy i śmiech w oddali. Powoli opadam w nicość.

Kilka dni później SMS od Beaty. Jest z kimś i wolałaby nie utrzymywać bliższego kontaktu. Czy było mi smutno? Z pewnością, ale w końcu tak miało być. Z Martą do czerwca układ koleżeński, od października każde z nas poszło swoją drogą. Kilka tygodni po majówce poznałem Żanetę – maturzystkę, krzyżówkę punka i metala. Pewnie dlatego, później miałem opinię typa lubiącego małolaty, chociaż nie sądzę abym tu odbiegał od normy krajowej. A co do blond divy jeszcze parę razy u niej byłem. Zostaliśmy dobrymi znajomymi. Kiedy przypadkowo spotkaliśmy się na ryneczku obok miejsca jej pracy, przez chwilę zamieniliśmy kilka słów. Chyba faktycznie tego pamiętnego popołudnia wybrałem życiowy szlak. Wiele lat później kiedy, była Strona, kiedy było Forum spytałem Szwagrów o blond divę. Znali – pamiętali. Ktoś wysłał mi link do jej profilu na Stronie – wciąż aktywna zawodowo (w innym mieście), ale widać było zmęczenie materiału na zdjęciach. Cóż taki fach.

==================================================================

 Nie wynajęliśmy z Emilią tego mieszkania. Może to i lepiej. Kiedy poszliśmy wieczorem do mnie, po kolacji i po całkiem dobrym seksie zacząłem się zastanawiać: jak to się stało, że znów się zeszliśmy. A, już wiem, kluczem do naszego zejścia jest „czterdziestka”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szczuplutka blondyneczka (pierwszy anal) cz. III

23 sty

Na chwilę się zatrzymuję. Głaszczę ją po dolnej części pleców, chociaż wolałaby pewnie, żebym tego nie robił.

- Robisz anal? – Pytam.

- Dopłata pięćdziesiąt złotych, ale zaraz czas ci się kończy.

- Szybko się uwinę – sam czuję napięcie w swoim głosie. Jeśli się nie zgodzi, to raczej nie będę miał argumentów i zmuszony będę dojść dzięki jej cipce, co aktualnie mi nie wystarcza.

- No dobra, ale kasa teraz. – Uf. Jednak chęć zarobku jest silniejsza niż niechęć do mnie. A może to nie jest niechęć? Nieistotne. Teraz liczy się tylko jej dupcia.

Schodzę z łóżka i podnoszę spodnie z podłogi. Śmieszna sytuacja: ja goły, z gumą na fujarze szukam portfela w kieszeniach spodni. Jakby ktoś nakręcił filmik byłbym królem YouTube`a. Podaje blondynce banknot.

- Zaraz wracam – mówiąc to wychodzi z pokoju. Po kilku sekundach wraca.

- Musisz zmienić prezerwatywę – mówi.

- Ok – od tej pory to jedyne co mówię, jestem zbyt zajęty moim pierwszym analem. Ściągam gumę, blond diva podaje mi następną. Tej już nie zakłada. Robię to sam. Właścicielka smukłych ud, dużych cycków i zgrabnej dupci ustawia się na czworaka, tyłem do mnie.

- Poczekaj. Muszę się nawilżyć. Znów wyjmuje czerwoną tubkę. Ręka z lubrykatem na palcach wędruje pod jej ciałem, między nogami i smaruje odbyt. Znów czuć zapach truskawek.

- Delikatnie i pospiesz się, bo zaraz ci się czas kończy.

- Ok.

Nie musi mnie zachęcać. Entuzjazm doszedł do mojej pały, która ze sztywnej zamieniła się niemal w kamienną. Już nie jestem znudzony, przeciwnie – jestem podekscytowany do granic możliwości. Podniecenie seksualne połączone z podnieceniem przy odkrywaniu rzeczy nowych, to mieszanka jedyna we wszechświecie. Z zapałem dobieram się do jej dupci.

I tu następuje seria komicznych wydarzeń. Nie mogę trafić w jej kakaowe oko. Albo za nisko albo za wysoko. Kurwa, co jest?!  Na wszystkich pornosach to takie łatwe. Nie raz widziałem, jak wytrawny chwat np. Evan Stone raz w cipkę, raz w dupkę i to tak, żeby było wszystko widać w kamerze. Kombinuj, kombinuj  – myślę. W końcu się wciskam.

- To nie jest anal – irytacja w głosie dziwki każe mi się wycofać jak najszybciej. I żeby było ciekawiej, z moich ust pada „ok.” Ręka divy wędruje między udami i łapie mnie za Wacka, kierując go, gdzie trzeba. Sama przylega twarzą i cyckami do łóżka. To powoduje, że jej tyłek jest wypięty maksymalnie. Dostrzegam dziurę w tyłku, de Sade miał rację – to pączek róży. Przykładam końcówkę fiuta i delikatnie dociskam. Czuję lekki opór, ale posuwam się do przodu. Pokonałem siłę jej zwieracza. Jestem w jej dupci! Łapię blondynkę za biodra i już pewniej prę do przodu. Inaczej, ciaśniej. Mojego fiuta otacza jakby pierścień. Jestem jeszcze bardziej podniecony niż przed chwilą. Mój i tak sztywny pal sztywnieje jeszcze bardziej – do granic bólu. Oto jestem nowy ja: bez śladu wczorajszego spożywania, świeży, pełen mocy, eksplorujący dupę zgrabnej blondynki. Rytmicznie i miarowo posuwam, samoistnie zwiększając tempo.

- Delikatnie! – Muszę nieco zwolnić. Jest fantastycznie, jest świetnie. Nie wiem ile to trwa, pewnie kilka minut. Fala oszałamiającej przyjemności uderza nagle. Tryskam dobijając do pośladków. Zatracam się, na chwilę się zatracam. Ktoś, kto nazwał orgazm małą śmiercią miał cholerną rację. Wraz z orgazmem trzeźwieję. Tak, jakbym się dopiero obudził po wczorajszym. To jak wybudzenie z letargu. Balanga, rozmowy ze znajomymi, pobudka, telefon do dziwki, seks, orgazm – wszystko zlewa się w jedno. Dopiero teraz zaczynam nowy dzień. Delikatnie wycofuję się z tyłka divy. Blondi odwraca się, w ręce trzyma kawałek papierowego ręcznika. Zdejmuję gumiaka i kładę na ręczniku. Dostaję rolkę ręcznika. Odrywam kilka kawałków i wycieram fiuta. Oddaję zmięte kawałki ręcznika z resztkami mojej spermy. Zaczynam się ubierać. Dobrze się czuję po pierwszym analu. Jednak, kiedy podniecenie zaczyna opadać dociera do mnie, że jestem w burdelu, zakamuflowanym, ale jednak w burdelu. To powoduje, że przyspieszam ubieranie poszczególnych części mojej garderoby. Blondynka ma na sobie koszulkę i stoi przy drzwiach. Oboje milczymy, każde patrzy gdzieś przed siebie. Ona pewnie czuję do mnie odrazę i poniżenie, bo wsadziłem jej w każdą możliwą dziurę, a mi jest jakoś głupio. Kiedy biorę kurtkę do ręki pada pytanie:

- Wszystko masz?

- Tak.

- To chodź. – Prowadzi mnie do ciemnego przedpokoju. Zagląda przez wizjer i otwiera drzwi.

- Cześć.

- Cześć.

Nie patrząc na prostytutkę przekraczam próg. Wychodzę na zewnątrz. Ogarnia mnie tępe uczucie. Znam siebie, więc uczucie też jest mi znane. To pustka. Podniecenie całkowicie opadło. Dopiero teraz odczuwam osłabienie, po piciu i intensywnym seksie. Ogarnia mnie przyjemna słabość, zaczynam się pocić. Rozpinam kurtkę. Chłodne powiewy jesiennego wiatru miło kontrastują z rozgrzanym ciałem. Idę przed siebie. Myślę o Marcie. Dlaczego nie zaprosiłem jej wczoraj?  Marta to koleżanka z grupy i jednocześnie pierwsza dziewczyna, poznana przeze mnie na studiach. Przez pierwszy rok zbliżyliśmy się do siebie, choć nic na to nie wskazywało w pierwszych momentach znajomości. Jednak jakoś samo wyszło. Z jednej strony, to tylko koleżanka z grupy (nie ruszaj dupy ze swojej grupy – uczy akademicka starszyzna), a z drugiej strony… Kiedy patrzę na to stworzenie o prostych włosach, to trudno pozostać obojętnym. Marta, a właściwie Martusia-Maskotka jest malutka, niecałe metr sześćdziesiąt. Jeśli dodać do tego całe mnóstwo krągłości, gdzie się tylko da. Pełne usta, lekko pyzate policzki i duże (niemal nieproporcjonalne) cycki, to otrzymamy obraz Marty. Całość wykańczają oczy w kolorze niebieskim o niespotykanej intensywności. Jest inteligentna, towarzyska, wygadana i ma cięty jęzor. Taki mały, rezolutny trzpiot o ciele miśka Haribo. Można na niej oko zawiesić. Ja to oko zawiesiłem, ale nie do końca, bo pozostawała jeszcze Beata.

Skupiłem się tak bardzo na jałowym myśleniu, że nie zauważyłem, kiedy dotarłem do przystanku naprzeciwko mojego wydziału. Patrzę przed siebie: Marta! Niziutka postać z wesołymi oczkami. Jesienna kurteczka i niebieskie jeansy ładnie się komponowały na jej miękkim ciele.

- Cześć maskotko – nieco się ożywiłem na jej widok.

- Cześć. – Dziwne. Ton głosu jak u rodzica, który kocha dziecko, ale wie, że nic do niego nie dociera.

- Już po zajęciach? – Zadałem to pytanie, choć wiedziałem, że jest okienko i zawsze jeździmy na kawę.

- No, okienko jest. Z przepicia pamięć szwankuje? – Niby mówi to z humorem, ale jakoś poważnie.

- No, ciężko było. Bardzo widać? – Nie wiem czemu to powiedziałem. Chciałem jej zaimponować? Trudno powiedzieć. – Co ciekawego na uczelni?

- Widać i czuć. Nic ciekawego. – Rozmowa zaczyna być jałowa, spojrzenie Marty, wymowne, dawało jasny przekaz, że tracę albo straciłem całkiem sporo w jej oczach. Kiedy zacząłem zbierać się do odejścia podszedł Łukasz. Szybkie „cześć” do mnie i podał Marcie bilet. No tak, idą razem na kawę. Pewnie, gdybym był na zajęciach ta ja podałbym teraz Marcie bilet. Co mnie to obchodzi? To ja, nie dalej jak dwadzieścia minut temu, rżnąłem blond divę w każdą dziurę. To ja jestem tym zajebistym i ja gram główną rolę w tym przedstawieniu. Oni, to tylko tło, statyści lub publiczność. Rzucam „Nara” i odchodzę. Marta odpowiada lakonicznie „hej”, Łukasz nic nie mówi. Uśmiecha się i macha ręką. Obaj wiemy. Wygrał to rozdanie. Ja niczym pionek zostałem usunięty z szachownicy.

CDN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szczuplutka blondyneczka (pierwszy anal) cz. II

20 sty

Muzyka sączy się z odtwarzacza. Zaciągnięte niebieskie rolety, łóżko w kącie. Zwyczajne burdelowo. Szybka transakcje. Biorę pół godziny. Zawsze należy tyle brać. Jest to opcja najbezpieczniejsza finansowo. Udaję się do łazienki. Szybkie opłukanie i wychodzę owinięty ręcznikiem.

- Zaraz przyjdę. – Słyszę od blondynki, poczym wychodzi zamykając drzwi od pokoju. Na wewnętrznej stronie drzwi wisi plakat Wentwhorta Millera, bohatera bardzo wtedy popularnego serialu. Czyżby była młodsza niż wyglądała – zastanawiam się. – Bo kto wiesza plakaty z aktorami? Po dwudziestce nikt. Dałbym jej dwadzieścia trzy, do dwudziestu sześciu. Jednak plakat każe się zastanowić.

Kolejna część rytuału. Czekanie na seks. Moja pała zaczyna wypełniać się krwią. Słyszę strumień wody przez ścianę, który właśnie spływa po szczupłym ciele blond divy. Powietrze gęstnieje. Mój oddech staje się cięższy. Jeśli będziecie mieli styczność z terapiami dla uzależnionych, to dowiecie się, że w każdym uzależnieniu istnieje tak zwany łańcuch zdarzeń, który ma w sobie pewien moment, po którym nie ma odwrotu. Jeśli pijak otworzy butelkę, to raczej nie ma szans, że ją odstawi. Podobnie jest ze mną. Czas oczekiwania jest upajający. Po prostu nie można się wycofać. Woda za ścianą przestaje lecieć. Blondynka pewnie wyciera się ręcznikiem. To już! Już niebawem będę w niej. Pełna erekcja, podniecenie totalne. Głęboki oddech, bo zacząłbym się trząść. Wchodzi moja diva.

Owinięta ręcznikiem. Szczupła, ładna. Ma ten typ urody, który mają niektóre blondynki. Jest jakby pokryta pewną mleczną powłoką. Oczy również takie…mleczne. Możecie pomyśleć, że była naćpana, ale nie. To nie to. Pierwszy taki typ urody pamiętam z podstawówki – koleżanka z klasy. Nie sądzę, żeby tamta też była naćpana. Po prostu taki typ. Typ mlecznej blondynki.

- Połóż się. – Słyszę profesjonalny, beznamiętny ton głosu. Już wiem co mnie czeka. Standardowa obsługa w takim przypadku. Kładziesz się i następuje lodzik. Francuz ma poniekąd dwa zadania: jeśli nie jesteś sztywny, ma postawić cię do pionu. Jeśli jesteś sztywny, ma cię podniecić do takiego stopnia, żebyś po założeniu gumki nie zajeździł dziewczyny, tylko się spuścił. Dla dziwki najlepszym rozwiązaniem jest, gdy spuszczasz się przy oralu. Łatwy szmal. Z racji tego, że moja pała już sterczy, głowa blondynki porusza się rytmicznie. Nie rusza mnie to. Patrzę na jej ciało, chęć eksploracji, posmakowania, poznania jej ciała jest większa niż chęć spuszczenia po wpływem jej ust. Proszę, żeby przerwała i się położyła. Ma nieproporcjonalnie duże piersi. Jeszcze nie wygniecione, nawet delikatne. Mój przyjaciel Misza z rozbrajającą szczerością wyznaje zawsze, że jest cyckomaniakiem. Ja nie jestem, ale też lubię cycki. Kurwa, o czym my mówimy? Każdy facet lubi cycki. Tak było i będzie.    Płaski brzuch, delikatne, subtelne uda. Jest niezła. Rozsuwam jej nogi. Idealna, spójna z urodą  cipeczka, nieśmiało ukazuje się między udami. Napawam się widokiem. Dotykam, gładzę ją po całym ciele, gładkim smakowitym.

- Zakładać gumkę? – Słyszę pytanie, które nie brzmi przyjaźnie. Trochę mnie to zbija z tropu.

- Tak. – Mówię niezbyt głośno.

Mechanicznie ręce blondynki ubierają mojego zbója w robotnicze ubranko. Dociera do mnie, że ja poświęciłem sto procent uwagi jej walorom, a nie zauważyłem najważniejszego. Ona jest nieobecna, co więcej zdaje się w magiczny sposób sprawić, że też jestem nieobecny. Kiedy gumiak jest na mojej fujarze kładzie się bez słowa. Rozchyla lekko nogi, odwraca głowę i pilotem wyjętym spod poduszki pogłaśnia muzykę. Czyżbym aż tak był dla niej odpychający? Chcę wejść.

- Poczekaj. – Słyszę nieprzyjemny ton głosu. Nie wiem o co chodzi. Wstaje wyciąga spod łóżka czerwoną tubkę. Wyciska troszkę na trzy palce u pociera cipkę. W powietrzu rozchodzi się zapach truskawek. Wykorzystuję ten moment i zamiast wejść pochylam się i moje usta obrabiają jej cyce. Delikatnymi pocałunkami przesuwam się w dół. Brzuch: płaski i delikatny. Wydepilowane dokładnie łono, na którym zakreślam ósemki językiem. Jej ciało jest całym moim światem. Delektuje się jej łonem, a ręka pociera subtelną cipkę. Mieszkanka zapachów jej skóry, jej cipki i lubrykatu prowokuje myśl: „może ją wylizać”? Rozchylić palcami fałdy skóry i posmakować tej magicznej kompozycji smaku i zapachu. „Przecież to dziwka!!” Słyszę w głowie. Jest świetna, to prawda, ja jestem jeszcze na wczorajszych promilach, to też prawda. Rozpala mnie podniecenie, ale fakty są, jakie są. To dziwka, a dziwkom nie robi się minetek. Ten myślowy sprint wystarczył aby zrezygnować z oralnych planów. Podnoszę głowę, patrzę na nią. Nadal odwrócona głowa. Patrzy na plakat na drzwiach. „Chiałabyś, żeby posuwał się Michael Scofield” – myślę. Mało mnie to obchodzi. Wchodzę w nią i zaczynam powolne ruchy. Moje ręce błądzą po jej ciele. Żadnej reakcji. Cały seks, to sto procent czystej mechaniki. Niby o to chodzi w seksie za kasę, ale to już przesada. Zaczynam czuć rozdrażnienie. Nie wiem, czy jestem tak odrażający, że musi się wyłączyć, czy z automatu tak traktuje wszystkich klientów. Zaczynam posuwać coraz szybciej, a w głowie kiełkuje mi myśl z pogranicza sadyzmu i mściwości. Skoro nie potrafi w sobie wzbudzić żadnych emocji, to ja je wzbudzę. Jestem po pijaństwie, mój organizm jest osłabiony, a ruchy w blondynce dosyć intensywne. Zaczynam się pocić. Organizm wydala alkohol. Pieprzę ją klasycznie, jestem oparty na rękach. Kiedy pierwsza kropla potu odrywa się od torsu, opuszczam się na rękach i przywieram do ciała pode mną. Chcę, żeby była uklejona moim potem, chcę, żeby poczuła obrzydzenie, które odczytam na jej twarzy, jako jedną z emocji. Chcę ją zbrukać, skurwić za emocjonalną pustkę, z jaką mnie przyjęła. Być może jestem bydlakiem, skurwielem, ale w tej chwili czuję satysfakcję, że kwota za pół godziny daje mi możliwość upodlenia jej. Patrzę na jej twarz, jednak ma emocje. Usta stają się bardziej zaciśnięte, a oczu zwężają się. Nie widzę obrzydzenia, raczej zawziętość.

Pozycja klasyczna mnie nudzi. Bodźce z pocierania mojego penisa o ścianki jej pochwy nie są wystarczające od tego, abym miał orgazm. Może to wóda stępiła mi zmysły, a może otoczka zwana atmosferą odgrywa większą rolę w seksie, niż podejrzewałem. Na chwilę wychodzę, zakładam sobie jej nogi na ramiona i cykl ruchów zaczyna się od początku. Gówno to daje. Wciąż pozostaje sztywny, ale nie mogę się spuścić. Specyficzne uczucie: być podnieconym i jednocześnie znudzonym. Proszę, żeby się odwróciła, może gdy wejdę od tyłu, wyrwę się z odrętwienia? Łapię ją za biodra i miękko wchodzę. Nie wiem dlaczego jeszcze ją posuwam. Przestało mnie to kręcić. W każdej chwili mogę przestać. Ubrać się w wyjść. Jednak tego nie robię. Muszę się spuścić. Tak, jakby za moim orgazmem krył się jakiś cel. Jakiś nieodkryty element, który będzie pasował do całości. Kiedy ręce przesuwam z bioder na pośladki, dociera do mnie. Patrzę na wypięty tyłeczek i całe ciało rozpala mi jedna myśl: nigdy nie eksplorowałem kobiecego anusa (męskiego zresztą też nie, ani swojego, po prostu nie uprawiałem seksu analnego). Chcę jej wsadzić w dupę.

CDN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szczuplutka blondynka (pierwszy anal)

19 sty

Listopad. Dużo się zmieniło. Dziwnym zrządzeniem losu w lipcu spotkałem Emilię. Od słowa, do słowa i znów byliśmy razem. We wrześniu padła decyzja, że zamieszkamy razem. Decyzja, decyzją, ale to wymagało pewnych zabiegów. Po pierwsze musiałem zerwać umowę najmu. Po drugie: Emilia musiała powiadomić rodziców i zacząć się pakować. No i najważniejsze: wspólne szukanie przyszłego gniazdka. Czasem się zastanawiam – po chuj to wszystko? Ale zaraz szybko się ganię – przecież trzeba się wpasować. Tylko, że ja nigdy nie chciałem się wpasować. Zawsze miałem tylko jedno marzenie: mieć wszystko w dupie i iść swoją drogą. A właściwie, to nie chciałem iść swoją drogą – chciałem wytyczyć swój własny szlak. Niestety, stała się jedna z dwóch rzeczy albo los ze mnie zadrwił albo sam dałem dupy i nie podołałem wyzwaniu. Nie ważne. Płynę z prądem i tylko społeczność jest moją furtą, przez którą mogę uciec do innego świata. Przynajmniej do chwili wytrysku.

Znaleźliśmy mieszkanie (Emilia znalazła). Po remoncie, blisko centrum, częściowo umeblowane. Niedaleko ryneczek ze świeżymi warzywami. W porządku. Umówiliśmy się po pracy, żeby je obejrzeć.

Jesteśmy na miejscu. Nie daję nic po sobie poznać, ale znam to osiedle. Kiedyś tu bywałem. Kiedyś….

Listopad. Drugi rok ekonomii. Wczesne lata studenckie, to fajna sprawa. Nie ma rutyny, nie ma zblazowania. Wszystko jest nowe. Człowiek poznaje życie na każdej płaszczyźnie. Ja odbijam się niczym kulka w piłkarzykach. Między wydziałem, pijackimi burdami na stancji, dziwnej bliskości z Martą i uczuciem do Beaty. Jeśli dodamy towarzystwo moich współlokatorów, to otrzymujemy coś, co trudno zdefiniować. Ale to nieistotne.

Blondynkę znalazłem w anonsach. Były to czasy, kiedy jeszcze nie było Forum, nie było Strony. Nie znałem Społeczności. Tak to jest z tym światem. Człowiek zanurza się w nim powoli. Zaczyna się od oficjalnych przybytków. Każdy wie, gdzie są agencje towarzyskie i burdele. Tam dowiadujesz się o mieszkaniówkach, gdzie zazwyczaj jest taniej i co ważne bardziej anonimowo. Na mieszkaniówkach z kolei…..z resztą nieważne. Ważne, że na mieszkaniówce dowiedziałem się o Anonsach. Ziemi obiecanej dla wszelkiej maści okurwieńców.

A wszystko zaczęło się od studenckiej imprezy. Kiedy otworzyłem oczy pierwszym uczuciem była suchość w gardle, w ustach. W ogóle jakaś suchość. Nie wiem skąd taka myśl, ale pomyślałem o porannym rżnięciu. Po prostu miałem ochotę wsadzić, a wyrwana kartka z anonsami stwarzała nieograniczone możliwości. To był czas, kiedy jedna z sieci komórkowych rozpoczynała ekspansje i jej numery zaczynały się od charakterystycznych cyfr. I to zdecydowało. Cyfry plus opis: szczupła blondynka z dużym biustem. Wystukałem numer. Usłyszałem głos, o którym nie dało się nic powiedzieć oprócz tego, że należy raczej do młodej kobiety. Okazało się, że przyjmuje dwa przystanki tramwajowe dalej. Te panny zawsze mówiły, że przyjmują, niby tam nie mieszkały, ale czasem prawda okazywała się inna.

Zadziwiające. Rozpoczynające się za dwie godziny zajęcia nie były w stanie zmusić mnie do wstania, a dwie minuty rozmowy z dziwką dały impuls do mycia zębów. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zaczynam wypracowywać swój własny mechanizm na kaca. Jedni piją wodę z ogórków, inni maślankę, jeszcze inni jedzą banany. Ja w ramach kaca bzykam kurwy. Testowałem z tak zwanymi normalnymi kobietami – to nie to. Czasem jeszcze bardziej głowa boli. Wyszedłem z klatki. Jesień. Wystarczająco ciepło na spacer i wystarczająco chłodno żebym przetrzeźwiał po ciężkiej nocy. Dwudziestominutowy spacer zakończył się na ulicy, której nazwę usłyszałem w telefonie. Kolejny telefon, wiem którego bloku mam szukać. Uwielbiam ten etap. Znacie zapewne ten moment znajomości z dziewczyną, kiedy idziecie do łóżka. Tę fascynującą chwilę. Skupiasz się na jej ciele. Za chwilę poznasz kształty ukryte pod ubraniem i zweryfikujesz swe wyobrażenia. Kiedy dochodzisz do bielizny, wiesz, że to ostatnia prosta, że za chwilę zanurzysz się w  najwspanialszej materii jaka kiedykolwiek istniała. W kobiecym ciele. Jest to chwila tak magiczna, że wielu opisywało ją od początku świata. Wielu później cytowało owe dzieła, a temat i tak nie stracił na aktualności.

Podobnie jest z dziwkami. Dostajesz pierwszy namiar: ulicę. Później numer bloku i mieszkania. Taki rodzaj dziwkarskiej gry wstępnej. Zawsze mam skojarzenia z zabawą w tropicieli, albo z odkrywaniem nowego (na pewno nie dziewiczego  haha) terytorium. Kiedyś usłyszałem argument przeciw pornografii:, „że nie ma co tego oglądać, bo wszyscy są tacy sami”. Wprawdzie nie miałem zbyt wielkiego doświadczenia, ale intuicyjnie wiedziałem, że to lipa. Nikt nie jest taki sam. To tak jakby zniechęcać do podróżowania, bo Ziemia wszędzie jest Ziemią. A co z dżunglami, co z pustyniami co z tajgą, Wielkim Kanionem, naszymi Tatrami etc etc.

I najważniejsze co z samą przyjemnością podróżowania? Wędrówki po krainie kurew nigdy nie są sztampowe i nudne. A już na pewno nie na początku tej drogi. Jeszcze jedna rzecz. Mam taką małą teorię. Wiecie dlaczego faceci lubią dziewice?

Ne jest to spowodowane szukaniem czystości i niewinności, jak próbują nam wcisnąć ci przyzwoici i porządni ludzie. Niewinność umarła dawno temu. Wiecie dlaczego smoki wyginęły? Pozdychały z głodu, bo żywiły się dziewicami. A my? Dlaczego szukamy dziewic, bo mamy w sobie malutki pierwiastek dawnych facetów – wojowników, odkrywców. Postęp cywilizacyjny stępił w nas te zwierzęce instynkty, staliśmy się metro seksualni i nieco zniewieściali. To nie znaczy jednak, że utraciliśmy te pierwotne instynkty. One cały czas są w nas, zainstalowane przez naturę. I właśnie w stosunku do kobiet te instynkty się objawiają. Lubimy dziewice, lubimy napawać się świadomością, że jesteśmy pierwsi. Nie ma to nic wspólnego z uczuciem, z tak zwanym waniliowym seksem. Lubimy być pierwsi, lubimy odkrywać. Przez chwilę każdy jest jak Krzysztof Kolumb albo Vasco da Gama. A podróżować przez burdelowo. He, to jest tysiąc razy bardziej podniecające. Schodzisz to Tartaru, przekraczasz granicę. Rozpoczynasz swoje odkrycia tam, gdzie większość kończy.

Tyle luźnych dygresji.

Znalazłem blok. Zalewa mnie fala napięcia seksualnego. Ucisk w dołku. Już nie ma odwrotu. Kolejny telefon. Numer mieszkania. Przyciskam domofon. Słyszę mechanizm otwierający drzwi. Taka jest zasada. Nikt się nie odzywa. Drzwi się po prostu otwierają. Wchodzę po schodach. Mieszkanie jest na pierwszym piętrze. Pukam. Otwierają się drzwi. Wchodzę do trzypokojowego mieszkania. Drzwi pozamykane. Domyślam się, że każdy pokój ma swoją gospodynię. Moja jest niczego sobie. Ładna. Szczupła, naturalna blondynka. Stoi w sportowych szortach i krótkiej bluzeczce. Tyle zauważyłem w ciemnym przedpokoju. Zaprasza mnie do pokoju.

CDN

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zuza cz IV

12 sty

Ostrożnie z niej wychodzę. Jest dobrze wyedukowana. Delikatnie ściąga kalosza z jeszcze stojącego potwora. Wyciera mojego kutafona nawilżoną chusteczką, w drugą zwija zużytą prezerwatywę. Obie chusteczki wyrzuca do małego kosza na śmieci. Uśmiecha się. Po wyrazie twarzy domyślam się, że raczej było przyjemnie. Nie doszła, tego jestem pewien, ale w dosyć miły sposób zarobiła kasę. To się nazywa łatwy szmal. Siada na łóżku.

- Chcesz skorzystać z prysznica albo coś? – Pyta. Domyślam się, że „coś” to propozycja napoju albo rozmowy. Kręcę przecząco głową. Na chwilę siadam na łóżku – nagi. Nie mam problemu z nagością. Nawiązujemy rozmowę. Zuza okrywa się prześcieradłem. To, co ciekawe w dziwkarskim przemyśle, to fakt, że większość div całkiem naga jest tylko podczas seksu. Zaraz po, a jeszcze ciekawiej – tuż przed – jest okryta albo ubrana. Jak dla mnie przekaz jest prosty, jej ciało to towar, seks, to usługa, i tylko na czas transakcji jest do dyspozycji. Kiedy kochasz się z kimś bliskim, nagość jest częścią rytuału – podkreśla brak tajemnic i pełną bezbronność. Tu jest inaczej, tu nie ma bliskość. I ja to rozumiem – prawa rynku. Powoli się ubieram.

- Gdybyś chciał mnie kiedyś odwiedzić, to dzwoń wcześniej, bo wiesz mogę być zajęta. Jak widzą w ogłoszeniu, że młoda, to dzwonią non stop.

Słucham i nie jestem pewien, czy dobrze słyszę. Albo żyje w swoim świecie, Albo daje mi do zrozumienia, że jest wziętą dziwką. Nie interesuje mnie to. Wkładam buty i wychodzę. Mówię „cześć” i grubawa diva otwiera mi drzwi.

- No to cześć małpiszonku. – Słyszę na pożegnanie.

Małpiszonku? Co to miało znaczyć? Nie wiem, mało ważne. Szybko schodzę po schodach, przeskakując po dwa. Nie muszę się spieszyć, jednak schodzę szybko. To podświadomość. Chcę jak najszybciej opuścić to miejsce. A dlaczego? Zdradzę wam sekret moje panie (o ile czytają to jakieś panie) każdego faceta. Każdy, powtarzam każdy facet był kiedyś u dziwki. Nie ma tu wyjątków. Powody są różne nuda w związku, jeśli jest z kimś dłużej. Jeśli jest młody i wolny, to zjawia się z ciekawości i chęci włożenia. Tacy jesteśmy i nic nie poradzimy. Kiedy jednak już się spuścimy, to pojawia się problem. Zaczynamy myśleć logicznie i dochodzimy do wniosku, że jesteśmy nie tu gdzie trzeba, nie z tą osobą, co trzeba, i zrobiliśmy, nie to, co trzeba. Jest jedno wyjście. Trzeba wiać.

Stoję pod klatką. Odpalam papierosa i idę coś zjeść. Taki mam schemat działania. Zawsze po płatnym seksie idę na niewyszukane jedzenie do jakieś budy. Chcę być spójny – do żałosnej egzystencji pasuje żałosne jedzenie.

Kiedy jestem najedzony. Wracam do siebie. Szybkie sprzątanie, przegląd wydarzeń kulturalnych, zwykłe czynności. Popołudnie niepostrzeżenie zamienia się w wieczór. Nie chcę spędzać samotnie wieczoru. Idę do knajpy.

Odwzajemniam uśmiech barmanki. Matołki przy barze idą rzucać lotkami. Podchodzę, zamawiam kolejne piwo. Rozmowa sama się toczy. Jest miło. Można powiedzieć, że coś zaiskrzyło.

Wracając do domu zastanawiam się, dlaczego mimo stabilnego życia towarzysko-seksualnego wydaję pieniądze na kurwy? Po rozstaniu z Emilią, szybko odnalazłem ruchadełko ze studiów. I właśnie dziś mógłbym spokojnie zadzwonić do Kaśki. Zawsze umawiamy się na piwo, chociaż ostatnio nawet nie otworzyliśmy puszki. Mógłbym dziś, po raz kolejny ją zerżnąć. Byłoby tak samo jak kilka godzin temu. Kiepski seks, z kiepską dziewczyną. Kasa zostałaby w portfelu. A wybrałem kurwę. Wybrałem? Nie, nie wybierałem. Ja musiałem to zrobić. Mówcie co chcecie. Ale kurewski świat, czy też światek ma w sobie coś, to coś. Przed snem włączam komputer, wchodzę na Forum. Relacjonuję wizytę na nowej mieszkaniówce. Krótki opis, cyfry, to by było na tyle. Szwagrowie będą wdzięczni.

Kilka tygodni później pomogę nowo poznanej barmance zamknąć lokal i ją odprowadzę. Spędzimy razem noc. Do knajpy więcej nie wrócę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zuza cz III

12 sty

- Cześć – mówię cicho i uprzejmie.

- Cześć – odpowiada zalotnie Zuza.

Trudno mi określić w ciemnym przedpokoju jej stan, ale zmierzamy do pokoju, więc pora ocenić towar. Bezlitosne prawa rynku. Uśmiecha się. Faktycznie jest młoda 18-20 lat i….niezbyt ładna. Na pierwszy rzut oka nadwaga. Włosy do ramion, lekko naturalnie poskręcane. Pospolita, przeciętna twarz. Ubrana w koszulkę, i spodnie dresowe. Tandeta i szmira, ale za te pieniądze… Jedyny atut, to faktycznie jest młoda.

- Na ile zostajesz? – Pyta, a ja już podjąłem decyzję. Tak jak zakładałem. Będzie idealna na zrobienie loda w to słoneczne popołudnie. Warianty są trzy: godzina, pół lub kwadrans. W praktyce sprowadza się to dwóch lub jednego numerka albo samego francuza. Często można poprosić o francuza bez gumy (FBG według slangu na Forum), to zależy od divy, która przyjmuje. To według formalnych zasad. Według zasad życiowych, niepisanych jak jesteś zadbany i dobrze nawijasz, to w najniższej stawce obrobi druta i jeszcze ją przelecisz.

- Kwadrans – mówię cicho i z uśmiechem.

- Ok. Chcesz skorzystać z prysznica? – Pyta.

- Poproszę – mówię wciąż się uśmiechając.

Daje pieniądze i dostaje ręcznik. Zuza pokazuje mi, gdzie jest łazienka. Wchodzę zwykła łazienka nawet czysto, choć mogłoby być czyściej. Opłukuję swojego druta, wycieram się podanym ręcznikiem. Zawsze sprawdzam, czy jest czysty, to też Szwagrowie punktują. Czysty. Wycieram się nie myślę o niczym – nie ma mnie, jestem w innym świecie. Wracam do pokoju, owinięty ręcznikiem w ręku trzymam ubranie. Jest ciepło, więc dużo tego nie ma.

- To ja się idę odświeżyć, a ty się rozgość. Zostawia mnie i wychodzi. Siadam w ręczniku na łóżku. Czekam. Zawsze w takich chwilach koncentruje się na czasie i przypominam sobie pierwszy raz. Każda sekunda rozciąga się w czasie kilkukrotnie. Powietrze wypełnia napięcie seksualne. Eksperymentowałem z kilkoma narkotykami, ale to oczekiwanie to haj, który jest nieporównywalny.

Słychać klamkę i pojawia się uśmiechnięta diva. Tandetny czarny strój imitujący drogą, zmysłową bieliznę i pończochy z drugoligowego sex shopu – to wszystko pasuje do drugoligowej dziwki.

- Połóż się wygodnie – mówiąc to podchodzi do łóżka i ściąga swój strój. Pozostaje tylko w pończochach. Pewnie naczytała się w babskich pisemkach, że to seksowne – pokazać się facetowi w samych pończochach. Ale ona seksowna nie jest. Duże uda już dawno przestały być kobiece stały się masywne i nieładne. Rozstępy na brzuchu świadczą, że przekroczyła granicę nadwagi i dużymi krokami zbliża się do otyłości. Jedynym atutem są duże cycki. Siada na łóżku i pochyla się w stronę mojego fiuta. Ja rozwalam się na łóżku i gładzę ją po ciele. Jej skóra dawno nie miała na sobie dobrego balsamu. Łapię ą za cycka, co nie łatwe, bo Zuza cały czas majstruje ustami przy moim drucie. Ma przyjemnie ciepłe usta. Nie jest mistrzynią w obciąganiu, ale ciepło jej ust i pomruki powodują, że momentalnie mi staje. Rytmicznie porusza głową znajdując się na czworakach prostopadle do mnie. Rękę kieruję między jej uda, delikatnie je rozsuwa. Chcę sprawdzić jak jest głęboka. Wsuwam dwa palce.

- Ssss – słyszę lekkie syknięcie, ale zaczynam rytmicznie poruszać palcami i nic już nie słyszę. Chwilę pozostajemy w tej pozycji, ja rytmiczne poruszam palcami, Zuza głową. Jest dosyć głęboka i luźna, myślę, że mimo młodego wieku jest zaprawiona w tym sporcie. Po kilku chwilach ruch moich palców staje się płynny, wyczuwam jej soki. Nie sądziłem, że zrobi się wilgotna po moich „pieszczotach”. Obrabia pałę poniżej średniej, ale na rozgrzewkę może być. Przenoszę rękę z pomiędzy jej ud na cycki. Łapię ją za cycka. To jedyna część ciała, która jest gładka. Jeszcze. Nie ma się co oszukiwać. Jest grubą, zaniedbaną, wiejską dziewuchą. Jej figura jest zwalista, skóra wymaga wizyty u kosmetyczki. Jedyny element, który jest miły dla oka i ręki to cycki. Myślę, że każdy facet zna ten typ cycków. Nie jakieś foremne, kształtne, ale duże, dorodne cyce. Takie cyce są atrakcyjne przez kilka lat, później stają się zbyt obwisłe i ich właścicielka nie ma nic do zaoferowania. W tym przypadku, przy tym trybie życia stawiam na dwa lata. Po dwóch latach będą ugniecione, a ich właścicielka jeszcze bardziej zejdzie z ceny.

- Zakładamy gumeczkę? – pada pytanie. To pytanie zawsze pada. Potwierdzam mruknięciem i klepię ją po dupie. Uśmiecha się.

Tak to jest w tym fachu. Kurwy można podzielić na trzy kategorie. Pierwszą są debiutantki i Zuza z pewnością do nich należy. Nie jest ładna, ale młoda. To widać. Podchodzi do roboty spontanicznie, ja to rozumiem. Lubi seks, niedawno odkryła, że może dostawać za to kasę. Trafiają się stare dziadki, które pomiętoszą cycki (z pewnością przypomina im młodość, bo ewidentnie przypomina divę z Dwudziestolecia) posuną kilka razy i spust. Teraz trafiłem się ja. Nie uważam się za ideał, ale jestem schludny i podobno podobam się kobietą. Dla debiutantek wszystko jest ok: seks, kasa, nowości. To jednak szybko się kończy. Mija trochę czasu. Pojawiają się mniej przyjemne momenty. Są słabsze dni, a pracować trzeba. Pojawiają się mniej przyjaźni klienci, którzy lubią, kiedy boli. Po paru takich akcjach przestaje być miło, ale nie to jest najgorsze. Pojawia się świadomość, że wdepnęła w gówno i nie ma z niego wyjścia. Bo historie o dziewczynach, które wyszły z piekła wsadźcie między bajki. Tu pojawia się kolejna kategoria prostytutek. Te, już w środku. Jeszcze młode, jeszcze ładne, ale zdradzają je oczy. Spojrzenie, którego nie da scharakteryzować. Mieszanka kilku uczuć, kilku emocji. Pierwszą warstwę pokrywa rutyna. Pod nią skrywa się smutek, żal, litość ( tak litość do klienta – dobrze czytacie). Wszystko zależy od klienta. Jeśli jest poukładany, to dostrzeże zobojętnienie, czasami nawet litość. Litość, bo ta branża ma dwa końce pracują dziewczyny, które teoretycznie upadły najniżej, ale przychodzą faceci, którzy wiele wyżej nie są, a może jeszcze niżej. To może zobaczyć normalny facet. Jeśli jest typem skurwiela to może dostrzec złość i coś jeszcze. To spojrzenie mówi jasno – wytrzymam, wielu takich wytrzymałam, ciebie też wytrzymam.

Ostatnią grupą są kobiety po czterdziestce. Popularnie nazywane starymi kurwami. Tu już nie ma użalania się nad sobą. Pełna akceptacja. One już wiedzą, że taki wariant na życie wybrały i nic tego nie zmieni. Często wzmacniają się alkoholem, ale cóż taki ich los.

Ja mam do czynienia z debiutantką, która właśnie zakłada mi czarną prezerwatywę.

- Może zaczniemy klasycznie? – Pyta.

Nie mam nic przeciwko. Widocznie lubi tę pozycję, bo rozkosznie rozwala się na łóżku i rozkłada nogi. Teraz ja klęczę przed nią. Rozchylam nogi i wchodzę. Patrzę na jej łono. Idę o zakład, że nigdy nie przystrzygła swojego gniazdka. Dalej patrzę na nieapetyczny brzuch z rozstępami. Cycki, to jedyny apetyczny kąsek. Tępy uśmiech na twarzy również nie zachęca do ekstazy. Posuwam regularnie łapiąc za cycka, ściskam. Jedyna szansa, żebym doszedł, to jej cycki. Jednak po kilku minutach dochodzę do wniosku, że nic z tego. Mówię, żeby się odwróciła. Od tyłu spokojnie skończę. Kiedy jest na czworakach – odwrócona tyłem, łapię ją za biodra i mocno wchodzę. Posuwam miarowo i rytmicznie.

Zastanawiam się po co to wszystko. Posuwam brzydką dziewczynę i jeszcze za to płacę. No dobra. Przyznaję, że seks za pieniądze daje pewną satysfakcję. Nie chodzi o wymianę, ale o łatwość dostępu. Jak mówią starsi ludzie „za komuny” nic nie było, landrynki urastały do rangi rarytasu. Podobnie jest z seksem. Kiedyś dziwki kojarzone były z marginesem, z wykolejeńcami. A dziś każdy kupuje seks w ten, czy winny sposób. Może całe społeczeństwo jest wykolejone?

Nie mam czasu na rozmyślania, bo coraz mocniej dobijam do pośladków. Spuszczam się bez entuzjazmu. Kurwa. Co za bezbarwny orgazm, co za bezbarwny seks.

CDN

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zuza cz II

07 sty

Dzień jak co dzień. Koniec pracy. Sprzątam biurko i wychodzę. Wracam do swojego mieszkania. Małe zakupy po drodze. Wychodząc ze sklepu otwieram puszkę wiśniowej coli. Końcówka maja – ciepło. Myślę o Arku, koledze z pracy. Na przerwie zagadał o mnie o swoim internetowym odkryciu – Stronie. – No wiesz, taka stronka, gdzie ogłaszają się panny. Studentki, mężatki, no wiesz ruchanie za kasę. Nie odpowiedziałem za wiele. Kiwałem głową i pomrukiwałem. Mało rozmawiam z Arkiem. Według mnie prostak, który swoje prostactwo uznaje za bycie czarującym. Czasem się zastanawiam, jak może zajmować się klientem biznesowym będąc takim chamem. Ale co ja – głupi się zastanawiam. Większość ludzi w tym kraju to chamy, więc pewnie traktują go jak swojego.

Kiedy opowiada mi o stronce, w głowie pojawia się myśl” czyżby kolejny szwagier dołączył do szacownego grona, które za najlepszy deser uznaje lody? Wróciliśmy, każdy do sowich obowiązków i moje myśli powędrowały do klientów. Teraz wracam myślami do naszej rozmowy. Dlaczego akurat mi o tym powiedział? Czytałem kiedyś „Mury Hebronu” Stasiuka. W rozdziale poświęconym rozmowie starego garownika z małolatem pada mądre stwierdzenie. Grypsujący zawsze pozna grypsującego – to po prostu widać „po mordzie”. Czyżby tu było tak samo? Może Arek nie jest (będzie) debiutantem? Może to jeden ze Szwagrów? I rozpoznał mnie, a ta krótka rozmowa miała dać mi do zrozumienia…coś. Czyżby tak było to widać po mnie?

Jestem w domu. W ramach obiadu mrożone warzywa z patelni. Po obiedzie pełen relaks. Lubię nic nie robić. Jakby nie to, że zdechłbym z głodu, to nie ruszałbym się z mieszkania. Włączam komputer, uruchamiam przeglądarkę, wchodzę na Stronę. Nie myślę o tym co robię, działam automatu. Na Forum pisali o nowej. Podobno przyjmuje niedaleko. Jest. Zuza. Ciemna blondynka, przy kości, podobno osiemnaście lat. Nie jest droga. To podejrzane. Jak dziwka jest tania, to prawie na pewno nie grzeszy urodą. Co mi tam. Po obiedzie lodzik będzie dobrym deserem. Wystukuję numer, w słuchawce słyszę dziewczęcy głos. Szybka ustawka. Faktycznie przyjmuje niedaleko.

Małe wyjaśnienie. Ustawka w żargonie Szwagrów to telefon do dziwki, omówienie wstępnych warunków: co i za ile. I najważniejsze: słyszymy adres i umawiamy się mniej więcej na godzinę. Sama ustawka jest punktowana u Szwagrów, ale o tym kiedy indziej.

Moja świadomość działa w niewielkim procencie. Znam procedurę, to rutyna. Nie myślę. Działam. Ubieram się i wychodzę. Piętnaście minut i faktycznie jestem pod umówionym adresem. Jeśli powiedzenie, że fiut kimś rządzi nabiera mocy, to właśnie w takich chwilach. Nie myślę, nie czuję nic i nic mnie nie obchodzi. Podążam za radarem w gaciach. Kolejny telefon. Numer mieszkania. W tym momencie jestem oderwany od rzeczywistości – po prostu mnie nie ma. Widzę tylko kolejne klatki i numery mieszkań na domofonach. Mam…

Pukam do drzwi. Otwierają się. Zawsze jak będziecie w zakamuflowanych burdelach, czyli popularnych mieszkaniówkach, to zwrócicie uwagę na pewien szczegół: nigdy żadna dziwka nie otworzy drzwi stojąc w nich. Zawsze stoi za drzwiami,  a ty klient wchodzisz do ciemnego przedpokoju, czekając na nieznane. Muszę przyznać, że lubię to. Mrowienie w trzewiach, kiedy rytmicznie wybija się ręką „puk puk”, oczekiwanie, świadomość własnej „nieprzyzwoitości” i w końcu otwarcie drzwi. Wejście do nieoświetlonego przedpokoju (nigdy nie jest oświetlony) , to symboliczne wejście do mrocznego świata, którym wszyscy strażnicy moralności gardzą, ale świata, który wszystkich niezmiernie fascynuje. Otwierają się drzwi. Wchodzę do środka.

CDN

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zuza cz I

05 sty

W mieście jest nowa i ma zostać wypróbowana.

********************************************************************************|*********************

Przekroczyłem tę niewidzialną granicę. Sam nie wiem kiedy. To subtelna i płynna granica. Wielu starało się wytyczyć ją precyzyjnie. Nikomu się nie udało. Mówię o atrakcyjności. Stałem się atrakcyjnym facetem. Może zawsze nim byłem? Nie wiem.

Kiedy masz kilkanaście lat i jesteś na młodzieńczym etapie życia dostrzegasz coś. Dostrzegasz, że oprócz wszystkich bogactw na tym świecie jest coś jeszcze. Pewna wartość, jeszcze jedno bogactwo, które trudno zmierzyć surowcem lub walutą. To świadomość i aktywność seksualna. Jak każdą dziedzinę życia, tę też może charakteryzować dostatek, jak i skrajne ubóstwo. Granicą do tej krainy jest atrakcyjność. Co ciekawe, atrakcyjność, której mówię, nie zawsze jest tożsama z atrakcyjnością fizyczną. Ale to temat na inne rozważanie.

Nie wiem jak przekroczyłem granicę. W pewnym momencie po prostu to wiesz. Widzisz to w spojrzeniach ludzi – kobiet. Właśnie tego doświadczam. Siedzę w pubie. Loża naprzeciwko baru. Piję piwo i myślę. Przy barze trzech leszczy. Każdy po kolei zagaduje do barmanki. Pewnie nazwą to podrywem albo rwaniem. Ja to nazywam stękaniem. Stękaniem tak prymitywnym, że subtelniejsze dźwięki wydaję przebywając w WC. Barmanka. Typ zwyczajnej kobiety. Ani gruba, ani chuda. Bez zbędnego makijażu, spięte włosy (kolor naturalny). Kobieca figura, obfity biust napierający na bluzkę. Ładna dziewczyna. Za godzinę dowiem się jak ma na imię. Za kilka wieczorów odprowadzę ją do domu po pracy i zostanę na noc. Ten fakt sprawi, że będziemy nieco zażenowani obrotem sprawy. Żeby nie komplikować przestanę odwiedzać pub. Ale póki co siedzę przy piwie i leniwie spoglądam w kierunku baru. Napotykam spojrzenie barmanki. Otwiera usta, wydaje dźwięki tak, że leszcze przy barze ulegają złudzeniu rozmowy. Ale spojrzenie wraz z leciutkim uśmiechem mówiącym „my przeciw nim” wystarczy abym miał pewność, że emocjonalnie siedzi ze mną w loży.

Kiedyś wiele bym dał za taką sytuację. Dziś, po prostu ma miejsce, nic w tym dziwnego. Może prawdą jest teza, że wystarczająca ilość seksu w życiu powoduje, że nie wysyła się sygnałów seksualnego głodu. Tym samym jest się atrakcyjniejszym (bo kto lubi seksualnych frustratów). Nie wiem i nic mnie to nie obchodzi. Natomiast, jeśli chodzi o seks, to lubię jego podobieństwo do jedzenia. Przyjmijmy seks za posiłki w jadłospisie. Jeśli to zrobimy, to faktycznie spożywam dodatkowe porcje, niczym kulturysta.

I właśnie o tym wam opowiem. O podziemnym życiu. Tak pełnym i tak pustym zarazem. „Strona”, „Forum”, „Diva”, „Szwagrowie”, „Cyfry”, „Ustawka” (nie chodzi o kiboli), „FBG”. Te słowa jeszcze nic dla was nie znaczą. Dla mnie stanowią ostatnie dziesięć lat życia. Tak szczelnie je wypełniły, że nie znalazło się miejsce na nic ważniejszego. Z czasem dla was również pewne słowa nabiorą znaczenia i zanurzycie się w pustym świecie przepełnionym doznaniami.

Zobaczycie.

C.D.N.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii